Proszę czekać...
facebook
 
baner
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
baner
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2007-02-20
 

Pierwsze drogi wspinaczkowe w Etiopii.

Etiopia to kraj naprawdę pełen niespodzianek i nieprzewidzianych sytuacji. Nasze zamierzenia wspinaczkowe były skierowane na północ Etiopii w rejonie gór Tigray.Aby tam dotrzeć trzeba poświecić co najmniej trzy dni samochodem (600km)


Etiopia to kraj naprawdę pełen niespodzianek i nieprzewidzianych sytuacji.
Nasze zamierzenia wspinaczkowe były skierowane na północ Etiopii w rejonie gór Tigray.
Aby tam dotrzeć trzeba poświecić co najmniej trzy dni samochodem (600 km)

Po dosyć męczącej ale i ciekawej podróży musieliśmy zlokalizować właściwe miejsce naszej eksploracji. To też nie było takie łatwe bo nawet w lokalnych biurach czy w rozmowach z mieszkańcami nikt nic nie wiedział. Mamy jednak kilka informacji od Belgów ,którzy działali w tym rejonie kilka lat temu.
Znajdujemy kogoś z wioski , który pamięta Belgów i pokazuje nam miejsce gdzie wspinali się Belgowie. Jak okazuje pierwsi eksploratorzy nie utworzyli kompletnych dróg wspinaczkowych (założyli tylko stanowisko na górze, służące do działań na wędkę) a poza tym tak naprawdę to były raczej ścianki i mało konkretny wspin.
Po dwóch godzinach przeszukiwania terenu dotarliśmy pod piękną ścianę, lita skała, ostro przewieszona, tym bardziej że widok jaki rozpościerał się w oddali zapierał oddech w piersiach  I tu  postanowiliśmy stworzyć prawdziwe i kompletne drogi wspinaczkowe.
Skała nosiła nazwę Mba Wesseya, a przepiękna góra widoczna w oddali to Mba Salama góra najprawdopodobniej nie zdobyta.
Oczywiście lokalni mieszkańcy totalnie zdziwieni naszymi planami pukali się głowę.

 
Góry Tigray to miejsce całkiem dziewicze, praktycznie niezbadane.
Ściana która obraliśmy na tworzenie nowych dróg była świetnie umiejscowiona, miejsce bazy za dnia słoneczne – miejsce wspinaczki do 17.00 zacienione tak wiec upały nam nie doskwierały. Jedyna udręka podczas tworzenia pierwszej drogi to osy  i pchły (stad nazwa)
Po blisko półtora tygodniowej pracy stworzyliśmy cztery nowe drogi o trudnościach 7a-7c, pewnie można by i więcej bo miejsce jest rewelacyjne. Istniej tutaj możliwości do utworzenia nawet dróg powyżej ósemki. Jedyny problem to ładownie akumulatorów, najbliższy prąd w okolicy to doba drogi, a i włączany jest tylko wieczorem na dwie godziny.
Drogi zostały ubezpieczone w plakiety Konga i kołki 10mm.

Każdego dnia towarzyszyli nam lokalni mieszkańcy pobliskich wiosek bardzo często wypytując po co to robicie (oczywiście nie po angielsku ). To niesamowite uczucie doświadczać sytuacji kiedy dla tych ludzi pusta butelka, kawałek sznurka są wyposażeniem pożądanym. Każdego dnia nasz worek ze śmieciami był po prostu rezerwowany – totalny recykling. Pewnego dnia do naszego obozy przyszła kobieta w siódmym – ósmym miesiącu ciąży przynosząc na plecach 20l baniak  wody , a żeby nie wracać na pusto do domu nazbierała sobie wielką górę opału...Oczy nam wyszły ....

W wyprawie wystąpili: Adam Borysiewicz, Mariusz Bartosik, Darek Jajor

I na zakończenie historia która wydarzyła sie naprawdę. Autor wyraża nadzieję że nie odstraszy ona potencjalnych eksploratorów Etiopii...
 
 Po sportowych wyczynach w Górach Tigray postanawiamy odwiedzić Laliebele, wpisaną na Światową Listę UNESCO miejscowość z wykutymi wewnątrz wzgórz kościołami.
Wynajmujemy busa i ruszamy. Robi się noc. Wjeżdżamy na wysokość około 3000 m.n.p.m. gdzie dopada nas mgła. Kierowca odmawia dalszej jazdy. Ludność z wioski którą mijamy, odradza kierowcy jakiejkolwiek jazdy. Prawie siłą zmuszam go do dalszej drogi.
Po pół godzinie mijamy mgłę, mamy świetne nastroje, śpiewamy piosenki.. Nagle na drodze zjawia się zamaskowany mężczyzna z karabinem. Krzyczymy do kierowcy żeby się nie zatrzymywał, tylko dodał gazu! Kierowca jest już tak przestraszony, że pokornie się zatrzymuje. Bandyta żąda pieniędzy. Grozi karabinem. Dostaje równowartość kilku dolarów, ale każe czekać. Jesteśmy coraz bardziej przestraszeni.
Bandyta wraca co chwilę po więcej pieniędzy.. Pojawia się nadzieja - z naprzeciwka nadjeżdża samochód. Nasz kierowca jest tak przestraszony, że nie przyjmuje do wiadomości żadnego planu ucieczki. Bandyta okrada pasażerów drugiego samochodu... Potem trzeciego i czwartego.... Kiedy odmawiamy dalszych pieniędzy, strzela w nasz samochód w stronę kierowcy. Na szczęście kula zatrzymuje się gdzieś na układzie kierowniczym. Zauważamy,  że po tym strzale napastnik wyjmuje magazynek z karabinu. Nikt z nas nie był nigdy w wojsku, ale kalkulujemy, że może teraz mieć nie więcej niż dwie kule... Trwa to już blisko dwie godziny, jesteśmy wszyscy coraz bardziej przestraszeni, jednak zaczynam krzyczeć na napastnika, że nie mamy już gotówki, tylko karty kredytowe! (To oczywiście kłamstwo. Nie zamierzamy oddać mu już ani centa powyżej tych około 20 dolarów, które już dostał). Krzyki na chwilę pomagają, ale dalej jesteśmy terroryzowani. Bandyta przechodzi obok naszego samochodu by zatrzymać piąte auto. I nagle... uderzam go drzwiami samochodu, wybiegam za nim, dopadam go w rowie, krzyczę do niego różne nieartykułowane słowa (których to nie mogę tu przytoczyć, ponieważ administrator tego nie przepuści), okładam go pięściami. Dobiega Mariusz i już pierzemy go we dwoje!!! Nagle nad naszymi głowami rozlegają się strzały!!! Ktoś strzela z broni maszynowej nad rowem w którym walczymy z bandytą!
Chwilę to trwa, a my w dalszym ciągu nie widzimy kolejnego napastnika. Ja, myśląc, że to straszak, krzyczę do Mariusza "Manio, to ślepaki! Rzucaj w gościa kamieniami!!!" Mariusz łapie kamień i ciska w plecy gościa z karabinem!!! Wśród strzałów pojawiają się okrzyki po angielsku "NIE STRZELAJ, JESTESMY POLICJANTAMI !!!"
Trzymając wciąż bandytę, obracam się i widzę człowieka podobnego do partyzanta, który z podniesionymi rękami i karabinem podchodzi i powtarza "Jestem policjantem!". Zza rowu wybiega następnych dwoje ludzi, podają nam przyjaźnie ręce i zaczynają bić karabinami bandytę.
Puszczam go i teraz już wszyscy obserwujemy jak policjanci rozprawiają się z terrorystą. Przyłączają się do nich pasażerowie innych samochodów. Proszę aby już przestali, ale co chwile ktoś jeszcze podbiega i kopie bandziora. Gdy jest on już całkowicie bezsilny i bez szansy ucieczki, policjanci i cywile ściskają mnie, gratulują i dziękują...
Ładujemy bandytę do naszego busa i jedziemy do pobliskiej wioski. Strzałami na wiwat budzą mieszkańców, którzy zbiegają się by obejrzeć bandziora, i... pogratulować białemu człowiekowi za ujęcie bandyty. Okazało się że terroryzowali on okolice od dłuższego już czasu. Policjanci szukali go i z tego powodu tą noc spędzali w wiosce. Wiedział o tym pasażer drugiego auta, który po kryjomu uciekł i dotarł do wioski. Tak się złożyło że w momencie naszego ataku byli oni już w pobliżu.
Ja tylko uprzedziłem ich atak i nie doszło do większego rozlewu krwi. Potem jeszcze wizyta na posterunku policji, kolejne znęcanie się policjantów nad bandytą nagrane kamerą przez Adama i Huberta i jedziemy do Lalibeli... Nasz bandyta zostanie najprawdopodobniej rozstrzelany...

Tekst i zdjęcia: Adam Borysiewicz

2007-02-20

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
2017-11-09
HYDEPARK
 

Ostatnia w koronie. Z archiwum Jerzego Kukuczki

Komentarze
0
 
 
Łukasz Kocewiak
 
2017-09-28
HYDEPARK
 

Aconcagua. W cieniu Śnieżnego Strażnika

Komentarze
0
 
Goryonline
 
Goryonline
 
Goryonline
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2017 Goryonline.com