facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS

Nick Bullock i Greg Boswell w Canadian Rockies – mikstowe wspinanie i spotkanie z grizzly

Nick i Greg wstawili się najpierw w drogę The Real Big Drip (V, M8, WI7, 200 m) w sektorze Ghost River. Warunki jakie zastali w ścianie sprawiły, że w ich odczuciu trudności różniły się znacznie od przytoczonej wyżej wyceny. Przede wszystkim bardziej wymagający wydał im się pierwszy wyciąg, który ze względu na łamiące się chwyty i kamienne obrywy oscylował ich zdaniem wokół M9, a nie kanadyjskiego M7 (oryginalna wycena tej długości liny). Po przejściu pierwszego wyciągu, kolejne – lodowe – jakkolwiek nie pozbawione niebezpieczeństw, wydały im się już sporo łatwiejsze.



The Real Big Drip; fot. Nick Bullock, źródło: explorersweb.com


 

Kolejne dwie drogi przeszli na Stanley Headwall. Najpierw ich łupem padła linia Dawn of the Dead (V, M8+, WI6, 140 m), a następnie Nightmare on Wolfstreet (V, M7+, WI6+, 175 m).

 

Greg komentował te przejścia na swoim blogu:

 

"Nightmare on Wolfstreet była kolejną nieziemsko dobrą drogą. To niesamowite, jak wiele linii o najwyższej światowej klasie znajduje się na Stanley Headwall. Nie mogę się doczekać, kiedy będę mógł tu wrócić po  nieco więcej mikstowego szaleństwa!"



Nightmare on Wolf Street (po lewej) i Dawn of the Dead (po prawej); fot. Nick Bullock, źródło: explorersweb.com


 

W ukończeniu ich kolejnego celu, drogi Dirty Love M7, przeszkodził im niedźwiedź grizzly. Oddajmy głos Nickowi, który relacjonował to wydarzenie na swoim blogu:


"Po przejsciu Nightmare on Wolf Street postanowiliśmy, że spróbujemy zrobić pierwsze powtórzenie Dirty Love. To licząca dwanaście wyciągów, 500-metrowa droga o alpejskim charakterze zlokalizowana na Mt Wilson. (...) Zero sklepów, ludzi, tylko dzicz, pustka i samotność... no może prawie!"

 

Wypadki potoczyły się bardzo szybko. Nick zauważył uciekającego partnera i goniącego go grizzly. Niedźwiedź rzucił się na Grega, gryząc go i raniąc jego nogi. Wspinacz nie stracił jednak zimnej krwi:

 

"Nie jestem pewien, co w tej sytuacji zrobiłby ktoś inny, ale Boswell to Boswell. Złapał niedźwiedzia za łeb i szczęki i zaczął głośno krzyczeć. Udało mu się przestraszyć napastnika. Czekało nas jednak jeszcze trzygodzinne, pełne nerwów zejście do auta, a następnie droga do szpitala." 



Efekty ataku niedźwiedzia; fot. arch. Greg Boswell, źródło: planetmountain.com



W wyniku ataku niedźwiedzia Greg doznał dość poważnych obrażeń nóg i wymagał hospitalizacji. Gdyby nie obecność i natychmiastowa pomoc ze strony Nicka, ta przygoda mogłaby się dla niego skończyć dużo poważniejszymi konsekwencjami.



Greg Boswell świętuje szczęśliwe zakońćzenie przygody; fot. arch. Greg Boswell, źródło: planetmountain.com



źródło: planetmountain.com, explorersweb.com, gripped.com

Łukasz Ziółkowski
 
Goryonline
 
2015-05-05
GÓRY
 

Niezwykła wędrówka Iwa na południe

Komentuj 0
Goryonline
 
2015-02-03
GÓRY
 

Jabłoński i Granowski na Musashi M12

Komentuj 0
Łukasz Ziółkowski
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com