facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS

W najnowszych GÓRACH (267): "Polscy Himalaiści - Zygmunt Andrzej Heinrich"

Himalajski wyga, dla którego góry wysokie były drugim domem. Stały się też miejscem wiecznego spoczynku. Miał na koncie zimowe i letnie wejścia na ośmiotysięczniki, liczne sukcesy na szczytach siedmiotysięcznych. Skromny, ostrożny, bezkonfliktowy, ciężko pracujący na sukces wyprawy. Mimo niewątpliwych osiągnięć, pozostaje dziś nieco w cieniu bardziej medialnych himalaistów swojego pokolenia.

W bazie pod Lhotse, 1974 rok. Fot. arch. Mirosław Wiśniewski

 

Zwykle pamiętamy tych, którzy odnieśli lub przypieczętowali jakiś sukces. Konkretne nazwiska, które w czasach dla siebie współczesnych elektryzowały ludzi, pojawiały się w rozmowach i na pierwszych stronach gazet. Które rozbudzały wyobraźnię i na stałe zapisały się w historii, inspirując kolejne pokolenia. Trudno wyobrazić sobie pasjonata gór, który nie znałby Hermanna Buhla, Edmunda Hillary’ego, Kurta Diembergera, Reinholda Messnera czy Jerzego Kukuczki. Oczywiście osób, które z łatwością powiązać możemy z przełomowymi, często wręcz epokowymi górskimi osiągnięciami, można by wymienić o wiele więcej. Ale nie dotyczy to wyłącznie alpinizmu, czy szeroko rozumianego sportu, ale także innych, bardzo odległych względem siebie dziedzin życia, jak odkrycie Ameryki, czy „mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości” wykonany na Księżycu.  

 

OŚMIOTYSIĘCZNIKI


Heinrich – podobnie jak całe jego pokolenie – nie załapał się na pionierski okres w podboju Himalajów. Skoro inne nacje dokonały pierwszych wejść na ośmiotysięczniki, Polacy postanowili otworzyć nowy rozdział w podboju gór wysokich i podjąć próbę pierwszych wejść zimowych. Patrząc na to z dzisiejszej perspektywy możemy nie docenić rangi i wielkości takiego pomysłu. Wiemy, że takie wejścia były i są możliwe. W tamtych czasach nie było to jednak wcale takie pewne, a sam pomysł wejścia zimą w strefę śmierci mógł się jawić jako dowód nieodpowiedzialności, czy też zwykłego szaleństwa.

 

Andrzej Heinrich, na drugim planie Staszek Latałło (w czerwonej czapce). Rozstawianie obozu na Icefallu. Fot. arch. Mirosław Wiśniewski

 

W 1974 roku wyruszyła zimowa wyprawa na Lhotse (relację z podróży jelczem, wiozącym sprzęt na tę wyprawę, znajdziecie w 266 numerze GÓR oraz w specjalnym materiale video na kanale GÓRY TV - przyp. red.). Jej kierownikiem został Andrzej Zawada, jednym z uczestników – Andrzej Heinrich. Polacy nie do końca wiedzieli, co mogą zastać zimą w Himalajach. Obawiali się temperatur, a także porywistego wiatru. I nie zawiedli się. Warunki były naprawdę ciężkie. A śmierć jednego z uczestników – Stanisława Latałły – była ciosem, który zapewne zachwiał wiarę w sens wyprawy. Mimo to ekspedycja była kontynuowana. Walka o założenie obozu IV, z którego można byłoby podjąć próbę wejścia na szczyt, trwała kilka tygodni. Ostatecznie udało się rozstawić niewielki namiot na wysokości 7800 m. 24 grudnia dotarli tam Zawada i Heinrich.

 

Następnego dnia, przy temperaturze dochodzącej do -46oC ruszyli w stronę szczytu. Dotarli na wysokość 8250 m. „Zobacz co się dzieje w Kotle. Wracaj natychmiast! – wołał Heinrich.

"Spojrzałem w dół. Uczucie wściekłości i rozpaczy ścisnęło mi gardło. Z Kotła waliły w naszym kierunku skłębione chmury, potworna nawałnica wzbijała w powietrze obłoki śnieżnego pyłu. (…) Powoli, jak najostrożniej zacząłem wycofywać się w dół skalną ścianą” – wspominał Zawada. Zapewne był wściekły na Heinricha, że ten zasugerował odwrót, ale być może ta decyzja sprawiła, że obaj przeżyli. Podobnych dylematów na wyprawach, w których brał udział Heinrich było więcej. Słynął on bowiem z ostrożności, a ta brała się z coraz większego doświadczenia. I kilkakrotnego otarcia się o śmierć. Niektórzy przypisywali mu zbytnie asekuranctwo, ale zwykle były to po prostu przejawy odpowiedzialności i zdrowego rozsądku. (…)

 

Zyga z pieskiem Balou, baza pod Lhotse. Fot. arch. Mirosław Wiśniewski

 

Więcej o niezwykłej postaci Andrzeja Heinricha dowiecie się z lektury najnowszych GÓR (267)
 

Tekst: Łukasz Ziółkowski

Zdjęcia: Mirosław Wiśniewski

 

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Maciej Piera
 
Maciej Piera
 
2019-10-24
Tylko w GÓRACH
 

Ryszard Pawłowski o ostatniej wspinaczce Jerzego Kukuczki

Komentarze
0
 
Maciej Piera
 
Goryonline
 
2019-10-15
Tylko w GÓRACH
 

W najnowszych GÓRACH (269): „Korona Gór Polski na szybkości”

Komentarze
0
 
Maciej Piera
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2019 Goryonline.com