facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2010-03-10
 

Kuba Jodłowski

Publikujemy fragmenty rozmowy z Kubą Jodłowskim Agi Adamieckiej. Całość do przeczytania w GÓRACH, nr 12 (187) 2010.
„Gdyby ten chłopak się nie wspinał – marnowałby się…”. Spory kawał wspinaczkowego talentu, schowany w osobie skromnego i szczerego człowieka. Na szczęście już nie ukryty – ale objawiony:). Niedoszły piłkarz i gwiazda filmowa, która może świeci nieco słabiej – Kuba Jodłowski – w wywiadzie nie tylko o wspinaniu.


Fot. Paweł Brzozowski

Publikujemy fragmenty rozmowy z Kubą Jodłowskim Agi Adamieckiej. Całość do przeczytania w GÓRACH, nr 12 (187) 2010.

Będąc juniorem, trenowałeś w sekcji wspinaczkowej u Gosi Kusztelak. Czy to właśnie były twoje wspinaczkowe początki?

Nie. Zacząłem na Siennickiej. Tu organizowane było „Lato w mieście” dla dzieciaków, które w czasie wakacji nie wyjechały z Warszawy. Był basen, siłownia i także ścianka wspinaczkowa. Miałem wtedy jakieś 13 lat i grałem w piłkę nożną. Jednak to środowisko było beznadziejne – zawodnicy nawzajem się wyzywali, przeklinali itp. Trafiłem na Łukasza Brzyskiego, który od razu kazał mówić do siebie po imieniu i namówił mnie, żebym przychodził na ściankę do BUWu. Później zaciągnąłem mojego kolegę Pawła „Czajnę” Brzozowskiego i razem zapisaliśmy się na sekcję. Tutaj poznałem tyle osób, że nawet gdyby Czajna zrezygnował, to miałem się z kim wspinać.

W końcu nadszedł czas na pierwsze sukcesy: puchary, Mistrzostwa Polski, wyróżnienie w UKA za osiągnięcia wspinaczkowe w 2005 roku. Jak to wszystko odbierałeś?

Kiedy nasi trenerzy, Przemek i Gosia, oznajmili, że jedziemy na Puchar Polski, nie wiedzieliśmy w ogóle, o co chodzi. Na początku był to szok! Ale z biegiem czasu, kiedy okazało się, że mamy jakieś szanse, nasze spojrzenie nieco się zmieniło. Pierwsze trzy lata w sekcji były bardzo spokojne. Nie mieliśmy konkretnych treningów, nie było żadnych ćwiczeń specjalistycznych ani obciążeń. Gosia wszystko kontrolowała, ale tak naprawdę wspinaliśmy się, ile chcieliśmy. Prawdopodobnie dzięki temu nie mam teraz żadnych problemów z kontuzjami.

(...)

Doszły mnie słuchy, że w czasie minionych wakacji byłeś w Tarnie, gdzie poprowadziłeś 8b!

Tak… ale to dość wątpliwe 8b. Właściwie to taki bulder pięcioruchowy. Bardzo fajna droga. W Tarnie było gorąco do tego stopnia, że nie mogliśmy się wspinać. Przez to, że uparłem się na kilka dróg, pojechaliśmy do Céüse dopiero w ostatnim dniu wyjazdu. Po przyjeździe zorientowaliśmy się, jaka patelnia była w Tarnie. W Céüse było o niebo lepiej! W najbliższe wakacje planuję wrócić tam na dłużej, a później może uda mi się wreszcie dotrzeć do Hiszpanii – do Rodellar:)

(...)

Podobno nie masz wielkiego „ciśnienia na cyfrę”. Wspinasz się głównie dla przyjemności. Czy tak właśnie jest?

Zgodzę się. Z tym że, jeżeli zacznę już myśleć o prowadzeniu jakiejś drogi i wiem, że mam na nią czas, to nie odpuszczam. Ostatnio wstawiałem się do Hopa VI.6+ na Gołębniku i dużo dało mi to, że często spadałem z kluczowego miejsca. Nigdy wcześniej nie robiłem tak trudnej drogi. Dla mnie jest ona dość psychiczna. Zaczyna się płytą za VI.4+, z której można spaść, później trzeba się skupić, dobrze skoczyć i jeszcze wykonać kilka drobnych ruchów. Ta droga nauczyła mnie, że nie można ciśnieniować. W pierwszych próbach byłem strasznie nakręcony, a kiedy wstawiłem się do niej przy okazji, na luzie, puściła bez większych problemów.

Jak długo pracowałeś nad Hopem?


Jeżeli chodzi o czas, to długo, bo chyba rok. Ale wszystkich wyjazdów było ok. 3–4 i jakieś 10–15 wstawień. Czasem jechałam na Gołębnik i w ogóle się nie wspinałem – wymiękałem! Zżerała mnie jakaś presja.

Lubisz patentować? Czy jeżeli droga jest zbyt „oporna”, zaczyna cię ona nudzić, męczyć i odpuszczasz na jakiś czas?

Jest dokładnie tak, jak mówisz. Trochę męczy mnie dłuższe patentowanie, a dla mnie to ok. 10 prób. Odkąd zacząłem się wspinać, nie wstawiałem się do tak trudnych rzeczy jak Hop. Wspinałem się po drogach graniczących z moim poziomem – szybkie RP, więc nie było sytuacji, że nie mogłem czegoś zrobić. Dopiero od niedawna próbuję wyjść ponad tę granicę i trochę mnie to przytłacza, bo nie mam wytrzymałości. Wszystkie trudne ruchy robię, ale wystarczy dołożyć kilka przechwytów po klamach i spadam. Poza tym ciężko jest mi się umówić z kimś na wspólne wspinanie. Zazwyczaj bywa tak, że ciągnę swoich znajomych – którzy wprawdzie z uśmiechem na twarzy mnie dopingują i asekurują (za co jestem im bardzo wdzięczny) – pod skałę, ale dużo fajniej jest się z kimś wspólnie powstawiać do drogi. Tego trochę mi brakuje.

Na moment przejdźmy ze skał na panel. Obecnie nie masz planu treningowego, którego się trzymasz. Przychodzisz na ścianę po prostu się powspinać. Zgadza się?

No tak... Aktualnie planuję sobie coś z tygodnia na tydzień. Ale chcę to zamienić na bardziej wydajny trening. Myślę, że przez ponad 9 lat wspinania nauczyłem się w miarę rozsądnie to robić. Wiem, że jeżeli dobrze się wyśpię, to porobię baldy i siłę, a gdy czuję się bardziej zmęczony, to skupiam się na wytrzymałości – na razie tyle, ale zamierzam to jakoś lepiej ułożyć.

Nie masz ściśle określonego treningu, nie przygotowujesz się „pod zawody”, a mimo to osiągasz bardzo dobre wyniki. Jak to jest?


Myślę, że pomaga mi to, iż sporo startuję w zawodach. Dzięki temu podchodzę do nich na luzie i nie „napinam się”. Na miesiąc przed zawodami w Krakowie regularnie i intensywnie trenowałem i nie dostałem się do finału. Po prostu byłem dobrze przygotowany i zamiast szukać rozsądnych rozwiązań w półfinałach, wykonywałem jakieś dziwne ruchy – takie głupie zagrania przez to, że poczułem się odrobinę silniejszy. Ale planuję przyzwyczaić się do tego, że trochę trenowałem i już nie robić głupich ruchów:)...

Całość wywiadu do przeczytania w: GÓRY, nr 12 (187) 2009
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
2018-09-24
GÓRY
 

Złote Czekany 2018 przyznane w Lądku-Zdroju!

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
Goryonline
 
2018-09-20
GÓRY
 

TPN walczy ze śmieciami na górskich szlakach

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com