facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2009-03-20
 

Rumuńskie szczyty Karpat Wschodnich

Dochodzi pierwsza w nocy, trochę oszołomieni i zmęczeni trzynastogodzinną podróżą wysiadamy z naszego busa na przełęczy Setref. Podchodzimy kawałek i rozstawiamy namioty na pierwszej napotkanej polanie, wczołgujemy się do śpiworów i od razu zasypiamy.

Tekst: Paweł Pluta

Góry Rodniańskie witają nas błękitem nieba i wspaniałym słońcem. Jemy śniadanie, pakujemy cały nasz dobytek i wyruszamy w drogę. Przez najbliższe dziewięć dni codziennie czeka nas to samo, ale na monotonię nikt nie będzie mógł narzekać. Pierwszy etap przypomina Baranią Górę i Skrzyczne, ale następny dzień przynosi zmianę krajobrazu. Szybko osiągamy 1700 m n.p.m., a i tak rzadkie już drzewa znikają. Przed nami roztacza się długa grań porośnięta połoninami. Pojawiające się chmury stają się coraz gęstsze i ciemniejsze. Rozpoczyna się "wyścig zbrojeń". W ruch idą kurtki, ochraniacze na buty i pokrowce na plecaki. Pogoda jednak nie daje za wygraną i w rejonie przełęczy Batranei funduje nam półgodzinny prysznic. Ku ogólnej radości, nad jezioro Rebra docieramy w pełnym słońcu.

Atak na Pietrosula
Nie tracąc czasu rozstawiamy obóz. "Na lekko" atakujemy Pietrosula, który liczy 2303 m n.p.m. i jest najwyższym szczytem Alp Rodniańskich. Wędrówka nie jest męcząca, więc szybko osiągamy wierzchołek, przez który nieustannie przetaczają się mgły przesłaniające widoki. Podczas zejścia nastroje psuje kolejny opad deszczu. Mimo, że tym razem jest on bardzo dobrotliwy i krótkotrwały nadzieje na suchy powrót do obozu pozostają w sferze marzeń. Musimy przedzierać się wśród mokrych traw, gubimy szlak i brniemy na azymut po podmokłych łąkach. Przemarznięci docieramy do naszej bazy. Nie ma drewna na ognisko, a słońce, które niespodziewanie wyszło zza chmur błyskawicznie znika za grzbietem. Temperatura spada do 10 stopni, a na rozgrzewkę pozostaje herbata, ciepłe ubrania i śpiwory.

Prysznic dla odważnych
Ranek wyzwala nietknięte pokłady sił i dobrego humor, więc na szlak ruszamy z uśmiechem i śpiewem. Teren, po którym się poruszamy, przypomina Tatry Zachodnie, a wędrówka nie przysparza większych trudności. Pomimo, że jest już sierpień, na północnych zboczach gdzieniegdzie widać płaty śniegu. Tego dnia docieramy do przełęczy Laptelui skąd schodzimy w dół niebieskim szlakiem i rozbijamy się w pobliżu strumienia. Rozpalamy ogień, gotujemy, jemy, a podczas zmywania pojawia się dwóch śmiałków spragnionych kąpieli. Szaleję wokół z aparatem marząc, żeby wyjść z tego sucho. Gdy dołącza do nich kolejnych dwóch daję się ponieść emocjom i też ląduję w wodzie. Termometr pokazuje 7 stopni, a nam uśmiech nie znika z twarzy. Przez resztę wieczoru stopniowo dochodzimy do siebie po przeżytym szoku termicznym...

Ciąg dalszy: www.e-gory.pl

Relacja zajęła pierwsze miejsce w konkursie na relację / fotoreportaż z obozu wędrownego (edycja 2008), organizowanego przez Salon Turystyki Aktywnej "Wierchy". Portal e-gory.pl był patronem medialnym przedsięwzięcia.





 

 Rumuńskie szczyty Karpat Wschodnich
 Rumuńskie szczyty Karpat Wschodnich
 Rumuńskie szczyty Karpat Wschodnich
 Rumuńskie szczyty Karpat Wschodnich
 Rumuńskie szczyty Karpat Wschodnich
 
 Rumuńskie szczyty Karpat Wschodnich
 
Goryonline
 
2018-11-07
HYDEPARK
 

Nowe „Tatry”. Góry, wolność i niepodległość

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-10-19
HYDEPARK
 

Film „No Trace Tatra” na jesiennych festiwalach

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-10-16
HYDEPARK
 

Wanda Rutkiewicz. Jeszcze tylko jeden szczyt

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com