facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2009-06-01
 

Rafał Sławiński - dla własnej satysfakcji

Chociaż nie trenuję w żaden zorganizowany sposób, wspinanie mnie bawi i jak go nie uprawiam, to bardzo mi go brak. Z tego też powodu niemal codzienne coś robię...
Rafała przepytał: Maciek Ciesielski

Rafale, wspinaczka lodowa i mikstowa zyskuje w Polsce coraz więcej zwolenników. Nie mamy niestety w naszych Tatrach za dużo lodu, ale duże ilości zamarzniętej, znajdującej się w ścianie trawy umożliwia pokonywanie starych, hakowych dróg tylko za pomocą raków i dziab. Jednak dla wielu wspinaczy taka forma wspinania ciągle jest „hakówką” – trzymamy w rękach narzędzia. W naszym środowisku trwają spory, czy można wspinaczkę taką uznać za klasyczną. Został wprowadzony nawet termin wspinaczki zimowoklasycznej. Jak do tych spraw podchodzi się w Kanadzie i jakie jest twoje osobiste zdanie?


Jest to dla mnie (i chyba dla większości tutejszych wspinaczy) czysta semantyka. Jeżeli droga otrzymuje wycenę 5.10 (około VI.1 – red.), to znaczy że gość łapał się skały palcami; jeżeli M7, to haczył dziabkami (ale nie wieszał się na nich); jeżeli A2, to wieszał się na sprzęcie, czy to były dziabki, haki czy jedynki. Ważną sprawą jest, aby uczciwie powiedzieć, jak się drogę zrobiło. Dyskusje, czy to było wspinanie „klasyczne” czy nie, mają dla mnie nieco metafizyczny wymiar, trochę jak pytanie, kiedy zaczyna się życie ludzkie w dyskusjach o aborcji. Na drogach zimowych, takich jak Wild Thing*, standardowo uważa się „drajciuling” za klasykę. Natomiast gdyby Will Gadd, powiedzmy, zrobił Yamabushi** z dziabkami i reklamował to jako klasyczne przejście, byłoby to uznane za dziwne albo wręcz śmieszne.


Fot. Wiktor Skupiński

Kolejnym problemem, z jakim musimy się zmierzyć, jest wycena – przede wszystkim brakuje nam wzorów. Czy w Kanadzie używa się innej skali do dróg pokonywanych na własnej asekuracji, a innej do dróg ubezpieczonych boltami? I czy w wycenie drogi podkreśla się w jakiś sposób jej psychiczne trudności?

Nie, w Kanadzie używa się tych samych ocen dla dróg na spitach i na własnym sprzęcie. We
wspinaczce skalnej będzie to skala 5.10 (5.11 itp., aktualnie do 5.15a – red.), w mikście – skala M. Trudności psychiczne (tzn. słabą asekurację) czasami określa się, dodając R czy X, ale nie wszyscy wspinacze to robią (np. ja rzadko). Jest raczej powszechnie zrozumiałe, że 5.10 czy M7 w dużej ścianie alpejskiej, choć trudności fizyczne będą porównywalne do dróg o tej wycenie w skałkach, będą niemal zawsze znacznie bardziej wymagające psychicznie ze względu na trudniejszą albo słabszą asekurację. Wydaje mi się, że nie można przesadzać z rozdrabnianiem wycen: taka skala trudności w skałkach, taka w Tatrach, taka w Himalajach... Ludzie powinni chyba sobie zdawać sprawę z tego, że będąc w stanie poprowadzić M8 w skałkach, nie będą automatycznie w stanie poprowadzić czegoś takiego w górach.

Jesteś zwolennikiem stylu „na oklep”, czyli nie używania ostróg przy butach podczas mikstowego wspinania sportowego. Co natomiast sądzisz o odpoczywaniu w dachu poprzez zahaczanie nóg na dziabkach?

Każdy się wspina, jak chce (byle nie niszczył przyrody!). Dla mnie zakładanie nóg za dziabki jest jednak małym oszustwem. Raz czy dwa pozwoliło mi to zrobić drogi, kiedy szczerze mówiąc, nie miałem na tyle formy i pary, żeby je przejść bez tego rodzaju sztuczek. Z tego powodu, dla własnej satysfakcji (jedyne co w tym wszystkim ma dla mnie znaczenie) nie uprawiam tego stylu.

Czy uważasz, że aby robić trudne drogi spod znaku M, trzeba się wspinać latem na wysokim sportowym poziomie?


To pomaga, ale nie jest konieczne. Najlepszym przykładem jestem chociażby ja! Robię M12 na oklep, poziom może nie światowy, ale dość wysoki, natomiast w lecie w skałkach robię 5.12+, co jest poziomem raczej przeciętnym. Siła w jednym nie zawsze dobrze przekłada się na siłę w drugim.

Czy twoim zdaniem pokonywanie trudnych sportowych dróg mikstowych przekłada się na wspinanie mikstowe w wielkich ścianach?

Nie. Większość wspinaczy skałkowych albo nie ma ochoty, albo psychy na pokonywanie trudnych dróg w górach. Natomiast uważam, że jeżeli już ma się ciągotki do alpinizmu, to uprawianie trudnego mikstu w skałkach na pewno pomaga w robieniu trudnych przejść w górach. W moim przypadku, jeżeli czuję się silny w skałkach, to daje mi to duży zastrzyk zaufania we własne możliwości w górach. Nie jestem pewien, czy jest to kwestia pary czy psychy, ale liczy się po prostu to, że forma skałkowa dobrze wpływa na to, jak się wspinam w górach.

Jesteś jednym z najlepszych wspinaczy lodowych i mikstowych na świecie – jak wygląda twój trening?


Nie stosuję reżimu treningowego jako takiego. Po prostu od lat się wspinam z dziabkami w rękach, co powoduje, że mam przyzwoity poziom „off the couch” (pewnie około M10). Chociaż nie trenuję w żaden zorganizowany sposób, wspinanie mnie bawi i jak go nie uprawiam, to bardzo mi go brak. Z tego też powodu niemal codzienne coś robię: czy to będą dwie godziny na panelu (ale nigdy z dziabkami!), czy wybiegnięcie na jakiś pagórek na przedgórzu, czy sesja w grocie w Haffner***... Muszę też powiedzieć, że aby w tym sezonie wrócić na poziom M12, musiałem trochę więcej czasu niż zwykle poświęcić na „drajciuling” (czyli pewnie ze dwanaście dni, poczynając od listopada).

Skala lodowa jest zamknięta od góry. Maksymalny stopień to WI7. Czy kiedykolwiek wspinałeś się po tak trudnym lodzie?


Nie jestem pewien, czy zgadzam się ze stwierdzeniem, że skala lodowa jest zamknięta – po prostu trudno znaleźć coś wiele trudniejszego od WI6+ (co już jest naprawdę bardzo trudne i psychicznie wymagające). Wspinam się w lodzie od jakichś piętnastu lat, ale oprócz lodowych okapów na zawodach, ze stałymi przelotami, nigdy jeszcze nie robiłem chyba czystego lodu, który mógłbym
uczciwie wycenić na WI7. Co pewien czas widuje się takie wyceny w prasie, ale przyznaję, że zawsze jak coś takiego czytam, to mam pewne wątpliwości…

Podobnie jak z wyciągami mikstowymi, polscy wspinacze ciągle jeszcze mają problem z wycenianiem wyciągów lodowych – mógłbyś w paru zdaniach opisać typowy wyciąg WI5?

Długie (co najmniej kilkunastometrowe) odcinki pionowego lodu w ramach pełnego wyciągu, gdzie stoi się na przednich zębach raków i nieźle trzyma się dziabek. Na tak stromym wyciągu lód jest przeważnie dobry, więc dziabki dobrze siadają, a śruby są solidne. WI5 może też oznaczać coś krótszego, ale na gorszym (koronkowym czy „żyrandolowatym”) lodzie, być może z gorszą asekuracją i większymi trudnościami w osadzaniu dziabek. Nawet jeżeli jestem dobrze obchodzony, to solidne WI5 zawsze wymaga pewnego wysiłku i koncentracji.

Wspinasz się głównie w górach Kanady, jednak dwa razy odwiedziłeś Pakistan. Czy chciałbyś tam wrócić na jakiś konkretny cel? A może taki wymarzony cel znajduje się w innym miejscu?

Wracam do Pakistanu tego lata, aby spróbować Pumari Chhich East (6890 m), w sąsiedniej dolinie – tej, którą podchodzi się pod Kunyang Chhish. Cel jest tym fajniejszy, że szczyt jest dziewiczy, a droga, którą obraliśmy, jest w miarę bezpieczna, a jednocześnie z dużym natężeniem trudności (ponad 2000 m w pionie bez naprawdę łatwych odcinków). Z tych powodów bardziej do mnie przemawia niż to, czego próbowaliśmy na Kunyang Chhish. Ale jeżeli chodzi o czyste wspinanie, to trudno jest przebić Góry Skaliste Kanady. W ciągu weekendu mogę tu robić drogi takie, na jakie ludzie jadą na drugą stronę świata. Np. parę tygodni temu z kilkoma kolegami zrobiliśmy wyprostowanie The Wild Thing (1300 m w pionie, WI5 M7, więcej informacji na temat tego
przejścia znajdziecie w opowiadaniu autorstwa Rafała - link), droga nieporównywalnie ciekawsza i bardziej wymagająca od tej, którą z Walerym [Babanowem] zrobiliśmy na Denali****.

Kiedyś z powodzeniem startowałeś w zawodach lodowych w Quray. Jaki dziś jest twój stosunek do zawodów?


Byłem w Ouray tej zimy, aby dać pokaz slajdów i nawet miałem ochotę wystartować, ale było już za późno, żeby się zapisać. Kiedyś do zawodów podchodziłem bardzo poważnie, teraz już raczej nie, choć gdybym startował, na pewno ostro bym się starał – jak na każdej próbie OS! Zawody, szczególnie te bardziej w stylu Pucharu Świata, z ogranicznikami i wykutymi chwytami, o tyle mnie nie interesują, że wydaje mi się, że mają niewiele wspólnego z „prawdziwym” wspinaniem. Natomiast można się nieźle pobawić i o to w końcu chodzi.

Aktualnie cena dolara nie zachęca do wyjazdów za ocean, ale może opisałbyś krótko trzy według ciebie najlepsze rejony lodowo-mikstowe w Ameryce. Może ktoś z naszych czytelników skorzysta z tych porad.


Na pierwszym miejscu stanowczo Góry Skaliste Kanady: ogromny wybór dróg lodowych, mikstowych i alpejskich – takie bardziej rozlegle Alpy. Na drugim miejscu wschód, Quebec (Kanada) i New England (USA): drogi może nie tak długie jak na zachodzie (choć nie zawsze!), no i nie ma nic alpejskiego, ale świetny lód i tradycyjny mikst. Na trzecim miejscu otoczenie miasta Thunder Bay nad jeziorem Superior (Kanada): mało znany rejon, drogi najwyżej dwuwyciągowe, ale naprawdę najwyższej jakości. Kolorado (USA) jest bardzo rozreklamowane, ale w porównaniu z powyższymi to trochę strata czasu. Oprócz dużych gór nie wspinałem się na Alasce, podobno Valdez (USA) jest fajne.

Dziękujemy za poświęcony nam czas i zapraszamy do Polski – przewieszona, zamrożona trawa czeka;-)

Dziękuję za zaproszenie i mam nadzieję, że uda mi się z niego skorzystać!

Rafała przepytał: Maciek Ciesielski


* The Wild Thing znajduje się w Canadian Rockies, na zachodniej ścianie Mount Chephren. Została ona wytyczona w 1987 roku przez zespół w składzie: Peter Arbic, Barry Blanchard i Ward Robinson (po wcześniejszych czterech próbach Blancharda z różnymi partnerami). Powstała w ten sposób linia miała około 1300 metrów długości i trudności sięgające stopnia 5.10 A3 WI4. Pod koniec listopada zeszłego roku, podczas prawdopodobnie piątego przejścia tej linii, zespół w składzie: Jon Simms i Jon Walsh, przeszedł ją całą klasycznie (takiego określenia użył amerykański magazyn „Climbing”, i do tego sformułowania odnosi się Rafał). Walsh i Simms po swoim przejściu wycenili drogę na M7 WI5. Cała akcja górska młodego kanadyjskiego zespołu trwała trzy dni. Warto wspomnieć, że w marcu zeszłego roku Rafał Sławiński w towarzystwie Pierrea Darbellay dokonał pierwszego przejścia Dogleg Couloir M7 A1, linii znajdującej się w prawej części zachodniej ściany Mount Chephren – przyp. red.

** Yamabushi to ośmiowyciągowa, blisko trzystumetrowa droga wytyczona w październiku 2006 roku przez Willa Gadda na ścianie Yamnuska. Ta bardzo popularna wapienna ściana leży w bliskim sąsiedztwie Calgary. Linia ta była otwartym projektem, którym Gadd zainteresował się jeszcze w 1999 roku. Pierwsze prace nad drogą odbyły się właśnie w towarzystwie Rafała Sławińskiego. Gadd przed finalnym przejściem ubezpieczył drogę od góry spitami, więc ma ona jego zdaniem „bardzo sportowy charakter”. Linia zawiera pięć trudnych wyciągów (powyżej 7a+), a jej kluczowe trudności to 7c+. Jak donosił Gadd, była to dla niego najlepsza skalna droga, jaką dotychczas zrobił w Canadian Rockies – przyp. red.

*** Grota Haffner znajduje się nieopodal Calgary i zimą, gdy krótkie dni nie pozwalały na żadną poważniejszą działalność, stała się częstym celem odwiedzin Rafała (zwłaszcza, iż pozostała mu do przejścia ostatnia ze znajdujących się tam linii, czyli droga Piltdown Man, M12). Oczywiście Rafał chciał pokonać tę drogę „na oklep” – dodatkową motywacją był fakt, iż byłaby to jego pierwsza M12 pokonana w takim stylu. Jak donosi sam Rafał, przejście nie przyszło mu łatwo: ruchy są „agresywne”, a ciąg – spory. W końcu linia padła w stylu RP. Wtedy narodził się pomysł, by w ciągu jednego dnia przejść wszystkie drogi znajdujące się w grocie. I tak pewnego popołudnia dziabkom Rafała, oczywiście w stylu „na oklep”, poddały się: Dick Jones M7, Homo Erectus M8, Caveman M10, Fire Roasted M10, Neolithic M11 i Piltdown Man M12 – red.

**** 7 czerwca 2005 roku Rafał Sławiński wraz z Walerym Babanowem rozpoczęli wspinaczkę południową ścianą Mount McKinleya. W 14 godzin przeszli 1600-metrową linię o trudnościach V, M4/M4+. Niestety, złe warunki atmosferyczne nie pozwoliły na zdobycie szczytu. Droga otrzymała nazwę Infinity Direct – przyp. red.

GÓRY, nr 4 (179) kwiecień 2009
KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Maciek Szopa
 
2018-05-24
GÓRY
 

Rekordowy sezon na Mount Everest

Komentarze
0
 
Maciek Szopa
 
2018-05-22
GÓRY
 

Miłka Raulin zdobyła Mt Everest 8848 m n.p.m.

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-05-22
GÓRY
 

Zmiana pokoleniowa w Programie Polski Himalaizm Zimowy

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-05-22
GÓRY
 

Waldemar Kowalewski wycofał się z Dhaulaghiri

Komentarze
0
 
Maciek Szopa
 
2018-05-22
GÓRY
 

Sukces Polish Everest Expedition 2018

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com