facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2006-04-11
 

Short fixing

Zodiac  (450m) w 1 godz 51 minut; nowa droga Tonta Suerta (2000 m) na Fitz Royu w dwa dni, nowa droga Azeem Ridge (2500m) na Great Trango Tower w 4 dni – co wspólnego mają te wszystkie przejścia poza tym, że są jednymi z najlepszych w swojej klasie?


Zodiac  (450m) w 1 godz 51 minut; nowa droga Tonta Suerta (2000 m) na Fitz Royu w dwa dni, nowa droga Azeem Ridge (2500m) na Great Trango Tower w 4 dni – co wspólnego mają te wszystkie przejścia poza tym, że są jednymi z najlepszych w swojej klasie? To, że tak szybki czas autorzy przejść zawdzięczają zastosowaniu w mniejszym lub większym stopniu metody „short fixingu”.



W poniższym opracowaniu będę chciał przedstawić zalety i przybliżyć sposób działania powyższej metody. Pragnę jednak zaznaczyć, że powyższe przejścia mają jeszcze jedna wspólną cechę – znajdują się w wykazach najlepszych aktualnie wspinaczy świata. Musimy więc pamiętać, że przyswojenie zasady działania „short fixingu” nie sprawi automatycznie, że będziemy najszybsi. Jednego jednak możemy być pewni, będziemy wspinać się szybciej niż dotychczas, a to jest niezmiernie ważne we wspinaczce wielkościanowej. Dłuższy pobyt w ścianie to często większe ryzyko załapania się na zmianę lub załamanie pogody. To większa ilość sprzętu, jedzenia i wody, którą musimy ze sobą zabrać. Wreszcie, szybkie wspinanie, to w takich miejscach, jak na przykład Patagonia czy Alaska (notorycznie złe warunki, z krótkotrwałymi „oknami” dobrej pogody), bardzo często jedyna możliwość na przejście drogi.
 „Short fixing” – „krótkie poręczowanie” (propozycja polskiej nazwy), jest stosunkowo „młodą” techniką, która narodziła się w Yosemitach. I nic w tym dziwnego. Słoneczne ściany Doliny, a zwłaszcza kilometrowej wysokości ściana El Capitana, od zawsze były miejscem, w którym testowano nowe techniki wspinaczki „big wall” (wielodniowej wspinaczki wielkościanowej), by później masowo stosować je w górach i ścianach całego świata (nie na darmo Yosemity zwie się „wspinaczkowym poligonem”).
W dotychczasowych sposobach pokonywania tak wielkich ścian (kilkaset i więcej metrów) wyróżniano dwie techniki.
Pierwsza z nich to „capsule style”. Polega ona na poręczowaniu nowo zdobytego terenu i powrocie na noc do obozu (kapsuły), znajdującego się niżej (namiot na półce, czy w przypadku bezpółkowych ścian, takich jak El Capitan –  do portalage). Po przewspinaniu kilkudziesięciu do kilkuset metrów, bazę (kapsułę) przenosi się wyżej w kolejne dobre do rozbicia miejsce (lub rozwieszenia w przypadku portalage) miejsca. Metodę tą można przyrównać do stylu „oblężniczego”(z użyciem lin poręczowych i obozów pośrednich), w jakim najczęściej się wspina w górach najwyższych.
Druga z meto to „one push”, „non stop” – wspinanie bez przerwy, z ograniczeniem biwaków do minimum, często w ogóle bez biwaku. By zwiększyć tempo wspinającego się zespołu na potrzeby tej metody, wymyślono dwie nowe metody: wspinanie symultaniczne i „szybką trójkę”. (Nie będę rozpatrywał prawdopodobnie najszybszej metody pokonania ściany, jaką jest oczywiście wspinaczka free solo – bez liny i zakładania asekuracji).

Wspinanie symultaniczne, czyli jednoczesne wspinane się dwóch członków zespołu, ma zastosowanie wtedy, gdy mamy do czynienia z drogą, którą obydwaj członkowie zespołu potrafią pokonać klasycznie. Ewentualnie droga posiada krótkie odcinki A0 – czyli jest stosunkowo łatwą pod względem elementów wspinaczki hakowej. Jako przykład niech służy fakt, iż trzy najszybsze przejścia drogi The Nose odbyły się tą metodą. Musimy jednak pamiętać, iż autorzy tych wspinaczek doskonale znali przebieg drogi (przechodzili ją wcześniej kilkadziesiąt razy). Możemy zatem mówić o pewnej formie „przypatentowania” tej linii.
Podstawową zaletą tej metody, jest ciągłe „zdobywanie” nowego terenu przez prowadzącego. Wady to przede wszystkim ograniczone warunki, w jakich można z niej skorzystać (patrz wyżej). Inną sporą wadą jest również to, że jakikolwiek błąd (a w konsekwencji odpadnięcie) jednego z członków zespołu powoduje lot partnera. W konsekwencji wspinamy się z dużym obciążeniem psychicznym: nie dość że sami boimy się odpaść, to jeszcze martwimy się o ewentualny lot partnera.
Na droga trudniejszych, podczas zimowych przejść (takich jak wiele szybkich, zimowych przejść dróg w Tatrach) stosuje się często „szybką trójkę”, czyli jeden z partnerów jak najszybciej dochodzi po linie poręczowej do lidera, zaczyna go asekurować na nowym wyciągu, podczas gdy poprzedni wyciąg jest czyszczony przez trzeciego członka zespołu.
Ten system jest już prawie idealny. Jego zaletą jest przede wszystkim znaczne  skrócenie czasu między prowadzeniem kolejnych wyciągów. Nie bez znaczenia jest też fakt, iż obciążenie psychiczne związane z przewspinaniem całej drogi może zostać rozłożone na trzech, a nie tylko na dwóch prowadzących. W trójkę jest też raźniej. Możliwość odezwania się do kogoś na stanowisku na pewno doceni każdy, komu przyszło asekurować partnera podczas wielogodzinnego prowadzenia.
Niestety, ma też parę wad. Po pierwsze, zawsze jest czas, kiedy prowadzący czeka na stanowisku na dojście asekuranta (mimo iż wyciąg jest „czyszczony” przez trzecią osobę). A także fakt, że – jak sama nazwa wskazuje – szybką trójkę można stosować tylko w zespole trzyosobowym.

Problemy związane z stratą czasu spowodowaną oczekiwaniem na dojście asekuranta rozwiązał „short fixing”. W metodzie tej prowadzący po przewspinaniu pewnego odcinka wyciągu i dojściu do dobrego punktu (w przypadku wspinania na El Capitanie jest to z reguły bolt1, często pojedynczy)2, robi sobie szybkie „auto” (np. za pomocą dwóch ekspresów). Partner przestaje go asekurować, prowadzący wybiera luz i mocuje linę na sztywno3, partner zaczyna podchodzić na przyrządach, a lider zaczyna się wspinać nieasekurowany dalej, przepinając linę poprzez następne punkty przelotowe w celu zmniejszenia potencjalnego lotu. Jest to najniebezpieczniejszy moment wspinania tą metodą. Niektórzy jako przyrząd do autoasekuracji stosują gri-gri4 (musimy pamiętać, że producent zabrania stosowania tego przyrządu do takich celów!). Jednak coś za coś: stosując gri-gri tracimy czas. Wydaje mi się, że lepsze jest rozsądne planowanie i wybór miejsca pod „short fixing”, tak by ewentualne długie loty były jak najmniej niebezpieczne (brak półek, przewieszenie). Można też skrócić długość ewentualnego lotu poprzez nie wybranie całości wolnej liny. Po dojściu partnera na stanowisko, zaczyna on asekurować w tradycyjny sposób. Sprawny zespół, stosując dodatkowo „back cleaning” (pokonywanie wyciągów hakowych na dwóch punktach – prowadzący sam czyści wyciąg pod sobą, a przeloty zostawia w miarę możliwości jak najrzadziej)5, spotyka się w celu wymiany sprzętu i/lub zmiany na prowadzeniu dopiero po około 6-8 wyciągach (Huberowie na Zodiacu, na szesnastu wyciągach spotkali się tylko raz). Dzieje się to, do czego zmierzaliśmy – lider praktycznie cały czas zdobywa nowe metry.
Proszę sobie wyobrazić taki oto przykład: wspinamy się dziewięćsetmetrową drogą, która ma 20 wyciągów o średniej długości 45 metrów, używamy liny sześćdziesięciometrowej. Jeżeli byśmy robili „short fixing” tylko na stanowiskach, i w czasie, gdy nasz partner „małpuje” urabiali średnio tylko dziesięć metrów nowego terenu, to i tak, na 20 wyciągach zaoszczędzamy 200 metrów. Czy to nie dużo?

Teraz wady:

1 Podstawowa: by stosować „short fixing”, musimy używać liny pojedynczej. My, Europejczycy, jesteśmy nauczeni w górach używać lin podwójnych – przydaje się to w zjazdach, przy prowadzeniu (mniejsze przesztywnienie), no i jest bezpieczniejsze (możliwość przecięcia na kancie, a także przez spadające kamienie).
2 Rzadkością jest ściana z tak dużą liczbą dobrych przelotów (boltów) jak El Capitan.
3 Stosując tę metodę, musimy zdawać sobie sprawę, że konsekwencje naszych ewentualnych błędów prawie na pewno będą większe niż przy tradycyjnej wspinaczce oraz że świadomie łamiemy prawie wszystkie zasady bezpiecznej asekuracji. Zespół wspinający się w ten sposób musi wykazywać duże doświadczenie, a także zaufanie do siebie, jak i do stosowanego sprzętu (stanowiska z pojedynczych punktów, mała ilość przelotów, stosowanie „back cleaningu”).

Zwolennicy „short fixingu” i lin pojedynczych odpowiadają na to tak:

Do zjazdu używaj repa (w sumie, lina + rep ważą mniej – dodatkowy atut); naucz się rozsądnie przedłużać przeloty – unikniesz przesztywnienia (Amerykanie używają naprawdę długich ekspresów); są już nowe pojedyncze liny o zwiększonej wytrzymałości na loty, które są testowane miedzy innymi na loty na krawędzi 90 stopni 6.
2. Można z powodzeniem stosować „short fixing”, używając do tego stanowisk standardowo zbudowanych z własnej protekcji.
3. Wspinanie na wysokim poziomie zawsze niosło ze sobą pewną dozę ryzyka.     Zespół wspinający się tą metodą powinien się składać z doświadczonych, mających do siebie pełne zaufanie wspinaczy.

Przykładowe sytuacje, podczas których zastosowanie metody „short fixing” jest najlepszym rozwiązaniem:

1. Często wspinamy się w górach typu alpejskiego, gdzie przed skalną częścią drogi lub po niej (np. kopuła szczytowa) mamy część śnieżno-lodową, często łatwą, ale ze względu na „odciążanie się”, wzięliśmy tylko jeden komplet „dziabek”, zatem pierwszy się wspina, drugi „małpuje” z cięższym plecakiem. Idealna sytuacja na „short fixing”(świadkiem takiej byli nasi koledzy, którzy z niedowierzaniem oglądali Amerykanów mknących przez kuluar podejściowy pod Fitz Roya).
2. Prowadzimy  wyciąg, nagle po 20-30 metrach  teren staje się bardzo łatwy, po co zakładać tu stanowisko i czekać na „małpującego” z ciężkim worem partnera, skoro można już iść dalej (tak działał Tim O’Neill na nowej drodze Tonta Suerta na Fitz Roy i Josh Wharton na nowej drodze na Great Trango Tower – Azeem Ridge).

Podobne przykłady można mnożyć.

Parę słów na zakończenie. Zdaję sobie sprawę, że stosowanie tej metody w polskich realiach – czyli w Tatarach – raczej mija się z celem. Latem nasze góry z reguły nie oferują wielodniowych wspinaczek, ani też długich ciągów trudności hakowych. Nie ma więc potrzeby tego rodzaju przyspieszania wspinania. Za to zimą, przy często bardzo słabych stanowiskach (Kocioł Kazalnicy i stanowiska typu „małpuj, ale tak wspinaczkowo, bez obciążania”) może to być ciut za bardzo ryzykowne.
Jednak wielu z nas jeździ w Alpy i w bardziej egzotyczne miejsca, więc myślę, że tam może się to komuś przydać. A jeżeli nie, cóż, cieszę się, że mogłem uchylić rąbka „tajemnicy”,  jaka leży u podstaw niewyobrażalnych „speed rekordów” na El Capitanie.

Przypisy

1 Jako bolt należy rozumieć wszelkiego rodzaju spity, nity  i inne punkty osadzane na zasadzie kołka rozporowego, które charakteryzujące się bardzo dużą wytrzymałością.
2 Napisałem, że stanowisko robi się z pojedynczego bolta. To prawda, gdyż jest to dużo szybsze niż montowanie stanowiska z kilku spitów. Często w celu zabezpieczenia, w drugi stanowiskowy bolt wpina się ekspres, przepinając linę jako pierwszy przelot i ewentualny drugi punkt.
3  Doskonałe do tego nadaje się węzeł „podwójny tatrzański”, który poza tym, że szybko się go wiążę, to także nie zaciska się, nawet po dużym obciążeniu (podchodzący na przyrządach partner).
4  Gri-gri do autoasekuracji stosuje się częściej podczas przejść za pomocą powyższej metody dróg zawierających naprawdę trudne wyciągi hakowe – od modernistycznego A3+ w górę; o tym, że stosuje się gri-gri, a nie inne lepsze przyrządy do autoasekuracji (silent partner) decyduje przede wszystkim jego niska waga.
5 Jeżeli tylko to jest możliwe, to w czasie szybkich przejść staramy się haczyć cleanem tzn. bez użycia młotka, nawet jeżeli w ten sposób trudności wyciągu wzrastają np. na Zodiacu używając haków kluczowy wyciąg to tylko A2, cleanem to C3R (ryzykownie). Jednak brak konieczności wbijania i wybijania haków oraz mniejsza ilość sprzętu zabrana w ścianę (haki, młotki) powoduje, że i tak jesteśmy szybsi.
6 Bardzo dobrym przykładem powyższej liny, jest popularny w USA, model „Supersafe” firmy Mammut.

Maciek Ciesielski

Autor wraz z Wawrzyńcem „Wawą” Zakrzewskim, korzystając z metody „short fixing”, przeszedł na El Capitanie następujące drogi:
- Lurking Fear VI,5.9,C2 19 wyciągów, w 11h 15 minut, najszybsze polskie przejście, prawdopodobnie najszybsze w 2004 roku w Dolinie;
- Zodiac VI,5.9,C3R 16 wyciągów, w 8h 53minuty, najszybsze i I polskie jednodniowe przejście, drugi czas w 2004 roku po przejściu braci Huberów - 1h 51 minut;
- The Nose VI, 5.10, C2 31 wyciągów, w 10h 19 minut, najszybsze polskie przejście,
- Na ścianie Leaning Tower drogę West Face V 5.7 C2F, 11 wyciągów, 5 godz.10 min., najszybsze polskie przejście

Za pomoc przy napisaniu artykułu dziękuję PZA www.pza.org.pl oraz firmom z którymi współpracuje: www.montano.pl, www.hannah.pl, www.vasque.pl  i www.roberts.pl. To dzięki ich pomocy powyższą teorię mogę podeprzeć własną  praktyką ;-) 

Góry nr 4 (143), kwiecień 2006

2006-09-11

(dg)

Goryonline
 
Goryonline
 
2018-07-25
BIZNES
 

Konkurs Mountopia 2018 rozstrzygnięty!

Komentarze
0
 
Monika Młodecka
 
Goryonline
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com