facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2009-12-17
 

TAKA GRA - Jon Krakauer, Wszystko za Everest

„Wszystko”, czyli co? Oczywiście odpowiedź najbardziej oczywista to cena najwyższa, jaką zapłacili ci, którzy zostali w drodze ze szczytu. Rachunek wystawiony przez Górę tym, którym pozwoliła ujść z życiem, jest też niemały...
„Sześciu wspinaczy z wyprawy Halla dotarło na szczyt. Tylko Milke Groom i ja zdołaliśmy zejść. Zginęło czterech kolegów, z którymi śmiałem się, wymiotowałem i prowadziłem długie, pełne intymnych szczegółów rozmowy. To, co zrobiłem – lub czego nie zrobiłem – przyczyniło się bezpośrednio do śmierci Andy’ego Harrisa. A kiedy Yasuko Namba umierała na Przełęczy Południowej, ja znajdowałem się zaledwie 300 metrów dalej, skulony w namiocie, nieświadomy jej walki o życie, zatroskany wyłącznie o własne bezpieczeństwo. Ślady, jakie pozostawiło to w mojej psychice, nie są z rodzaju tych, które zacierają się po kilku miesiącach żalu i wywołanego poczuciem winy samooskarżania się” – to jakby druga, ważniejsza geneza książki Jona Krakauera.
Pierwsza dotyczy misji powierzonej mu przez magazyn „Outside”, a związana jest z przygotowaniem relacji uczestnika wyprawy na Dach Świata. Jak wyznaje sam autor – było to spełnienie jego wspinaczkowych marzeń. Z pewnością nie przypuszczał, że będzie to powracać do niego jako dręczący sumienie koszmar.

***

„Wszystko za Everest” – tak zapowiada przedstawione w reporterskiej relacji Jona Krakauera wydarzenia polski tytuł jej drugiego wydania, które ukazało się właśnie nakładem warszawskiej oficyny Mayfly (pierwsze trafiło do rąk czytelników w roku 1998 – zatem kilkanaście miesięcy po ukazaniu się książki w USA – wydane przez wydawnictwo Prószyński i S-ka w przekładzie Krystyny Palmowskiej). Tytuł podpowiada nam gdzie, w jakich obszarach ludzkiej natury szukać należy odpowiedzi na pytanie o przyczyny tragedii, jaka rozegrała się na zboczu Mount Everestu.
Dwa komercyjne zespoły, prowadzone przez utytułowanych i zaprawionych w pojedynkach z himalajskimi ośmiotysięcznikami przewodników wysokogórskich – Roba Halla i Scotta Fischera – a składające się z ludzi owładniętych ideą wejścia na wierzchołek Everestu, połączyły swoje siły, by w pierwszej dekadzie maja 1996 roku zmierzyć się z Górą. Nieuczciwe wobec czytelników, którzy zamierzają sięgnąć po książkę, byłoby relacjonowanie tragedii, w jaką zmieniła się ta wyprawa. Jej skalę dobrze oddają przytoczone na wstępie słowa Krakauera.




„Wszystko”, czyli co? Oczywiście odpowiedź najbardziej oczywista to cena najwyższa, jaką zapłacili ci, którzy zostali w drodze ze szczytu. Rachunek wystawiony przez Górę tym, którym pozwoliła ujść z życiem, jest też niemały: okaleczenia fizyczne dla Becka Weathersa (stracił prawą rękę, palce lewej i nos); towarzyski – graniczący z cywilną egzekucją – ostracyzm dla ekstrawaganckiej milionerki Sandy Pittman (w kibicujących jej życiu kolorowych magazynach pojawiły się oskarżycielskie napaści zamiast zwyczajowych laurów, beatyfikujących zwykle poczynania tej celebrytki), wyrzuty sumienia dla autora książki. Inni, jak Lou Kasischke, udział w tej tragedii odebrali jako cenną lekcję: „Nauczyłem się kilku istotnych rzeczy o życiu, o innych, o sobie samym. Czuję, że widzę dziś jasno rzeczy, których nigdy wcześniej nie dostrzegałem”. Ktoś inny zredukował moralne rozterki, realnie oceniając swoje fizycznie możliwości, nie pozwalające na niesienie pomocy umierającym z zimna i wyczerpania towarzyszom.
Ten, komu łatwo przychodzi ocenianie innych (nie obronił się przed tym i Krakauer), może uznać, że za chore ambicje płaci się właśnie „wszystkim”. Taki los musi spotkać pyszałków wierzących bezgranicznie we własne siły i szczęście, oraz tych, którzy nie chcą się pogodzić z tym, że pewne rzeczy są poza ich możliwościami. Zasługują więc na nasze surowe współczucie i traktowanie ich doświadczeń jako przestrogi dla nierozważnych następców. „Jak można wytłumaczyć to, co się stało – nie tylko bliskim ofiar, ale też krytycznie nastawionej opinii publicznej? Prawdopodobnie przyczyniła się do tego pycha” – wyrokuje autor.

***

„Into thin air” – tak zapowiada angielski tytuł przedstawione w reporterskiej relacji Krakauera wydarzenia z roku 1996. W zakończeniu swojej książki pisze on: „Perspektywa zawrócenia własnych klientów przed szczytem – gdy klienci jego rywala parli naprzód – mogła być dla Halla na tyle nieprzyjemna, że przesłoniła mu jasność myślenia. Trzeba jednocześnie mocno podkreślić, że Hall, Fischer i my wszyscy zmuszeni byliśmy podejmować tego rodzaju rozstrzygające decyzje w stanie silnego niedotlenienia. Rozważając przyczyny tej katastrofy, nie można zapominać, że klarowność umysłu jest na wysokości 8848 metrów nieosiągalna”.

Może to zatem opowieść o tym, że na najwyższe szczyty wchodzi się w odmiennym stanie świadomości? O tym, że warunki gry zmieniają zawodników w żywe organizmy o poziomie intelektualnym gada (to opinia jednego z bohaterów książki), które – gdyby potrafiły myśleć – już dawno zmieniłyby kierunek marszu. I bardziej istotne od finalnych surowych ocen jest właśnie ukazanie przez Krakauera tych momentów transformacji członków zespołu w ludzkie istnienia o zawężonych możliwościach oceny sytuacji i własnego postępowania. I jeśli przyjmiemy ten punkt widzenia, to wtedy najmniejsze nawet przejawy dobroci czy szlachetności urastają do aktów heroizmu. A co powiedzieć o tych, którzy cierpiąc z niedostatku tlenu, śmiertelnie zmęczeni ruszają na ratunek mającym mniej szczęścia?

Krakauer bardzo sugestywnie oddaje atmosferę narastającego zmęczenia i zbliżania się do granicy życia i śmierci. Momenty jej przekroczenia są prawie niezauważalne. Ludzie znikają, pochód w stronę życia trwa dalej. Gdy przybywa tlenu, gdy wracają siły i gdy ryzyko utraty życia staje się mniejsze, rośnie też poczucie winy. „Próbowałem postawić Yasuko na nogi. Złapała mnie za ramię, ale była zbyt słaba, by podnieść się z klęczek”. Zacząłem iść i ciągnąłem ją jeden czy dwa kroki, a potem ona rozluźniła uścisk i osunęła się. Musiałem iść. Ktoś musiał dojść do namiotów i sprowadzić pomoc, inaczej wszyscy skazani bylibyśmy na śmierć. (…) Wciąż czuję jej palce zsuwające się po moim ramieniu i w końcu puszczające je. Nawet się nie odwróciłem” – wspomina jeden z przewodników.

***

Krakauera najbardziej zdaje się interesować właśnie próba ukazania i zrozumienia mechanizmów decydujących o tym, że zachowanie tam wysoko bywa tak dalekie od oczekiwanego i dyktowanego przez zdrowy rozsądek. Przykład? Rob Hall przed rozpoczęciem wspinaczki wyznaczył rygorystyczną godzinę rozpoczęcia odwrotu – zawrócić mają nawet ci, których od zdobycia szczytu dzieliłyby metry. A jednak towarzyszy swojemu klientowi, który dociera na wierzchołek dwie godziny później. Dlaczego? Krakauer pisze, że Hall zrezygnował z przestrzegania tego ustalenia, obawiając się, że jeśli tak jak przed rokiem jego klienci nie wejdą na Mount Everest, straci reputację skutecznego przewodnika. Może jednak powinniśmy wierzyć, że Hall postanowił za wszelką cenę pomóc spełnić marzenia Dougowi Hansenowi, któremu nie powiodło się przed rokiem. Obaj zapłacili za to „wszystkim”. Drugim przykładem zachowania, które zaskakuje, jest postawa wspominanego już tutaj Becka Weathersa. Nie mogąc kontynuować wspinaczki na szczyt z powodu postępującej ślepoty, obiecał Hallowi, że zaczeka na jego powrót i razem bezpiecznie wrócą do obozu IV. Beck konsekwentnie rezygnował z pomocy oferowanej mu przez innych, nie chcąc narazić na niepokój o swój los wracającego z wierzchołka Halla. Obiecał mu, że będzie na niego czekał choćby do śmierci. Cudem tylko nie dotrzymał słowa.

Krakauer nie traktuje tej wyprawy jako ewenementu w dziejach zmagań z Everestem. Pokazuje zarówno tragiczne dzieje poprzedników ofiar z maja 1996 roku, jak i wspomina tych, którzy zostali w śniegu niedługo potem. Zatem dramat, w jakim uczestniczył, był tylko kolejnym rozdziałem nie mającej końca epopei o marzycielach w rozrzedzonym powietrzu, stawiających wszystko na jedną kartę.

Kamil Kasperek

PS. Wydawca dołączył do znakomitej książki dodatek w postaci płyty DVD z paradokumentalnym obrazem Roberta Markowitza „Życie za Everest”, będącym adaptacją bestselleru Krakauera. Nie odbiega on poziomem od filmów, które oglądać możemy na kanałach National Geographic czy Discovery. Siłą rzeczy i w myśl wszelkich ograniczeń związanych z filmową adaptacją literatury, reżyser nie mógł uniknąć uproszczeń i skrótów fabularnych. To wybaczyć mu łatwo. Trudno jednak bez irytacji patrzeć na pomysły brane z najgorszych hollywoodzkich tradycji. Rob Hall, jak relacjonują świadkowie, zachowywał się w swych ostatnich chwilach w sposób nie wymagający dodatkowego łapania widza za ściśnięte ze wzruszenia gardło. Radzę zatem najpierw obejrzeć film – nie znudzi na pewno, zachęci do lektury. Kolejność odwrotna nie pomaga polubić Markowitza.

Jon Krakauer
Wszystko za Everest, Mayfly 2009 +
Życie za Everest,
reż. Robert Markowitz

GÓRY, nr 11 (186) listopad 2009
Goryonline
 
2018-11-07
HYDEPARK
 

Nowe „Tatry”. Góry, wolność i niepodległość

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-10-19
HYDEPARK
 

Film „No Trace Tatra” na jesiennych festiwalach

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-10-16
HYDEPARK
 

Wanda Rutkiewicz. Jeszcze tylko jeden szczyt

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com