
Droga Surdela na Mięguszowieckim Szczycie Wielkim to kawał świetnej przygody. Nie jest ani za trudna, ani za łatwa. Na pewno jest dużo poważniejsza niż typowe kursowe drogi na popularnych taternickich szczytach. Prowadzi świetnymi formacjami skalnymi, oferuje mnóstwo ciekawego wspinania, a zejście może okazać się wyzwaniem…

Dla takich widoków warto się tu wspiąć: szczyt Kazalnicy Mięguszowieckiej, Rysy, Niżne Rysy, Kopa Spadowa… Za to pogoda najwyraźniej się psuje
Gdy dochodzimy nad Morskie Oko, tym, co od razu przykuwa nasz wzrok, jest masyw Mięguszy – Mięguszowiecki Szczyt Czarny, Pośredni i Wielki. To wręcz ikoniczny landszafcik, odbijający się w tafli jeziora. Popularnych Rysów stąd praktycznie nie widać. Najwyższy szczyt Polski, i jeden z najbardziej obleganych, kontrastuje z trudnym do zdobycia MSW. Nie prowadzi na niego szlak turystyczny, co sprawia, że jest rzadko odwiedzany. Mięgusz to prawdziwa przygoda, bo nawet w sezonie możemy poczuć się samotnie w otoczeniu tatrzańskich grani. Najłatwiej dostać się nań Drogą po Głazach od strony słowackiej, którą trudno określić jako drogę wspinaczkową (trudności do I), a przecież nawet dobrze wytrenowanemu turyście może ona sprawić problem. Jest długa, trudna orientacyjnie i nieubezpieczona łańcuchami. Również dla taterników MSW nie stanowi celu tak oczywistego, jak rejon Hali Gąsienicowej, gdzie pełno jest dość łatwych (IV-V) kursowych dróg z obitymi stanami, a zejście najczęściej odbywa się szlakiem. Rozległy masyw Mięgusza, z trudnymi w orientacji i skomplikowanymi opcjami zejścia, Władysław Cywiński nazywał „małymi Alpami”.
Najwyższe ściany MSW mają wystawę północną. To zimowe klasyki i raczej nie są polecane na lato, ze względu na sporą kruszyznę i dużą ilość zielska. W sezonie letnim największą popularnością cieszy się ściana wschodnia, która nie jest tak wysoka (ma niespełna 400 metrów), jak jej północny odpowiednik, ale za to oferuje ciekawe, ciągowe wspinanie w środkowej części. Lity granit, pion, lufa pod stopami i widoki na otoczenie Morskiego Oka – a więc to, co lubimy najbardziej! Wybraliśmy klasyka klasyków, czyli Drogę Surdela (V+), ze słynnym kominem Kiszkanta.

Widok ze stanowiska po kluczowych trudnościach
Ze znajomymi z Krakowa umówiłem się w schronisku nad Morskim Okiem. Niestety, nie udało mi się dostać wieczorem z Zakopanego na Palenicę. Pozostał mi pierwszy poranny autobus. I pośpiech na słynnym asfalcie do Moka, bo, jak wiadomo, Surdel jest długi i lepiej zbyt późno się w niego nie wstawiać. Ale nadrobimy! Półtorej godziny do schroniska i godzina pod drogę. Plan był optymistyczny… Niestety nie do końca wypalił, bo dojście pod wschodnią ścianę wymaga sporego wysiłku. Niewiele dłużej idzie się na Kazalnicę.
Staw niknie za plecami, po prawej Bula. Ale w końcu otwiera się widok na wschodnią ścianę, a w górze dostrzegam moich towarzyszy… A dokładniej dwie kolorowe kropki. Ustaliliśmy telefonicznie, że wystartują wcześniej, a ja dogonię ich pod pierwszym wspinaczkowym wyciągiem. Początkowo na Surdelu i tak idzie się na lotnej terenem maksymalnie dwójkowym, podobno słabo asekurowalnym, tak więc chyba najlepiej przejść ten odcinek z liną w plecaku.

Grań Mięguszy w zapadającym zmroku
Pod ścianą jestem przed dziesiątą i w podejściówkach drę do góry. Teren nie sprawia problemów. Szybko doganiam i mijam moich towarzyszy tuż przed Tarasem Sokołowskiego, gdzie według topo zaczyna się właściwa wspinaczka. Idę dalej, aż pod pierwszy piątkowy wyciąg nad Półką Ratowników. Ale tu tempo drastycznie spada, bo muszę długo czekać na zaprzyjaźnioną parę, która asekuruje się na sztywno w łatwym trójkowym terenie. Trochę jestem zdziwiony, bo znamy się nie od dziś. No ale trudno. Czekam… I tak mija pół godziny. Trzeba się sprężać! Chyba wszyscy czujemy presję, ale nikt o tym nie mówi. Przeliczam w głowie niezbędny do ukończenia drogi czas i wmawiam sobie, że wszystko dobrze się skończy.
Tak naprawdę dopiero na Półkach Ratowników zaczyna się prawdziwa wspinaczka. To dość wysoko, mniej więcej w połowie ściany, ale z drugiej strony od tego miejsca trudności trzymają. Niemal wszystkie wyciągi wycenione są na V (tylko jeden krótki przed kominem jest czwórkowy), w tym kluczowy na V+. I tak aż do łatwych partii podszczytowych. Zgodnie z topo od tego miejsca mamy do pokonania 200 metrów w pionie. W sumie osiem wyciągów, w tym dwa ostatnie terenem trójkowym, do przebiegnięcia na lotnej.
Tekst i zdjęcia / BARTOSZ WRZEŚNIEWSKI
* * *
Tekst w całości przeczytasz w 303 (2/2026) numerze Magazynu GÓRY.
GÓRY (czasopismo oraz e-book) można kupić w naszej księgarni Książki Gór > link
