facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2008-09-04
 

Roraima – świat zaginiony...

Właśnie takie miejsca jak Roraima, pozwalają w pełni przeżyć „przygodę z Ziemią” i paradoksalnie doświadczyć przy tym „nieziemskich odczuć”... Nazywana „zaginionym światem”, „zamkiem w chmurach”, „wyspą czasu” czy „matką wszystkich wód” jest bytem niepowtarzalnym...

Tekst i zdjęcia: Wojciech Lewandowski

Kiedy chce się opisać tak niesamowite miejsce jak Roraima, siłą rzeczy przywołuje się jakieś skojarzenia, pragnie się ten niezwykły twór przyrody do czegoś porównać, by zaciekawić, zadziwić, przekazać wrażenie niezwykłości. Jest to jednak miejsce, w stosunku do którego wszelkie porównania wydają się blade i banalne! Nazywana „zaginionym światem”, „zamkiem w chmurach”, „wyspą czasu”, „ziemią duchów” czy „matką wszystkich wód” jest bytem niepowtarzalnym, wyjątkowym, tajemniczym. Myślę, że właśnie takie miejsca jak Roraima, pozwalają w pełni przeżyć „przygodę z Ziemią” i paradoksalnie doświadczyć przy tym „nieziemskich odczuć”...

Roraima, wznosząca się w Gran Sabana w południowo-wschodniej Wenezueli, to najwyższa i najsłynniejsza z kilkudziesięciu wenezuelskich tepuyes (tak Indianie Pemón, zamieszkujący te okolice, nazywają charakterystyczne góry stołowe). Region, w którym się znajduje, znany jest na świecie z tego, że na stokach jednej z gór – Auyán Tepui – można podziwiać najwyższy wodospad świata Salto Angel (Wodospad Angela). Jest rzeczywiście wspaniały, ale... to już inna historia...


Sąsiad Roraimy od zachodu



Wróćmy do Roraimy, która swą sławę zawdzięcza przede wszystkim wydanej w 1912 r. powieści fantastycznej Arthura Conan Doyle’a „Zaginiony świat”, opowiadającej o dinozaurach i pterodaktylach, żyjących w izolacji na podniebnych górach – wyspach tepui. Źródłem inspiracji pisarza był zapewne odczyt Everrada Im Thurma (wybitnego botanika, który jako pierwszy wraz z towarzyszem wspiął się w 1884 r. na tajemniczy płaski wierzchołek). W powieści Conan Doyle`a naukowiec-awanturnik odkrywa na tepui, zamieszkałym przez dinozaury, podobne do małp „brakujące ogniwa ewolucji”. Historia ta miała w jakimś sensie swoją kontynuację w słynnym filmie Spielberga „Park Jurajski”, do której zdjęcia kręcono na kostarykańskiej wyspie El Coco. Do dziś na żadnej z tepui dinozaurów nie znaleziono, ale literacka fikcja w zadziwiający sposób nabiera sensu, gdy skonstatujemy, że wznoszące się nad sawannami płaskie przepastne góry możemy rzeczywiście nazwać jakąś formą „wysp w czasie”, gdzie ewolucja biegnie swoim rytmem. Dowodem na zasadność tak śmiałego porównania niech będą fakty! Aż 65% gatunków roślin występujących na tepui to endemity – nie możemy ich spotkać nigdzie indziej na świecie! Brak dinozaurów może zrekompensować nam unikatowy gatunek maleńkich czarnych (i nie ma co ukrywać – niezbyt pięknych) ropuch Oreophyrynella, które – w odróżnieniu od swoich krewniaczek z innego świata – nie pływają i nie skaczą.
Roraima to jednak nie tylko świat unikatowych roślin i zwierząt. Piaskowcowa góra, chociaż z daleka wydaje się płaska jak stół, z bliska charakteryzuje się bardzo skomplikowaną topografią. Poczerniałe skały na rozległym wierzchołku przybierają najróżniejsze fantastyczne kształty. Spotkać tam możemy, np. żółwia, krokodyla, szamana i inne twory działające na wyobraźnię!

Pierwsze spotkanie

Po długiej nocnej podróży z Ciudat Bolivardo miejscowości San Francisco de Yuruani, w przeraźliwie zimnym autobusie (to „specjalność” wenezuelska: jak kupujesz bilet na autobus klimatyzowany, to na pewno – wcześniej czy później – dowiesz się, za co płacisz), wynajęliśmy „obowiązkowo” zalecanego przewodnika. Został nim młody niezwykle sympatyczny i odpowiedzialny Indianin z ludu Pemon o imieniu Gabriel. Mimo kłopotów językowych, szybko doszliśmy do porozumienia. Potem pozostało tylko wynegocjowanie (nie bez trudu) przejazdu jeepem do odległej o 25 km od Roraimy indiańskiej wioski Paraitepui de Roraima. Dotarliśmy tam dokładnie na czas, tak że zdążyliśmy się jeszcze nasycić wspaniałym widokiem odległych tepuis na tle granatowego nieba. Pierwsza noc przywitała nas rzęsistym deszczem, który wynagrodziła nam potem niesamowita tęcza w świetle księżyca. Teraz naprawdę dotarło do nas, że zaczęliśmy kolejną przygodę...


Zachodnia część płaskowyżu



Vamos arriba!

Wczesnym rankiem zakładamy ciężkie plecaki z ekwipunkiem na 5 dni i ruszamy w kierunku odległej góry. Pogodny dzień i widok przestrzennej, zielonej sawanny u podnóży tepuis rekompensują nieprzyjemny raczej ciężar na grzbiecie. Kolejne kilometry za nami, a góra wciąż nie chce się przybliżyć! Przekraczamy bez większego trudu rzeki oraz potoki i wreszcie po południu zakładamy pierwszy biwak po drugiej stronie Rio Kukenan. Radość z umycia się psują wszędobylskie jejenes – maleńkie, upiornie dokuczliwe, gryzące muszki. Tną bez litości i niebawem całe nogi mamy w swędzących śladach po ich ukąszeniach. Zaczynamy powoli też rozpoznawać tutejszy lokalny „rytm przyrody”, objawiający się wieczorno-nocnymi deszczami, porannymi leniwymi mgłami i zniewalającym upałem w ciągu dnia.
Następnego dnia postanowiliśmy przejść dwa zwyczajowe odcinki trekkingu. Po drodze postój na skromny „lunch” w postaci pożywnej zupy i wielkiej menażki mocnej kawy. Przed nami wyrosła niepostrzeżenie licząca sobie półtora kilometra ściana Roraimy! Doskonale było widać naszą dalszą drogę wejścia, biegnącą wielką ukośną rampą w poprzek ściany. Podnóża żółtawej pionowej ściany zajęte są przez wilgotny, mglisty las tropikalny, dlatego dalsza wędrówka do góry czasami przybiera postać „pełzania” po śliskich stromych gliniasto-kamiennych stopniach. Im bardziej wznosiliśmy się do góry, tym bardziej rosło w nas zdumienie i radość, że tu jesteśmy! Wszystko wydawało się nierealne i wyjątkowe.



Szczyt – nie szczyt...

Nareszcie docieramy do krawędzi góry, pojawiają się pierwsze przedziwne skały o skomplikowanych kształtach, maleńkie jeziorka i różowe miniplaże z kwarcytowego piasku, a pośród nich nieznane dziwaczne rośliny, żyjące w małych zwartych kępach niemal na żywej skale! Teraz dopiero dociera do nas hasło przewodników po Wenezueli „total otro mundo” – tak to jest naprawdę zupełnie inny świat!
Dzień niepostrzeżenie zmierza ku końcowi, a naszym zadaniem jest teraz tylko znalezienie „hotelu”! W tym wypadku nie chodzi (broń Boże!) o budynek – tak tutaj nazywane są mocno dowcipnie niewielkie piaszczyste miejsca biwakowe na skalnych półkach pod wąskimi okapami skalnymi. Każdy „hotel” ma swoją nazwę i jest ich na Roraimie tylko kilka. Kolejne „hotele” są, niestety, zajęte prze innych turystów, więc szukamy dalej. Na moje kilkukrotne propozycje rozbicia się na zachęcających różowych plażkach nad którymś z jeziorek Gabriel tylko kręci głową. Jego niezrozumiały upór w poszukiwaniu zadaszonego skałą wysoko położonego miejsca wyjaśnia się w dopiero w nocy. Zapada malowniczy zmierzch, robi się zaskakująco chłodno i tajemniczo.
W trakcie kolacji zaczyna się nocna ulewa, ścianę deszczu urozmaicają przebłyski dalekich grzmotów. Cieszymy się, że posłuchaliśmy naszego przewodnika, bo w tych warunkach nawet nasz wysokogórski super mocny namiot nie wytrzymałby takiej ilości wody bez skalnej przewieszki! Zwłaszcza, że przyjemniejsze piaszczyste miejsca na dole, gdzie chcieliśmy się rozbić, zmieniły się teraz w rozlegle jezioro. Po niespokojnej nocy wstał pogodny dzień. Małe jeziorka stały się głębokimi zbiornikami, wszędzie czuć wilgoć i widać ślady nocnej ulewy. Mamy cały dzień na zwiedzanie szczytu. Co prawda w tym wypadku słowo „szczyt” nie wydaje się zupełnie na miejscu, bo przecież liczy on sobie ponad 34 km² powierzchni! Kiedy podejdzie się jednak do krawędzi urwiska i pod nogami otworzy się półtorakilometrowa przepaść, nikt nie ma wątpliwości, że jesteśmy na górze!
Przedzieramy się w kierunku najwyższego wzniesienia Roraimy, przedzierając się przez liczne niewysokie skalne grzbieciki, skacząc z kamienia na kamień i pokonując nowopowstałe jeziorka. Zasadniczy wierzchołek to 100-metrowa skałka zwana El Carro, 2723 m n.p.m., z niej dopiero widać rozległość tepui i jej izolację... 

Dokończenie artykułu w Górach, nr 5 (156) maj 2007 r.





(kg)

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
uneedcallme
niespodziewalem sie ze gorami na stare lata bede zaiteresowany :D

Goryonline
 
2018-05-22
HYDEPARK
 

Nowe „Tatry”

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-05-21
HYDEPARK
 

Wielicki. Jeden dzień z życia

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-04-10
HYDEPARK
 

Górskie wyprawy fotograficzne

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-04-03
HYDEPARK
 

Zwyciężyć znaczy przeżyć. Ćwierć wieku później

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-03-14
HYDEPARK
 

Denis Urubko – „Skazany na góry”

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com