facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2009-11-04
 

Odeszli na niebieską grań... wspomnienia o ludziach gór

Jeszcze rok temu byli wśród nas, cieszyli się górami i ich przyrodą. Pamiętamy o nich i dziś przywołujemy wspomnienia o tym, czego dokonali w życiu i górach. W tych krótkich życiorysach i w tych szczególnych listopadowych dniach wspomnijmy ich sylwetki.

Ludwik Kaczorowski (1931-2009)

Przewodnik tatrzański I klasy i świetny instruktor przewodnictwa, wieloletni ratownik tatrzański. W środowisku przewodnickim i ratowniczym po prostu „Lutek”. W okresie swojej największej aktywności górskiej cieszył się niespożytą energią, miał znakomitą kondycję, był nienasycony górami. W tym też okresie miał wielu przyjaciół i żył całą pełnią. Wiedzę i wieloletnie doświadczenie górskie potrafił przekazywać młodszemu pokoleniu przewodników tatrzańskich jak mało kto. Często traktował ich po partnersku, chociaż był wymagający. Kiedy nadeszła choroba i trwałe kalectwo, co wymagało stałej opieki, został umieszczony w domu opieki pod Warszawą, z dala od Tatr, które były radością jego życia, z dala również od ludzi, z którymi łączyły go wspólne zainteresowania. Brak widoku gór na co dzień był dla niego największą udręką. Myślami często powracał do Tatr, do lat pracy w przewodnictwie i ratownictwie. Wspomnienia te szczególnie ożywały wtedy, gdy odwiedzali go przyjaciele oraz koledzy z Klubu Seniora TOPR.

Był przewodnikiem tatrzańskim od ponad pół wieku, a kiedy pod koniec lat 60. uzyskał I klasę przewodnicką, poświęcił się szkoleniu nowych kadr przewodnickich w zakresie topografii Tatr, taternictwa i autoratownictwa. Instruktażowe wycieczki prowadził ambitnymi perciami na tatrzańskie szczyty. Był nie tylko profesjonalistą, ale również świetnym kolegą i kompanem. W górach niezawodny – zawsze można było na niego liczyć. Wiele lat pracy przewodnickiej poświęcił na prowadzenie po tatrzańskich szlakach sportowców, przebywających w Zakopanem na obozach kondycyjnych. Po założeniu Polskiego Stowarzyszenia Przewodników Wysokogórskich, jako jeden z nielicznych nestorów przewodnictwa, został jego członkiem. Przez siedem kadencji pracował w Zarządzie Koła Przewodników Tatrzańskich PTTK im. Klimka Bachledy. W tym okresie organizował i kierował obozami szkoleniowymi w Tatrach Słowackich i Polskich. Górami, w których spędził prawie całe dorosłe życie, były Tatry, ale kiedy nadarzyła się okazja wyjazdu w góry wyższe, skorzystał z niej. Razem z innymi przewodnikami wyjechał w latach 70. w góry Kaukazu. Wszedł nie tylko na ich najwyższy szczyt – Elbrus, ale również wspinał się na inne szczyty, m. in. na Uszbę, nie osiągając jednak wierzchołka.

W sezonach zimowych szkolił amatorów narciarstwa jako instruktor PZN, a w dniach wolnych od pracy pełnił dyżury ratownicze jako ratownik ochotnik, był też zatrudniony jako ratownik sezonowy. Uczestniczył w wyprawach ratunkowych, a po osiągnięciu wieku emerytalnego został członkiem Klubu Seniora TOPR.

Lutek zmarł w kwietniu i spoczął na podhalańskiej ziemi. Pochowany został na Nowym Cmentarzu w Zakopanem.




Ryszard Drągowski (1920-2009)

Z Tatrami i Zakopanem związany ponad 60 lat, wieloletni gospodarz schroniska „Murowaniec” na Hali Gąsienicowej. Był też ratownikiem i przewodnikiem tatrzańskim, instruktorem narciarskim i wieloletnim działaczem turystycznym. W ciągu tych kilkudziesięciu lat poświęcił swoją energię temu, co kochał – Tatrom, turystyce, narciarstwu i ratownictwu.

Urodził się w Warszawie, ale już przed wojną przyjeżdżał w Tatry. W czasie II wojny światowej był żołnierzem Armii Krajowej, początkowo w okręgu lubelskim, a potem uczestniczył w postaniu warszawskim. Po jego upadku dostał się do obozu jenieckiego pod Hamburgiem. W 1946 roku osiadł na stałe pod Tatrami. Pierwszy okres to praca w urzędzie skarbowym i PKS-ie. Dopiero w latach 50. związał się z górami. Początkowo praktykował w schronisku na Chochołowskiej, a w 1954 roku został kierownikiem schroniska „Murowaniec”. Te lata pracy na Hali Gąsienicowej Rysiek zawsze wspominał z sentymentem, jako najpiękniejszy okres swojego życia. Ciężko przeżył pożar schroniska w grudniu 1963 roku, ale potem z zapałem pokierował jego odbudową. Gazdował tam do 1969 roku, a po przerwie jeszcze dwa lata. Pomagała mu żona, Krystyna, a „złotą rączką”, który znał się na wszystkim, był nie żyjący już Józef Bobak. W tamtych latach został też ratownikiem tatrzańskim i instruktorem PZN – narciarstwo było jego pasją. Przeszedł wiele dróg wspinaczkowych w otoczeniu Hali Gąsienicowej, w tym te łatwiejsze samotnie. W latach 1969-1972 był naczelnikiem Grupy Tatrzańskiej GOPR. Kiedy zamieszkał w Zakopanem, uzyskał uprawnienia przewodnika tatrzańskiego, został też prezesem Klubu SN PTT 1907, a potem przez kilka kadencji pełnił w nim funkcję sekretarza. Kilka lat był też prezesem Zarządu Oddziału Zakopiańskiego PTTK. W latach 80., będąc już na emeryturze, dzielił swój czas pomiędzy pracę instruktora narciarskiego i przewodnika tatrzańskiego oraz pracę społeczną w różnych organizacjach. Kiedy przed 20 laty jego sprawność ruchowa została ograniczona, to nadal w miarę swoich możliwości był aktywny, głównie w Klubie Seniora TOPR. Mimo podeszłego wieku miał jeszcze plany, które chciał zrealizować, ale śmiertelna choroba nadeszła nagle.

Rysiek był lubiany nie tylko w środowisku zakopiańskim i sportowo-górskim, także wśród turystów i narciarzy miał wielu przyjaciół. Zawsze porozmawiał i pożartował, był pogodnego usposobienia, a do życia podchodził z dystansem. Uhonorowano go odznaczeniami: Krzyżem Oficerskim OOP, Krzyżem Armii Krajowej, Warszawskim Krzyżem Powstańczym, Złotymi Odznakami GOPR, PTTK i Zasłużonego Działacza Turystyki, a miesiąc przed śmiercią otrzymał Nagrodę Burmistrza Zakopanego za całokształt działalności górskiej w naszym regionie. Zmarł w lipcu i spoczął na Nowym Cmentarzu w Zakopanem.




Lesław Riemen (1958-2009)

Przeżył zaledwie pół wieku, a jego życie przez ostatnich kilkanaście lat było, w niewielkimi przerwami, ciągłym zmaganiem się z chorobami. Tylko dzięki niezwykłemu hartowi ducha nie załamał się i walczył do końca, a w okresach lepszego samopoczucia mobilizował się, włączał się aktywnie do pracy w swojej firmie, a przede wszystkim w ratownictwie tatrzańskim, jako wysokiej klasy specjalista od spraw lawinowych, wieloletni członek zarządu i stały delegat Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego do IKAR-CISA. Cechowała go niezwykła życzliwość dla ludzi, których spotykał na swej drodze, otwartość, chęć niesienia drugiemu pomocy. Ratownikiem tatrzańskim był prawie 30 lat, przyrzeczenie złożył w 1981 roku i był mu wierny, mimo różnych ciężkich chwil, aż do samego końca.

Te górskie zainteresowania Sławka, gdyż tak się do niego wszyscy zwracali, ukształtowały się już w okresie szkolnym. Tak się złożyło, że przez trzy lata byłem jego wychowawcą klasowym w okresie nauki w Liceum Ogólnokształcącym w Zakopanem Kuźnicach. W tym okresie mogłem go bliżej poznać i ukierunkować jego zainteresowania górskie. Był wtedy radosny, pełen życia, chociaż już cierpiał na dolegliwości kręgosłupa. W klasie Sławek wiódł prym, pomagał mi w organizowaniu imprez szkolnych i wycieczek. Był koleżeński oraz opiekuńczy w stosunku do poszkodowanych pacjentów, uczniów tej szkoły. Przez cały okres pobytu w Kuźnicach zadeklarował swoją bezinteresowną pomoc koledze, poruszającemu się wyłącznie na wózku inwalidzkim. W okresie szkolnym uprawiał saneczkarstwo w SNPTT i zapoznał się też z podstawami taternictwa. U progu dorosłego życia wstąpił w szeregi Pogotowia Górskiego. Początkowo aktywnie uczestniczył w akcjach ratunkowych, brał udział w poszukiwaniach lawinowych wraz ze swym psem ratowniczym – Piorunem. Po reaktywacji TOPR zaangażował się w pracę zarządu, a znając dobrze język niemiecki, został stałym delegatem do IKAR. Uczestniczył, jeśli mu zdrowie na to pozwalało, w corocznych kongresach IKAR, będąc w niej członkiem komisji lawinowej. Pisał i tłumaczył teksty, prezentował dorobek i osiągnięcia naszych ratowników na forum międzynarodowym. Był członkiem Zarządu TOPR również w obecnej kadencji.

Sławek z każdym porozmawiał, do każdego uśmiechnął się, kochał ludzi, rodzinę, przyjaciół i wszystkich, z którymi współpracował, a swoje obowiązki zawsze wypełniał sumiennie i dokładnie. Zmarł w roku jubileuszowym ratownictwa tatrzańskiego, ale zapisał się godnie w jego 100-letniej historii. Spoczął na Nowym Cmentarzu w Zakopanem.




Jerzy Głazek (1936-2009)

Wybitny i wszechstronny geolog, speleolog, badacz zjawisk krasowych Tatr, członek korespondent Polskiej Akademii Umiejętności, ostatnio profesor zwyczajny na Uniwersytecie Poznańskim.

Urodził się w Warszawie, ale jego związki z Podtatrzem i Tatrami zaczęły się już w dzieciństwie, gdzie przebywał u swych dziadków Doborzyńskich w Bukowinie Tatrzańskiej. Pracę magisterską i pierwsze prace naukowe napisał w oparciu o badania prowadzone w Tatrach. W ciągu tych 50 lat opublikował około 400 artykułów, rozdziałów w książkach i recenzji i miał też wiele prezentacji na kongresach, sympozjach naukowych z różnych dziedzin geologii. Ogromna liczba tych publikacji związana jest z górami i jaskiniami. Wśród szerokiego spektrum zagadnień z różnych dziedzin nauk geologicznych, pokaźne miejsce zajmuje problematyka związana z jaskiniami i krasem kopalnym. Rozpoczynał od badań jaskiń tatrzańskich, a kontynuował je w jaskiniach innych rejonów krasowych Polski, a także poza jej granicami. W Tatrach zajmował się badaniem podziemnych przepływów wód i zanikaniem wód w potokach przy ich niskim wodostanie. Wyróżnił nowy typ jaskiń – proglacjalne, zapoczątkował też badania izotopowe nacieków jaskiniowych.

Wiele chodził po Tatrach, do których powracał prawie co roku – sam lub w towarzystwie przyjaciół oraz studentów, którym przekazywał swoją naukową, górską i jaskiniową pasję. Wypromował 40 magistrantów i 6 doktorów. Od wielu lat działał w różnych organizacjach. Prawie od początku istnienia Sekcji Speleologicznej Polskiego Towarzystwa Przyrodników im. Kopernika był jej aktywnym członkiem, uczestniczył w corocznych sympozjach, a od 1981 był jej przewodniczącym. Dzięki jego inicjatywie i staraniom, w 1973 roku Polska stała się krajem członkowskim Międzynarodowej Unii Speleologicznej (UIS), w której potem przez kilka lat był zastępcą sekretarza generalnego. Przez wiele lat był też członkiem Komisji Speleologii ZG PTTK, wchodził w skład redakcji kilku specjalistycznych czasopism naukowych. Posiadał wyjątkową wiedzę geologiczną, którą potrafił przekazywać innym. Studenci go cenili, był dla nich autorytetem, ale także przyjacielem. Był postacią barwną, o której krążyły legendy. Tatry szczególnie pokochał i kiedy tylko mógł, powracał do nich.

W dowód uznania za całokształt badań zjawisk krasowych otrzymał Medal 40-lecia Správy Slovenských Jaskyň. PZA nadał mu Medal 100-lecia Polskich Organizacji Taternickich, był też dwukrotnie laureatem Nagrody Naukowej im Marii Markowicz-Łohinowicz. Zmarł w Poznaniu i tam został pochowany.




Piotr Morawski (1976-2009)

Wiadomość o jego tragicznej śmierci była szokiem dla środowiska górskiego. W ostatnich latach był pierwszoplanową postacią polskiego himalaizmu, kontynuatorem polskich dokonań w górach najwyższych w ostatnim półwieczu. Miał jeszcze wiele ambitnych planów i było jeszcze przed nim wiele szczytów, na które chciał wejść. Dwa z nich – Dhaulagiri i Manaslu zaplanowane były na wiosnę tego roku i nic nie zapowiadało, że cel nie zostanie zrealizowany. Miał się wspinać ze Słowakiem Peterem Hamorem. Dhaulagiri miało być aklimatyzacją przed nową drogą, poprowadzoną w stylu alpejskim, na zachodniej ścianie Manaslu. Pierwsze podejście w górę w dobrej formie i założenie dwóch obozów zdało się potwierdzać, że plan się powiedzie. Jednak w czasie zejścia do bazy jeden nieopatrzny krok i nagle wszystko się skończyło w wąskiej szczelinie lodowca, z której nie było wyjścia.

Życiorys górski Piotra jest kilkunastoletni. Zaczął się wspinać w 1996 roku, a jego pasją stało się wspinanie zimowe, a właściwie góry wysokie, w które wyjechał po raz pierwszy w 2001 roku. Wszedł wtedy na Chan Tengri (7010 m), a w następnym roku na sąsiedni Pik Pobiedy (7439 m) w Tien-szanie. Na wyprawie zimowej Netia K2 (8611 m) sprawdził się w górach najwyższych. Razem z Denisem Urubko weszli najwyżej, zakładając obóz IV na wysokości 7650 m. Dotychczas zimą nikt wyżej nie dotarł na drugim szczycie świata. W następnych dwóch sezonach zimowych znowu wyruszył w Himalaje, tym razem z Włochem Simone Moro. W 2004 roku dokonali pierwszego zimowego przejścia południowej ściany Shisha Pangmy, a w następnym roku weszli na główny jej wierzchołek. Było to pierwsze zimowe wejście na ten szczyt i kontynuacja zimowej eksploracji najwyższych szczytów przez polskich himalaistów. Kolejne wyprawy w góry najwyższe, głównie z Piotrem Pustelnikiem i Peterem Hamorem, to dalsze sukcesy: droga Bonightona na południowej ścianie Annapurny, droga Gabbarrou na północno-zachodniej ścianie, a także grań wschodnia, droga Cesena na K2 oraz wejścia na ośmiotysięczniki: Cho Oyu, Broad Peak, Nanga Parbat, Gasherbrum I i Gasherbrum II. W sumie miał ich na swym koncie sześć.

Od 2007 roku pełnił funkcję wiceprezesa PZA, a w tym roku był również przewodniczącym Komisji Bezpieczeństwa tego związku. Na co dzień pracował jako adiunkt na Wydziale Chemicznym Politechniki Warszawskiej. Był człowiekiem skromnym, ambitnym, koleżeńskim, pełnym humoru i ciekawości świata oraz wspaniałym partnerem wyprawowym. Góry były dla niego najważniejsze. Spoczął w szczelinie lodowcowej na Dhaulagiri, a upamiętniono go tablicą na Przełęczy Francuzów. Ostatnio odsłonięto poświęconą mu tablicę pamiątkową na Symbolicznym Cmentarzu pod Osterwą. Zdjęcie Piotra zamieszczone tutaj wykonał Edek Lichota w obozie I, dzień przed tragiczną śmiercią Piotra.




Józef Szlachetka (1914-2009)

Miał swoje zasady postępowania, swój świat, chodził swoimi ścieżkami i chociaż wydawał się być samotnikiem i indywidualistą, to równocześnie był aktywnym działaczem turystycznym, wspaniałym organizatorem i nauczycielem młodszego pokolenia przewodników. Kochał góry jako turysta, narciarz, taternik oraz jako przewodnik tatrzański i beskidzki, ale kochał również wodę, spływy kajakowe i morze, nad które wyjeżdżał, zaszywając się w spokojnych miejscach.

Urodził się w Krakowie, ale jego rodzice pochodzili z Podola, z rodu szlacheckiego. W czasie II wojny związał się z podziemnym ruchem konspiracyjnym, był żołnierzem AK ps. „Wrak”. Brał udział w nieudanym zamachu na gubernatora Hansa Franka. Po wojnie aresztowany przez UB, skazany został na karę śmierci, zamienioną potem na dożywotnie więzienie. Kiedy został zwolniony na początku lat 50., podjął pracę kreślarza w biurze projektowym i zaangażował się w działalność turystyczną. Wstąpił do PTTK i każdą wolną chwilę spędzał w górach, Poznał dobrze Beskidy i Tatry, więc już w 1953 roku został zawodowym przewodnikiem tatrzańskim, beskidzkim i terenowym. Działał społecznie w zarządzie Oddziału Krakowskiego PTTK, pełnił funkcję kierownika zespołu znakarskiego. Był założycielem Sekcji Kajakowej i jej pierwszym prezesem, a także członkiem Sekcji Narciarskiej.

Najbliższe było mu jednak przewodnictwo tatrzańskie, któremu poświęcił ponad pół wieku. Był współzałożycielem Koła Przewodników Tatrzańskich przy Oddziale Krakowskim PTTK i jego pierwszym wiceprezesem, a w latach 1975-1978 – prezesem. Kiedy powstał w Krakowie Polski Klub Ekologiczny, włączył się w jego prace organizacyjne i działał w nim do 2005 roku.

Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami, Srebrnym Krzyżem Zasługi, Złotą Honorową Odznaką PTTK, Złotą Odznaką Zasłużony Działacz Turystyki, Honorową Odznaką Komisji Ochrony Przyrody. Zmarł w ubiegłym miesiącu i został pochowany w Krakowie, na Cmentarzu Podgórskim.

Źródło: Tygodnik Podhalański
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
Goryonline
 
2018-09-20
GÓRY
 

TPN walczy ze śmieciami na górskich szlakach

Komentarze
0
 
 
Piotr Michalski
 
2018-09-20
GÓRY
 

Słowacy pod Mont Blanc - powstały dwie nowe drogi!

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
2018-09-20
GÓRY
 

Manaslu: Monika Witkowska dotarła pod C3!

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com