facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2008-05-27
 

Podsumowanie zimowego sezonu tatrzańskiego 2007/2008 subiektywnym okiem etatowego "podsumowacza"

Poniższe podsumowanie ma prawdziwie skrótowy i „esencjonalny” charakter.

Już od kilku ładnych lat piszę podsumowania tatrzańskiej działalności zimowej, teoretycznie orientuję się w tym, co w danym sezonie się wydarzyło i jak ma się to do zimowej działalności z lat ubiegłych. Jednak co roku, gdy dostaję „nakaz” przygotowania podsumowania mijającej zimy, wydaje mi się to strasznie trudnym zadaniem. W takim podsumowaniu powinny się znaleźć najważniejsze przejścia, ale jak porównać dwie różne wspinaczki? To naprawdę trudne zadanie. Spróbujmy jednak. Dodam, że ze względu na dokładne raporty publikowane co miesiąc poniższe podsumowanie ma prawdziwie skrótowy i „esencjonalny” charakter. Po szczegóły odsyłam do poprzednich numerów, a tych, których ciekawią kulisy opisanych wspinaczek oraz wrażenia ich bohaterów zachęcam do lektury naszych „Zimowych Impresji”, które znajdziecie w tym numerze (oraz dodatkowe – te niepublikowane w piśmie, na stronie goryoline.com). Tam też znajdziecie premierowy materiał fotograficzny. Tymczasem lećmy z naszym telegraficznym podsumowaniem… 

W tym sezonie miało miejsce bardzo dużo dobrych przejść, widać więc że w naszym środowisku nastąpiło coś, co można nazwać „renesansem” zimy. Być może nie ma jeszcze sytuacji, jakie pamiętają nasi starsi koledzy, że na Kazalnicy wspinało się po dziesięć zespołów w tym samym czasie, ale zdarzyło się, iż trzy zespoły działały tam jednego dnia, a to już jest coś. Jest kilka zauważalnych trendów. Przede wszystkim „klasyka zimowa”. Podniósł się styl naszych przejść, co jednak za tym idzie częściej atakowane są cele, które dają jakąkolwiek szansę na czyste przejście na narzędziach. Zdecydowanie mniej wspinamy się po „mochutnych” i trudnych (dużo wymagającego haczenia) drogach – w przeciągu ostatnich pięciu zimowych sezonów na Kazalnicy Mieguszowieckiej pokonano tylko pięć (!) trudniejszych dróg, czyli tych o wycenie A2 i więcej.

Zdecydowanie wspinamy się też po krótszych drogach – na Kazalnicy (licząc od Drogi Korasadowicza w lewo) było w tym sezonie tylko sześć przejść. Jeśli idziemy na Kocioł Kazalnicy, to najczęściej oznacza to, że będziemy się wspinać na krótszych drogach, znajdujących się w jego lewej części. Nawet zmieniała się lokalizacja „ściany na niepogodę i dla początkujących”. Od kilku już lat jest nią Bula pod Bandziochem, a nie „potężny i trudno dostępny” Próg Dolinki za Mnichem.

Na zakończenie plusy. Zdecydowanie podniósł się poziom naszego wspinania mikstowego – więcej ludzi wspina się zimą klasycznie i więcej z nas jest w stanie pokonywać w ten sposób trudne drogi, a to naprawdę bardzo cieszy.
Co z tego wyniknie w przyszłości? Zobaczymy. Jedno jest pewne, nie potrafimy ciągle w miarę przyzwoitych wyników w naszych gór przenieść zimą w Alpy. A szkoda, bo czego nauczymy się w Alpach, to bardzo przyda nam się później w górach wysokich.

Poniżej zamieszczam subiektywne podsumowanie zimy 2007/2008 – czyli jak ja ją zapamiętam.

Słowacja

Niesamowity pod względem ilości i jakości przejść obóz Klubu Wysokogórskiego Warszawa zorganizowany w Dolinie Mieguszowieckiej. Jedna ze wspinaczek to prawdziwa perełka tegorocznej zimy – zespół w składzie Marcin Chmieliński, Artur Paszczak, Adam Pieprzycki przeszedł Lewy filar Rumanowego Szczytu, IV+ (zastana wycena zimowa 7, A0). Jest to prawdopodobnie dopiero drugie polskie przejście zimowe tej drogi (w okresie kalendarzowej zimy), a pierwsze jednodniowe. Zachęcam do lektury świetnego opowiadania „Paszcza”, który w tym numerze opisuje tę i inne wspinaczki. 

Nasza najhonorniejsza ściana czyli Kazalnica Mieguszowiecka

Jak już pisałem, ilością tu nie grzeszono, ale zdecydowanie lepiej było z jakością przejść. Jeszcze w grudniu, podczas solowej, trwającej tylko dziewięć godzin wspinaczki, nową kombinację, która otrzymała nazwę Nutzha, wytyczył tutaj jeden z najlepszych polskich alpinistów czyli Marcin Tomaszewski. Dla kluczowego wyciągu Marcin zaproponował wycenę 8- i jest to aktualnie najtrudniejszy zimowo-klasyczny wyciąg na tej ścianie.
Drugim mocnym tegorocznym akcentem jest pierwsze pełne zimowe przejście jednej z najdłuższych dróg na tej ścianie, czyli Drogi na Hell 7. Nie dość, iż zespół w składzie Jakub Radziejowski i niżej podpisany dokonał tego w ciągu jednego dnia (w 14 godzin), to jeszcze całą drogę pokonano zimowo-klasycznie.

Warto także wspomnieć o dwukrotnym zimowo-klasycznym przejściu Drogi Łapińskiego i Paszuchy 7+ oraz o pokonaniu kombinacji Długi Hell 7-, na którą złożyły się nieco zapomniana droga Prawy Długosz i końcowe wyciągi Drogi na Hell.
 
Wspinaczka zimowo-klasyczna – inne ściany

Tutaj zdecydowanie mam dwa typy. Zacznijmy od pierwszego zimowo-klasycznego powtórzenia znajdującej się na Kotle Kazalnicy drogi Uskok Laborantów 8-. Zespół w składzie Artur Paszczak, Adam Pieprzycki i Staszek Piecuch nie dość, że dokonał tego w stylu onsight, to jeszcze zakończył swoją wspinaczką, pominiętym podczas zimowego odhaczenia, oryginalnym wariantem wyjściowym, czyli tak zwanym Wariantem Szurek – Zagajewski.
Drugi „numer jeden” to przejście, również w stylu OS, przez krakowski Piotrek Sztaba, Krzysiek Starek i Paweł Kopta najeżonej trudnościami, znajdującej się na Kazalnicy Cubryńskiej drogi Moma 8. Tak naprawdę było to zimowe odhacznienie tej linii, gdyż próbujący dokonać tej sztuki wcześniej nieczysto pokonali ostatni z jej wyciągów.

Wartymi wspomnienia są dwie próby, podczas których w 95% odhaczono znajdującą się na Kotle Kazalnicy drogę Innomianata. Aż dla trzech wyciągów tej linii zaproponowano zimowy stopień 8 lub więcej. Przejście tej drogi jednym ciągiem będzie nie lada wezwaniem.
Na Kotle pierwszego powtórzenia zimowo-klasycznego doczekała się też droga Sprężyna 7+.

Wspinaczka solowa

O przejściu Marcina Tomaszewskiego na Kazalnicy pisałem już wyżej. Drugim najaktywniejszym tegorocznym solistą był Marcin Księżak. Z wielu jego wspinaczek pragnę wymienić dwie. Pierwsza miała miejsce jeszcze w listopadzie, kiedy to Marcin w stylu onsight przeszedł znajdującą się na Czołówce Mieguszowieckiego Szczytu Wielkiego drogę Nabrzmiałe Problemy,dla których zaproponował wycenę 7+. Podczas drugiej, tym razem w marcu, Marcin w rewelacyjnym czasie 12,5 godziny przeszedł, azerując tylko w jednym miejscu (już po trudnościach), wspominaną już wyżej drogę Moma 8.

Wspinaczka lodowa

Niestety, lodu w naszych górach nie ma za wiele lub może inaczej – wspinanie lodowe z różnych przyczyn, między innymi z powodu częstego skomplikowanego i bardzo długiego podejścia, nie jest w nas zbyt popularne. Jedynym przejściem w tej kategorii, o którym będę pamiętał, wspominając tę zimę, jest prawdopodobnie dopiero drugie polskie przejście znajdującego się na Słowacji Alternatywnego Lodu, którego wycena opiewa na WI 6. Drogę tą pokonał zaprawiony we wspinaczce lodowej zespół Paweł Zioło i Marcin Tasiemski. 

Zimowe debiuty

Dla piszącego podsumowania tegoroczna zima to także nowe pojawiające się nazwiska. Niektóre z nich pojawiały się nad wyraz często i być może to właśnie te osoby będą kreować oblicze naszego wspinania zimowego w następnych latach? Pożyjemy, zobaczymy. Poniżej te kilka ważnych „debiutów”. Robert Grzanka – najaktywniejszych tatrzański wspinacz minionego sezonu; w jego bogatym wykazie znalazły się trzy przejścia Kazalnicy. Bartek Sokołowski – to nie była jego pierwsza zima, ale w tym roku nastąpił przeskok na trudniejsze drogi. Krzysiek Banasik – bardzo młody (19 lat) bardzo silny i bardzo aktywny (kilkanaście dróg w rejonie Morskiego Oka). Magda Drózd – latem i zimą wspina się już od kilku ładnych lat. Ten sezon był kolejnym, kiedy to na swoje konto zapisała całkiem wymagające klasyki. Jest także jedyną Polką, która minionej zimy pokonała zespołowo tatrzańską drogę, wycenianą na 7. 

Piotr Amsterdamski (+)
Maciek Sokołowski (+)
Paweł Kieczka (+)

Na koniec pozostawiałem najsmutniejsze wspomnienia minionej zimy. Wielu z nas zapamięta ją bardzo dobrze – tak się pamięta tragiczne wydarzenia, a do takich trzeba zaliczyć śmierć aż trzech naszych kolegów taterników. Dwóch z nich bardzo dobrze znałem – jeden z nich był prezesem mojego poznańskiego klubu, z trzecim rozmawiałem na kilka godzin przed jego tragiczną śmiercią.

Mam nadzieję, że podobnych wypadków w sprawozdaniach z kolejnych sezonów tatrzańskich nie będziemy musieli zamieszczać wcale.

Maciek Ciesielski (Vaude Team, Montano, E-Climb)

Góry, nr 5 (168) maj 2008

(kg)
Bartek Pasiowiec
 
2018-10-30
GÓRY
 

David Lama zdobywa samotnie Luang Ri w Himalajach!

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com