facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2009-09-23
 

Odmrożenia - przeczytaj prawdziwą historię

Gdy góra się przeciw nam sprzysięgnie i pogoda załamie lub ktoś będzie potrzebował pomocy, której udzielenie nadwyręży nasze siły ponad miarę, możemy „przegrać” z zimnem. Rzeczywistość jest taka, że każdy z nas szukających przygody w górach może, niestety, się odmrozić...
TŁO WYDARZEŃ

Dhaulagiri w sezonie wiosennym 2008 musiała dźwigać na swoich graniach sporą liczbę wspinaczy z całego świata. Zapalanie znicza olimpijskiego na Evereście, zamknięcie Tybetu (niech żyje WOLNY TYBET!) oraz silne ekipy, zadeklarowane od początku na Dhaulagiri, przyciągnęły do bazy niezdecydowanych oraz tych, którzy musieli zrezygnować z innych ambitnych celów w Tybecie. Różnorodność postaw, sytuacji, stylów wspinaczkowych, logistyki aklimatyzacyjnej, zabezpieczeń
medycznych to temat na kolejną książkę z Białą Górą w tle. Kilkudziesięciu na górze to dość spora
populacja, która nie miała szans z nie znającą miłosierdzia statystyką. Coś musiało się stać i stało się.

Argentyna „rządziła” w bazie, jeżeli chodzi o ilość odmrożonych palców przypadającą na każdego członka wyprawy. Wyprawa kolegów z Ameryki Południowej zakończyła się miażdżąco dołującym wynikiem: dwóch poważnie odmrożonych i jeden zaginiony w akcji szczytowej. Z całej czwórki tylko pozostający cały czas w bazie himalaista – filmowiec wyszedł bez szwanku.

Decyzję o wyruszeniu do ataku szczytowego trójka himalaistów podjęła po kilku dniach spędzonych w jednonamiotowej bazie (4800 m n.p.m.), wyjściu aklimatyzacyjnym polegającym jedynie na noclegu w obozie I (5700 m n.p.m.) oraz noclegu w obozie II (6700 m n.p.m.). Decyzji sprzyjała prognoza dobrej pogody, perspektywa wspólnego ataku szczytowego z dużą grupą wspinaczy oraz przeświadczenie o tym, że to ostatni już atak na górę w tym sezonie.

APEL


Trudno mówić o regułach aklimatyzacji podczas wejścia na ośmiotysięcznik, ponieważ nikt naukowo nie udowodnił, że któryś ze sposobów jest jedynym dobrym i pewnym. Polskie doświadczenie uczy, że biletem wstępu na imprezę o nazwie „atak szczytowy”
jest przespanie nocy w obozie 1000 metrów poniżej szczytu, po której należy zejść do bazy i kilka dni porządnie odpocząć. Brak aklimatyzacji grozi ŚMIERCIĄ w górach wysokich. Zmęczony do granic wytrzymałości, osłabiony organizm popełnia błędy, mechanizmy obronne nie funkcjonują prawidłowo. Szybciej dochodzi do odwodnienia i wychłodzenia, obrzęk płuc i mózgu tylko czekają na taką ofiarę. Reguł nie ma, pozostaje zdrowy rozsądek, o który APELUJĘ.

JAK TO SIĘ STAŁO?

Pierwszy z himalaistów odmroził palce u rąk w drodze do obozu III. Dzień do godziny 13 był słoneczny i ciepły, potem pogoda pogorszyła się i zrobiło się mgliście i wietrznie. Droga do III była świeżo zaporęczowana, za wyjątkiem ostatnich 200 metrów, gdzie tylko od czasu do czasu wisiały stare poręczówki. Droga bez większych trudności technicznych, ale wystarczyło, że na chwilę zdjął rękawiczki. Po nocy spędzonej w obozie III himalaista zrezygnował z ataku szczytowego i w ciągu dwóch dni zszedł do bazy.

W bazie czekał na niego kolega filmowiec z gorącym kubkiem herbaty… i to w sumie tyle, co mógł mu zaoferować, ponieważ chłopaki nie przewidzieli sytuacji kryzysowej. Zabraliśmy się z doktorem Inakim Ituarte Azpiazu z wyprawy hiszpańskiej Edurne Pasaban do roboty.

ETAP PIERWSZY
– moczenie i Ibuprofen


W wygodnym namiocie bazowym, po podaniu silnego leku przeciwbólowego (Ketoprofen – 100 mg,
doustnie), włożyliśmy ręce Argentyńczyka do metalowej miski z ciepłą, przegotowaną wodą (38-400 C). Do wody, celem odkażenia, wlaliśmy kilka kropel jodyny. Moczenie trwało około 30 minut. Gdy odmrożone tkanki w ciepłej wodzie odtajały, na palcach pojawiły się wypełnione płynem pęcherze. Pęcherze wypełnione przezroczystym płynem świadczą o II stopniu odmrożenia, pęcherze wypełnione płynem podbarwionym krwią to efekt głębszego uszkodzenia tkanek (III stopień). W czasie gdy ręce po wyjęciu z wody suszyły się (można je delikatnie wycierać, ale tak by nie uszkodzić pęcherzy) podaliśmy doustnie kolejny lek przeciwbólowy i przeciwzapalny IBUPROFEN w dawce 400 mg, który następnie himalaista przyjmował co 6 godzin. Jest to standard w leczeniu odmrożeń.

ETAP DRUGI – SMAROWANIE


Osuszone palce posmarowaliśmy maścią Argosulfan. Jest to maść przeciwbakteryjna, która przyspiesza gojenie się odmrożeń, skutecznie chroni przed zakażeniami oraz zmniejsza ból i ewentualne pieczenie w ranie.

ETAP TRZECI – BANDAŻOWANIE

Kolejny etap to założenie opatrunków na każdy palec. Najpierw odmrożone miejsca przykryliśmy jałowymi gazikami. Następnie dość luźno zabandażowaliśmy każdy palec. Na zaopatrzone ręce włożyliśmy himalaiście puchowe łapawice i zaleciliśmy trzymanie rąk w pozycji uniesionej, by zmniejszyć obrzęk odmrożonych tkanek.

Ten 3-etapowy zabieg powtarzaliśmy DWA RAZY dziennie!!!



ETAP CZWARTY – EWAKUACJA


Szybka ewakuacja była konieczna. Schodzenie droga lądową przez lodowiec groziło „domrożeniem”
odmrożonych już palców, co oznaczałoby bardzo głębokie zmiany w tkankach. Nasz himalaista miał szczęście, ponieważ dzień po jego przybyciu do bazy wyprawa hiszpańska wracała helikopterem do Pokhary. Ulitowali się nad chłopakiem i zabrali go ze sobą, ratując mu palce. Doktor Inaki, z którym koresponduję, napisał że Argentyńczyk z Nepalu poleciał do Hiszpanii
i aktualnie o jego odmrożone palce dba specjalista z Saragossy.

KOLEGA Z DRUŻYNY

Po kilku dniach, w bazie pojawił się drugi himalaista z Ameryki Południowej. Po udanym ataku
szczytowym spędził trzy noce w obozie trzecim na wysokości 7400 m n.p.m., czekając na przyjaciela, który nie wracał z samotnego ataku na szczyt. Po trzech dniach oczekiwania i bliskich zeru szansach na uratowanie zaginionego kolegi zdecydował o zejściu do bazy. Tym razem himalaistą, którego bazę stanowił jeden namiot, a z czterech kolegów pozostał tylko filmowiec, zaopiekowała się wyprawa włoska.
Gdy już porządnie zjadł, napił się i wypoczął, zająłem się jego palcami. Niestety, drugi himalaista nie miał tyle szczęścia co pierwszy i w drogę powrotną wyruszył pieszo, docierając po przejściu dwóch przełęczy powyżej 5000 m n.p.m. do wioski Marpha. Stamtąd zjechał jeepem do cywilizacji. Dalszych jego losów nie znam.

RZECZYWISTOŚĆ
Gdy góra się przeciw nam sprzysięgnie i pogoda załamie lub ktoś będzie potrzebował pomocy, której udzielenie nadwyręży nasze siły ponad miarę, możemy „przegrać” z zimnem. Rzeczywistość jest taka, że każdy z nas szukających przygody w górach może, niestety, się odmrozić. Dlatego każdy zespół powinien być przygotowany do udzielenia pomocy medycznej.
Nie popełniajmy podstawowych błędów takich jak brak aklimatyzacji, ubezpieczenia, apteczki!!!

Masz pytania, to zapraszam na stronę www.medeverest.webpark.pl.
lub mailowo:
nepall_2000@tlen.pl

Przydatne linki:
www.medeverest.webpark.pl
www.wms.org
www.ismmed.org
www.medex.org.uk

Robert Szymczak
Goryonline
 
Goryonline
 
2018-07-25
BIZNES
 

Konkurs Mountopia 2018 rozstrzygnięty!

Komentarze
0
 
Monika Młodecka
 
Goryonline
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com