facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
 
 
2012-01-09
 

Na Górę Kościuszki szlakiem Strzeleckiego

Wszyscy doskonale wiemy, że Góra Kościuszki (ang. Mount or Mt Kosciuszko) to najwyższy szczyt w Australii (2228 m n.p.m.), położony w Górach Śnieżnych w paśmie Alp Australijskich.
12 marca 1840 roku góra ta została odkryta i nazwana przez słynnego polskiego podróżnika i badacza Pawła Edmunda Strzeleckiego. Mimo że jest to najwyższa góra Australii, nie wyróżnia się jakąś wielką trudnością w jej zdobywaniu. Współcześnie, korzystając z luksusowo wytyczonych szlaków turystycznych, w przeciągu paru godzin łatwo można znaleźć się na samym szczycie.

Jest  jednak grupa ludzi w Australii, która odnalazła prawdziwy i wcale nie tak łatwy szlak, którym mógł się wspinać Edmund Strzelecki w 1840 roku. Okazuje się, że idąc tą trasą, można zaliczyć całkiem porządną górską wyprawę i to kilkudniową. Taka właśnie wyprawa odbędzie się od 10 do 12 lutego 2012 r. Będzie to jedna z części weekendowej, turystyczno – sportowej imprezy organizowanej wspólnie przez Strzelecki Hiking Club z Sydney oraz Strzelecki Heritage Inc. z Melbourne pt.  "End of the Summer on Mt Kosciuszko".


Z prezesem klubu górskiego Strzelecki Hiking Club, Oscarem Kantorem, rozmawia Krzysztof Bajkowski.  W wywiadzie mnóstwo przydatnych informacji dot. Mount Kosciuszko.
 
Krzysztof Bajkowski: Oscar, czym się zajmuje Wasz klub i jakie są Wasze cele i zamierzenia?


Oscar Kantor: Strzelecki Hiking Club jest samodzielną organizacją turystyczną zrzeszającą turystów z całej Australii. Naszym głównym celem jest coroczna dwudniowa wspinaczka trasą Strzeleckiego, trasą, którą w 1840 roku Edmund Strzelecki podążał, aby odkryć i nazwać najwyższy szczyt Australii - Górę Kościuszki. Nasza najbliższa wyprawa już niedługo, bo 10 lutego 2012 roku.

Kto może się  wybrać na taką wyprawę?

Praktycznie każdy, kto ma trochę kondycji i nie ma za dużych wymagań dotyczących noclegu.

Co to oznacza, co chcesz przez to powiedzieć?

Może się zdarzyć, że nie znajdziemy na czas wystarczająco dużo miejsca na rozbicie namiotów i będziemy musieli spać pod gołym niebem, w śpiworach. Tak się nam zdarzyło np. w 2009 roku, podczas wyprawy z Amerykanami. Ten szlak przez większą część jest bardzo zarośnięty i przy dużej grupie ludzi jedynym miejscem na rozbicie namiotów jest Moiras Flat (polanka 10 m x 10 m).

Byatts Camp
Jednak nie łatwo tam dotrzeć w jeden dzień przed zachodem Słońca, zwłaszcza z dużą grupą ludzi.

Wiadomo, większa grupa porusza się wolniej od pojedynczych osób. Dlatego najważniejsze jest to, aby wyruszyć jak najwcześniej.

Gdzie i o której godzinie zaczynacie wyprawę?

Zaczynamy o 6 rano, w piątek 10 lutego. Miejsce spotkania to Geehi - Swampy Plain River / Alpine Way Bridge.

Czy macie jakiś plan transportu? Jak się dostaniecie do Geehi tak wcześnie rano?

Mamy plan wynająć autobus, który wyjedzie z Sydney w czwartek rano - 9.02 i dowiezie nas do Jindabyne (ostatnia miejscowość górska ze sklepami i hotelami otwartymi w lecie).

Tam spędzimy noc.

W Jindabyne będziemy mieli wieczorną naradę i spotkanie ze wszystkimi uczestnikami wyprawy.

Z Jindabyne do Geehi  jest kawałek drogi, jakieś 80 km, więc musimy wstać bardzo wcześnie.
Pobudka w piątek - 3:30 rano, wyjazd na trasę o godzinie 4:00.

Czy to jest jedyny szlak czy droga, która prowadzi na Górę Kościuszki?

Nie, są jeszcze dwa dojścia turystyczne, z Thredbo i z Charlotte Pass.

Szlak z Thredbo jest o tyle łatwy, że dosłownie facet z wózkiem, może dostać się na sam szczyt.

Różnica poziomów pomiędzy miejscowością Thredbo, położoną na wysokości około 1350 m n.p.m., a szczytem Góry Kościuszki wynosi blisko 900 metrów. Jednak większość turystów niemal dwie trzecie różnicy wysokości pokonuje korzystając z czynnego przez cały rok wyciągu narciarskiego. Trzysta metrów różnicy wysokości rozkłada się dość równomiernie na niemal całej, sześciokilometrowej długości tego szlaku. Na przejście tego odcinka warto przeznaczyć kolejne dwie godziny. Przez pierwsze kilkaset metrów szlak prowadzi po wybrukowanym kostką chodniku. Następnie, aż do Rawson Pass szlak wiedzie po mocnych, metalowych kratach, zawieszonych tuż nad powierzchnią ziemi. W strefie odpowiadającej tatrzańskim halom, kraty te skutecznie chronią glebę przed erozją, a roślinność przed zadeptywaniem. "Metalowa ścieżka" ma około półtora metra szerokości. Ciągnie się nieprzerwaną wstęgą przez cztery kilometry, nieznacznie tylko szpecąc krajobraz. Na końcu „metalowej trasy” znajdują się... najwyżej położone publiczne toalety w Australii (2100 m n.p.m.) - Rawson Pass.

Druga możliwość, aby dostać  się na Górę  Kościuszki, to trasa z Charlotte Pass.

Trasą z Charlotte Pass na Górę Kościuszki, co roku biegają biegacze w ramach obchodów Kosciuszko Run. Trasa sama w sobie poza długością nie należy do zbyt skomplikowanych.

W jednej trzeciej prowadzi de facto starą szutrową drogą aktualnie zamkniętą, zamienioną na drogę techniczną, która podprowadza praktycznie pod sam szczyt.

Czyli jak widać żadna z tych dróg nie nadaje się dla naszego klubu wspinacza. Są zbyt łatwe.

I dlatego w 2009 przy bardzo dużej pomocy Pana Janusza Rygielskiego (Prezesa Rady Naczelnej Polonii Australijskiej) w 99 % zrekonstruowaliśmy trasę, którą mógł  podążać E. Strzelecki.

Na trasie
Trasa wiedzie najbardziej zarośniętą i najbardziej stromą częścią australijskich Gór Śnieżnych.

Przez władze lokalne nazywana jest dziką strefą.

Zaczyna się w dolinie Geehi na wysokości 400 m n.p.m. i wiedzie wzdłuż starego szlaku Hannels Spur. Szlak ten kiedyś używany był do pędzenia bydła w górskie strony Byatts Camp, jednak od dziesiątek lat nie jest używany przez górskich pasterzy i porósł niemiłosiernie dużą ilością drzew i krzewów. Sam początek jest najtrudniejszy i zarazem najbardziej stromy.

Określenie dżungla to bardzo dobry opis startu wyprawy. Długość trasy z Geehi na Górę Kościuszki przez Mt Townsend to niecałe 12 km, jednak należy doliczyć kolejne 9 km na zejście do Charlotte Pass.

Jak długo będzie trwała Wasza wyprawa?

Tą trasę można „zrobić” w 1-2 dni, w zależności od kondycji, my jednak "rozciągamy zabawę" do 3 dni (piątek, sobota, niedziela).

Pierwszą noc mamy zamiar spędzić w okolicy Moiras Flat (6.5 km od startu), a drugą  tuż po przebrnięciu linii lasu, na wysokości ponad 1800 m n.p.m., w okolicach Byatts Camp albo Mt Townsend. Do szczytu Kościuszki mamy zamiar dotrzeć w niedzielę nad ranem około 9-tej.

Na szczycie powitamy uczestników kolejnego biegu Kosciuszko Run 2012.

I w tym momencie spotkają się organizatorzy Kościuszko Run – Strzelecki Heritage Inc. oraz Wasz klub...

Tak oczywiście. Mamy podobne cele. Promocję dokonań Edmunda Strzeleckiego. Paweł Gospodarczyk, organizator Kosciuszko Run, robi to przez organizowanie 11 km biegu na Górę Kościuszki. My natomiast organizujemy wypawę górską, śladami E. Strzeleckiego. Na naszej wyprawie mamy zamiar przekazać uczestnikom trochę historii Gór Śnieżnych.

Oprócz lekcji historii na łonie natury pokażemy też jak rozpalić ogień bez zapałek czy zapalniczki, jak nazbierać parę litrów wody z rosy na trawie, jak ustalić kierunek północ-południe bez kompasu oraz wiele innych ciekawostek.

Działania naszych organizacji podążają w jednym kierunku. I jak na razie z bardzo pozytywnym skutkiem. To jest nasz sposób, aby przekazać wszystkim ludziom, a przede wszystkim Australijczykom, historię Edmunda Strzeleckiego, który przecież był jakże ważny dla historii i przyszłości całej Australii.

Ciężko jest przekazywać  wiedzę w sposób pisany czy nawet w filmie, ale podczas wędrówki w górach... dlaczego nie? Wymarzonym miejscem do takich lekcji jest Park Narodowy Kościuszko.

Oscar, cała grupa wspinaczy spotka się na szczycie Góry Kościuszki z biegaczami. I co dalej, jakie macie plany zakończenia wspólnej imprezy?

Wszyscy razem, czyli maratończycy, wspinacze, organizatorzy, no i przede wszystkim widzowie wracamy do Charlotte Pass, malowniczą trasą wzdłuż Main Range Walk.
Podczas parugodzinnego spaceru planowana jest kolejna lekcja geografii i historii.
Pod wieczór w Jindabyne, wielkie BBQ i zakończenie imprezy.
Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej www.strzeleckiclub.com/endofsummer
Serdecznie wszystkich zapraszamy!
Jeżeli ktoś ma jakieś  pytania, chętnie odpowiem na każde. Mój email: mail@oskipictures.com.

Jakie niebezpieczeństwa czyhają w niemal dziewiczym terenie trasy Strzeleckiego?

Na każdej wyprawie górskiej są jakieś niebezpieczeństwa, zawsze jest ryzyko, ale jak ludzie są przygotowani i przede wszystkim myślą i nie panikują, to wszędzie jest bezpiecznie.

Trzeba sobie zdać sprawę, że wkraczamy na nie swój teren, wkraczamy można powiedzieć,  że do cudzego domu. Więc respekt i szacunek do natury to podstawa sukcesu.

Czy należy się bać? Chyba tak. Bo nie boją się tylko dzieci i głupi. Jednak też nie należy się bać za dużo, bo zbyt duży poziom adrenaliny u człowieka, nieraz paraliżuje jego ruchy albo sprawia, że człowiek podejmuje mylne decyzje.

Nie będę ukrywał,  że na naszej trasie aż roi się od śmiertelnie trujących węży Brown Snakes, ale szczerze mówiąc, więcej ich znalazłem w swoim życiu przy publicznych drogach aniżeli w dzikich strefach Hannels Spur.

Po drugie, grupa ludzi idąc, bardzo hałasuje, co w dużej mierze odstrasza węże, które po prostu uciekają gdzie pieprz rośnie. Jednak należy uważać, gdzie się stąpa, bo może nie natrafisz na węża, ale wpadniesz do ukrytej dziury pokrytej mchem.

Podsumowując: rozwaga i możliwość współpracy z grupą to dwa warunki, jakie każdy musi spełnić podczas naszej wyprawy.

Co należy zabrać  na taką wyprawę?

No przede wszystkim dobry humor i rozsądek.

A tak bardziej dokładnie, to każdy powinien mieć swój namiot, im lżejszy tym lepszy, "każdy kilogram na Twoich plecach waży", śpiwór, dobre wygodne buty - najlepiej buty górskie.

W górach pogoda zmienna jest jak kobieta, wiec należy być przygotowanym na 4 pory roku w ciągu dnia (bez obrazy dla wspaniałych kobiet).

Przez większą część  wspinaczki będzie ciepło, wieczorem temperatura spadnie nieznacznie (na tyle, że będzie można spać pod gołym niebem). Przy pogodzie deszczowej może być jednak naprawdę zimno, a po wyjściu z linii lasu (drugi dzień) mogą zacząć wiać silne górskie wiatry. Przygotuj się nawet na śnieg. Pamiętaj, że góry są nieobliczalne.

Kurtka odporna na deszcz i wiatr to podstawa. Nie ubieraj się jednak za ciepło. Używaj metody ubierania na cebule. Miej przy sobie tyle ubrania ile potrzebujesz. To nie jest pokaz mody! Koniecznie kapelusz, lub czapka, krem przeciwsłoneczny, spray na komary (dobrym sposobem na odstraszenie komarów jest nasmarować się tłuszczem wielbłąda..., ale ta metoda nie jest za bardzo praktyczna - troszkę śmierdzi). Należy też zabrać trochę jedzenia, jednak nie za dużo.

Pamiętaj, że nic nie możesz wyrzucić albo dokupić podczas naszej wyprawy. Na całej trasie nie ma koszy ani sklepów z jedzeniem. Zasada jest jedna - zabieram to, co potrzebuję. Należy sobie zrobić plan menu na 3 dni. Ustawiając menu, używaj wysokokalorycznych produktów np. ser, suszone ryby, salami, suszone pestki owoców, chleb wysokokaloryczny itp. Dodatkowo możesz zabrać ze sobą, np. mapę topograficzną terenu Kosciuszko National Park – część zachodnia, możesz mieć przy sobie kompas, apteczkę, aparat fotograficzny, naczynie do jedzenia np. menażka, nie zabieraj laptopa, IPoda czy książek! Wybieramy się na spektakl, gdzie już wszystko jest gotowe...

Stronicami naszych książek będą piękne kwiaty, krzewy i drzewa, naszymi Ipodami będą  ćwierkające ptaki, a TV na dobranoc - to najbardziej gwiaździste niebo jakie kiedykolwiek widziałem na oczy.

Więcej informacji oraz listę  produktów potrzebnych na wyprawę znajdziesz na naszej stronie internetowej www.strzeleckiclub.com/endofsummer/hike.html.

A jak wygląda sprawa komunikacji, podejrzewam, że telefony komórkowe nie działają?


Niestety przez większą część trasy jesteśmy odcięci od cywilizacji, i nie będziemy mieli połączenia komórkowego.

Jest parę miejsc, gdzie jest sygnał, np. w okolicach Byatts Camp, Mt Towsend czy Mt Kosciuszko. Najlepszym operatorem sieci komórkowej w tej części kraju jest Telstra NextG.

Na trasie będziemy używać radia CB w celu komunikacji prowadzącego z tzw. ogonem.

W miejscu, gdzie zaczynamy, czyli w Geehi, nie ma zasięgu, więc jeżeli ktoś chce się z nami wybrać, proszę o wcześniejszy kontakt na e-mail: mail@oskipictures.com.

Czy próbowaliście już tę trasę w zimie?


Tu muszę się pochwalić,  że tak, i to z powodzeniem. Była to pierwsza zimowa wyprawa w historii gór śnieżnych, szlakiem Strzeleckiego, ukończona sukcesem (według informacji Klubu Górskiego z Geehi).

I jak to wyglądało, czy było trudniej niż w lecie?


Zdecydowanie trudniej, ale przynajmniej nie mieliśmy problemu z wodą... Wokół mieliśmy tony śniegu. Ha, ha. Pamiętam taką śmieszną sytuację, kiedy pod koniec naszej wyprawy, zauważyliśmy dziwne wentylatory, wystające ze śniegu, gdzieś w okolicach Rawson Pass. Jak się okazało po analizie z mapą topograficzną i kompasem, staliśmy na 3-metrowym dachu toalet w Rawson Pass. Tyle było wokół nas śniegu. Na pozór każdemu może wydawać się, że wystarczy go tyko przetopić i będzie woda. Nic bardziej złudnego. Śnieg to nie tylko woda, ale również dużo powietrza, więcej niż wody, przez co proces topnienia jest bardzo żmudny. Na jeden litr przetopionej wody potrzeba około 10 kg śniegu.

Mieszkańcy Syberii używają rozgrzanej blachy na ognisku, na którą wkładają śnieg, roztopiony śnieg spływa do naczynia i tak otrzymują wodę.

My używamy trochę bardziej zaawansowanej techniki i śnieg podgrzewamy przy pomocy kuchenek spirytusowych.

Od lewej Oscar Kantor i Stefan Lewandowski

Oprócz śmiesznych przygód przytrafiła się nam też przygoda niemiła. Otóż kiedy schodziliśmy już ze szczytu Kościuszki, rozpętała się straszliwa burza śniegowa, zaczęło grzmieć i bić piorunami.

Znajdowaliśmy się na otwartej przestrzeni, można powiedzieć, że na czubku lodowca.

Zaczął wiać straszliwie mocny wiatr, nie dało się ustać na nogach, jedynym ratunkiem dla nas było wykopanie głębokiej dziury i schowanie się do niej. Szczyt Kościuszki zawsze jest wystawiony na silne wiatry, przez co śnieg jest twardy jak na lodowcu, nie łatwo jest kopać w lodzie, mieliśmy jednak łopatę śniegową i po 10 minutach już siedzieliśmy w schronieniu.

W swoim życiu przeżyłem już nie jedno i próbowałem siebie w wielu ekstremalnych sytuacjach, ale muszę przyznać, że zimowa sytuacja ze szczytu do przyjemnych nie należała.

Aby odizolować się od uderzenia pioruna i ewentualnego porażenia, owinęliśmy się namiotami i kocami. Po 2 godzinach, pogoda trochę się zmieniła na tyle, że mogliśmy się ewakuować do górskiej chatki Seamans Hut. W 1928 roku zginęło dwóch narciarzy w tych okolicach i dlatego rok później wybudowano chatkę, aby chronić innych turystów szukających schronienia w pobliżu Góry Kościuszki. Chatka działa do dzisiaj. Tym razem chatka pomogła nam.

W środku możesz znaleźć ciepły kąt do spania, piec, drzewo na rozpałkę, nawet trochę jedzenia.

Jak działa chatka? Przez większy okres roku jest obsługiwana przez strażników Parku Narodowego , oprócz zimy (bo nie ma dojazdu). Zasada wszystkich chatek w Australii jest jedna - „pomogłeś sobie, pomóż i zostaw innym”. Jeżeli czegoś nie potrzebujesz, to zostaw w chatce: np. zapałki, świeczki, zupy w proszku, woda butelkowana, papier toaletowy, jedzenie w puszkach. Zostaw te rzeczy, które się szybko nie zepsują i nie stracą ważności, a wręcz przeciwnie pomogą potrzebującym! Ale pamiętaj, nie zostawiaj śmieci!

Oscar, to chyba najważniejsze pytanie. Co z wodą, ile wody powinni zabrać uczestnicy na trasę?


Myślę, że 3 litry wody na dzień na osobę to minimum, osobiście proponuję mieć przy sobie 4 l wody na początku wyprawy. UWAGA! Na odcinku z Geehi do Moiras Flat nie ma wody!!!

W górach bez jedzenia człowiek wytrzyma parę dobrych dni, nawet kilkanaście, ale bez wody tylko parę..., więc woda to podstawa i niech nikt tego nie ignoruje.

Na pierwszy dzień mamy zaplanowany 7-kilometrowy marsz, brzmi jak bułka z masłem, ale zarośla, krzewy, powalone drzewa i bardzo strome podejście, ok.1000 m w różnicach poziomów, sprawią to, że dotrzemy dopiero pod wieczór albo na drugi dzień rano do miejsca, gdzie będzie nasz pierwszy camping do Moiras Flat.

Dopiero w tym miejscu jest woda (górski strumień, świetna pitna wodna, która nadaje się do picia bez przegotowania), gdzie będziemy mogli napełnić nasze zbiorniki i kontynuować naszą wyprawę.

Proponuję, aby każdy miał zbiorniki na wodę - przynajmniej na 4 litry.

Jest wiele sposobów na zbieranie wody, niektóre pokażemy. Jednym z nich jest zbieranie rosy z drzew i trawy, można nazbierać nawet parę dobrych litrów, ale takie sposoby wykorzystuje się tylko w ekstremalnych sytuacjach, a my nie chcemy używać takich sposobów na co dzień.

Więc niech każdy ma przy sobie wodę i co najważniejsze, nie myśl tak: "Co tam, jak mi braknie wody pożyczę od kogoś" owszem, na pewno dostaniesz pomoc i ktoś Ci zaoferuje wodę, ale lepiej być  samodzielnym i pracować w grupie, a nie wykorzystywać grupę...

Bo tak pracuje nasz klub –  w grupie!

Czy to wyjście szlakiem Edmunda Strzeleckiego będzie odbywać się regularnie co roku?

Tak, takie jest zamierzenie klubu i organizatorów Kosciuszko Run.

Co roku chcemy urządzać  3-dniową imprezę pod hasłem: "Zakończenie lata na Górze Kościuszki".

W przyszłości chcemy w porozumieniu z władzami Parku Narodowego Kosciuszko, oznakować i przygotować do częstszej eksploracji cały szlak Strzeleckiego.

Naszym marzeniem jest, aby ten szlak został naniesiony na mapy topograficzne. Może kiedyś uda nam się postawić w jakimś miejscu na szlaku symboliczną historyczną tabliczkę ze zdjęciem Strzeleckiego i krótką historią zdobycia góry. Kto wie? Zamontowanie czegokolwiek w australijskich Parkach Narodowych graniczy z cudem, ale wierzę, że australijskie i polonijne organizacje, zajmujące się promowaniem imienia Kościuszki i Strzeleckiego pomogą nam w zrealizowaniu tego planu.

I jeszcze jedno pytanie: skąd czerpaliście wiedzę i kto Wam pomagał  przy odtworzeniu szlaku Strzeleckiego?


Wiele osób było zaangażowanych w całej sprawie, począwszy, proszę się nie śmiać... od samego Jamesa Macarthura, towarzysza Pawła Strzeleckiego, podczas wyprawy na Górę Kościuszki w 1840 r.

Na podstawie jego notatek wielu sławnych pisarzy opierało swoje teorie na temat zdobycia najwyższego szczytu w Australii. Jednym z nich jest Lech Paszkowski, który moim zdaniem, ale i nie tylko moim, posiada największą wiedzę na temat Strzeleckiego. Kiedyś udało nam się namówić Pana Paszkowskiego na krótką rozmowę dającą nam  wiele cennych wskazówek.

Nie będę ukrywał  też, że  Janusz Rygielski, który sam przeszedł tę trasę, dał nam najwięcej informacji logistycznych dot. całej trasy. Muszę również wspomnieć tu o naszym początku, kiedy to Ernestyna Skurjat-Kozek zaaranżowała pierwszą wyprawę na Górę Kościuszki trasą Strzeleckiego, w której uczestniczyłem wraz z grupą Amerykanów i świetnym traperem Mariuszem Krzyżelewskim. Takie były nasze początki.

Oscar, dziękuje Ci za rozmowę, życzę powodzenia na trasie i do zobaczenia na szczycie Mt Kosciuszko.

Dzięki i do zobaczenia.

Z Oscarem Kantorem rozmawiał Krzysztof Bajkowski (Bumerang Polski)
.

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Zdz
Zapraszam na stronę mtkosciuszko.org.au. Znajduje się tam sporo materiałów źródłowych związanych ze zdobyciem Góry Kościuszki najwyższego szczytu Australii, jak również z jego zdobywcą Pawłem Edmundem de Strzeleckim.

Goryonline
 
Goryonline
 
Goryonline
 
2018-06-05
HYDEPARK
 

Hajzer. Droga Słonia.

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-05-22
HYDEPARK
 

Nowe „Tatry”

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-05-21
HYDEPARK
 

Wielicki. Jeden dzień z życia

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com