facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2011-03-17
 

Kokshal Too Expedition 2010 – wyprawa eksploracyjna w kirgiskie pasmo górskie

Kokshal Too Expedition 2010 – wyprawa eksploracyjna w kirgiskie pasmo górskie (29.07.-29.08.2010)
Dzikie przestrzenie, nieokiełznana przyroda, życzliwi ludzie oraz spektakularne pasma górskie – to prawdziwy kirgiski skarbiec, w którym najcenniejszą perełką jest pasmo Kokshal Too. Będąc w takim miejscu, szybko wyłania się prawdziwy sens słów: „tyle nam ofiarowano, ile możemy zapamiętać”. 

Można się silić nieudolnie, opisując uroki takich miejsc. Nie można opisać doskonałości gór w niedoskonałych słowach. Nie da się tak zwyczajnie i prosto wyartykułować pewnych rzeczy. To trzeba zobaczyć, posmakować i wreszcie dać się ponieść atmosferze tej krainy, bowiem w takich miejscach rodzi się zaduma nad tym, co tak naprawdę ważne jest w życiu. Pragnienia, motywy i cele ulegają przemianie, zaczynają wykraczać poza „szarą pragmatykę codzienności” i czynią nas bardziej wrażliwymi na ludzi i rzeczywistość, jaka nas otacza. Rzecz jasna, to kwestia wewnętrznej wrażliwości, wyczucia smaku i wyboru priorytetów. Wydaje się jednak, że Kirgizja, może być takim miejscem, w którym każdy z nas, bez względu na preferencje, jest w stanie znaleźć coś dla siebie. Ten kraj nasycony jest atmosferą niepowtarzalności, piękna i pierwotnej surowości, której tak brakuje naszej zachodniej cywilizacji. W takie miejsca pragniemy wyjeżdżać, i wyjeżdżamy, by chociaż przez chwilę poczuć inny, prostszy świat, w którym rytm życia wyznacza jedynie wschód i zachód słońca widziany z wierzchołka. Każdy, ko chociaż raz doświadczył prostoty takiego życia, zaczyna zauważać, jak ważne jest zachowanie równowagi pomiędzy siłami "być i mieć". Gdy dostrzega się te subtelne różnice, łatwiej uchwycić i odrzucić to, co tak naprawdę zaciemnia umysł.


Mapa Kirgistanu z zaznaczonym pasem Kokshal Too


Kokshal Too, bo o tym miejscu mowa, to pasmo górskie usytuowane na granicy kirgisko-chińskiej, pomiędzy jeziorem Issyk Kul na północy (jedno z największych jezior obszarów górskich świata) a pustynią Takla Makan w zachodnich Chinach. Pasmo to należy do wielkiego łańcucha górskiego Tien Shan, które wraz z Pamirem zajmuje przeszło 65% powierzchni Kirgistanu.


Widok na dolinę Dzhirnagaktu

Po stronie chińskiej te potężne skalne ściany, dochodzące niemalże do wysokości  6000 m nazywane są „Wielkim Murem”. Po stronie kirgiskiej określane są często, jako „góry na granicy z Chinami”. Sama nazwa „Kokshal Too” oznacza „Dzikie góry” i jest pochodzenia kazachskiego. 
W latach 50, podczas napięć politycznych (spory terytorialne) pomiędzy Związkiem Radzieckim a Chinami, w regionie tym stacjonowały wojska, a nieliczni mieszkańcy (pasterze prowadzący nomadzki styl życia) zajmujący kiedyś okoliczne doliny, zostali przymusowo przesiedleni w głąb kraju. Przez wiele lat obszar ten był całkowicie zamknięty dla podróżników. Obecnie, teren jest otwarty dla wspinaczy, ale nadal kontrolowany przez wojsko. Wymagane jest pozwolenie na wjazd do strefy granicznej.


Okoliczni mieszkańcy w strefie przygranicznej


W jurcie. Nomadzki styl życia

W podróży


Do Biszkeku (stolica Kirgistanu) docieramy 30 lipca. W agencji  Dostuck Trekking załatwiamy konieczne przed podróżą formalności (m.in. pozwolenie na wjazd w strefę przygraniczną, ustalenie terminu wyjazdu w rejon i powrotu do Biszkeku). Kolejny dzień spędzamy na zakupach żywności i innych potrzebnych nam do życia gadżetów (m.in. namioty bazowe). Wreszcie, pierwszego sierpnia, głodni górskich przygód, wyruszamy w drogę. Podróż zajmuje nam dwa dni. Pierwszego dnia docieramy do Narynia, w którym spędzamy noc. Po noclegu w hotelu, „przedzierając się” przez trzy posterunki wojskowe, docieramy wreszcie w dzikie ostępy Kokshaal Too.
W czasie podróży borykamy się z poważną awarią samochodu. Podczas długich podjazdów przegrzewająca się pompa paliwowa odcina dopływ benzyny. Jako że około 93% terenów Kirgistanu to góry, a średnia wysokość wynosi aż 2750 m, problem z ciągiem silnika okazuje się istotny. Szczęśliwie, Wiktor, nasz kierowca, który niejednego Uaza zdarł na kirgiskich bezdrożach po sam dach, metodą półśrodków, tj. polewanie pompy paliwa wodą (dostęp do silnika z kabiny kierowcy), dowozi nas do celu podróży. Jeszcze tego samego dnia, na wysokości 3500 m, rozbijamy namioty i spędzamy noc w pięciogwiazdkowym hotelu „pod chmurką”, z widokiem na rozciągające się po horyzont pasmo Kokshal Too. Następnego dnia ruszamy z ciężką przeprawą, przez trzy rzeki spływające doliną Ak-su.


Samochód terenowy, którym podróżowaliśmy

Działalność górska

Za cel eksploracyjny wybraliśmy dolinę Dzhirnagaktu (od wschodu sąsiaduje ona z doliną lodowca Kyzyl Asker, a od zachodu z doliną Ak-Bai-Tal), która według naszych danych nie była dotychczas odwiedzana. Dolina nie została wybrana przypadkowo. W trakcie przygotowań na podstawie dostępnych źródeł (American Alpine Journal, stare rosyjskie mapy, raporty wspinaczkowe z różnych ekspedycji itp.) sporządziliśmy w Google Maps dokładną analizę terenu, gdzie zebraliśmy wszelkie dostępne informacje o paśmie Western Kokshal Too. Na modelach terenu Google Maps odrębnymi kolorami zaznaczaliśmy wierzchołki: pięciotysięczne (wysoki, niski), czterotysięczne oraz ich status (dziewicze, zdobyte, nie ma pewności). Dzięki tej analizie mogliśmy wybrać dolinę z największą liczbą wysokich i dziewiczych szczytów. Innym ważnym kryterium, które zadecydowało o wyborze rejonu było to, że dolina Dzhirnagaktu sąsiaduje z potężnym wierzchołkiem Kyzyl Asker (5842 m), który obok Piku Dankova (5982 m) przyciąga całą uwagę wspinaczy. Uznaliśmy, że ta niepozorna dolina, ukryta jakoby w cieniu Kyzyl Askera, będzie doskonałym celem wspinaczkowym.
I nie myliliśmy się ani na jotę. 


Obóz wysunięty na wysokości 4271 m


Trzeciego sierpnia zakładamy obóz bazowy na wysokości 3800 m, i zaczynamy powoli przenosić ciężki sprzęt i żywność na lodowiec, do bazy wysuniętej (4271 m). Przez kolejne pięć  dni wędrując od bazy wysuniętej do obozu na wys. 3800 m, przenosimy większość potrzebnego nam wyposażenia, kopczykujemy drogę po morenie lodowca i wstępnie rozpoznajemy drogi wspinaczek na okoliczne szczyty. 
Jeszcze w trakcie zakładania obozów okazuje się, że nasz telefon satelitarny nie funkcjonuje (w Biszkeku problem nie istniał). Mocno skonsternowani takim obrotem sprawy, pomni słów, że będziemy regularnie dawać rodzinom znać, że żyjemy, uświadamiamy sobie, że trzy tygodnie ciszy to wystarczający czas na uruchomienie poważnej machiny ratunkowej. Tego bardzo nie chcieliśmy, dlatego po burzliwych dyskusjach decydujemy, że Kuba Wrona i Tomek Owerko wybiorą się na trzydniowy „spacer” do ostatniego posterunku wojskowego i tamże telefonicznie dadzą znać rodzinom o problemach z łącznością. W trakcie podróży napotykają oni jednak grupę francuskich wspinaczy (działali w innej dolinie), którzy zobowiązują się przekazać wiadomość naszym rodzinom. W tym samym czasie, gdy Tomek i Kuba wędrują bezkresnymi przestrzeniami (ok. 40 km do cywilizacji), reszta członków wyprawy rozpoczyna zaplanowaną wspinaczkę.


Panorama na obóz i na okoliczne szczyty w grani głównej Kokshal Too

Na pierwszy ogień poszedł dziewiczy wierzchołek o wysokości 5056 m. Był to zarazem cel aklimatyzacyjny, na którym nasze organizmy miały zaaklimatyzować się przed atakiem na cel główny (Pik 5632 m). Do wspinaczki wybraliśmy wschodnią ścianę (lód i zmrożony śnieg), która po kilku godzinach wyprowadziła nas pod grań szczytową. Z uwagi na nawisy śnieżne wspinaczka samą granią była niemożliwa. Niestety, po dotarciu do wyraźnej przełęczy, z której widoczny był już wierzchołek, warunki śnieżne znacznie się pogorszyły. Dodatnia temperatura zamieniła zmrożony śnieg w słabo związaną śnieżną breję, która zwiększyła zagrożenie lawinowe. Wyraźne deski śnieżne, po których trzeba było przejść w drodze na wierzchołek, zmusiły nas do wycofania się do podstawy ściany. Godzinę później, gdy byliśmy już na lodowcu, niespodziewanie złapało nas gwałtowne załamanie pogody, które potwierdziło słuszność decyzji o „wycofie”. Kilka dni później ponowiliśmy atak – już skuteczny. Wówczas na wierzchołku zameldował się Mariusz Norwecki, Tomek Owerko, Piotr Picheta oraz Kuba Wrona. Góra, z uwagi na jej charakterystyczny kształt i towarzyszącą nam na lodowcu ćmę (sic!) otrzymała nazwę Nocny Motyl.


Widok na wierzchołek Nocny Motyl i na Pik Kraków

 

Piotr Picheta tuż poniżej wierzchołka Nocnego Motyla 


Warto również wspomnieć o dwóch innych atakach szczytowych. Pierwszy z nich koncentrował się na wybitnym wierzchołku, który do złudzenia przypominał tatrzańskiego Kościelca (5370 m). Linia wejścia wiodła wyraźną granią. Początkowo trudności, jakie napotkaliśmy na grani nie były duże, jednakże, wraz ze wzrostem wysokości, sytuacja ulegała zmianie. Kluczowym miejscem okazał się wyraźny prób skalny. Po pokonaniu, jak się wydawało, tego kluczowego miejsca, kolejne napotkane spiętrzenia już tylko potęgowały trudności. Koło godziny 23, po kilkunastu godzinach akcji, nie wierząc już w sukces, wycofaliśmy się do podstawy ściany, a stamtąd mocno pociętym szczelinami lodowcem wróciliśmy do obozu (cała akcja górska trwała 27 godzin). Atak ponowiliśmy kilka dni później, dzieląc się na dwa niezależne zespoły. Wówczas weszliśmy na dwa sąsiadujące ze sobą wierzchołki. Oktawian Cież i Jakub Gałka zameldowali się na dziewiczym Piku 5370 m, oficjalnie mianując go Kruczym Szczytem, z kolei ja i Mariusz Norwecki stanęliśmy na szczycie, który ochrzciliśmy nazwą Skalny Koń (z uwagi na technikę przekraczania okrakiem eksponowanej grani szczytowej i nawisu śnieżnego przypominającego siodło).


Widok na Kruczy Szczyt i na Kazalniczkę


Piotr podczas wspinaczki na Skalnego Konia


Mariusz Norwecki na wierzchołu Skalny Koń 


Ostatni atak szczytowy przeprowadziliśmy 19 sierpnia. Weszliśmy wówczas na wierzchołek, którz ochrzciliśmy nazwą Pik Kraków (4841 m). Od tego momentu rozpoczęliśmy mozolne znoszenie wszystkich rzeczy na równiny, bowiem już 24 sierpnia miał przyjechać po nas samochód,  kończąc tym samym naszą przygodę w paśmie Western Kokshal Too.


Widok na Kruczy Szczyt i Skalnego Konia od północy. Zaznaczone linie wejścia


WARUNKI WSPINACZKOWE


W dolinie Dzhirnagaktu podczas wszystkich wspinaczek towarzyszyła nam, niestety, wyjątkowo krucha skała metamorficzna (łupek). Jakakolwiek asekuracja ze skały była w zasadzie niemożliwa. Również lód w wielu przypadkach pozostawiał wiele do życzenia. Najczęściej znajdował się on pod grubą warstwą firnu i słabo związanego śniegu, i był na tyle cienki, że śruby lodowe do asekuracji, bardzo często, udawało się wkręcić tylko do połowy. Mimo tych trudności wszystko odbywało się na poziomie akceptowalnego ryzyka i z zachowaniem wszelkich możliwych środków ostrożności.
Pogoda w rejonie, niestety, była bardzo niestabilna. Mimo że większość czasu było słonecznie, gwałtowne zmiany warunków (śnieżyce, deszcze, burze) nie były rzadkością. Tylko podczas jednej wspinaczki odnotowaliśmy aż pięć załamań pogody. W ciągu dnia mimo dużej wysokości bardzo często dominowała dodatnia temperatura, która uniemożliwiała bezpieczną wspinaczkę. Z tego względu większość wspinaczek miała miejsce w nocy, a samo wejście na wierzchołek średnio dwie trzy godziny po wschodzie słońca.
Lodowce okazały się wyjątkowo zdradliwe. Większość szczelin zakryta była słabymi mostami śnieżnymi, w które dość często wpadaliśmy. Najczęściej jednak nie miały one wielkiego rozwarcia.
Podczas całego pobytu w dolinie Dzhirnagaktu przeprowadziliśmy wiele udanych wspinaczek.   Łącznie weszliśmy na 12 wierzchołków. Cel główny, tj. Pik 5632, niestety nie został przez nas zdobyty. Zagrożenia obiektywne (m.in. wiszące seraki) oraz kilka innych czynników, sprawiły, że zrezygnowaliśmy z ataku na ten wierzchołek.
Według naszych informacji, z dwunastu szczytów jedynie kilka było dziewiczych. Początkowo sądziliśmy, że aż dziesięć (w tym wszystkie 5-tysięczniki) było dziewiczych. Niestety,  według niedawno otrzymanych danych spora część szczytów, które dostępne są z doliny Kyzyl Asker, została przypuszczalnie zdobyta w latach 80. Lindsay Griffin – kronikarz, poszukiwacz, pisarz i wspinacz – od 15 lat pracujący na rzecz światowej społeczności wspinaczkowej, natrafił w rosyjskich archiwach na notatki i niewyraźne zdjęcia z tego rejonu, które sugerują, że część tych szczytów została zdobytych podczas wypraw na Kyzyl Asker. Informacja ta nie jest potwierdzona (tj. zdjęcia są małoczytelne), ale zakłada się, że wszelkie takie wątpliwości rzucają poważny cień na status dziewiczego szczytu. Pewne jest natomiast to, że dolina Dzhirnagaktu do tej pory nie była odwiedzana i wszystkie wejścia w grani bocznej są nowymi drogami. Jedynymi dziewiczymi wierzchołkami, do których nie ma żadnych wątpliwości są: Nocny Motyl (5056 m), Kazalniczka (4786 m), Pik Kraków (4841 m) oraz Ujgurska Przełęcz (4631 m). 
W dolinie pozostały 4 niezdobyte góry, w tym dwie 5-tysięczne. W trakcie wyjazdu zebraliśmy bogaty materiał fotograficzny oraz filmowy.

CZŁONKOWIE WYPRAWY


Wyprawa zorganizowana została przez członków Klubu Wysokogórskiego Kraków.


Uczestnicy wyprawy Kokshal Too Expedition 2010



Wszyscy uczestnicy wyprawy to doświadczeni wspinacze. Do ich  wybitnych osiągnięć należą m.in. działania eksploracyjne i liczne wspinaczki w takich rejonach jak: Himalaje, Pamir, Tien Shan, Kaukaz, Alpy, Tatry. Na co dzień wspinają się również sportowo w skałach.
Wyprawa została zorganizowana pod patronatami medialnymi i przy wsparciu licznych sponsorów.
Chcielibyśmy podziękować Fundacji im. Anny Pasek za pomoc w organizacji bezpiecznej wyprawy, firmie Larix za wsparcie sprzętowe Odlo, Uvex, Viking, Meindl, a także Monkey`s Grip za doskonałe rękawice, które skutecznie oparły się trudnym warunkom pogodowym, Lyofood za doskonałe jedzenie szturmowe (liofilizaty), Eksplo za puchowe wsparcie oraz Centrum Kształcenia i Szkolenia za sprzęt video.
Szczególne podziękowania pragniemy złożyć na ręce Kasi Kowalskiej (projektowanie graficzne) za nieocenioną i pełną profesjonalizmu oprawę graficzną wyprawy. 

Zapraszamy na naszą oficjalną stronę wyprawy www.kw.krakow.pl/kokshal2010.
 
Wykaz szczytów, przełęczy i poprowadzonych dróg wspinaczkowych

Lp. / Szczyt / Wysokość / Status / Kto / Uwagi

1. Nocny Motyl, 5056 m, Dziewiczy
O. Cież, J. Gałka, M. Norwecki, P. Picheta
Wspinaczka zakończona poniżej wierzchołka. Wschodnia grań.  

2. Nocny Motyl, 5056 m, Dziewiczy
T. Owerko M. Norwecki, P. Picheta, K. Wrona  
Szczyt zdobyty południową ścianą. Ostatni na zachód 5-tysięcznik Tien-Szanu.

3. Kruczy Szczyt, ok. 5370 m, Dziewiczy
O. Cież, J. Gałka, P. Picheta
Wspinaczka zakończona poniżej wierzchołka. Zachodnia grań - do kopuły szczytowej.

4. Kruczy Szczyt, ok. 5370 m, Dziewiczy
O. Cież, J. Gałka
Szczyt zdobyty. Pn ściana, ok 700 m

5. Skalny Koń, 5186 m, Dziewiczy
M. Norwecki, P. Picheta
Szczyt zdobyty. Zachodnia grań

6. Motyla Noga, 4865 m, 1 polskie wejście, prawdopodobnie 2. wejście wogóle
J. Gałka, M. Norwecki, P. Picheta
Kopczyk na wierzchołku. Nie ma danych odnośnie nazwy. Szczyt zdobyty. Nowa droga, zachodnia grań.

7. Pik Kraków, 4841 m, Dziewiczy  
J. Gałka, T. Owerko, P. Picheta
Szczyt zdobyty. Wierzchołek główny - w grani na terytorium Chin. Wejście pn granią.

8. Piramida, 4812 m, 1 polskie wejście, prawdopodobnie 2. wejście wogóle
P. Picheta
Szczyt zdobyty, solo, nowa droga

9. Kazalniczka, 4786 m, Dziewiczy
O. Cież, J. Gałka, P. Picheta
Jest to kazalnica, od której zaczyna się zach. grań piku 5370 m. Szczyt zdobyty.

10. Pięć Baszt, 4711 m, Dziewiczy
P. Picheta
Szczyt zdobyty, solo

11. Kucyk, 4705 m, Dziewiczy
T. Owerko, P. Picheta
Szczyt zdobyty. Pd kuluar.

12. Efekt Motyla, 4602 m, Dziewiczy
J. Gałka
Szczyt zdobyty, wschodnia grań, od “Diablej przełączki”, solo

13. Długa Szpica, 4564, Dziewiczy
P. Picheta
Szczyt zdobyty, solo

14. Pik Sputnikowej Nadziei, 4376, Dziewiczy
P. Picheta
Szczyt zdobyty, solo

15. Ujgurska Przełęcz, 4631, Dziewicza
O. Cież, J. Gałka, M. Norwecki, T. Owerko, P. Picheta
Przełecz w grani głównej, rozdziela Pik 4979 i Pik 5102, którego szczytowe spiętrzenie znajduje się na terytorium Chin

Schematyczna mapa doliny Dzhirnagaktu.
Kolorem czerwonym oznaczono zdobyte przez nas wierzchołki.
Zaznaczono również bazę oraz bazę wysuniętą
Opracował: Mariusz Norwecki


Autor tekstu: Piotr Picheta
   



ZDJĘCIA W WIĘKSZEJ ROZDZIELCZOŚCI DO OBEJRZENIA W NASZEJ FOTOGALERII.


KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
2018-04-10
HYDEPARK
 

Górskie wyprawy fotograficzne

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-04-03
HYDEPARK
 

Zwyciężyć znaczy przeżyć. Ćwierć wieku później

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-03-14
HYDEPARK
 

Denis Urubko – „Skazany na góry”

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2017-12-18
HYDEPARK
 

Kurtyka. Sztuka wolności

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2017-11-09
HYDEPARK
 

Ostatnia w koronie. Z archiwum Jerzego Kukuczki

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com