facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2009-04-16
 

Ojos del Salado 6893 m n. p. m. - najwyższy szczyt Chile

Druga góra Ameryk, druga w koronce, najwyższy aktywny wulkan na Ziemi! Odległy, pustynny i tajemniczy.
Tekst i zdjęcia: Wojciech Lewandowski

Spośród 183 czynnych wulkanów Andów Ojos del Salado jest najwyższy i najpotężniejszy. Położony w jednym z najbardziej suchych obszarów na Ziemi – owianej podróżniczymi legendami Puna de Atacama – wznosi się w Andach Środkowych na granicy Argentyny i Chile. To rejon trudno dostępny, pełen niesamowitych formacji skalnych, wielkich opuszczonych dolin, surrealistycznych w kolorach jezior, białych salarów i jałowych pustyń pośród wulkanów. Wysokość Ojos była przez długie lata zagadką, wywołując swego czasu sporo emocji i dyskusji. Przez wiele lat Chilijczycy bardziej życzeniowo niż realistycznie szacowali wysokość góry nawet na 7100 m n.p.m.


Ojos del Salado

Szczyt posiada dwa wierzchołki, z których jeden jest wyższy od drugiego o pół metra. Oddzielone są od siebie ok. 30-metrowym wcięciem. Ich wysokość także była sporna i jeszcze niedawno prowadzono jałowe dyskusje, który z nich jest wyższy (nadal zdarzają się opinie, że różnica wysokości wynosi aż 100 m) i kto wszedł na Ojos jako pierwszy. Jak wiadomo, szczyt zdobyli Polacy w trakcie II Wyprawy Andyjskiej w 1937 roku. 26 lutego na szczycie stanęli jako pierwsi: Justyn T. Wojsznis i Jan Alfred Szczepański. Wierzchołek główny nazywany bywa również Cumbre Central, a najwyższy poboczny San Martin.

Nazwę szczytu W. H. Paryski (w książce W Górach Atakamy) tłumaczy jako „Śnieżny szczyt źródeł Słonej Rzeki”. Nazwa ta nadana została dlatego, iż szczyt wznosi się niedaleko górnego biegu Rio Salado, od którego oddziela go pasmo górskie – Cordon del Rio Salado. Inna wersja głosi, że nazwę szczytu można interpretować bardziej dosłownie i chyba ciekawiej jako „Oczy słonej góry”. Ojos jako ten najwyższy miewa też przydomek „Korona Puny”.

Ojos de Salado to góra, która ma dwa zupełnie różne oblicza. Od strony Chile, czyli od północy jest bardzo jałowa i ponura. Do bazy zwanej Campamento Atacama na wysokości 5200 m można dotrzeć samochodem i zupełnie brak tutaj wody, którą trzeba zakupić i dowieźć. Od strony argentyńskiej, czyli od południa góra wydaje się bardziej zmienna i jest z całą pewnością mniej znana i trudniej dostępna. Tu trzeba „po prostu” dojść. A to „po prostu” bywa często większym problemem niż samo wejście na szczyt. W tym wypadku kolejny raz może się sprawdzić stara maksyma, że to „droga jest celem”. Spora wysokość i zmienna pogoda wydają się mieć mniejsze znaczenie, bo najbardziej porażająca jest tu przestrzeń – głównym problemem w górach Atacamy są odległości.


Aqua caliente

Ponieważ w GÓRACH był już publikowany szczegółowy opis Krzysztofa Gardyny dotyczący wejścia na Ojos od strony chilijskiej, skoncentrujemy się na stronie argentyńskiej. Muszę przyznać, że góra ta jest mi szczególnie bliska, gdyż byłem tam dwa razy i poznałem ją dobrze od każdej strony.

Od Argentyny wyrusza się na Ojos z Fiamabali – ostatniej miejscowości na niedawno oddanej do użytku szosie do Chile, prowadzącej przez przełęcz San Francisco (4726 m n. p. m.). Droga ta wprawdzie istniała „od zawsze”, lecz jest teraz po argentyńskiej stronie pięknie wykończoną asfaltową szosą – Ruta 60. Szkopuł w tym, że praktycznie nic tamtędy nie jeździ. Spotkanie jednego samochodu w ciągu dnia jest sukcesem! W Fiambali pierwsze kroki należy skierować do Jonsona Raynoso, człowieka – instytucji, pasjonata regionu i jedynej osoby, która może tutaj zorganizować transport w góry i muły na karawanę. Od Fiambali droga w góry powadzi przez porażająco piękny i surowy świat dzikich, kolorowych gór. Krwistoczerwone, fantazyjnie urzeźbione pasma sąsiadują z jednostajnie czarnymi. Wielkie złomy skalne ubarwione są kępami rachitycznej zieleni. Po 150 km docieramy do miejsca zwanego szumnie Casadero Grande (Wielkie Łowisko 3600 m), które jest tylko połacią zielonych łąk w otoczeniu jałowych, miedziano-żółtych pustynnych gór. Nazwa jest prawdopodobnie pamiątką z czasów, kiedy polowano tu masowo na guanako. Dzisiaj zamiast guanako pasie się tutaj trochę zdziczałe bydło. Stąd także wyruszała w góry II Polska Wyprawa Andyjska. Tu jednak nasze szlaki nieco się rozchodzą, „praojcowie” poszli bardziej na zachód – w kierunku Cerro Nacimiento i atakowali Ojos del Salado od południowego zachodu. My zaś będziemy iść bardziej na północny zachód. W każdym razie w Casadero opuszczamy szosę i dalej jedziemy jeszcze jedenaście kilometrów po wielkim, prawie płaskim, piaszczysto-żwirowym stożku napływowym do ujścia doliny, gdzie stoi zrujnowana buda – schron zwana Perro Caliente („gorący pies” lub jak kto woli „Hot Dog”). Dalej trzeba wiele godzin wędrować wzdłuż rzeki wielką doliną Rio del Casadero na NW, skręcając pod koniec na północ wraz prawym dopływem – potokiem zwanym Aqua Caliente (Gorąca woda), teraz wzdłuż potoku kilka kilometrów w górę doliny do biwaku o tej samej nazwie – są tam zrujnowane pirki (4045 m). Kolejnego dnia, idąc wzdłuż rzeki, dochodzimy do ostatnich źródeł Aqua Caliente. Od tego miejsca zaczyna się kompletnie jałowa, niegościnna pustynia, która może naprawdę nieźle „złachmanić”. Góry wokół wydają się zupełnie bliskie, ale w miarę upływu trudnej wędrówki widok praktycznie się nie zmienia i bardzo trudno jest tu ocenić realnie przebytą odległość ze względu na brak jednoznacznych punktów orientacyjnych. W każdym razie przez pół dnia towarzyszy nam po prawej stronie rozległy Monte Rasguito (5517 m), który w tej części drogi stanowi jedyny znaczący punkt odniesienia. Początkowo dosyć wyraźna ścieżka coraz częściej gubi się wśród rzadkich traw i piargów – najlepiej posługiwać się kompasem. Po całym dniu uciążliwej wędrówki dochodzimy do biwaku o jakże mylącej nazwie Aqua del Vicunia (Woda Wigoni 4800 m). Woda przez prawie cały rok jest tu tylko w nazwie. Podobno bywa wiosną i korzystają z niej wtedy stadka wigonii. Trzeci dzień podejścia to tylko 6-7 godzin marszu. Pusta smagana wiatrem dolina prowadzi na przełęcz Porteznuelo Laguna Negra 5523 m, skąd możemy po raz pierwszy ujrzeć nasz cel – Ojos del Salado. Z przełęczy łagodne zejście prowadzi do kotlinki, gdzie zwyczajowo umieszcza się obóz bazowy – El Arenal (5500 m – woda z topniejącego pola penitentów) – do tego miejsca zwyczajowo docierają muły. Stąd do szczytu jest jeszcze kawał drogi i należy założyć kolejny obóz już na zboczach Ojos na wysokości ok. 5900 – 5950 m...


Już blisko szczyt. Fot. Wojtek Marzec

Ciąg dalszy i więcej informacji praktycznych w GÓRACH, nr 3 (178) marzec 2009
Goryonline
 
2018-11-07
HYDEPARK
 

Nowe „Tatry”. Góry, wolność i niepodległość

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-10-19
HYDEPARK
 

Film „No Trace Tatra” na jesiennych festiwalach

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-10-16
HYDEPARK
 

Wanda Rutkiewicz. Jeszcze tylko jeden szczyt

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com