facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS

Okiem eksperta: co nowego i przydatnego na zimę?

Sezon zimowy zaczyna się nie w górach, ale dużo wcześniej, w domu, przed komputerem i w sklepie. Robimy przegląd sprzętu, zastanawiamy się, czy sprawić sobie nowe narty, detektor, buty lub raki. W jakie patenty warto zainwestować? Co będzie dla nas najlepsze? Temat jest „bogaty” i niełatwy, bo producenci co rok starają się wypuścić na rynek coś nowego. 

Aby ułatwić czytelnikom sprawę, zapytaliśmy czterech górskich ekspertów, co ich zdaniem warto polecić z nowości sprzętowych na nadchodzącą zimę. Czego sami używają? Czy pojawiły się patenty i produkty, które ich zdaniem zrewolucjonizują rynek górskiego/skiturowego/lawinowego sprzętu? Aż trzech na czterech przepytywanych ekspertów wymieniło jako numer jeden patent Jet Force wykorzystywany w plecakach wypornościowych. Również trzech z nich doceniło nową generację szerokich, a jednocześnie bardzo lekkich nart. 

Dodajmy, że w tego typu materiale nie sposób uniknąć podawania nazw konkretnych firm, których produkty używane są przez naszych ekspertów, jednak zwracamy uwagę, że inne firmy również mogą produkować sprzęt oparty na podobnych koncepcjach i technologiach – dlatego warto szukać i pytać, by nie ograniczać się wyłącznie do marek wymienionych poniżej. 

 


Marcin Kacperek, międzynarodowy przewodnik wysokogórski IVBV, ratownik TOPR

Jeśli chodzi o rozwój sprzętu, na przestrzeni lat dostrzegam zarówno zmiany rewolucyjne, przełomowe, jak i ewolucyjne, gdzie istotna poprawa jakości wynika z konsekwentnych modyfikacji. Zmianą rewolucyjną numer jeden, która moim zdaniem zupełnie odświeży rynek plecaków lawinowych, jest system Jet Force. 

Technologia ma dwa lata, ale wciąż jest nowością. Są to plecaki o napędzie elektrycznym. Zamiast butli ze sprężonym powietrzem mają akumulator i wentylator. W tej chwili plecaki z tym systemem szyją i sprzedają trzy firmy (POC, Black Diamond, Pieps), a Jet Force jest nazwą samego systemu. 


Jaką ma on przewagę nad systemami, które bazują na butlach? Jedną z zalet jest możliwość wielokrotnego odpalenia i użycia plecaka podczas jednej skitury czy wypadu freeride’owego. Drugą niebagatelną zaletą jest to, że można z takim plecakiem latać bez żadnych szczególnych starań. Butle ze sprężonym gazem to nie jest coś, co lubią linie lotnicze. Federacja przewoźników lotniczych IATA wyszczególnia w swoich dokumentach butle plecaków lawinowych jako dozwolone, ale ostateczna decyzja zależy od urzędnika na bramce. Trzeba to zawsze wcześniej zgłosić, a i tak stresujemy się, czy nie będzie jednak jakichś problemów. 


Natomiast kluczowa, przełomowa wręcz różnica jest taka, że w przypadku zasypania przez lawinę w plecaku z systemem Jet Force po określonym czasie wentylator włącza się w drugą stronę i zasysa powietrze z balonów tworząc w pobliżu zasypanego człowieka przestrzeń z powietrzem. I to jest gigantyczna zaleta. Moim zdaniem system wyznaczy w przyszłości standard branży i za dziesięć lat ta technologia będzie dominująca.


Druga nowość, którą chciałbym wymienić, dotyczy nart. Jak to bywa z tym sprzętem, zmiana jest efektem ciągłej ewolucji. Z roku na rok nie dostrzegamy wielkich modyfikacji, ale jeśli wymienisz sprzęt, którego używasz od czterech lat, poczujesz wyraźnie, że świat bardzo mocno poszedł do przodu. Na nartach przystosowanych do jazdy w terenie, najczęściej do tak zwanego Freeturingu, spędzam w każdym sezonie bardzo wiele dni. Wypróbowałem wiele modeli, a mimo tego wpadłem w zdumienie, gdy w ubiegłym roku awansem – bo mowa o narcie przygotowanej na ten sezon – miałem możliwość pojeżdżenia na modelu Dynastar Mythic. 


Zaskoczyło mnie zestawienie szerokości narty z jej wagą i zachowaniem podczas jazdy. W tym przypadku jest to 97 mm pod butem przy wadze 1400 gramów i przy tej lekkości nie widać kompromisu ani w tym, jak one się zachowują, ani w wytrzymałości. Można się na nich wyskakać i wyszaleć – znoszą wszystko i proszą o więcej. W odróżnieniu od wypełnionych pianką lekkich nart, które zasługują co najwyżej na nazwę makiety nartopodobnej, to prawdziwa konstrukcja „sandwich” z lekkiego drewna i karbonu. Jakość użytych materiałów oraz koncepcja ich ułożenia dała wspaniały efekt. 


Oczywiście powstanie takich nart jest odpowiedzią na potrzeby rynku. Coraz więcej osób chce jeździć freeride’owo, ale zjazdy dostępne z wyciągów bardzo szybko się nudzą, więc powstaje potrzeba oddalenia się w mniej dostępne miejsca. Tak dochodzimy do freeturingu, czyli hybrydowego wykorzystania zarówno infrastruktury wyciągowej, jak i fok oraz wiązań umożliwiających podchodzenie, żeby dostać się w miejsca umożliwiające bardzo atrakcyjne zjazdy. Na turach, sprzęcie stricte turystycznym, nie można się wyżyć w trakcie zjazdu, a modele przeznaczone do freeride’u są jednak bardzo ciężkie. Generacja nart o nowatorskiej konstrukcji rozwiązuje ten problem coraz skuteczniej.

 


Grzegorz Bargiel, międzynarodowy przewodnik wysokogórski IVBV, ratownik TOPR

Z nowości – choć nie jest to nowość, bo jest już na rynku ponad rok – przede wszystkim wymieniłbym i poleciłbym plecak lawinowy z systemem Jet Force. Pierwszą zaletą jest łatwy transport samolotem. Drugą – wielokrotna możliwa liczba odpaleń, co uczy zupełnie nowych odruchów: nie czekasz, nie wahasz się w ryzykownej sytuacji, tylko odpalasz, bo wiesz, że będziesz miał możliwość ponownego użycia. Trzecią fakt, że nie ma problemu z napełnianiem butli. Przede wszystkim jednak w przypadku zasypania urządzenie po trzech minutach odwraca łopatki wiatraków, dzięki czemu dwieście litrów powietrza z balonów wtłaczane jest pod śnieg, dając zasypanemu możliwość oddychania. Mało tego: gdy odpalisz plecak spadając i materiał ulegnie uszkodzeniu i przedziurawieniu, urządzenie co kilkadziesiąt sekund będzie dopompowywało powietrze, dzięki czemu balon pozostanie cały czas napełniony. Myślę, że Jet Force jest przełomem. 


Poza tym nie widzę ewidentnych rewolucyjnych nowości. Coraz więcej firm wchodzi w segment skiturowy. Nie ma jednak przełomowej narty, tutaj z sezonu na sezon następuje stopniowy progres. Na pewno zmienia się uniwersalna narta skiturowa – jest coraz szersza, ale w miarę lekka: w granicach 90 milimetrów pod butem przy wadze nie większej niż 1100 gramów. Wiązania skrzynkowe odchodzą do przeszłości, prym wiodą wiązania pinowe, które są coraz bardziej udoskonalane i również dostosowywane do szerszej narty służącej do freeturingu czy heliskiingu. 


Z ciekawostek i gadżetów, które funkcjonują już od jakiegoś czasu, są praktyczne i przydatne, warto wymienić:

  • zegarek Suunto ambit3, w który wmontowany jest GPS, wysokościomierz, ciśnieniomierz i wiele innych funkcji, z możliwością zapisania i zgrania trasy wraz z wszystkimi danymi. Przełomem jest możliwość łączenia się i współpracy bezprzewodowej ze smartfonem w zakresie różnych funkcji, począwszy od wyświetlania początkowych fragmentów wiadomości tekstowych po sterowanie zegarkiem przez telefon i zapisywanie wszystkich parametrów trasy w 3D. Można też robić zdjęcia i od razu je udostępniać – dzisiaj lubimy się dzielić. Ludzie się w ten sposób nakręcają, to ich motywuje; 
  • spodnie skonfigurowane z uprzężą, zazwyczaj freeride’owe;
  • czapki ochronne wykonane z materiałów, które twardnieją pod wpływem uderzenia; 
  • rękawice z końcówkami do obsługi telefonów i tabletów;
  • power banki oraz solary, które sprawdzają się na wyprawach w odludne tereny, na przykład na Alaskę, gdy przez kilka tygodni nie ma możliwości skorzystania z agregatu. 

 

 

Marcin Józefowicz, zawodowy ratownik TOPR

Na rynku plecaków wypornościowych pojawił się kolejny gracz. To plecak z systemem wyposażonym w akumulator i dmuchawę, która napełnia poduszki. Po wypełnieniu balonów powietrzem, w przypadku zasypania przez lawinę, włącza odwrotny ciąg, wdmuchując powietrze pod śnieg i tworząc przy zasypanym przestrzeń. Tej możliwości plecaki z dotychczasowymi systemami, korzystające z butli wypełnionych gazem, nie posiadają. 


Jeśli chodzi o sondy i łopaty, warto powiedzieć o nowości polegającej na opracowywaniu systemu testów laboratoryjnych, które umożliwią certyfikowanie łopat lawinowych, a w przyszłości także i sond. Zadania takiego podjął się Manuel Genswein, specjalista w tematyce lawin i sprzętu lawinowego, a prace odbywają się pod egidą UIAA (Międzynarodowa Federacja Związków Alpinistycznych) oraz IKAR (Międzynarodowa Komisja Ratownictwa Alpejskiego). Szwajcar obecnie przeprowadza równolegle dwa rodzaje testów: laboratoryjne oraz na śniegu. To pozwoli mu na opracowanie standardowych testów oraz ustalenie norm, którym powinny podlegać łopatki lawinowe. TOPR również zgłosił się do takich badań, pod koniec marca grupa polskich ratowników wraz z Gensweinem będzie odbywać testy w terenie. 


Obecnie łopatki lawinowe ani sondy nie posiadają certyfikatów, bo po prostu takich nie ma. Istnieją natomiast normy dla detektorów lawinowych. Aby łopata mogła zostać nazwana lawinową, będzie musiała określone normy spełnić. Prawdopodobnie ustalone zostają dwa rodzaje certyfikatów – dla łopatek ratowniczych i sportowych. Dzięki temu unikniemy produkcji i sprzedaży różnych dziwolągów, które widywane były na przykład podczas zawodów skialpinistycznych, a które nazywano łopatkami lawinowymi. Certyfikat dla sprzętu do odpowiedzialnych i wymagających zadań jest kluczowy. Certyfikaty dla łopat mogą wejść w życie moim zdaniem za mniej więcej dwa sezony.

 


Michał Trzebunia, freerider, instruktor narciarstwa i wspinaczki, przewodnik tatrzański

Karbon. Na rynku nart skiturowych i freeturowych nie ma rewolucyjnych nowości, niemniej producenci weszli w technologie, które kiedyś były drogie i ekskluzywne, a teraz stały się normą, elementem, który określa kolekcje. Niewątpliwie karbon nie jest nowym materiałem, również w produkcji nart, jednak teraz staje się bardziej powszechny i odrobinę tańszy. Przede wszystkim używany jest do produkcji nart wykorzystujących nowe technologie. W ten sposób powstały modele szerokie i lekkie, o doskonałych właściwościach podczas jazdy. 

Zalety karbonu są znane: jest bardzo plastyczny, wytrzymały i lekki. Można mu nadać dowolny kształt, który po utwardzeniu nie ulega zmianie. Producenci stosują nadal drewno jako materiał bazowy, natomiast osnowa zbudowana jest z karbonu. Dotychczas, gdy narta była za lekka, stawała się jednocześnie niestabilna, przyjmowała wszystkie uderzenia, a wibracje przechodziły na narciarza. W tym przypadku problem znika, bo odkształcony karbon kilkakrotnie szybciej niż inne materiały wykorzystywane do budowy nart, wraca do swoich właściwości. Dzięki temu można bardzo zmniejszyć wagę sprzętu. 


Przykładem jest narta MTN Salomon, dedykowana do freeturingu, która ma 115 milimetrów pod butem, a waży 1800 gramów. Karbon jest materiałem niezwykle pochłaniającym energię, czyli – w przypadku lekkich nart – zmienia znacznie jakość jazdy. Jeśli chodzi o skituring, przykładem takiego modelu może być Minim z kolekcji Salomon, zaprojektowana przez Kiliana Jorneta. Jest to pełnoprawna skiturowa narta, wąska, zarówno dla zawodników, jak i tych, którzy chcą poruszać się szybko i skutecznie. 720 gramów, 68 milimetrów pod butem. Prawdopodobnie pojawią się w przyszłorocznej kolekcji. Teraz na rynek wypuszczono sto par. Co do jakości jazdy – trzeba pamiętać, że jeździmy na lżejszej narcie. Ciężka, freedire’owa ma duży wpływ na śnieg, dzięki czemu nie poddaje się w trakcie jazdy. Natomiast karbon jest materiałem, trzykrotnie szybciej wracającym do swojego kształtu, niż tradycyjnie stosowane, więc nawet jeżeli poddaje się śniegowi, to natychmiast powraca do pierwotnego kształtu. Mówimy tu o mikrosekundach, które mają bardzo duży wpływ na jazdę. Można więc powiedzieć, że karbon spełnia rolę idealnego amortyzatora. 


W przypadku trudniejszych warunków, przy twardym śniegu czy lodzie, docisk jest dużo szybszy niż na narcie tradycyjnej. Krawędź cały czas pracuje, nie ma momentu wygięcia narty i jej ześlizgu. Właściwości karbonu sprawiają, że krawędź stale przylega do śniegu, dzięki czemu ma się dużo większą kontrolę, w szczególności na twardych śniegach, grudach, kalabrakach i w terenie stromym, gdzie nie można sobie pozwolić na to, by deska uciekła. Zmienia się w ten sposób znacząco jakość jazdy. Oczywiście trzeba się przestawić. Przy takim samym zakresie techniki i możliwościach jeździ się nieco delikatniej i lżej. Ryzykiem jest mikrouszkodzenie czy pęknięcie narty. Wówczas sprzęt traci swoje właściwości. 

 

Wiązania. Pierwotnie wiązania pinowe przeznaczone były do skituringu. Nie sprawdzały się we freeturingu, bo były zbyt delikatne. Dla szerokich nart pozostawał problem przenoszenia sił. Cierpiały na tym buty, a najczęściej samewiązania, które były ich najsłabszym elementem. W tej chwili wszyscy producenci nart freeturowych używają już tego typu wiązań. Podstawa i pewne elementy nowych modeli zostały wzmocnione, co odbija się niestety na wadze, ale dzięki temu są one przystosowane do twardszych butów i szerszej narty. 

 

Foki adhezyjne. Foki adhezyjne, pomimo ich wysokiej ceny, są niezmiernie warte polecenia. Zamiast kleju mają powłokę wykonaną na bazie silikonu. W momencie przyłożenia do narty zasysa się i bardzo mocno trzyma. Odpada problem „nieklejenia się” foki w przypadku jej zamoczenia lub zamarznięcia, bo zawsze klei się do narty. Łatwo usuwać z niej zabrudzenia. Na tradycyjnej foce wiosenne wycieczki w igliwiu powodują, że klej może być po prostu do ściągnięcia. W przypadku foki adhezyjnej wchodzisz do schroniska, myjesz fokę pod zimną wodą i gotowe. Są też cieńsze i minimalnie lżejsze niż tradycyjne modele. Foka ta wymaga jednak dbałości, by nie wydrapać, nie zniszczyć powłoki. Tak więc uważnie z chodzeniem po kamieniach. Obecnie taki sprzęt produkują Pomoca i High Trail.

 

Grafen. Warto wspomnieć o tym materiale, ponieważ jest to pieśń przyszłości. Jego produkcja przemysłowa jest na razie jeszcze dość utrudniona. Polska firma opatentowała taką możliwość, ale nie jest to jeszcze wdrożone na szeroką skalę. Grafen to materiałem, który da się dowolnie kształtować, a przede wszystkim można go tak zaprogramować, by zmieniał swoje właściwości w określonych warunkach (na przykład kask będzie twardniał pod wpływem uderzenia). Takie programowanie na razie jest jednak w sferze badań. Zatem w przyszłości może powstać narta, która w zależności od warunków będzie zmieniać swoje właściwości. To wyczekiwana rewolucja, która zmieni rynek narciarski.



materiał ukazał się w specjalnym, zimowym numerze GÓR nr 246

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Piotr Michalski
 
2016-07-22
GÓRY
 

Osterwa – Júlova Cesta

Komentuj 0
Piotr Michalski
 
2016-07-11
GÓRY
 

Chamomilla nad Żelaznymi Wrotami!

Komentuj 0
Piotr Michalski
 
2016-07-08
GÓRY
 

Zapowiadana Czerwcowa na Osterwie!

Komentuj 0
PZA
 
2016-06-24
GÓRY
 

Baza tatrzańska PZA - akcja lato 2016

Komentuj 0
Piotr Michalski
 
2016-06-21
GÓRY
 

Nowa droga na Osterwie

Komentuj 0
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com