facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2008-04-16
 

Manifest "Nasze Skały"

Nasze skały przestają być nasze! Inicjatywa Środowisk Wspinaczkowych „Nasze Skały“ powstała, by to zmienić.
 


31 kwietnia upływa termin składania rozliczeń podatkowych za 2007 rok - przekaż 1% podatku na "Nasze Skały".
Skontaktuj się z koordynatorami akcji i zaoferuj swoją pomoc.
Przekaż darowiznę na rzecz "Nasze Skały".


www.naszeskaly.pl



Manifest
Nasze skały przestają być nasze! Inicjatywa Środowisk Wspinaczkowych „Nasze Skały“ powstała, by to zmienić.

JAK TO DRZEWIEJ BYWAŁO

Wspinanie w polskiej części Tatr, umownie rozpoczynające się od wejścia na Mnicha, ma prawie 130-letnią historię. Wspinanie w polskich skałkach ma natomiast tradycję dokładnie stuletnią – słynna „wycieczka do Mnikowa” pod wodzą Janusza Chmielowskiego odbyła się 11 października 1908 roku. Przez dziesięciolecia dostęp do większości skał był nieskrępowany. Dotyczyło to zarówno samej możliwości wspinania się, osadzania stałych punktów przelotowych jak i biwakowania w pobliżu skał. Jeśli pojawiały się ograniczenia, były albo natury politycznej (granice państwa, szkolenia wojska) albo przyrodniczej (parki narodowe i rezerwaty). Można krótko jeszcze wspomnieć o trzeciej, charakterystycznej chyba tylko dla Polski osi konfliktu – z lokalnymi proboszczami czy opatami.

Pierwszy typ ograniczeń w większości przeminął wraz ze zmianami ustrojowymi, a jego ostatnie bastiony, w postaci nadgranicznych parków narodowych, też zapewne rozpłyną z czasem się w strefie Schengen. Drugi typ ograniczeń nasilał się w miarę upływu lat, ale ostatnio widać zwrot i tendencję do racjonalizacji działań – również w Polsce przyroda przestaje być chroniona w sposób charakterystyczny dla państw totalitarnych. W dojrzałych demokracjach instytucje odpowiedzialne za ochronę przyrody muszą uwzględniać wielorakie funkcje, jakie pełnią tereny chronione – poczynając od edukacyjnych, poprzez rekreacyjne (najbardziej nas, jako wspinaczy, interesujące), a kończąc nawet na gospodarczych. Zadaniem służb parkowych nie jest już zamykanie wszystkiego „za drutem” (pozostawiając dostęp wyłącznie naukowcom i leśnikom), ale rozwiązywanie skomplikowanych konfliktów interesów, które w nieunikniony sposób rodzą się w miejscach, gdzie jest wiele potencjalnych użytkowników „dobra wspólnego”. Zmianę sposobu myślenia o ochronie przyrody widać już w rozmowach, jakie PZA toczy z dyrekcjami parków narodowych (Tatrzańskiego, Gór Stołowych, Karkonoskiego) czy parków krajobrazowych (np. z dyrekcją Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Śląskiego). Wygląda na to, że ochrona samosiejek leszczyny u podnóża skał i okazałych krzaków dzikiej róży w ścianach bezpowrotnie się skończyła.

W Polsce, przeciwnie do wielu krajów europejskich, nigdy nie wystąpił ostry konflikt pomiędzy wspinaczami a społecznymi organizacjami ochrony przyrody, chroniącymi np. ptaki (w Polsce – OTOP) czy nietoperze (OTON). Co więcej, wnioskując z odzewu, jakim cieszą się na forum wspinanie.pl informacje o dobrowolnym wyłączeniu z działalności fragmentów ścian, gdzie zaobserwowano ptasie lęgi, możemy być dla takich organizacji cennym sprzymierzeńcem. Właściwie jedyną osią konfliktu, jaką do niedawna można było zaobserwować (nie licząc trzech przypadków, omówionych poniżej), był konflikt z instytucjonalnymi służbami ochrony przyrody. Konflikt przybierający czasem formy ekstremalne (zniszczenie „w majestacie prawa” stałych przelotów na Łaskawcu w Dolinie Prądnika, w Ciężkowicach czy w Prządkach), a częściej mający postać zabawy w ciuciubabkę (np. wspinanie w Dolinkach Reglowych czy ogólnie w Tatrach Zachodnich). W nielicznych przypadkach potencjalny konflikt był łagodzony dzięki niejednoznaczności przepisów i „zasiedzenia” – Dolina Bolechowicka ma taki sam status prawny (rezerwat krajobrazowy) jak kolebka polskiego wspinania skałkowego – Wąwóz Mnikowski. W Mnikowie póki co działalność wspinaczkowa jest kategorycznie zabroniona, spróbujmy sobie dla kontrastu wyobrazić Bolecho bez wędek na Abazym i Pokutnikach.

Na koniec części historycznej opiszę pewne kuriozum – konflikty z władzą kościelną. Jak wiadomo niektórzy wspinacze, np. w stanie silnego wzburzenia, spowodowanego odpadnięciem, potrafią się wysławiać wyjątkowo niekulturalnie. Takie zachowanie niezbyt współbrzmi z powagą nabożeństw. Dodatkowo samochody wspinaczy zabierają cenne miejsce na przykościelnych parkingach, budowanych jeszcze przed gwałtownym boomem motoryzacyjnym, który opanował polską wieś po zasileniu unijnymi dotacjami. Z obydwu powyższych powodów Księża Zmartwychwstańcy byli gorącymi zwolennikami zniszczenia przelotów na Łaskawcu (akcję tę ostatecznie zlecił Ojcowski Park Narodowy), a z powodu „niegodnego zachowania” opat zakonu benedyktynów w Tyńcu, po epizodzie polewania wspinaczy wodą, dokonał podobnego aktu wandalizmu już na własną rękę. Nabrzmiewający konflikt z proboszczem parafii w Szklarach udało się załagodzić, obiecując unikanie parkingu kaplicy pod Brodłem w czasie nabożeństw. Informacja ta zawarta jest w przewodniku po ostańcach dolin Będkowskiej i Szklarki, który ukaże się lada chwila, zresztą wśród wielu ograniczeń związanych z parkowaniem samochodów w pobliżu skał, co stanowi swoisty znak czasu.

NOWE, WSPANIAŁE (?) CZASY JUŻ NADESZŁY

Zmiany ustrojowe, w połączeniu z masową od kilku lat migracją mieszczuchów do podmiejskich wsi, przyniosły zupełnie nowy typ sporów o dostęp – konflikty z właścicielami działek (najczęściej będących mieszkańcami położonych na tych działkach domów). Jeszcze półtorej dekady temu, w zgodzie z ówczesnym prawem geologicznym i górniczym, nie można było w Polsce posiadać skały na własność (w trosce o państwowy monopol wydobywania kopalin). Obecnie „święte prawo własności” jest coraz częściej realizowane w sposób niespotykany w krajach o wyższym poziomie zaufania społecznego (który, nota bene, jest właśnie w Polsce najniższy, nie tylko w skali Unii Europejskiej, ale spośród wszystkich przebadanych w tym względzie krajów świata). Patrząc na obrzydliwe pseudo-dworki z gargamelowatymi wieżyczkami, wyrastające masowo na Jurze, mimo licznych ograniczeń budowlanych (obowiązujących szczególnie w parkach krajobrazowych, gdzie zgodnie z nazwą głównym chronionym dobrem jest krajobraz), przypomina się przysłowie o „Polaku na zagrodzie”. Inną egzemplifikacją tej przysłowiowej postawy jest autentyczne zdanie wygłoszone przez właścicielkę gargantuicznej posiadłości, położonej naprzeciwko Sępiej Czułowskiej w Zimnym Dole. Powód wezwania policji z powodu działalności eksploratorskiej kilku naszych kolegów został podsumowany słowami: „nie po to kupowałam działkę w rezerwacie, żeby jakieś brudasy snuły mi się pod oknami”. Może być jeszcze gorzej – w wielu miejscach własność à la polonaise to wysoki mur, tablice „Teren prywatny – zakaz wstępu”, a czasem spuszczone z łańcucha psy.

Trzeba uczciwie przyznać, że w dobie sztucznych ścianek w każdym większym ośrodku miejskim, wspinanie skałkowe w Polsce stało się aktywnością masową. W połączeniu z faktem, że większość wspinaczy dojeżdża obecnie w skały (czasem, niestety, pod samą skałę) samochodem, tworzy to w sferze dostępu do rejonów prawdziwą mieszankę wybuchową. Do niedawna największą bolączką naszego środowiska było zdobycie funduszy na planowe, bezpieczne ubezpieczanie dróg. Paradoksalnie, instytucjonalne rozwiązanie tego problemu (ringi z puli PZA i licencjonowani ekiperzy) tylko pogorszyło naszą sytuację, co najlepiej było widać w zeszłym roku na ostańcach w Dolinie Szklarki. Dzięki opublikowanym skałoplanom, anonsującym odnowioną asekurację, Witkowe i Łyse Skały przeżyły w jeden z weekendów taki najazd zmotoryzowanych miłośników rzadko wcześniej odwiedzanych skał, że spowodowało to całkowite zablokowanie poboczy jedynej przebiegającej w pobliżu drogi. Efektem, poza doraźną wizytą miejscowej drogówki, hojnie rozdzielającej mandaty, było pojawienie się nowych znaków drogowych: zakazu ruchu w obu kierunkach (aczkolwiek ustawionego tylko przy zjeździe z drogi Kraków – Olkusz i oczywiście nie obowiązującego mieszkańców gminy) oraz zakazu zatrzymywania się przy najlepiej nadającym się do tego poboczu – w pobliżu Ostatniej. Właśnie to zdarzenie uzmysłowiło mi, że nie ma już czasu na kolejne dywagacje, jak powinien działać polski odpowiednik amerykańskiego Access Fund. Przejście od słów do czynów zajęło mi trochę czasu, ale efektem jest pewna spójna koncepcja, opisana na końcu tego tekstu.

Wracając do obszarów, które możemy wkrótce z innych powodów utracić – interwencje lokalnej policji, czy ustawianie znaków drogowych, to działania mieszczące się w szeroko pojętym porządku prawnym. Nie można tego powiedzieć o kilkuletniej już działalności jednego z mieszkańców okolic Fiali i Wzgórza 502, który smaruje ringi (nie tylko zjazdowe), wybrane chwyty i stopnie, a ostatnio nawet mostki skalne używane do założenia alternatywnych wobec ringów stanowisk, mieszaniną nawozu, nafty i trocin. Doszło już nawet do jednego poważnego wypadku w związku z tą działalnością, a ostatnio celem ataków stały się samochody zaparkowane na polance w centrum Wzgórza 502. Nieskrępowana działalność „Gówniarza” i stopniowa eskalacja jego działań to również przykład tego, do czego może doprowadzić nasza bierność. Takie poczynania powinny już dawno znaleźć swój finał w prokuraturze, tym bardziej, że kilka osób często wspinających się w tych okolicach ma podejrzenie graniczące z pewnością, kto jest tajemniczym szkodnikiem.

Jak widać z powyższego zestawienia zaczynamy mieć poważne problemy z dostępem do skał: różnego kalibru i w różnych miejscach. A to nie koniec, bo nadal nie jest rozwiązana np. kwestia dostępu wspinaczkowego do Tatr Zachodnich, lada moment w najbliższej okolicy legendarnego Zakrzówka powstanie osiedle apartamentowców, wspinacze na prywatnej części Psiklatki w zależności od humoru właścicielki są tolerowani bądź nie, a archeolodzy właśnie próbują zamknąć dla wspinania Przełom Białki (co najmniej obszar Jaskini Obłazowej). Ze strony Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Śląskiego trwają przymiarki do zaprezentowania ostatecznych regulacji wspinaczkowych na Górze Zborów, a Park Narodowy Gór Stołowych zamierza ograniczać listę dostępnych dla wspinaczy rejonów w Hejszowinie (na marginesie: buldering jest tam nadal nielegalny, a jest to najbardziej obecnie rozpowszechniona forma działalności w tym miejscu). Nie piszę celowo o lokalizacji nowych rejonów (w okolicy Krakowa), które mają status secret spotów – ze względu na problemy z dostępem znane są nielicznej garstce wtajemniczonych, a działalność jest prowadzona w określonych dniach tygodnia, a nawet godzinach, kiedy istnieje pewność, że właścicieli nie ma w pobliżu. To wszystko są problemy, które trapią nas dokładnie w tej chwili, decyzje, które zapadają dziś lub w najbliższych tygodniach. Mam wrażenie, że ten rok jest kluczowy, jeśli chodzi o przyszłość dostępu do rejonów wspinaczkowych w Polsce. Jeśli na większości „frontów dostępowych” przegramy bitwy o zachowanie status quo lub o przywrócenie możliwości wspinania, tam gdzie już zostaliśmy wyrugowani, rzeczywistością stanie się to, co do niedawna pojawiało się tylko jako temat absurdalnych żartów. W naturalnej skale będziemy mogli się powspinać tylko poza granicami Polski.

CO ROBIĆ, ABY NASZE SKAŁY POZOSTAŁY NASZE?

Koncepcja działania, którą opracowałem dla instytucji zajmującej się sprawami dostępu do rejonów wspinaczkowych w Polsce, zakłada, że jest to zbyt ważki temat, żeby poprzestać na pospolitym ruszeniu wolontariuszy. Ilość zaniedbanych spraw i potencjalne nowe płaszczyzny konfliktów (np. ponad połowa terenów w Dolinie Kobylańskiej i 90% w Rzędkowicach należy do prywatnych właścicieli) gwarantuje, że proces negocjacji dostępu będzie żmudny i długotrwały. Dodatkowo w naszych skałkach, poza stałą asekuracją, praktycznie nie istnieje żadna infrastruktura. Gdzie są, tak charakterystyczne dla USA i zachodu Europy, wzmocnione ścieżki podejściowe, zabezpieczające zbocza przed erozją? Gdzie są biodegradowalne sanitariaty czy mini parkingi, budowane (przynajmniej częściowo) ze środków organizacji dbających o dostęp? Jeśli chcemy odnieść sukces, kluczowe jest zatrudnienie profesjonalnego menedżera (ze środowiska wspinaczkowego lub spoza), dla którego praca na naszą rzecz będzie pełnoetatowym zawodem. Z drugiej strony racjonalizacja wydatków na wynagrodzenia, jak też olbrzymi potencjał wiedzy i umiejętności, który tkwi w środowisku wspinaczkowym, skłonił mnie do przyjęcia założenia, że wsparcie merytoryczne dla takiego menedżera może być realizowane na zasadzie działalności społecznej, zarówno w obszarze wytyczania celów i rozliczania z nich, specjalistycznej pomocy (np. prawnej), jak i po prostu pracy fizycznej – bo regularne sprzątanie rejonów wspinaczkowych również powinno znaleźć się na liście naszych priorytetów.

Do powyższego pomysłu udało mi się przekonać dwie najważniejsze organizacje środowiskowe: Polski Związek Alpinizmu i Fundację Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki, największe media wspinaczkowe (to dzięki nim czytacie ten tekst),
jak również profesjonalistów zajmujących się zawodowo prawem nieruchomości i zależnością pomiędzy intensywnością ruchu wspinaczkowego a skuteczną ochroną przyrody. Formalnie Inicjatywa Środowisk Wspinaczkowych „Nasze Skały“ będzie jedną z akcji społecznych Fundacji im. Kukuczki (która ma status Organizacji Pożytku Publicznego). W dniu 25 marca br., na spotkaniu w siedzibie KW Kraków, ukonstytuowała się Rada Inicjatywy, którą poza mną tworzą Piotr Drobot (Komisja Skalna PZA – na spotkaniu Rady Piotra reprezentował wiceprezes PZA Piotr Xięski), Jacek Rządkowski (Fundacja im. Kukuczki), Piotr Drożdż (GÓRY), Jacek Trzemżalski (Magazyn Górski), Wojciech Słowakiewicz (wspinanie.pl), Miłosz Jodłowski (pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego) oraz, niestety nieobecny na spotkaniu, Irek Grochocki (prawnik). Ustaliliśmy, że najważniejsze jest obecnie znalezienie odpowiedniego kandydata na stanowisko dyrektora operacyjnego Inicjatywy – zawodowego menedżera, zdolnego zarówno samodzielnie prowadzić negocjacje i tworzyć przychylne nam koalicje na wszystkich szczeblach, ściśle współpracować z Radą, jak i animować oddolne inicjatywy woluntariuszy. Jednym słowem – potrzebujemy pilnie człowieka-orkiestry. Podjęliśmy intensywne poszukiwania takiej osoby.

Dokładnie tego samego dnia odbyło się spotkanie ze współwłaścicielem Grzędy Mirowskiej, senatorem Jarosławem Laseckim. Senator, początkowo niechętny wspinaniu ze względu na obawy o odpowiedzialność cywilną (z powodu następstw ewentualnych wypadków), zgodził się udostępnić fantastyczne skały Mirowa pod kilkoma warunkami. Są to: opieka nad stałą asekuracją przez licencjonowanych ekiperów PZA, zobowiązanie wspinaczy do wpisywania się do „książki wyjść” (będącej oświadczeniem woli o posiadaniu odpowiedniego sprzętu i kwalifikacji do uprawiania wspinaczki, a także świadomości ryzyka i podejmowania go na własną odpowiedzialność), przestrzeganie regulacji dotyczących biwakowania i parkowania oraz współpraca w informowaniu o zasadach wspinaczki w tym miejscu (tablice informacyjne). To nie koniec rozmów, które musieliśmy podjąć jeszcze przed zatrudnieniem dyrektora operacyjnego. W czasie gdy czytacie te słowa, zapewne jest już po wstępnym spotkaniu w Podzamczu, dotyczącym przyszłości wspinania na Górze Birów w związku z rekonstrukcją średniowiecznego grodu ale również planowanymi wyłączeniami – z powodów przyrodniczych – niektórych skał z działalności wspinaczkowej na Prawym Podzamczu. Z kolei tylko do 18 kwietnia można wnosić uwagi do planu zagospodarowania przestrzennego dla Zakrzówka. Jeśli prześpimy ten termin, to może się okazać, że zamiast z drogami na Freneyu zapoznamy się bliżej z ochroniarzami, strzegącymi planowany, plenerowy teatr letni pana Krzysztofa Jasińskiego.

Czego potrzeba do prowadzenia naszej batalii? Na początek trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i pieniędzy (co odkrył już Napoleon). Nadchodzi termin ostatecznego rozliczenia podatku dochodowego. Nie zapomnijcie, że jest godny cel, na który możecie przekazać swój jeden procent – wystarczy w odpowiedniej rubryce wpisać nazwę Fundacji im. Kukuczki i jej numer KRS, a w innej („Inne informacje, w tym ułatwiające kontakt z podatnikiem”) dwa słowa: „Nasze Skały”. Pamiętajcie też, że aż 6% dochodu rocznego można przekazać na cele pożytku publicznego (tym właśnie z definicji jest Inicjatywa „Nasze Skały”), a darowizna ta odliczana jest od dochodu. Oczywiście zamierzamy stopniowo sięgnąć do wielu różnorakich źródeł finansowania Inicjatywy, w tym do wpłat sponsorów, funduszy unijnych i państwowych dotacji celowych. Ale nie łudźmy się – bez pieniędzy na „rozruch” cała akcja może umrzeć w zarodku. Nie pozwólcie na to! Niech nasz 1% spowoduje, że nasze skały będą ponownie i trwale nasze!

Mariusz Biedrzycki

Mariusz Biedrzycki, znany w środowisku jako bieDruń, wspina się od 1986 roku. Pomysłodawca Inicjatywy Środowisk Wspinaczkowych „Nasze Skały” w jej obecnym kształcie. Miłośnik wspinaczki tradycyjnej. Autor i współautor ponad 200 nowych dróg w skałkach i górach. Z wykształcenia biolog, z zawodu menedżer.

Więcej informacji: http://www.naszeskaly.pl/


2008-04-16

(kg)


KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Bartek Pasiowiec
 
2018-07-20
WSPINACZKA SPORTOWA
 

Integrowanie przez Wspinanie zaprasza na jesienne warsztaty na Sycylii!

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
2018-07-17
WSPINACZKA SPORTOWA
 

Jorge Díaz-Rullo z własną 9a+ w Patones! Powstaje "Panorama"

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
2018-07-17
WSPINACZKA SPORTOWA
 

Kolejne 8c+ na Frankenjurze dla 17-letniego Moritza Welta

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
2018-07-14
WSPINACZKA SPORTOWA
 

Anna Stöhr kończy reprezentacyjną karierę!

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
2018-07-14
WSPINACZKA SPORTOWA
 

Jessica Pilz i Stefano Ghisolfi najlepsi w Chamonix!

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com