facebook
 
baner
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
baner
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2014-04-11
 

Tatrzańskie ekstremy

Tatry. Tatrzańskie szczyty. Taternicy i ich cele. Kolejne ściany, dziewicze formacje, nowe, coraz trudniejsze, jak najtrudniejsze drogi. Otóż to. Ludziom gór szybko przestał wystarczać sam fakt zdobycia szczytu. W historii taternictwa coraz ważniejszą stawała się kwestia: którędy? Kolejne generacje wspinaczy podnosiły poprzeczkę wyżej i wyżej. Dziś dawno już zapomniano o pokutującym przez lata przekonaniu, jakoby skrajnie trudny szósty stopień miał stanowić, jak niegdyś pisał Janusz Kurczab, „non plus ultra dla najlepszych”, czyli absolutny limit ludzkich możliwości.

Ale cofnijmy się do początków – „skalne igrzyska” trwają przecież już od ponad stu lat. W 1910 roku Henryk Bednarski, Józef Lesiecki, Leon Loria i Stanisław Zdyb pokonali jeden z pierwszych tatrzańskich mitów niedostępności, opancerzoną gładkimi płytami południową ścianę Zamarłej Turni. Ich droga, stanowiąca aktualnie wzorzec stopnia V, w ówczesnej, przymiotnikowej skali została wyceniona na „bardzo trudno”. Stopień „nadzwyczaj trudno”, odpowiadający dzisiejszej „piątce” pojawił się dopiero w roku następnym – tak oceniono trudności drogi rozwiązującej północną ścianę Galerii Gankowej. Zdobyli ją Ignacy Król, Władysław Kulczyński Junior oraz Józef Lesiecki, ten sam, który uczestniczył w podboju Zamarłej Turni. Mimo że wycena drogi szybko została obniżona do stopnia „bardzo trudno”, sam fakt propozycji wykroczenia ponad istniejącą wówczas skalę świadczył o przełamaniu bariery psychicznej w pokonywaniu niemożliwego.

 

 

Dávid Závacký na Strach Zo Života, Galeria Osterwy. Fot. Adam Kokot

 

W końcu, w roku 1926 skala trudności ostatecznie nabrała swój klasyczny, sześciostopniowy wymiar. Stało się tak za sprawą niemieckiego alpinisty Wilhelma Welzenbacha, który wprowadził szósty „skrajnie trudny” stopień oraz przypisał przymiotnikowej skali rzymskie cyfry od I do VI.

Erę „szóstki” w Tatrach rozpoczął Wiesław Stanisławski, najwybitniejszy przedstawiciel okresu międzywojennego. W ciągu zaledwie pięciu lat, dokonał szeregu pierwszych przejść najwspanialszych ścian, między innymi zachodnich zerw Łomnicy, Kościelca czy Małej Śnieżnej Turni oraz północnych Małego Kieżmarskiego, Jaworowego i Żabiego Konia. Kilka ze swoich dróg wycenił na skrajnie trudne i mimo że z czasem wszystkie zostały zdegradowane do V+, były najpoważniejszymi przejściami tamtej epoki.


Dopiero w późniejszych latach okazało się, że „szóstkowe” trudności pokonano jeszcze przed Stanisławskim. Awansowały do tego stopnia dwie drogi wcześniej uznawane za „piątki”: wariant Mieczysława Szczuki i Jana Kazimierza Dorawskiego z 1926 roku na wschodniej ścianie Mięguszowieckiego Szczytu oraz Kant Klasyczny na Mnichu, poprowadzony cztery lata później przez Justyna Wojsznisa wraz z Jackiem Żuławskim, Heleną Dębińską i Anną Jasińską.


Nienasycony apetyt taterników na coraz bardziej śmiałe linie oraz pewnego rodzaju blokada psychiczna przed drogami jeszcze trudniejszymi popychały do nowych, pionierskich rozwiązań, także kontrowersyjnych (jak podkuwanie stopni przez Wincentego Birkenmajera) oraz rozwoju techniki sztucznych ułatwień. Te ostatnie nie dotyczyły jednak innego wybitnego przedstawiciela tamtej epoki, Tadeusza Orłowskiego, o czym mogą świadczyć jego własne słowa: „Jadąc w Tatry, pragnąłem chodzić po górach, nie po drabinie”.

 

 

Michał Król na Misterium Nieprawości, Mnich. Fot. Adam Kokot


Jego droga środkiem urwiska Galerii Gankowej, wyceniona na VI–, uchodzi za największe osiągnięcie taternictwa przedwojennego. Zrobił ją w 1939 roku wraz z Włodzimierzem Gosławskim. Pierwszy atak taternicy zakończyli wycofem na 15 metrów od krawędzi tarasu. Kilka dni później wrócili, obeszli ścianę, zjechali górnym odcinkiem, a następnie poprowadzili ostatni wyciąg.

To pierwszy znany tego rodzaju przypadek w Tatrach. Nie dość, że droga została rozpoznana od góry, to jej przejście odbyło się na raty. Cztery lata później Orłowski w zespole z Wawrzyńcem Żuławskim postawił kropkę nad „i”, przechodząc linię w jednym ciągu i dokonując tym samym pierwszego powtórzenia własnej drogi.
Przez kilka następnych dziesięcioleci szósty stopień rzeczywiście stanowił granicę pokonywanych klasycznie trudności w tatrzańskiej skale. Jeszcze w 1971 roku Komisja Bezpieczeństwa UIAA zebrana pod kierownictwem Fritza Wiessnera wyraziła opinię, że „sześć stopni wystarcza na określenie trudności związanych z klasyczną wspinaczką, gdyż klasyczne przejście odcinka VI jest zarezerwowane tylko dla wyjątkowych wspinaczy”.

 

Także Werner Munter, szwajcarski niwolog, bardzo dobrze znany dzięki opracowaniu metody szacowania ryzyka lawinowego „3×3”, w 1974 roku był zdania, że „stopień VI oznacza niezwykłe trudności i jest dostępny tylko dla czołówki. Minimalne chwyty i stopnie wymagają wyjątkowo silnych palców oraz zmysłu równowagi i gibkości […], a VI+ nawet dla najlepszego wspinacza w najlepszej formie, w dobrych warunkach, wykorzystującego do maksimum naturalną rzeźbę skały i używającego nowoczesnego sprzętu stanowi wspinaczkę na granicy odpadnięcia”.
W latach siedemdziesiątych postęp wspinaczkowy zaczął zmieniać tę sytuację, a zamknięta od góry przymiotnikowa skala trudności wprowadzała duże zamieszanie. Niejako z konieczności zaczęto zaniżać wyceny nowych dróg, stare pozostawiając bez zmian... Dochodziło do absurdów, których symbolem jest słynne słowackie „extremne IV+”, a jego sztandarowymi przykładami – drogi Leopolda Páleníčka, takie jak Kút v Platni na południowej ścianie Strzeleckiej Turni, Prahová Depresia na wschodniej ścianie Małego Lodowego czy Čierna Škára na Żółtej Ścianie. Kluczowy trawers na Cunasovej Cescie z 1970 roku na zachodniej ścianie Łomnicy wycenił on „aż” na V+, tymczasem aktualnie jego trudności określa się stopniem VII+ ze znakiem zapytania, gdyż nieznane jest nazwisko żadnego śmiałka, który przeszedłby ten odcinek klasycznie!


Przez lata panował ten „extremny” chaos, trafnie przedstawiony w anegdocie przez Andrzeja Machnika na łamach „Taternika” z 1980 roku: „Było ci trudno? – pyta jeden z czołowych skałołazów. – No to dajemy III!”.
Zdarzały się jednak wyjątki. Wytyczona w 1970 roku przez Wojtka Kurtykę w towarzystwie Michała Gabryela i Janusza Kurczaba Kurtykówka na Małym Młynarzu z trudem mieściła się w sześciostopniowej skali. Jej autorzy, nie zważając na panującą w środowisku manierę, wycenili ją na VI z plusem. Kilka lat później granica szóstego stopnia została ostatecznie przekroczona za sprawą bracSmólskich. W 1977 roku przeszli oni klasycznie Sprężynę na Mnichu, proponując po raz pierwszy stopień VII– (wycena ta do dzisiaj pozostała niezmieniona).

 

 

Jacek Jurkowski na drodze Sunset Boulevard IX, Jastrzębia Turnia. Fot. Adam Kokot

 

W 1978 roku UIAA oficjalnie wprowadziło jeszcze jeden, siódmy stopień, jako ten najwyższy, dostępny tylko dla wspinaczkowej elity. Jednak dopiero w następnych latach doszło do prawdziwego przełomu. Nie polegał on na wprowadzeniu kolejnego stopnia, ale zmianie w mentalności: zrozumiano, że nie ma granicy ludzkich możliwości – człowiek wciąż będzie pokonywał coraz dłuższe ciągi ekstremalnie trudnych przechwytów.


Nadchodziła era rewolucyjnych, klasycznych przejść. W 1980 roku Wojtek Kurtyka i Władysław Janowski pokonali Kant Filara VII+ na Kazalnicy, a rok później Andrzej Marcisz i Tomasz Klimczyk – wyjątkowo śmiałą jak na tamte czasy linię Szarego Zacięcia VII+ na Raptawickiej Turni. Przygotowując ją, po raz pierwszy użyto nitów wyłącznie w celu asekuracji, a nie z myślą o wspinaczce hakowej. Miesiąc później, w sąsiedztwie Szarego Zacięcia Jerzy Farat odhaczył Okap Wolfa. Jego trudności sięgają stopnia VIII– i jest to pierwsza bezsporna ósemka w Tatrach. W tym samym roku zespół Zbigniewa Czyżewskiego i Ryszarda Malczyka uklasycznił na Czołówce MSW Czarne Zacięcie, śmiało proponując wycenę VIII. W późniejszych latach droga ta została powtórzona i przeceniona na VII, ale ósmy stopień stał się faktem.


Na pokonanie kolejnej bariery nie trzeba było długo czekać. W 1987 roku bracia Michal i Miroslav Coubalowie odhaczyli Direttissimę Małego Kieżmarskiego i choć wycenili ją tylko na VIII– droga ta dzisiaj uchodzi za mocne IX–. Niedługo potem Leszek Wojas i Michał Nowak po raz pierwszy zaproponowali IX– dla uklasycznionej Hematytówki na Raptawickiej Turni. Tym samym wielkimi krokami zbliżamy się do trudności niemożliwych do pokonania bez nowoczesnego sprzętu i odpowiedniego, wcześniejszego przygotowania drogi. Popularne do tej pory korkery zaczynają ustępować obuwiu z gumową, superprzyczepną podeszwą, pojawia się moda spitowania dróg ze zjazdu. Tak powstaje w 1987 roku Fantazja VII– na Żabim Mnichu, obita i poprowadzona przez Bogdana Łaszczewskiego i Marka Olczyka. W końcu, w 1988 roku, 10 lat po wprowadzeniu siódmego stopnia, UIAA zostaje zmuszone otworzyć skalę truności do góry. Słuszne jest określać wspinaczkowy progres nowymi stopniami, a nie zacieśnianiem tych już istniejących. Kolejne lata to nabierające tempa usportowienie najtrudniejszych technicznie tatrzańskich ścian. Coraz więcej spitów, udoskonalane „paputki”, regularne używanie magnezji, obleganie dróg, strefy sportowe, patentowanie poszczególnych wyciągów, a nawet podkuwane chwyty i ograniczniki...

Wszystko to doprowadziło do osiągnięcia dzisiejszego tatrzańskiego „non plus ultra”. Rzymskie X, czyli dziesiąty stopień trudności UIAA pojawił się w Tatrach w 2004 roku. Darek Kałuża wraz z Renatą Hajnos poprowadzili Kamikaze X– na Raptawickiej Turni, a zaledwie dwa tygodnie później Piotr Korczak, Andrzej Marcisz i Tomasz Opozda – Misterium Nieprawości, także X–, na Mnichu. Do dnia dzisiejszego jeszcze kilka dróg zostało wycenionych w podobny
sposób, między innymi sławna Jet Stream X–/X na Jastrzębiej Turni.

 

 

Marcin Gąsienica Kotelnicki na Mnichu. Fot. Adam Kokot


„Która najtrudniejsza?” – już w 1972 roku pytał na łamach „Taternika” Janusz Skorek. Poniższa lista jest próbą odpowiedzi na to pytanie, próbą rzucenia światła na kwestię najtrudniejszych dróg wytyczonych na obszarze całych Tatr. Istnieją w miarę kompletne wykazy przejść polskich i niezależne niestety wykazy przejść słowackich. Nasze środowiska taternickie są jakby odseparowane od siebie. A przecież Tatry to jedna, niepodzielna grupa górska i nie ma znaczenia, czy dana ściana znajduje się po tej, czy po tamtej stronie sztucznie wytyczonej, państwowej granicy.
Moim zamierzeniem było zebrać wszystkie drogi, warianty i kombinacje linii wielowyciągowych, które zawierają w sobie choć szczątkowe ósemkowe trudności, czyli o wycenie co najmniej VII+/VIII–. Jak pisałem, stopień VIII miał przełomowe znaczenie historyczne i uznałem go za umowną granicę, powyżej której wszystkie drogi mogą stanowić wyzwanie nawet dla najbardziej wytrenowanych wspinaczy. Szczególnie jeśli wycena danej linii jest zaniżona (popularny proceder u naszych południowych sąsiadów), nie znajdziemy na niej spitów, a jakość zakładanych przelotów będzie pozostawiać sporo do życzenia… Listę można więc traktować jako zbiór potencjalnych celów dla taterników o nastawieniu stricte sportowym. W chwili obecnej obejmuje ona 159 dróg, nie licząc wariantów i kombinacji.


Dołożyłem wszelkich starań, aby była jak najbardziej kompletna i aby znalazło się na niej jak najmniej nieścisłości, gdyż zdaję sobie sprawę, że stworzenie bezbłędnej jest praktycznie niemożliwe. Korzystając z okazji, chciałbym podziękować Marcinowi Gąsienicy-Kotelnickiemu i Pavlowi Jackovičowi za korektę. Jednocześnie zwracam się do wszystkich z prośbą o ewentualne poprawki bądź uzupełnienia. Można je przesyłać poprzez komunikator na stronie www.filipbabicz.com, gdzie w miarę możliwości będę publikował uaktualnienia.

 

Tekst: Filip Babicz

 

Listę tatrzańskich ekstrem znajdziecie w GÓRach (nr 231 (sierpień 2013)

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
2017-11-09
HYDEPARK
 

Ostatnia w koronie. Z archiwum Jerzego Kukuczki

Komentarze
0
 
 
Łukasz Kocewiak
 
2017-09-28
HYDEPARK
 

Aconcagua. W cieniu Śnieżnego Strażnika

Komentarze
0
 
Goryonline
 
Goryonline
 
Goryonline
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2017 Goryonline.com