facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2012-07-09
 

Tenzing-Hillary Everest Marathon 2012

Pierwszy raz o Najwyższym Maratonie Świata usłyszałem w 2005 roku. Euforia po ukończeniu wówczas pierwszego maratonu w górach LTG Alpine Marathon w Liechtensteinie sprawiła, że zacząłem w google poszukiwać kolejnych wyzwań.
Trafienie na informację o maratonie u stóp Mt Everest zajęło mi wówczas dosłownie chwilę. Znalezienie tego właściwego biegu – trochę dłużej. Okazuje się bowiem, że na zboczach Mt Everest, co najmniej kilka instytucji organizuje bieg na dystansie 42 km, ale tylko jeden z nich jest naprawdę najwyżej położonym maratonem. Start odbywa się z Everest Base Camp, na wysokości 5364 m n.p.m. Pozostałe maratony zaczynają się nieco niżej – w Gorak Shep, na wysokości 5100 m n.p.m. Różnica niby nieznacząca, ale w dalszej części napiszę, co oznacza każdy metr przebiegnięty powyżej 5000 m n.p.m.

Przez następnych kilka lat pomysł znikał, wracał, znowu schodził na dalszy plan – zawsze był jednak obecny gdzieś w głowie. Największymi przeszkodami były urlop – 3 tygodnie bez rodziny – oraz finanse. Wpisowe, dojazd do Nepalu, sprzęt – to była poważna pozycja w domowym budżecie. Pod koniec zeszłego roku, uśmiechnęło się do mnie szczęście. EDC/Instytut Lotnictwa postanowiły udzielić  mi wsparcia, dzięki czemu odległe marzenie sprzed lat nabrało rzeczywistych kształtów. Rozpoczęła się moja ulubiona faza – planowanie i organizowanie wyjazdu. Tygodnie spędzone na wybieraniu sprzętu – buty, plecak, kurtka, leginsy krótkie, długie, nawet wybór skarpet nie trwał standardowych 3 minut, ale kilka dni. Wszystko po to, by chociaż sprzętowo być jak najlepiej przygotowanym do biegu. Wiedziałem, że na dobrą aklimatyzację i super dietę przed startem nie będę mógł liczyć  – o tym jednak też później.
16 maja 2012 wylądowałem w Katmandu. Lotnisko międzynarodowe w Katmandu było... najbardziej chaotycznym i brudnym lotniskiem, na którym przyszło mi kiedykolwiek lądować. Pierwsze wrażenie z miasta – wszędzie kurz, burzone domy, uliczni sprzedawcy wszystkiego i niekończący się chaos na ulicach. Do hotelu jednak dotarłem bez przeszkód. Pierwszy dzień to przyjazdy – w hotelu pojawili się Amerykanie, Anglicy, Niemcy, Australijczycy, ale też reprezentanci RPA, Hong Kongu czy Nowej Zelandii, Holandii, Belgii i ja – jeden Polak w grupie...

Przeczytaj całość na: http://www.bieganie.pl
 Bieganie.pl
 
Goryonline
 
2018-11-07
HYDEPARK
 

Nowe „Tatry”. Góry, wolność i niepodległość

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-10-19
HYDEPARK
 

Film „No Trace Tatra” na jesiennych festiwalach

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-10-16
HYDEPARK
 

Wanda Rutkiewicz. Jeszcze tylko jeden szczyt

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com