facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS

Strategia wspinania na wyjazdach, czyli kilka patentów na zwiększenie szans na sukces

Dotychczas na łamach GÓR pojawiało się wiele wartościowych materiałów na temat psychologii wspinania, odżywiania oraz treningu. Wciąż jednak niewiele miejsca poświęcono sprawom taktyki i strategii.

Poniżej chciałbym podzielić się z wami kilkoma spostrzeżeniami na temat optymalizacji wspinania na wyjazdach. Sporo czasu zajęło mi, żeby na własnych błędach nauczyć się pewnych zasad, które warto uwzględnić podczas planowania wyjazdu. Niezależnie od tego, czy jesteś wspinaczem korporacyjnym i masz mało czasu, czy planujesz właśnie półroczny trip, pewne wskazówki mogą okazać się dla ciebie pomocne.


Gdy odbębnimy już długie miesiące na panelu i przeczytamy wszystkie treningowe periodyki, a najdroższe La Sportivy lśnią na półce gotowe do użycia, warto odpowiedzieć sobie na pytanie: jaki cel mamy zamiar realizować podczas najbliższego wyjazdu?


Cel jest przeważnie determinowany ilością czasu, którą dysponujemy, oraz wcześniejszym przygotowaniem. Warto skoncentrować się na tym, aby był on atrakcyjny, możliwy do zrealizowania na danym wyjeździe, a zarazem ambitny. Tylko ambitne cele dają motywację, zaś ich realizacja – spełnienie. 


Nasz sport jest w dużej mierze uzależniony od czynników zewnętrznych. Wybór rejonu jest jednym z najbardziej kluczowych elementów układanki. Planując wymarzony wyjazd, warto wcześniej sprawdzić pogodę, znaleźć alternatywne miejsca i upewnić się, który sezon jest najlepszy. Czasami zdarza się, że nasz projekt biegnie po kaloryferach i po mocniejszym opadzie zamoknie na dwa tygodnie lub znajduje się na południowej ścianie i optymalne warunki panują na nim jedynie zimą. Dobry wywiad środowiskowy i informacje zaczerpnięte z Internetu pomogą nam uniknąć rozczarowań.


Jeśli planujemy długi trip lub kilka następujących po sobie wyjazdów, warto zastanowić się nad przygotowaniem objętościowym. Porządne rozwspinanie pomoże przełożyć panelowy „podkład” na „język skały” – dostosować się do innego rytmu poruszania i ocenić własne możliwości. Oswojenie się ze specyfiką danego rejonu czy gatunkiem skały znacznie przyspiesza późniejszą realizację głównych celów. Poza tym wspinanie na ilość wiąże się z niskim poziomem presji, to czysta zabawa.


Jeśli naszym celem jest wspinanie On Sight, warto oczywiście stopniowo podnosić poziom i budować repertuar ruchowy, który znacznie przyspieszy tempo wspinania i powiększy zasoby kluczowe na najtrudniejszych drogach. OS jest chyba najprzyjemniejszą formą wspinania i stosunkowo łatwo można za jej pośrednictwem osiągnąć wysoki poziom satysfakcji.



Styl OS jest chyba najprzyjemniejszą formą wspinania. Mateusz Haładaj na Rocaina dura 8b OS;

fot. Paweł Ochman



Z kolei wybierając ambitny cel Red Point, pamiętajmy, że wspinanie w tym stylu jest najbardziej obciążające dla organizmu i bywa frustrujące. RP pożera najwięcej energii przy małej objętości wspinania. Warto znaleźć drogę, która motywuje i nam się podoba, bo może się okazać, że spędzimy na niej dużo czasu. Bez wątpienia należy „zaprzyjaźnić się” z nią, aby działanie stało się przyjemne. Wspinanie RP obarczone jest dużym ryzykiem porażki, ale za to sukces daje najwięcej satysfakcji. 


Proces realizacji trudnego projektu jest w dużym stopniu uzależniony od warunków, których nie możemy kontrolować (pogoda, zmęczenie, limit czasu) i czasami przynosi spadki formy. Aby utrzymać motywację i urozmaicić go, warto mieć cele alternatywne – drogi, które zazwyczaj jesteśmy w stanie zrobić w ciągu 1–2 dni lub łączyć RP ze wspinaniem bez znajomości.


W wielu sytuacjach na wyjeździe dobrze jest obniżyć poziom. Często duża liczba łatwiejszych dróg cieszy bardziej niż jedna trudna linia. Taka strategia sprawdza się na długich wyjazdach, bo pozwala utrzymać względnie wysoką formę przez cały czas.


Niezwykle istotne jest robienie przerw. Wiele osób zapomina, że człowiek nie jest maszyną i nie może mieć wzrostu formy przez cały czas. Przerwy 2–3-dniowe pozwalają na dobrą regenerację i superkompensację, podczas gdy czwarty lub piąty dzień wspinania z rzędu to przeważnie „kopanie leżącego”, które wcale nie przybliża nas do sukcesu. 


Liczbę wstawek w ciągu dnia determinuje poziom wytrenowania, ale ważne jest przede wszystkim, czy traktujemy je treningowo, czy mamy na celu poprowadzenie drogi. Przejście od ilości do jakości jest naturalnym sposobem na oszczędzanie sił – wbrew pozorom najlepsi wspinacze napierają mało, ale skutecznie. Nie da się utrzymać szczytu formy bez odpowiednio długiego czasu regeneracji. Zatem jeśli czujemy, że to może być ta chwila – wspinajmy się a muerte, ale ograniczmy liczbę prób do minimum.


Wyjazd w skały nie musi oznaczać wspinania przez cały dzień. Dobrym rozwiązaniem jest działanie przez pół dnia, bo pozwala na lepsze gospodarowanie siłami i utrzymanie wyższej motywacji. Wbrew temu, co sądzą niektórzy, siedzenie w skałach przez dwa miesiące nie działa najkorzystniej na świecie. Kluczowe jest zachowanie proporcji – dobra książka lub zwiedzanie często lepiej przełoży się na nasze wyniki niż kilka kolejnych wstawek na zmęczeniu. Warto się wspinać mniej, ale bardziej świadomie. Każdy doświadczony wspinacz wie, że wystarczą trzy godziny wspinania w ciągu dnia, żeby się porządnie zładować…


W celu zachowania właściwej równowagi trzeba słuchać własnego ciała. Uniknięcie kontuzji lub spadku formy jest ważniejsze niż poprowadzenie kolejnej trudnej drogi w danej chwili. W euforii łatwo przesadzić z wysiłkiem, trudno odpuścić, gdy sukces jest blisko.


Zwracajmy też uwagę na prawidłowe rozłożenie obciążenia. Inny jest rytm wspinania na treningu, podczas którego wykonuje się bardzo intensywny wysiłek w krótkim czasie, a inny w skałach, gdzie czasami między wspięciami następuje kilka godzin przerwy, ale chcemy zachować moc przez cały dzień. 

Rozgrzewka na drodze o odpowiedniej trudności i charakterze jest niezbędna, żeby utrzymać dobrą wydolność. Mniej doświadczonym wspinaczom zdarza się często „spalić sprzęgło” na pierwszej drodze, co skutkuje dalszym spadkiem formy w ciągu dnia. 

Wreszcie, by osiągnąć optymalną formę i wydolność, warto czasami zrezygnować ze zbędnego wysiłku. W niektórych sytuacjach zrobienie kliku łatwych dróg na koniec dnia lub bieganie w dni restowe może bardziej zaszkodzić realizacji naszej wymarzonej drogi, niż poprawić naszą formę.


Na koniec chcę podkreślić, że nawet najlepiej przygotowany zawodnik może nie osiągnąć wymarzonego poziomu, gdy nie jest odpowiednio zmotywowany. Urozmaicenie wspinania, brak presji wewnętrznej i dystans do tego, co się robi pozwala pogodzić się z ewentualną porażką i zapobiec wypaleniu. Najtrudniejszą sztuką we wspinaniu jest utrzymanie motywacji przez długi czas pomimo frustracji i porażek, które są nieodłączną częścią każdego sportu. Osobiście zawsze uważałem, że w ogromnej mierze za sukces odpowiedzialna jest atmosfera. Fajna ekipa i dobre nastawienie na wyjeździe są ważniejsze niż najskuteczniejszy plan treningowy. Trzymam kciuki za wszystkich, którzy uczą się na własnych doświadczeniach, oby było ich jak najwięcej. Wynik przyjdzie sam…

 

Postscriptum:

Podjęty temat potraktowałem hasłowo z uwagi na dużą liczbę niuansów, których nie da się wyjaśnić w tak krótkim tekście. Każdego, kto jest zainteresowany rozwinięciem tematu, zapraszam do dyskusji na forum goryonline.com w temacie Podróże wspinaczkowe.


Mateusz Haładaj



Materiał ukazał się w GÓRACH nr 236 (1/2014).

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Łukasz Ziółkowski
 
2016-07-01
FOTO-VIDEO
 

Piotr Schab na Papichulo 9a+

Komentuj 0
Piotr Michalski
 
2016-06-21
GÓRY
 

Nowa droga na Osterwie

Komentuj 0
Łukasz Ziółkowski
 
Łukasz Ziółkowski
 
2016-06-10
FOTO-VIDEO
 

Free solo w Irlandii

Komentuj 0
Goryonline
 
2016-06-02
WSPINACZKA SPORTOWA
 

Powroźnikowa – kolejny rejon wspinaczkowy w Dolinie Racławki.

Komentuj 0
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com