facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2009-12-28
 

Sezon letni w Tatrach Wysokich - lato 2009

Dobra, jak na letnie standardy w Tatrach, pogoda, pozwoliła na naprawdę dużą aktywność i to po obu stronach granicy.
Subiektywnie próbował podsumować: Maciek Ciesielski

Kolejny letni tatrzański sezon za nami. Pozwolę sobie na stwierdzenie, iż w pewnym sensie był on przełomowy. Generalnie dobra, jak na letnie standardy w Tatrach, pogoda, pozwoliła na naprawdę dużą aktywność i to po obu stronach granicy. Wreszcie, z czego należy bardzo się cieszyć, nasza tatrzańska działalność nie ograniczała się tylko do powtarzania dróg na Mnichu. Ale po kolei...

PRZEŁOMY TRZY

Przełom numer jeden, czyli Proszę się wspinać – pierwsze X–/X w Tatrach


2 sierpnia znany już dobrze naszym czytelnikom ze swych tatrzańskich dokonań zakopiański zespół w składzie: Marcin Gąsienica-Kotelnicki (TOPR) i Dariusz Kałuża (TOPR), dokonał pierwszego przejścia klasycznego znajdującej się na zachodniej ścianie Kościelca drogi Proszę się wspinać.
Kluczowy trzeci, biegnący w imponującym okapie wyciąg został wyceniony na X-/X (VI.5+/6). Jak dotąd dla żadnej długości liny po polskiej stronie Tatr nie zaproponowano tak wysokiej wyceny.
Nie da się ukryć, iż jest to coś niezwykłego. Kolejna bariera została przełamana! Zwłaszcza że przejście klasyczne tej drogi było znanym i od dawna próbowanym bezskutecznie problemem w naszym środowisku.
Na dzień dzisiejszy tylko jedna droga w całych Tatrach (chodzi o linię Jet Stream znajdującą się na 150-metrowej, południowo-wschodniej ścianie Jastrzębiej Turni na Słowacji) ma równie wysoką wycenę (jak na razie nie doczekała się ona klasycznego powtórzenia).
Uklasyczniona przez zakopiańczyków linia praktycznie w całości pokrywa się z oryginalnym przebiegiem hakowym tej drogi (autorem pierwszego przejścia hakowego jest Mirosław Król), jedynie na trzecim wyciągu zostało wyprostowane podejście pod okap. Zamiast dwóch trawersów – najpierw w prawo w skos w górę, a następnie w lewo pod okapem – wspinamy się płytą wprost pod okap. Odcinek ten został ubezpieczony spitami. Na pozostałych wyciągach charakter asekuracji nie zmienił się, zostały jedynie wymienione stare haki, a także zostały one oczyszczone z zalęgającej na nich kruszyny (często składały się na nią niemałych rozmiarów bloki skalne).
Przypominamy, iż w sierpniowych GÓRACH (numer 183) ukazał się duży i bardzo ciekawy wywiad z Marcinem Gąsienicą-Kotelnickim (przeczytaj). Przybliża on w nim kulisy tego niezwykłego przejścia. We wspomnianym numerze zamieszczono także wspomnienia z pierwszego przejścia autorstwa Mirosława Króla.


Marcin Gąsienica-Kotelnicki na Proszę się wspinać, Kościelec

Przełom numer dwa

Również i on miał miejsce w sierpniu, a dokładnie 26 dnia tego miesiąca. Wtedy to mocny zespół w składzie: Jurek Stefański (KW Katowice) i Piotr „Bliźnior” Wyciślik, wybrał się na Słowację, pod słynną ścianę Małego Młynarza. Ich celem była Direttissima.
Droga padła w doskonałym stylu. Wszystkie wyciągi udało się przejść od pierwszej próby, za wyjątkiem ósmego, który wymagał drugiej przymiarki. Linia okazała się trudna. Trzy wyciągi zostały wycenione od VIII- do VIII+, a kluczowa długość liny, ta która została pokonana w drugiej próbie, zyskała wycenę IX-.
Asekuracja na niej jest co najmniej wymagająca. Składają się na nią stare haki (nie zawsze dobrej jakości – część z nich dało się po prostu wyciągnąć bądź złamać ręką) i asekuracja zakładana „z ręki”, czyli friendy i kości.
Droga prowadzi litym i eksponowanym terenem, a o jej atrakcyjności i powadze świadczy ciąg trudności. Zespół prosi, by wyceny poszczególnych wyciągów traktować jako propozycję, gdyż podczas omawianego przejścia część z nich była totalnie mokra. Być może w innych warunkach ich wyceny będą się kształtować ciut inaczej. Cała wspinaczka zajęła katowiczanom około dziesięciu godzin.
Gwoli ścisłości należy dodać, iż Jurek znał przebieg drogi dzięki swojej wcześniejszej, mającej miejsce parę lat temu próbie uklasycznienia tej linii. Tamta wspinaczka skończyła się na przejściu drogi w stylu AF i parę razy A0.
Dlaczego jest to moim zdaniem przełom? Bo nie pamiętam, kiedy ostatnio ktoś podszedł pod drogę o niemałych już trudnościach i bez patentowania, bez wymiany asekuracji uklasycznił ją w tak dobrym stylu, praktycznie w jeden dzień. Do głowy przychodzi mi tylko jeden przykład – rok 1992 i uklasycznienie przez Andrzeja Marcisza w towarzystwie Włodka Derdy Momatiukówki na Kazalnicy Mięguszowieckiej, notabene linii ciągle klasycznie niepowtórzonej. Zachęcamy do zapoznania się z krótkimi wspomnieniami autorów omawianej wspinaczki na Direttissimie (GÓRY, 186 / 2009).

Przełom numer trzy

Chodzi oczywiście o pierwsze klasyczne powtórzenie Filara Kazalnicy wariantem oryginalnym – wprost przez Wielki Okap (nius). Miało ono miejsce 1 września. Jaki w tym przełom?
Ano taki, że przez ostatnie czternaście lat, od czasu drugiego przejścia (które nastąpiło praktycznie zaraz po pierwszym) wielu naprawdę mocnych wspinaczy przymierzało się, a często nawet pracowało przez jakiś czas nad przejściem klasycznym kluczowego, biegnącego słynnym okapem wyciągu. Niestety, poza dużymi trudnościami, ten uchodzący za bardzo techniczny wyciąg, który był do niedawna najtrudniejszym wyciągiem w polskich Tatrach (uklasycznienie Proszę się wspinać zmieniło tę sytuację), bywał praktycznie zawsze mokry. W ten sposób, nie tylko w moich oczach urósł on do symbolu tego, czego dokonało w Tatrach pokolenie lat dziewięćdziesiątych. Mijały lata, a generacja następnej dekady, czyli moje pokolenie, chociaż wspinało się po innych „sześć piątkach” w Tatrach, nie potrafiło wyrównać poziomu naszych starszych kolegów – mistrzów, i Okap ciągle pozostawał bez powtórzenia. W końcu ten rozdział uległ zamknięciu. I dobrze. Coś się kończy, by mogło zacząć się nowe.
Wróćmy jednak do samego przejścia. Dokonał tego zespół w składzie: Sławek Chudy Sławetecki (Hybryda, Lhotse, KW Katowice) i Tomek Łysy Szpor (teamclimbing4liga).
Na uznanie zdecydowanie zasługuje styl, w jakim Sławek poprowadził kluczowy, wyceniony na IX+ wyciąg. Podczas pierwszego podejścia, spędził na nim trzy i pół godziny rozłożone na dwie próby, pokonując w końcu wyciąg w stylu AF. Podczas drugiego podejścia, już tego finałowego, kluczowa długość liny poddała mu się w pierwszej próbie.
Więcej na temat tego przejścia możecie dowiedzieć się z wywiadu ze Sławkiem Sławateckim, jaki zamieściliśmy w wrześniowych GÓRACH.

Co dalej?

Oczywiście były też inne wspinaczki. Postaram się o części z nich teraz napisać. Dlaczego tylko o części? Bo mimo najszczerszych chęci, osoba taka jak ja, która poszukuje informacji o wspinaczkach z danego sezonu, nie ma szans dotrzeć do wszystkich potrzebnych wiadomości. Tak więc z góry przepraszam tych, którzy poczują się dotknięci brakiem informacji na temat ich działalności, jednocześnie zachęcam do pisania „donosów” na temat swoich wspinaczek na adres naszej redakcji.

MORSKIE OKO

Nasz Kapucyn


Tradycyjnie to tu się kumuluje większość tatrzańskiego ruchu wspinaczkowego (choć, jak pisałem na wstępie, w omawianym sezonie i tak dużo wspinaliśmy się w innych miejscach). Tradycyjnie też, jeśli jesteśmy w Morskim Oku, to musimy przenieść się na Mnicha – podobno tam znajduje się najlepszy granit w Polsce, a na pewno tam wspina się najwięcej „taterników”.
W tym roku nie odnotowano przejść najtrudniejszych ze znajdujących się tam linii – Metalliki i Misterium Nieprawości. Natomiast zespół w składzie Cezary Modrzejewski i Michał Szczepankiewicz, dokonał powtórzeń: najpierw Sadusia IX, a potem Wariantu R. Obie wspinaczki odbyły się w stylu PP, zespół z dużym szacunkiem wypowiadał się zwłaszcza o tej ostatniej linii. Według nich trudności eRa z pewnością sięgają IX-, a nie jak niektórzy mówili VIII+.
Przejść pozostałych znajdujących się dróg na Mnichu, w tym również tych o wycenie VIII+, było tyle (także w stylu OS), iż nie sposób tu wszystkich wymienić.
Warto chyba tylko wspomnieć o powtarzającej się opinii, iż ostatni wyciąg Superaty Młodości to zgodnie z tym, co proponowali autorzy, również IX-, a nie jak głosili niektórzy powtarzający VIII+.
Z przejść w tym przedziale trudności warto wymienić indywidualne przejście Łukasza Mirowskiego wymagającej osadzania własnej protekcji drogi 2+1 (inaczej Ryski Amerykańskiej) VIII. Łukasz dość przypadkowo (mokra rysa) poleciał na starcie w drugi wyciąg. W kolejnej próbie wszystko poszło już gładko – również kluczowe trudności drogi.
Tutaj kilka uwag. Kustosze Mnicha dołożyli wszelkich starań, by sąsiednie nowe drogi – Luftwaffe (sąsiad z prawej) i Aleja Potępienia (sąsiad z lewej) swą asekuracją nie zmieniały charakteru linii 2+1, to widać, i ja im za to osobiście dziękuję. Niestety, zagęszczanie dróg w tamtym miejscu jest naprawdę ogromne, i chcąc nie chcąc, sytuacja na Ryskach Amerykańskich się zmieniła: na końcówce pierwszego wyciągu, robiąc mały krok w prawo, można się wpiąć w spita od Luftwaffe (kiedyś to miejsce było raczej słabo asekurowane), z miejsca, gdzie było oryginalne stanowisko, które zakładaliśmy sami po pierwszym wyciągu, łatwą rampą podchodzimy parę metrów w prawo w skos i możemy się wpiąć w wspólny łańcuch od Sprężyny i Luftwaffe. Później po obniżeniu się z powrotem bez problemu startujemy w kluczowy wyciąg 2+1, po oryginalnie trzecim wyciągu, mijając stały przelot na połączeniu się z Luftwaffe (stała pętla), dochodzimy do kolejnego stałego łańcucha, który znajduje się na linii 2+1. W ten sposób przejście tej drogi na dwa wyciągi, przy zestawie mechaników troszkę większym niż podstawowy, w czasie niecałych trzech godzin naprawdę nie jest teraz czymś bardzo wymagającym.
Myślę, iż te zmiany dość mocno wpłynęły na charakter tej linii i (na co mam nadzieję), spowodują większą ilość jej powtórzeń (droga naprawdę jest jak na nasze polskie realia rarytasem – prowadzi różnej szerokości rysami). Uważam jednak, iż to, co się stało, jest optymalnym kompromisem, jaki można było w tej sytuacji uzyskać. Na wyciągach praktycznie wszędzie trzeba się asekurować z „ręki”, a stanowiska są obite. Jest to standard, jaki obowiązuje na większości dróg tego typu w Yosemitach czy Alpach.
Ostatnią wspinaczką z Mnicha, o której chcę wspomnieć, jest przejście w stylu „solo, onsight po latach” Międzymiastowej VI w czasie niespełna ośmiu minut. Bohater tego wyczynu chciał pozostać anonimowy. Tutaj apel przyjaciół tego osobnika – prosimy, nie rób tego więcej... Pozostając przy Międzymiastowej, nie sposób nie wspomnieć o akcji, jaką przeprowadził Piotrek Drobot. Mianowicie wyciął on trzy wzbudzające kontrowersje, a znajdujące się na tej drodze spity. Jednego na drugim wyciągu i dwa na trzecim. Podobny los spotkał oba, również kontrowersyjne, spity na Zacięciu Kosińskiego.

„Ściana ścian”

Na Kazalnicy Mięguszowieckiej, co już niestety też jest tradycją, wspinano się raczej mało. Najczęściej chodzono na drogi, które już zyskały miano „kursowych dróg na zerwie”, czyli Schody do nieba i Warianty Małolata. Z innych ciekawych przejść możemy tylko wspomnieć o pokonaniu przez Annę i Jakuba Radziejowskich drogi Gacopyrz now VIII+. Pierwszy wyciąg padł w stylu RP, a drugi w stylu 2xAF (ze względu na mokre chwyty w okapie).

Inne ciekawostki


„Niestrudzony” – to chyba jedyne pasujące określenie, Jan Hobrzański podczas swojego czterdziestego piątego sezonu wspinaczkowego w Tatrach wytyczył dwie nowe drogi – kombinacje. Pierwszą z nich o nazwie Vademecum i trudnościach V+ poprowadził 8 sierpnia w towarzystwie Mirka Koprowskiego i Jana Nawieśnika na ścianie czołowej Kopy Spadowej. Druga wspinaczka odbyła się 17 sierpnia, a partnerem Janka (poza Mirkiem) był jeszcze Marcin Zembal. Linia, która otrzymała nazwę Prawie po trawach, zaczyna się przy drugim zakręcie szlaku na Przełęczy pod Chłopkiem i biegnie, idąc ukosem przez zacięcie Korosadowicza, terenem maks. IV w kierunku Siodełka na Filarze. Zdaniem Jana teren ten był prawdopodobnie chodzony wcześniej.

HALA I OKOLICE

Hala Gąsienicowa, czyli nasz ukochany „kamieniołom” to ulubione miejsce wszystkich kursantów i tych, którzy nie mają za dużo czasu (z Zakopanego pod Zachodnią Kościelca naprawdę można podejść po pracy).
Tutaj też się trochę działo. Na zachodniej ścianie Kościelca poza wspominanym już wyżej przejściem Proszę się wspinać, warto odnotować dwa przejścia w stylu onsight drogi Matrix IX – oba były przejściami indywidualnymi. 22 lipca linię pokonał Paweł Kopta asekurowany przez Adama Pieprzyckiego i Sławka Jabłońskiego, a 18 sierpnia przeszedł ją szesnastoletni Jacek Czech junior (asekurowany prawdopodobnie przez ojca). 10 sierpnia Jacek pokonał również, tym razem w stylu RP, Buena Vista Social Club, –IX. Ostatnią z trzech trudniejszych „mikserówek”, czyli Pulp Fiction –IX w stylu onsight przeszedł zakopiański zespół Marcin Gąsienica-Kotelnicki i Łukasz Migiel. Drogi te doczekały się jeszcze kilku innych przejść klasycznych. Jednak ponieważ autorzy tych wspinaczek byli raczej starsi od Jacka, a przejścia, których dokonali, także nie odbyły się w stylu onsight, pozwolę sobie nie wymienić ich wszystkich z osobna.
Za to wspomniałbym jeszcze o kilku ciekawych przejściach młodego Jacka Czecha. Najpierw wraz z ojcem, 17 sierpnia, dokonał pierwszego klasycznego przejścia Drogi Byczkowski – Sokala VI A2 na północno-wschodniej ścianie Kościelca. Ta mało popularna droga oferuje zdaniem Jacka Czecha seniora estetyczną wspinaczkę w pięknym granicie, wycenianą teraz na mniej więcej VII+.
W późniejszym okresie Jacek junior zainteresował się starym projektem ojca, jakim było przejście klasyczne dwóch rys służących do nauki haczenia. Znajdują się one na ścianach Wierchu pod Fajki. Choć to drogi jednowyciągowe z ogromnym podejściem, to warto chyba o nich wspomnieć, gdyż oferują wspinanie w podobno przepięknych granitowych rysach o trudnościach VII+ i... no właśnie, druga rysa, którą Jacek junior pokonał w stylu RP, była dla niego trudniejsza niż Matrix... Brzmi to naprawdę interesująco, być może to pierwsza rysa w naszych Tatrach o wycenie około IX.
Jackowi należą się za ten sezon tatrzański co najmniej duże gratulacje.

ZAMARŁA TURNIA

Była celem pracy społeczników z akcji Tatry Bez Młotka. A jest to trudna praca – kawał podejścia, logistyka jest niełatwa, no i brak chętnych rąk do pomocy.
„Kierownikiem” prac był Artur Paszczak, który wraz z Krzysztofem Korne dokończył rozmieszczanie nowych przelotów na Drodze Motyki V.
Słyszałem wiele opinii na temat prac na Zamarłej, jakoby wybijano haki i nie dobijano
nic w zamian, jakoby drogi, w tym Motyka, posiadały niewystarczającą stałą asekurację i by je przejść bezpiecznie, niezbędne jest posiadanie jakichś wyrafinowanie małych mechaników. Nie widziałem, więc nie chciałem zabierać głosu w tej dyskusji. Jednak w tym roku wspinałem się tam wraz z swym kursem i początkujący taternik, z podstawowym „betlejemkowym” sprzętem, przebiegł przez tę drogę szybko i bezpiecznie. Akurat miało to miejsce w dniu, w którym Artur dobił jeszcze dwa spity, o które prosili go instruktorzy. W tym momencie droga jest już bardzo bezpieczna. Trzeba jednak pamiętać, iż do jej przejścia nie wystarczy komplet ekspresów. Po prostu trzeba mieć ze sobą zestaw kostek i parę średnich i małych friendów.
Ale na tym właśnie polega wspinanie na własnej asekuracji, a nie na wpinaniu się w stałe stare haki (często fatalnej jakości). Teraz parę słów do tych, którzy oburzają się, że na takich klasykach pojawiają się czasami spity. Mogę się założyć z każdym, iż trudniejsze będzie przejście wyciągu, na którym jest jeden lub dwa spity, między którymi trzeba założyć z dziesięć własnych przelotów, niż przejście tego samego wyciągu, na którym osadzonych jest dwanaście starych haków...
Czasami wydaje mi się, że to jest największy problem dla tych, którzy najgłośniej narzekają. Zamiast odwoływać się do „zaspitowywania klasyków”, proponuję, całkiem niezłośliwie, więcej się wspinać i podnosić tym samym swój poziom.
W trakcie wakacji, podczas szkoleń instruktorzy z Betlejemki w ramach akcji nTatry Bez Młotka osadzili po jednym spicie na stanowiskach z Festiwalu Granitu, a także wybili stare i osadzili nowe haki na trawersie i zacięciu wyjściowym. Więcej o akcji TBM przeczytacie na s. 54–55 (GÓRY, 186 / 2009).

SŁOWACJA

Nareszcie działo się tam za sprawą naszych wspinaczy naprawę dużo. Może nie do końca jakościowo, ale ilościowo było już przyzwoicie.
Dużo wspinaliśmy się na Łomnicy i na Kieżmarskim Szczycie. Posiadająca do niedawna opinię moralnej droga Patagońskie lato VII+/VIII- zyskała w tym roku kilka kolejnych polskich przejść, w tym prawie wszystkie w stylu onsight. Podobnie wyglądała sprawa z Płytami Pochylego VIII-, a także z drogą Cesta do hor VIII-. Obie te linie znajdują się na Kieżmarskim.
Wspinano się też w najbardziej chyba sportowym rejonie Tatr Słowackich, czyli na Galerii Osterwy. Ściana ta wydaje się idealna – krótkie podejście, brak zagrożeń obiektywnych, świetny granit i dodatkowo mnóstwo dróg do wyboru praktycznie w każdym przedziale trudności.
Tę dobrą alternatywę dla Mnicha wybrało w tym roku wiele polskich zespołów. Ja pozwolę sobie wspomnieć tylko o tych kilku najbardziej sportowych przejściach. I tak, na początku sierpnia zespół w składzie Jacek Jurkowski i Mateusz Makowiecki, przeszedł w stylu RP drogi Kororo -IX RP i Polsedny Sud IX RP (kluczowy wyciąg RP, reszta OS). Natomiast droga Halkova cesta VIII padła już w stylu OS. Tę ostatnią, również w stylu onsight, jeszcze w czerwcu przeszli Jakub Radziejowski i Jarek Mazur, natomiast w lipcu – Jurek Gurba i Jurek Kudłaty. Zespół dwóch Jurków przeszedł też w stylu RP drogę Kororo -IX.
W końcu sierpnia zespoły się wymieszały i Jacek Jurkowski zaczął się wspinać z Jurkiem Gurbą. Ich celem stała się inna znana z trudnych dróg słowacka ściana – Jastrzębia Turnia. Padły tam trzy wymagające linie: Chlapcom z Everestu 88 VIII+, w stylu OS, Sunset Boulevard IX, w stylu RP i Amazónia Vertikál IX, również w stylu RP.
Podsumowując swoje tegoroczne wspinaczki, Jacek Jurkowski napisał, iż najbardziej ceni sobie przejście Amazónia Vertikál (które dla niego jest trudne jak na wycenę IX) i Polsedny Sud (jego zdaniem mógłby mieć wycenę IX+). Jeśli chodzi o urodę, to bezapelacyjnie wygrywają linie Halkova cesta VIII i Chlapcom z Everestu 88 VIII+.
Z przejść na Słowacji warto jeszcze wspomnieć o dokonaniu Marcina Księżaka, który solowo, z autoasekuracją przeszedł dziewięćsetmetrową Direttissimę VI+ północnej ściany Małego Kieżmarskiego Szczytu (ponad Niemiecką Drabiną, Marcin wspinał się trudniejszym wariantem – Drogą Polską VI ). Wspinaczka odbyła się 8 sierpnia i zakończyła się o północy biwakiem
na lekko na szczycie.


Jacek Jurkowski  na Amazónia Vertikál, Jastrzębia Turnia

Tragiczny wypadek


Pisząc o Słowacji, nie sposób nie wspomnieć o najtragiczniejszym wydarzeniu tego sezonu. Siódmego sierpnia, podczas wspinaczki na Pośredniej Grani, śmierć w wyniku odpadnięcia z dużym blokiem skalnym poniósł himalaista Andrzej Marciniak.
Andrzej równo dwadzieścia lat temu zdobył wraz z Eugeniuszem Chrobakiem zachodnią granią
Mount Everest, a następnie był jedynym, który wyszedł cało z największej polskiej tragedii himalajskiej, jaka rozegrała się kilka dni później, podczas zejścia na przełęczy Lho La. W lawinie zginęło wówczas pięciu wybitnych himalaistów: Eugeniusz Chrobak, Mirosław Dąsal, Mirosław Gardzielewski, Andrzej Heinrich i Wacław Otręba.
Jesienią 1996 roku Marciniak wraz z Ukraińcem Władysławem Terzeulem wszedł nową drogą północno-zachodnim filarem na Annapurnę.

LAST BUT NO T LEAST, CZYLI 100 LAT DLA TOPR-U


Chyba nie ma nikogo wśród czytelników GÓR, kto by nie wiedział, iż w tym roku Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe obchodzi stulecie swojego istnienia.
Z tej okazji w imieniu całej naszej redakcji życzę TOPR-owi wszystkiego najlepszego na kolejne sto lat. Aby akcji było jak najmniej, a jeśli już są, to żeby były jak najłatwiejsze i zawsze kończyły się dobrze, zarówno dla ratowników, jak i poszkodowanych.
Ponadto w imieniu naszych czytelników i swoim dziękuję za to, co dla nas robicie!

Maciek Ciesielski

GÓRY, nr 11 (186) listopad 2009

Bartek Pasiowiec
 
2018-10-30
GÓRY
 

David Lama zdobywa samotnie Luang Ri w Himalajach!

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com