facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS

W najnowszych GÓRACH (264): "Piolets D’Or po polsku"

Chyba tylko jedną ceremonię rozdania Złotych Czekanów obejrzałem jako widz, który może spokojnie rozsiąść się w fotelu i z dystansem obserwować, co dzieje się na scenie. Podczas kilku innych edycji pełniłem rolę oficjalnego fotografa, więc na moich barkach spoczywała odpowiedzialność za udokumentowanie tych ważnych wydarzeń. Jeszcze trudniej oceniać całokształt, kiedy decyduje się o przebiegu imprezy lub samemu stoi na scenie. Tak było, gdy współorganizowałem wieczór, w trakcie którego Piolet d’Or Carrière wręczono Wojtkowi Kurtyce. W tym roku już z pewnością nie mi, czyli koordynatorowi przedsięwzięcia „Złote Czekany w Lądku Zdroju”, jest recenzować galę rozdania nagród. Postaram się za to opowiedzieć trochę, co działo się za kulisami.

Laureaci Złotych Czekanów 2018, Wręczający i Prowadzący galę wspólnie na scenie. Fot. Piotr Kaleta

 

W stylu alpejskim do Lądka


Od trzech edycji laureaci Złotych Czekanów są ogłaszani przed ceremonią. Celowo, aby wyeliminować element rywalizacji, zrezygnowano z efektu oscarowej gali. Ponadto w ubiegłym roku po raz pierwszy jury zdecydowało się przyznać nie tylko główne nagrody, ale także wyróżnienia. Nie inaczej było tym razem. Oprócz trzech zespołów, których przejścia zasłużyły – zdaniem gremium eskspertów – na „złoto”, postanowiono ogłosić jeszcze ogłosić podwójne nagrody specjalne. Grupka laureatów była więc całkiem spora, bo liczyła aż 10 znakomitych alpinistek i alpinistów z Czech, Francji, Japonii i USA. Do tego oczywiście laureat Złotego Czekana za całokształt ze Słowenii oraz Polskiego Złotego Czekana (ze Szkocji). Obawy o frekwencję szybko okazały się nieuzasadnione, ponieważ z wyjątkiem Alexa Honnolda, którego w Stanach zatrzymała premiera filmu Free Solo, przyjazd zadeklarowali wszyscy zaproszeni. Ostatecznie z powodów losowych na miejsce nie dotarł Zdeněk Hák, ale nie popsuło to wrażenia, że w dniu wręczania nagród Lądek stał się światową stolicą stylu alpejskiego w górach wysokich. Zwłaszcza że zamiast Alexa na scenie pojawił się nie mniej utytułowany Tommy Caldwell, a Zdenka z wdziękiem zastąpiła... córka Marka Holečka.

 

Córka Marka Holečka odebrała nagrodę w imieniu nieobecnego Zdenka Háka. Fot. Piotr Kaleta

 

Trzy kluczowe miejsca na drodze do sukcesu

 

O powodzeniu tego typu imprezy decyduje kilka czynników.

 

Pierwszym jest element oczekiwania i zaskoczenia. Na wielkich galach zapewnia go oczekiwanie na werdykt ukryty w zaplombowanych kopertach. Podczas tegorocznych Złotych Czekanów zastosowaliśmy inny chwyt: skoro od początku było wiadomo, kto nagrody otrzyma, mogliśmy zaskoczyć publiczność tym, kto je wręczy. A że były to wielkie postaci górskiego i wspinaczkowego świata, nieprzypadkowo wybrane, chyba udało się zrobić odpowiednie wrażenie. Niespodzianek było zresztą więcej, począwszy od oprawy artystycznej, czyli szeroko komentowanego występu słynnego Łukasza Świrka, znanego jako „Człowiek Flaga”.


Drugi to atmosfera: kluczowa jest ucieczka od patosu i socrealistycznej formuły wręczania nagród przez prezesa, związanego z poklepywaniem się po ramieniu w rytm wyświechtanych fanfar. Powinno być familijnie i z... humorem. Tu wielką rolę odegrała para prowadzących: Justyna Domaszewicz i Wojtek Hela Heliński. Chyba każdy przyzna, że odśpiewanie na jazzowo imion i nazwisk prezentowanych jurorów nie jest standardowym chwytem. W tym samym celu, zamiast wymieniać uściski dłoni i prawić komplementy zrobiliśmy sobie – Christian Trommsdorff („szef ” Złotych Czekanów), Maciej Sokołowski (dyrektor festiwalu w Lądku) i ja – selfie z publicznością.

 

Trzecim jest dynamika. Na scenie wystąpić miała całkiem liczna rzesza postaci z Polski i ze świata, więc poszczególne przemówienia musiały być krótkie. Na szczęście wszyscy wzięli to sobie do serca, czego dowodem był żart Andreja Štremfelja: „Obiecałem Piotrowi, że moje przemówienie nie będzie trwało dłużej niż pół godziny”. Efektem nadającym gali rytm miały być również ciekawie zaaranżowane muzyczne wstawki zespołu ImproBand, trafnie podkreślające na przykład kraj pochodzenia danego laureata.



Pełną relację znajdziecie w nowym, 264 numerze GÓR. Prócz obszernego podsumowania tegorocznej gali, wybiegamy już myślą w przyszłość, zadając sobie pytanie czy następna droga prowadzi do Lądka - czyli o miejsce przyszłorocznej uroczystości. Odpowiedź poznamy zapewne jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Niezależnie od tego, jaka ona będzie, historyczne wydarzenie stało się faktem – to w Lądku zorganizowano pierwszą edycję tej nagrody z dala od Alp Francuskich. Pisały o niej najważniejsze światowe media górskie, np. amerykański „Rock & Ice” czy włoski „Planet Mountain”. Choć zdarzało się, że przeklinałem decyzję o wzięciu na siebie tej odpowiedzialności, to dziś chciałbym być w stanie zaprosić na kolejny złoty wieczór w Wielkim Namiocie. Na razie muszę się z tym wstrzymać, za to mogę już serdecznie zaprosić na lądecki festiwal, który – z Czekanami, czy bez Czekanów – jest prawdziwym górskim świętem.


KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
2021-07-15
Tylko w GÓRACH
 

„Szlakiem GOPR”: Wspinaczkowo-rowerowa Jura

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2021-07-12
Tylko w GÓRACH
 

„Szlakiem GOPR” – premiera odcinka jurajskiego

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2021-07-05
Tylko w GÓRACH
 

Ola Mirosław i jej droga do Tokio

Komentarze
0
 
Goryonline
 
Goryonline
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2021 Goryonline.com