facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2013-02-19
 

Wyprawa zimowa PZA na Broad Peak – Historia ataku 15-18 lutego

Prognoza mówi o możliwych dwóch dniach stosunkowo dobrej pogody. Więcej nam nie trzeba. Kierownik dzieli nas na dwa zespoły. Pierwszy pójdzie Adam z Arturem ze wsparciem HAP-sów, kolejnego dnia ruszam ja z Maćkiem w towarzystwie Karima. Prognoza mówi o trochę pochmurnym, ale prawie bezwietrznym 17 lutego oraz o bardzo słonecznym, ale mocno wietrznym po południu 18. Tak więc obydwa zespoły mają szansę na szczyt.
Niestety, dwa dni poprzedzające okno wyglądają i rzeczywiście są fatalne.

15 lutego - czwórka dochodzi do C2, ale zajmuje im to zamiast standardowych siedmiu godzin, dziewięć. Podobnie zespołowi, który wychodził dzień później. Wszystko przez zasypane ślady, niską temperaturę i wiatr.

16 lutego - jest jeszcze gorszy. Shaheen z Aminem idą przodem celem złożenia depozytu na miejscu C4. Wyczyn iście heroiczny, zważywszy na silny wiatr i bardzo niską temperaturę. Adam z Arturem wychodzą 1-2 h później. Po ciężkiej, całodniowej walce chłopaki dochodzą „tylko” do C3 i postanawiają atakować szczyt z tego miejsca. Szczęśliwie nasi przyjaciele z Hunzy wywiązuję się z zadania i składają depozyt mniej więcej na wysokości 7300m n.p.m. i jeszcze tego samego dnia schodzą wyczerpani do bazy.

17 lutego - Po fatalnej, wietrznej nocy podchodzimy z Maćkiem i Karimem z C2 w celu dotarcia do C4. Karim po kilku długościach liny zdradza zatrucie żołądkowe i wycofuje się na dół, zabezpieczając po drodze C2. W tym samym czasie Adam z Arturem ruszają do ataku dopiero o 7:00 z powodu kompletnej dupówy, która trzyma ich przez  pierwsze 3 godziny ataku. Niestety nie łączą się z bazą na umówioną godzinę poprzedniego wieczoru, ani przez cały dzień ataku, co przyprawia kierownika o dodatkowe siwe włosy. 

Sam jestem przerażony podchodząc do obozu 3 i widząc rozłożony namiot mimo, że planowo miał być złożony. Ostatecznie z miejsca obozu 3 dostrzegam dwie postacie jakieś 200 m pod przełęczą, a chwilę potem sam zespół łączy się z bazą i postanawia zawrócić z powodu zbyt później godziny oraz ogólnego zmęczenia. Razem z Maćkiem ruszamy w dobrej pogodzie do depozytu na 7300 i tam spotykamy się z chłopakami, którzy schodzą do trójki na noc. Wyglądają na zmęczonych i co kilkaset metrów w zejściu muszą siadać, ale ostatecznie są zadowoleni z progresu. Prawda jest taka, że osiągnęli ok. 7800 m, czyli wysokość, której żadna wyprawa od ataku Maćka Berbeki z 1988 nie osiągnęła!

 

Przedostatnia szczelina przed przełeczą ok. 7750 m. Fot. Adam Bielecki

18 lutego - Po kolejnej bezsennej nocy na 7300 budzimy się o 2 w nocy w celu ataku przed planowanym załamaniem pogody po południu. Niestety mały namiocik szturmowy oraz spowolnione wysokością ruchy powodują, że z namiotu wychodzimy dopiero ok. 5 rano. Nadzieja na ślady chłopaków i świetlistą noc szybko umarła i idziemy po omacku wybierając drogę zapamiętaną dnia poprzedniego. Dwukrotnie trawersujemy za daleko w lewo, raz wracamy na dobry szlak, drugi raz obchodzimy szczelinę i łączymy się okrężną drogą. Razem ze wschodzącym słońcem psuje się pogoda. Zaczyna wiać, robi się dużo zimniej. Maciek proponuje zawróć, ja namawiam go na próbę dotarcia do poręczówek nad szczeliną, a może i przełęcz.

Zaczynam tracić czucie w palcach u stóp i rąk, żadne próby rozgrzania nie pomagają.  Brniemy dalej w zamieci do góry, nie mogę dogonić już Maćka, który jest ok. 40 m przede mną. Tym razem ja daję za wygraną, nie widząc szans na poprawę pogody i samopoczucia. Wołam Maćka i wspólnie decydujemy się na zejście. Jak się później okazało, dokładnie w tym samym miejscu co pierwszy zespół.

Schodzimy do C4, który zabezpieczamy, a ponieważ jest stosunkowo wcześnie, decydujemy się na zejście do bazy. W trójce spotykamy chłopaków, którzy na nas czekali (dzięki!) i razem ruszamy na dół. Niestety jesteśmy z Maćkiem zupełnie wykończeni i na ostatnich nogach, dochodzimy już pod koniec dnia do bazy.

Podsumowując  - obydwa zespoły osiągnęły tę samą wysokość ok. 7700-7800 m. W pierwszym zespole o braku sukcesu zaważyły trudy dwudniowego podejścia w złej pogodzie oraz późny atak z niskiego C3. W przypadku drugiego zespołu zaważyła pogoda, która niestety nie sprawdziła się z przewidywaną.


Zwyciężyć znaczy przeżyć. Tomek po wycofie. Fot. M. Berbeka


 
Źródło: polskihimalaizmzimowy.pl
 
Goryonline
 
2018-11-14
GÓRY
 

Zmarł Paweł Zadarnowski, ratownik TOPR

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
2018-10-30
GÓRY
 

David Lama zdobywa samotnie Luang Ri w Himalajach!

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com