facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2013-07-30
 

Wieści spod Great Trango Tower

Marcin Tomaszewski i Marek Reganowicz są już w bazie pod Great Trango Tower. Przeczytajcie jak minęła im podróż.

W Islamabadzie wylądowałem zgodnie z planem 25 lipca o 3.55 w nocy. Wychodząc na hol przylotów otoczony zostałem przez tłum taksówkarzy i okazjonalnych, szeroko uśmiechniętych przyjaciół. Po chwili podszedł do mnie Ishaq, właściciel agencji, którą wynajęliśmy do obsługi naszej wyprawy. Ishaq zapobiegawczo postanowił zaopiekować się moim bagażem wywożąc go z głównego holu w rzekomo bezpieczne miejsce. Gdy po trzech godzinach prób przymknięcia zmęczonych oczu na krześle miejscowego baru dołączył do nas Regan , po moich Expertach nie było śladu. Dobry początek wyprawy pomyślałem sobie, lecz o dziwo odczułem w sobie spokój. Agencja obiecała pokryć straty. Nie pozwolę aby tak banalne zdarzenie wpłynęło na naszą sprawność w ścianie.

Muszę przyznać, że od pierwszych godzin grafik mieliśmy dopięty na ostatni guzik, nie opuszczając lotniska udało nam się przerzucić bagaże na wewnętrzny lot do Skardu gdzie wylądowaliśmy już o 13 w południe.

Na miejscu zamiast komfortowych butów udało mi się znaleźć jedynie rozchodzone kapcie, które i tak okazały się najlepsze w promieniu najbliższych stu kilometrów. Mam nici, taśmę, trochę kleju i sporą wyobraźnię. Im większe staje przede mną wyzwanie, tym czuję się mocniejszy, bardziej zdeterminowany. Gdy pokazuję je Reganowi, klepie mnie po plecach. Damy radę.

Tego dnia ruszamy jeepami do Askole, małej wioski, z której rozpocznie się karawana. Mieszka w niej większość naszych tragarzy.



Podróż jeepami. Fot. Marcin Tomaszewski


Na drugi dzień o świcie pakujemy sprzęt i ruszamy w drogę. Po godzinie marszu mijamy garstkę mężczyzn z karabinami przewieszonymi przez ramię. Spoglądamy z Reganem na siebie i przełykamy ślinę, z pewnością nie z pragnienia. Wymieniamy się spojrzeniami. W ich dzikich oczach zauważam iskrę, która w jednej chwili eksploduje! Rzucają się na nas z uśmiechem i przyjaznymi okrzykami. Witamy się serdecznie i zaczynamy spontanicznie  tańczyć. Wyjmuję swojego patyka i zaczepiam na jego końcu gopro, staram się nie zwracać uwagi na ich reakcje. Mierzą mnie wzrokiem, opierają karabiny o skałę, nasz przewodnik daje mi znak żebym tego nie robił. Sprawdzam ich, widzę, że nie maja nic przeciwko, nie chcą tylko żebym fotografował ich broni. Patrol wojska pakistańskiego wyrusza na swój posterunek. Wydaje się, że po ostatnich zamachach w których zginęło dziecięciu alpinistów z rąk przebranych żołnierzy, każdy Pakistańczyk stara się ocieplić wizerunek swojego kraju. W rzeczywistości nie jest to zgodne z prawdą, ludność zamieszkująca tą część kraju jest przyjaźnie nastawiona do obcokrajowców i ubolewa nad tym nieszczęśliwym zdarzeniem. Ostatnie dni dużo rozmawiamy z mieszkańcami Baltistanu. Talibowie, którzy rozstrzelali dziecięciu alpinistów bazie pod Nanga Parbat przybyli tu z południowego zachodu graniczącego z Afganistanem. Swoją nienawiść do ludzi gór i ich paktu z turystami zaznaczają na każdym kroku. Zeszłej zimy na drodze z Islamabadu do Gilgit zabili ponad dziewięćdziesięciu ludzi. Do dziś można zauważyć ich krew na przydrożnych kamieniach.



Taniec z żołnierzami. Fot. Marcin Tomaszewski


Po godzinie pijemy czaj na ich górskim posterunku, obserwujemy siebie nawzajem. Szukam wzrokiem mundurów. Nasz przewodnik Aman wydaje się zdenerwowany i nalega, żebyśmy nie robili zdjęć i ruszyli w dalszą drogę. Mogą być problemy tłumaczy. Obok mnie stoi oparty o ścianę karabin, czuję na sobie wzrok żołnierzy. Uśmiech, czujność i niepewność. Nie zdziwiłbym się, gdyby nagle chwycili za broń i skierowali ją w naszą stronę. Pomimo, że jesteśmy  bezpieczni to po raz kolejny odkrywam w sobie pewne przeczucie. Pierwszy raz zrodziło się w mojej głowie w trakcie wyprawy do Pakistanu w 2001 roku, miesiąc przed atakami na Word Trade Centre. Fanatyzm wisi w powietrzu jak gęsta mgła i tylko od przywódców tej nacji zależy w którą stronę uderzy.

W trakcie trzydniowej karawany do bazy mijamy kolejne biwaki. Lola 3050 mnpm , Paju 3500 mnpm i wreszcie Trango Tower base camp 4100 m npm. Nasi kucharze przechodzą samych siebie. Temperatura (+ 38st C) nie ułatwia nam marszu, co chwilę moczymy chusty. Widoki przepiękne. Wyruszamy wcześnie rano by przed południem w największym słońcu być już na miejscu i schować się w cieniu. Na biwakach obserwujemy puste platformy pod namioty i słuchamy żali tragarzy. Ten sezon jest bardzo zły narzekają, wiele wypraw zrezygnowało z  przyjazdu w góry, ciężko będzie przetrwać kolejną zimę.



Baza pod Trango. Fot. Marcin Tomaszewski


29 lipca jesteśmy w końcu w bazie pod naszą ścianą. Rozpoczynamy aklimatyzację. Oczyma wyobraźni widzimy już naszą drogę na Great Trango Tower. Jest piękna, nieprawdopodobna "mila w pionie" Pakujemy sprzęt, koncentrujemy się na naszym celu. Od teraz jesteśmy już tylko
my i ona.



Headwall. Fot. Marcin Tomaszewski


Marcin Yeti Tomaszewski www.4zywioly.net

Marek Regan Raganowicz


Kolejna relacja już ze ściany.

Jeśli transfer plikow nam na to pozwoli wyślemy również filmy.


Strona FB

Goryonline
 
2016-12-20
GÓRY
 

7 dni na północnej ścianie Eigeru

Komentuj 0
Łukasz Ziółkowski
 
Łukasz Ziółkowski
 
Łukasz Ziółkowski
 
2016-04-01
GÓRY
 

Yeti i Regan ruszyli na Alaskę

Komentuj 0
Goryonline
 
2015-12-10
GÓRY
 

Spotkanie z Marcinem Tomaszewskim w Krakowie

Komentuj 0
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com