facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2018-06-12
 

Wyprawa na Pik Korżeniewskiej i Pik Kommunizmu

Wyprawę w Pamir Zachodni planowałem od dawna, ponieważ rejony byłego ZSRR są bardzo przyjazne dla polskich wspinaczy – tani dojazd, tanie pozwolenia, brak bariery językowej, korzystny lipcowo-sierpniowy sezon. Wszystko to sprawiało, że po wejściu na Pik Pobiedy w 2004 roku, chciałem zdobyć drugi słynny szczyt byłego ZSRR – Pik Kommunizmu. Górę-legendę, na zboczach której wychowały się pokolenia wspinaczy Wschodu.

Gdzie ten śnieg?
Nasza wyprawa składała się z członków KW Szczecin, KW Lubin, KW Warszawa, Gawra Gorzów i liczyła aż 16 osób. Większość ekipy miała już wysokogórskie doświadczenie, jednak nawet dla większości uczestników miały to być najwyższe dotychczas góry, gdzie zamierzali pobić swoje rekordy wysokości. Skład wyprawy był następujący: Marcin Miotk, Jerzy Kawiak, Dariusz Szut, Jakub Michalak, Paweł Zimnicki, Cezary Woś, Tomasz Pawski, Łukasz Stocki, Waldemar Żmurko, Sylwia Bukowicka, Jan Dudarowski, Paweł Sokołowski, Kamil Gabarski, Dominik Ziembicki, Krzysztof Bigda, Daniel Kreutzer.

 

Wyprawa do Duszanbe, stolicy Tadżykistanu, dotarła samolotem z Sankt Petersburga. Do bazy na lodowcu Moskwian, nie bez przeszkód (4200 m), przylecieliśmy 30 lipca. Oczywiście grupa podzieliła się na mniejsze zespoły, aby akcja górska toczyła się „na zakładkę” (wykorzystywanie tych samych namiotów w wyższych obozach itp.). Ja działałem z doświadczonym alpinistą Jurkiem Kawiakiem ze Szczecina – moim starym znajomym i partnerem z wyprawy na Shisha Pangmę z 1999 roku.

 

Wielkim zaskoczeniem był... brak śniegu, a ściślej cienka pokrywa śnieżna na okolicznych szczytach. Dolne partie Piku Kommunizmu były wręcz zupełnie skaliste – czego nie widzieliśmy na żadnych wcześniejszych zdjęciach. Miny trochę nam zrzedły. Marzenia o północnej grani Kommunizmu trzeba było szybko zarzucić i skupić się na tym, co w danych warunkach było możliwe.

 

Początkowo w grupie pojawiły się różne koncepcje harmonogramu działalności górskiej. Część wyprawy chciała od razu wchodzić na Pik Kommunizmu, bez wcześniejszej aklimatyzacji na Piku Korżeniewskiej. Jednak powtarzane kilkakrotnie argumenty o bezpieczeństwie przeważyły i cała grupa jako pierwszy cel wybrała niższy z dwóch siedmiotysięczników.


PIK KORŻENIEWSKIEJ
Nazwę szczytowi nadał rosyjski geograf N. Korżeniewski dla uczczenia swej żony Eugenii. Głównym celem wyprawy na ten szczyt miała być dobra aklimatyzacja, więc jako drogę wejściową wybieramy najpopularniejszą trasę – drogę V. Tselina (rosyjskie trudności 5A), po raz pierwszy pokonaną w 1965 roku. Droga ta jest stosunkowo długa, narażona na spadające kamienie, ale względnie bezpieczna, jeśli chodzi o zagrożenie lawinowe.

 

Wspinaczka na Pik Korżeniewskiej

Górne partie Piku Korżeniewskiej – Lewe wejściowe żebro

fot. Marcin Miotk

 

Już następnego dnia po przybyciu do bazy wynosimy depozyt w kierunku obozu pierwszego na 5100 m (nie korzystaliśmy z obozu na 5300 m). Brak odpowiedniej aklimatyzacji sprawia, że nie docieramy do jedynki, tylko zostawiamy depozyt na ok. 4900 m. Zdrowie dopisuje, więc 2 sierpnia „na ciężko” wyruszamy z Jurkiem w kierunku szczytu. Na 4900 m doładowujemy nasz depozyt i z wielkimi jak małe lodówki worami docieramy do jedynki. Ten odcinek jest bardzo urozmaicony. Na początku należy przekroczyć labirynt lodowca Moskwina, potem droga ostro wznosi się skalistym zboczem. Niestety, po tym podejściu musimy zejść ok. 200 metrów, aby kolejnym skalistym podejściem wspiąć się w kierunku południowej ściany Piku Korżeniewskiej. Przed podejściem do jedynki droga wiedzie straszną kruszyzną – ciężko zrobić krok, aby nie strącić jakiegoś kamienia. Kaski w tym miejscu wydają się niezbędne, jednak większość ludzi ich nie miała!

 

Już następnego dnia wychodzimy z Jurkiem do obozu drugiego na 5800 m. Powyżej jedynki droga dalej wiedzie nieprzyjemnym piarżyskiem. Na krótko wchodzimy na lodowiec, aby ominąć teren najbardziej zagrożony spadającymi kamieniami. Po godzinie docieramy do miejsca obozu na 5300 m – położonego na morenie bocznej lodowca, tuż poniżej granicy śniegu. Zakładamy raki i ogrzani pierwszymi promieniami słońca wchodzimy na lodowiec.

 

Jest jeszcze wcześnie, śnieg jest dobrze zmrożony, szczeliny dobrze widoczne, więc nikt nie wiąże się liną. Dochodzimy w pobliże bariery seraków. Kończy się dreptanie w śniegu i zaczyna prawdziwa wspinaczka. Idą w ruch czekany, serce wali jak dzwon Zygmunta – od razu wychodzi na jaw, że to dopiero początki aklimatyzacji. Dochodzimy do dwójki „pod wiszącą skałą”. Stoi tam kilka namiotów. Spotykamy Czechów, szukających aparatu, który wpadł im do pobliskiej szczeliny brzegowej. Jesteśmy zdziwieni, jak małe jest to obozowisko. Wyznaczamy miejsce na naszą platformę i zaczynamy kruszyć czekanami grubą warstwę lodu. Po prawie dwóch godzinach platforma jest gotowa, a my zadowoleni z założenia dwójki zaczynamy zjeżdżać na dół.

 

Pik Korżeniewskiej – Obóz na 5800 m 

 

Pik Korżeniewskiej – Obóz na 5800 m, czyli „PIKNIK POD WISZĄCĄ SKAŁĄ”

fot. Marcin Miotk

 

Po dniu restu zaczynamy atak szczytowy – 5 sierpnia podchodzimy na nocleg na 5800 m. Tym razem wychodzimy około 6 rano, aby po 3 godzinach, jeszcze w cieniu, dotrzeć do dwójki. Warto wyjść wcześnie, bo słońce na lodowcu pali niemiłosiernie, wysysa siły z każdego. Dodatkowo rankiem zmrożony śnieg ułatwia wspinaczkę i czyni ją bezpieczniejszą. Chcemy zabrać się za gotowanie, ale skąd wziąć śnieg? Dawno nie padało, śnieg jest potwornie brudny, a jego pokrywa dość cienka. Po krótkim rozpoznaniu postanawiamy skorzystać z sopli lodu z pobliskiej szczeliny. Średnio nam się w tym obozie podoba, więc kolejnego dnia postanawiamy wyjść do góry z zamiarem założenia obozu trzeciego na 6400 m. Dojście do trójki to najtrudniejszy technicznie odcinek drogi. Należy wyjść bardzo wcześnie, aby przejść trawers w cieniu i uniknąć spadających kamieni. Pogoda jest dobra, ale ciemne chmury na horyzoncie nie wróżą niczego dobrego. Początkowo trawersujemy południową ścianę. Droga pokryta jest lodem – kilka długich odcinków musimy pokonywać na przednich zębach raków, twarzą do ściany. Dochodzimy do małej platformy na 6100 m. Jest tu miejsce na najwyżej 3 namioty. Powyżej bez problemu pokonujemy crux w postaci 10-metrowej technicznej ścianki skalnej. W normalnych warunkach nikt by na to miejsce nie zwrócił uwagi, ale z 20-kilogramowym plecakiem na 6100 m perspektywa nieco się zmienia. Po kolejnych 300 metrach wspinaczki śnieżnym żebrem dochodzimy do obozu na 6400 m.

 

„ORLE GNIAZDO” na 6400 m

„ORLE GNIAZDO” na 6400 m

fot. Marcin Miotk


Atak szczytowy - Pik Korżeniewskiej

Atak szczytowy lewym żebrem Piku Korżeniewskiej

fot. Marcin Miotk


 7 sierpnia jesteśmy gotowi do ataku szczytowego. Całą noc ostro wieje, trochę pada, więc rano z niedowierzaniem witamy piękną pogodę. Jednogłośnie stwierdzamy, że to jest zdecydowanie „summit day”. Nasz brak wiary w pogodę powoduje, że wyruszamy z obozu jako ostatni. Droga na szczyt biegnie lewą grzędą Piku Korżeniewskiej. Ekspozycja robi wrażenie – z każdej strony kilkaset metrów powietrza. Brak jakichkolwiek poręczówek zmusza nas do niezwykłej czujności. Po drodze przekraczamy tylko kilka niegroźnych szczelin. Droga nie biegnie prosto do góry, tylko raz wznosi się, a raz obniża, np. kilkadziesiąt metrów, co powoduje, że nominalne 700 metrów na szczyt z ostatniego obozu może  być trochę mylące. Drogę od samych godzin porannych oświetla słońce, co z jednej strony zmniejsza ryzyko odmrożeń, ale jednocześnie śnieg szybko robi się miękki, znacznie utrudniając wspinaczkę.

 

7 sierpnia 2006. zdobycie Piku Korżeniewskiej

 7 sierpnia 2006. Marcin Miotk na szczycie Piku Korżeniewskiej

fot. Marcin Miotk

 

Idzie mi się wyjątkowo dobrze, 100 metrów przed szczytem mijam lekko zdziwionych przewodników rosyjskich i po 4 godzinach od wyjścia jako pierwszy tego dnia melduję się na szczycie. Widoki są fantastyczne, pogoda znakomita, tylko nadciągające chmury zwiastują, że jak co dzień po południu będzie lekkie załamanie i opad. Jurek również dochodzi w dobrej formie, robimy kilka fotek i zaczynamy schodzić, niestety już w lekkiej mgiełce. Śnieg ma teraz konsystencję cukru, raki na niewiele się zdają. Szczęśliwie docieramy do naszego namiotu. Czujemy się szczęśliwi jak po zdobyciu Everestu. Błyskawicznie przeprowadzona akcja górska, rozpoznanie drogi dla innych zespołów, założone dwa górne obozy z namiotami, z których będzie korzystać większość pozostałych członków wyprawy, dobra aklimatyzacja przed Kommunizmem. Można z czystym sumieniem schodzić na piwo do bazy. Reasumując, Pik Korżeniewskiej to wymagający
szczyt – duża ekspozycja, kilka technicznych miejsc, zagrożenie spadającymi kamieniami, mała liczba miejsc ubezpieczonych (na przykład w porównaniu do Chan Tengri w Tien Shanie).

 

PAMIR

Pamir to trzecie pod względem wysokości góry świata. Będąc obszarem o najwyższej na świecie przeciętnej wysokości nad poziomem morza, często nazywane są Dachem Świata. Cecha charakterystyczna Pamiru to duże zlodowacenie: 10% tych gór zajmują lodowce. Tutaj znajduje się jeden z najdłuższych lodowców na Ziemi – lodowiec Fedczenki, mierzący ponad 70 km długości. Pamir dzieli się na Wschodni (Chiński), z najwyższym szczytem Kongur Tagh (Kongur Shan) o wysokości 7649 m, oraz Pamir Zachodni (Radziecki, Centralny) – z dominującym Pikiem Kommunizmu (7495 m).


Historia rejonu
W 1871 roku północną część Pamiru (Góry Ałajskie) eksplorował Rosjanin A. Fedczenko. Jego wyprawa zaowocowała opracowaniem prowizorycznej mapy rejonu. Na początku XX wieku bardzo aktywnie w poznawanie Pamiru zaangażowali się Niemcy, Austriacy i Anglicy. W 1932 roku ogłoszono, że najwyższym szczytem ZSRR jest z pewnością Pik Stalina (7495 m). Rok później wielka wyprawa Akademii Nauk Związku Radzieckiego podjęła próbę wejścia na ten szczyt. Po przeszło dwóch miesiącach akcji górskiej 3 września 1933 roku trzech alpinistów wyruszyło na szczyt z ostatniego obozu (6900 m). Na szczyt dotarł jedynie wyczerpany J.M. Abałakow, który podobno ostatnie 150 m przebył na czworakach. Z kolei na Pik Korżeniewskiej pierwszego wejścia północną granią dokonała 22 sierpnia 1953 roku duża rosyjska grupa wspinaczy. W kolejnych latach Pamirem zainteresowali się zachodni alpiniści – w roku 1962 udaną wyprawę na południową ścianę Piku Kommunizmu poprowadził John Hunt, a w roku 1981 Chris Bonnigton (kierownik), Peter Boardman, Joe Taster i Alan Rouse weszli na najwyższy szczyt Pamiru Kongur Tagh (Kongur Shan).


Polskie drogi
W Pamirze Zachodnim, w przeciwieństwie do rejonu Piku Pobiedy, Polacy byli bardzo aktywni od początku lat siedemdziesiątych. Duże polskie wyprawy odbyły się latem 1972 roku. Polacy brali udział w popularnych w tamtym czasie kilkudziesięcioosobowych alpiniadach. Wyjazd zaowocował pierwszymi wejściami na Pik Kommunizmu: 30 lipca, filarem Buriewiestnika, K. Głazek, S. Kuliński (kierownik), T. Piotrowski, W. Wróż; 17 sierpnia – A. Okopińska (nowy polski kobiecy rekord wysokości) z towarzyszami; Pik Korżeniewskiej: 3 sierpnia – W. Brański, J. Olszewski, A. Sobolewski, , Sz. Wdowiak; 5 sierpnia – W. Kłaput, M. Malatyński, P. Młotecki (kierownik), A. Okopińska. Rok później Polacy odnieśli wielki sukces, wytyczając nowy wariant na zachodniej szczytowej ścianie – na szczyt wchodzą M. Grochowski (kierownik), Z. Heinrich, R. Kowalewski, K. Rusiecki.

 

W kolejnych latach Polacy bardzo licznie odwiedzali ten rejon, traktując go często jako poligon doświadczalny przed wyprawami w Himalaje. Rozpad ZSRR, a następnie niestabilna sytuacja w Tadżykistanie zadecydowały o niemal całkowitym spadku zainteresowania tym rejonem. Dopiero od kilku lat na nowo zyskuje on popularność, czego dowodem była duża wyprawa KW Trójmiasto w 2005 roku.

1 | 2 |
KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Mateusz Mazur
 
2018-06-19
Tylko w GÓRACH
 

Jak plastrować kontuzjowane palce

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-06-18
Tylko w GÓRACH
 

W najnowszych GÓRACH (261): Wiosna w Pirenejach Aragońskich

Komentarze
0
 
Goryonline
 
 
Marek Obara
 
Goryonline
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com