facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2019-11-17
 

Północny filar Teng Kang Poche nadal niepokonany - ambitna próba Quentina Robertsa i Juho Knuuttili

W dniach 11-16 października 2019 r. Kanadyjczyk Quentin Roberts oraz Fin Juho Knuuttila podjęli imponującą próbę wejścia dziewiczym, północnym filarem na Teng Kang Poche (6487 m n.p.m.) w Nepalu. Była to pierwsza poważna aktywność wspinaczy w Himalajach i o mały włos nie zakończyła się spektakularnym sukcesem. 

Teng Kang Poche (Tengkangpoche) - widok na północny filar, który zaatakował fińsko-kanadyjski zespół. Fot. arch. Juho Knuuttila, Quentin Roberts

 

Północną ścianą Teng Kang Poche po raz pierwszy wspięli się Szwajcarowie Ueli Steck i Simon Anthamatten w 2008r. Wcześniej jednak filar był świadkiem kilku innych prób. Najbardziej godna uwagi jest wspinaczka Matt’a Maddaloni’ego i John’a Furneaux’a w stylu kapsułowym. Duo wspomagane przez przez Paul’a Bride’a, w 2006 roku osiągnęło wysokość 5600 m po dziewięciu wyczerpujących dniach w ścianie.

 

Poniżej możecie przeczytać relację Juho Knuuttili z próby zdobycia północnego filaru Teng Kang Poche:

 

Quentin Roberts, Tim Banfield i ja przybyliśmy do Nepalu w połowie września, po bardzo napiętym czasie wybierania nowego celu, ponieważ sytuacja w Kaszmirze nie wyglądała szczególnie bezpiecznie na wycieczkę. To była już druga zmiana planów. Naszym pierwszym celem była północna ściana Chamlang, ale wiosną uprzedzili nas Marek Holeček i Zdeněk Hák.

 

Pierwsze kilka tygodni spędziliśmy aklimatyzując się w okolicach Khumbu, ale długi monsun i moja tygodniowa gorączka nie pozwoliły na akcję górską przed końcem miesiąca. Na początku października próbowaliśmy wspiąć się na Cholatse zwykłą drogą południowo-zachodniej grani, ale warunki śnieżne zatrzymały Quentina i Tima na 6100m. Spędziłem tylko jedną noc na 5600 m przed zejściem, ponieważ wciąż czułem się słaby z powodu mojej choroby i wysokości.

 

Po Cholatse wróciliśmy do Namche Bazar, aby zregenerować siły, skąd przenieśliśmy się do pięknej wioski Thengpo (4350m), która znajduje się tuż poniżej północnej ściany Teng Kang Poche.


Teng Kang Poche - widok na północny filar z wioski Thengpo. Fot. arch. Juho Knuuttila, Quentin Roberts

 

Przez dwa dni badaliśmy ścianę z wioski Thengpo, a potem spakowaliśmy prowiant na siedem dni, gaz na dziewięć, haki, podwójne raki, pojedynczą linę, oraz sześciomilimetrowy sznur pomocniczy i lekki namiot do naszych dwóch czterdziestopięciolitrowych plecaków. Bez portaledgów, śrub ani wiertarki ręcznej. Postanowiliśmy, że pokonamy drogę w czystym stylu albo wcale.

 

Wczesnym rankiem 11 października zbliżyliśmy się do ściany i rampy" zauważonej przez Tino Villanuevę i Alana Rousseau, przyjaznych Amerykanów wspinających się w pobliżu Tengi Ragi Tau. Rampa umożliwiła nam łatwy dostęp do zbocza bez pokonywania dolnej, pokrytej mchem i pozbawionej śniegu części ściany. Wciąż jednak wspinaliśmy się po zamarzniętym terenie i dziwnym trawersie. Rampa skręca w lewo spod filaru, gdzie droga Ueli’ego Stecka i Simon Anthamattena idzie w prawo. Minęliśmy zaplanowane wcześniej miejsce biwakowe i znaleźliśmy  lepsze o 14.00 na wysokości 5400m. Bardzo dobry początek!


Pierwszy biwak na wysokości 5400 m n.p.m. Fot. arch. Juho Knuuttila, Quentin Roberts

 

Nasz drugi dzień w ścianie był dość krótki pod względem wspinaczki. Pokonaliśmy zaledwie 150 m do podstawy stromej ściany czołowej (5550 m), ale cienkie lodowe rampy i trudne mikstowe płyty zapewniły wystarczające wrażenia. Wspinaczka przypominała tą na północnej ścianie Grandes Jorasses.

 

Quentin zaporęczował około 30 metrów w górę ściany czołowej wieczorem, zanim wpadliśmy do namiotu, próbując jak najlepiej odpocząć przed wejściem na ten pionowy plac zabaw następnego ranka. Jak to będzie?

 

Kiedy ranne słońce uderzyło w ścianę, wystartowaliśmy. Wyciąg po wyciągu robiło się coraz stromiej. Ten teren bez wątpienia należał do Quentina, który płynnie pomagał, wspinał się w stylu free oraz mikstowo, czasami wykonując wszystkie powyższe czynności na jednym wyciągu. Słońce szybko zniknęło, ale Quentin utrzymywał prowadzenie przez dość długi czas. Minęliśmy punkt szczytowy Matta Maddaloniego i Johna Furneauxa z 2006 roku (5600m n.p.m.) Im dotarcie do tego punktu zajęło 9 dni - nam 2,5.


Quentin Roberts prowadzi kolejny mikstowy wyciąg drugiego dnia wspinaczki. Fot. arch. Juho Knuuttila, Quentin Roberts

 

Teraz teren był całkowicie dziewiczy, mimo że nasza linia na w niższych partiach góry znacznie różniła się od dróg poprzednich wypraw. Wkrótce pęknięcia zostały wypełnione lodem przez co dużo czasu zajęło nam znalezienie odpowiedniej ochrony jak i sama wspinaczka. Przełożyliśmy sprzęt do worów i wciągnęliśmy je na górę. Na siódmym wyciągu zastała nas ciemność i znacznie utrudniła nasze działania. Kiedy dogoniłem Quentina pod niewielkim nawisem, zaproponował biwak. Zgodziłem się. Wciąż byliśmy na środku ściany czołowej i warunki były trudne. Udało nam się zorganizować siedzący biwak, nasze nogi w zasadzie zwisały, namiot zakrywał nasze ciała, wokół nas unosiły się tumany zwianego śniegu. To była bardzo niewygodna noc. Właściwie była jedną z najdłuższych nocy, jakie pamiętam. Rano uporządkowaliśmy nasze rzeczy i pomimo tego, że śnieg wciąż się unosił, zaczęliśmy się wspinać. Teraz nastąpiła moja kolej na prowadzenie.

 

Ściana zrobiła się mniej stroma, a lód wreszcie był odpowiedni do wspinaczki. Czasami lód o grubości 15-20 cm utrzymywał się, jeśli wspinałeś się ostrożnie, ale wtedy nie mogłeś go ochronić, ponieważ pęknięcie było za lodem. Poprowadziłem dwa długie wyciągi prowadzące na szczyt ściany czołowej. To były prawdopodobnie najlepsze odcinki pod względem jakości.

 

Znaleźliśmy odpowiednie miejsce do biwakowania ze śnieżnego grzbietu na 5880 m, ale spędziliśmy kilka godzin na cięciu lodu naszymi rakami, aby zwiększyć półkę dla naszego namiotu. Mimo naszych wysiłków namiot nadal pochylał się w otchłań.


Biwak na 5800 m n.p.m. Fot. arch. Juho Knuuttila, Quentin Roberts

 

Dzień piąty był naszym dniem odpoczynku. Ta nieszczęsna noc pośrodku ściany czołowej wyssała z nas dużo energii i pomyśleliśmy, że zatrzymanie się, najedzenie i nawodnienie nam pomoże. I pomogło, ale w zamian odebrało trochę motywacji po tylu dniach spędzonych w ścianie. Po południu Quentin zaporęczował prawie 50 metrów wyżej, walcząc z najtrudniejszym i najdziwniejszym jak dotąd wyciągiem. To było przerażające prowadzenie do oglądania.

 

W namiocie rozmawialiśmy o dniu następnym. Wydawało się, że wciąż mamy wiele znaków zapytania, ale najtrudniejszy moment był już za nami. Zdecydowaliśmy jutro atakować grań szczytową. A następnego dnia juz właściwy wierzchołek na wysokości 6487 m.

 

Rankiem szóstego dnia było zimno, namiot został pokryty gęstym szronem, nasze śpiwory były zwilżone, a ja miałem problemy z żołądkiem, które, na szczęście, udało się złagodzić dzięki zażytym lekarstwom.

 

Jumarowaliśmy w cieniu. Następnie Quentin uporał się ze śnieżną rampą, mając nadzieję znaleźć formacje lodowe „za rogiem”, które pozwoliłby nam dotrzeć do następnej, dającej dostęp do zaśnieżonych płyt pod grzbietem. Tam nic nie było. Cały lód, który widzieliśmy z wioski, był prawdopodobnie tylko śniegiem, zdmuchniętym przez wiatr. Teraz była to tylko pusta płyta, taka jak wszędzie indziej. Skała była zwarta i bez pęknięć! Ta sekcja okazała się nie do pokonania w czystym stylu. Czasami jest lód, a czasem go nie ma. Czasem jest inny sposób, a czasami nie. W końcu crux filaru okazał się być na samej górze...

 

Quentin Roberts w high-poincie - po szybkiej lustracji dalszej części ściany zespół podjął decyzję o wycofie. Fot. arch. Juho Knuuttila, Quentin Roberts


Quentin cofnął się o dwadzieścia metrów, a potem zaczęliśmy zjeżdżać w dół filaru. Mijaliśmy wszystkie odcinki i metry, które zdobyliśmy w ciągu ostatnich sześciu dni. To była bolesna, ale naturalna część sztuki tworzenia linii w górach.

 

Zjazd poszedł całkiem dobrze i udało nam się zostawić tylko minimalną liczbę haków, śrub i linek. Powinny być dość łatwe do wykorzystania przez następny zespół, który będzie chciał pokonać ten piękny filar.


Północny filar Teng Kang Poche - na czerwono zaznaczona linia, którą wspinali się Juho Knuuttila i Quentin Roberts, na żółto kolejne miejsca biwaków, X - high-point i miejsce wycofu. Fot. arch. Juho Knuuttila, Quentin Roberts

 

Dotarliśmy do wioski Thengpo, gdy było ciemno. Powitali nas Tim i Phurba, którzy błysnęli światłami, aby wprowadzić nas z powrotem do świata ciepłych łóżek i pysznego Dhal Bat (tradycyjny nepalski posiłek składający się z gotowanego lub parowanego ryżu - Bhat oraz zupy z soczewicy - Dal - przyp. red.).


P.S. Mam nadzieję, że następne zespoły, które zdecydują się na wspinaczkę północnym filarem uszanują górę i będą działały w stylu alpejskim - bez osadzania boltów i używania wiertarki.


Juho Knuuttila


Źródło: planetmountain.com

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Weronika Biernacka
 
2019-12-06
GÓRY
 

Nowy cel Alexa Txikona - zimowe Ama Dablam

Komentarze
0
 
 
Piotr Michalski
 
2019-11-27
GÓRY
 

Kaukaz – nowy Mit; ukraińska nowa droga

Komentarze
0
 
Weronika Biernacka
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2019 Goryonline.com