facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2005-11-23
 

Marko Prezelj

Marko Prezelj jest jedną z największych postaci współczesnego alpinizmu. Celowo nie piszemy o „gwieździe”, gdyż to określenie zwyczajnie nie pasuje do Słoweńca. Nie należy on bowiem do wspinaczy, którzy regularnie pojawiają się na okładkach czasopism. Jeżeli zaś chodzi o zdjęcia, to raczej występuje jako ich autor niż bohater.


Niepewność jest esencją alpinizmu

Marko Prezelj jest jedną z największych postaci współczesnego alpinizmu. Celowo nie piszemy o „gwieździe”, gdyż to określenie zwyczajnie nie pasuje do Słoweńca. Nie należy on bowiem do wspinaczy, którzy regularnie pojawiają się na okładkach czasopism. Jeżeli zaś chodzi o zdjęcia, to raczej występuje jako ich autor niż bohater. Osiągnięcia Marko w tej dziedzinie pozwalają zaliczyć go do najlepiej fotografujących wspinaczy, specjalizujących się w „grze alpejskiej” w górach wysokich i na wielkich ścianach. Wiele jego nowych dróg – między innymi pd.-zach. granią na Kangczendżongę Południową, wsch. ścianą Menlungtse, pn. ścianą Gyachung Kang, Light Traveller na pd. ścianie Denali – zapisało się na trwałe w historii światowego alpinizmu ostatnich dwudziestu lat.
Na ten rok przypadają aż dwie wizyty Marko w Polsce. Pierwsza to udział w Explorers Festival w Łodzi, gdzie Słoweniec dał świetną prelekcję i odebrał Nagrodę Explorera (relację z tego wydarzenia zamieścimy w następnym numerze). Korzystając z tej okazji, w czasie trwania łódzkiego festiwalu, przeprowadziliśmy z nim pierwszą cześć obszernego wywiadu, którą publikujemy poniżej. Gdy pracujemy nad zamknięciem tego numeru, zbliża się kolejna wizyta Prezelja w naszym kraju – tym razem jako gościa Krakowskiego Festiwalu Górskiego.

Piotr Drożdż: Zacznijmy od początku twojej kariery, a zatem od tradycyjnego pytania o wspinaczkowe początki. Co wskazałbyś jako inspirację do wspinania? Czy były to na przykład książki o tematyce górskiej, jak w przypadku wielu wspinaczy, czy też twoja motywacja miała inne źródło?

Marko Prezelj: Zacząłem chodzić w góry w towarzystwie rodziców i brata. Pierwszą większą wycieczkę odbyłem w towarzystwie taty, kiedy miałem sześć i pół roku. Pamiętam, że po powrocie z tej całodniowej wyprawy byłem bardzo zmęczony, ale szczęśliwy. Oczywiście ta wycieczka to był typowy długi spacer, ale było to pierwsze prawdziwie górskie doświadczenie, jakie pamiętam. Od tego czasu regularnie chodziłem z ojcem w góry, aż do momentu, kiedy miałem 13-14 lat. Wtedy poszliśmy na turę nieozakowanym szlakiem. Niestety, z powodu mgły tato nie potrafił znaleźć właściwej drogi. Równocześnie słyszałem głosy we mgle i zdałem sobie sprawę, że inni nie mają problemu ze wspinaniem w tych warunkach. Wtedy uświadomiłem sobie, że doświadczenie mojego ojca nie jest wystarczające... Jego towarzystwo dawało poczucie bezpieczeństwa, ale nie był on osobą, której warto się było trzymać, jeśli chciałem robić postępy w mojej górskiej edukacji. Od tego momentu nie chodziliśmy razem w góry już tak często. Kiedy miałem szesnaście lat zapisałem się do klubu wysokogórskiego i tam już na poważnie zacząłem zajmować się wspinaniem. Pierwszą wspinaczkę z prawdziwego zdarzenia odbyłem w 1982 roku. Jeśli chodzi o inspiracje, to wprawdzie czytałem książki i artykuły w czasopismach, ale nie nazwałbym ich moją najważniejszym powodem mojego zainteresowania wspinaniem...

A zatem bardziej niż wiedza o osiągnięciach innych wspinaczy inspirowała cię fascynacja górami jako takimi.

Dokładnie. Moją siłą napędową była chęć poznania. Chciałem zdobywać doświadczenie i znaleźć dobrych partnerów. Oczywiście były inne czynniki, ale jako główny wskazałbym właśnie tego rodzaju poznawczy apetyt.

Zacząłeś wspinać się w Alpach Kamnickich.

Tak. To nie są duże góry, ale wspinanie w nich bywa naprawdę poważne. Drogi mają maksymalnie 500 metrów długości, ale rodzaj skały i charakter wspinania sprawiają, że tamtejsze drogi potrafią być całkiem poważne, nawet w porównaniu do klasyków niektórych bardziej znanych rejonów górskich.

Wiem, że na samym początku swojej kariery wspinaczkowej jeździłeś do Paklenicy, która jest obecnie popularnym miejscem wśród polskich wspinaczy. Jestem ciekaw jak wtedy wyglądało wspinanie w tym miejscu.

Po raz pierwszy pojechałem tam w 1983 roku. To był zupełnie inny świat, jeśli porównać go do tego, który zastaniemy tam dzisiaj. Na ścianach było dosłownie kilka spitów i nawet one nie były najlepszej jakości. Natomiast grupa wspinaczy, która tam przyjeżdżała tworzyła niesamowitą atmosferę. Myślę, że duch, który tam wówczas panował, można by porównać do tego, który dawno temu charakteryzował Camp 4 w Yosemite. Biwakowaliśmy wspólnie na łące u stóp Aniča Kuk. Wtedy było to jeszcze dozwolone przez określoną część roku. Codziennie robiliśmy godzinny spacer na dół, do miasteczka, na piwo i wracaliśmy późnym wieczorem lub nad ranem. Tworzyliśmy zgraną grupę, w której panowała świetna atmosfera. Dla młodego chłopaka, jakim wówczas byłem, możliwość rozmowy z wieloma wspinaczami, spędzania z nimi czasu i poczucie bycia członkiem grupy, znaczyły naprawdę bardzo wiele.

Teraz Paklenica stała się typowym rejonem skałkowym.

Tak, teraz tak to wygląda, ale wówczas wspinanie tam było całkiem poważne.

A co powiesz o swoich początkach wspinania w Dolomitach, w których zrobiłeś swoją pierwszą górską szóstkę – Comiciego na Cima Grande w 1986 roku?

Warto wspomnieć, że pierwszą szóstkę zrobiłem po przejściu ponad setki dróg o niższych trudnościach – od I do V. A to z powodu przepisów obowiązujących w naszym związku. Według nich nie miałeś prawa robić nic trudniejszego, dopóki nie byłeś wystarczająco doświadczony. Prawda jest taka, że dzięki temu nie tylko nabierałeś doświadczenia i respektu przed trudnymi drogami, ale również szkoliłeś się we wszystkich aspektach wiedzy górskiej, które obecnie nie są już popularne, zwłaszcza wśród dzisiejszego pokolenia wspinaczy: orientacji w terenie górskim, odnajdywania drogi, wycofów itd. Gdy współcześni młodzi wspinacze są zainteresowani jakąś wspinaczką, pytają: „Jaka jest wycena?”. Takie podejście wydaje mi się bezsensowne, bo w moim przekonaniu wycena jest tylko jednym z wielu szczegółów, składających się na wspinaczkę.
Kiedy pojechałem w Dolomity, mój wspinaczkowy świat nieco się poszerzył. Wszystko było inne niż w Słowenii – inna skała, inne wspinanie. Przede wszystkim ściany były naprawdę pionowe, można było wspinać się po piątkach, które były bardzo eksponowane, a takich próżno szukać w naszych górach. Ponadto wyjazd w Dolomity był dla nas małą wyprawą. Musieliśmy się do niego dobrze przygotować, zarobić i zaoszczędzić pieniądze. Jeździliśmy tam autostopem lub szukaliśmy innych rozwiązań. Teraz odbywa się to zupełnie inaczej – po prostu wsiadasz do samochodu i jedziesz...

Dalszy ciąg wywiadu, a także wiele ciekawych informacji o Marko Prezelju w listopadowych (11 (138) 2005) oraz grudniowo-styczniowych  (12-1 (139-140) 2005/2006) "Górach".

(kg)

 

Bartek Pasiowiec
 
2018-09-24
GÓRY
 

Złote Czekany 2018 przyznane w Lądku-Zdroju!

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
Goryonline
 
2018-09-20
GÓRY
 

TPN walczy ze śmieciami na górskich szlakach

Komentarze
0
 
 
Piotr Michalski
 
2018-09-20
GÓRY
 

Słowacy pod Mont Blanc - powstały dwie nowe drogi!

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com