facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS

Katarzyna Nizinkiewicz – Korsyka po sezonie

Piza. Bieg na stację. Za późno na pośpieszny do Ventimiglii, a myśleliśmy o Alpach Nadmorskich. Pociąg do Livorno, zbyt wolny, żeby zdążyć na prom. Dwóch pijanych Polaków w drzwiach zabytkowego dworca. Ciemne uliczki, wilgotny upał, labirynt prowadzących donikąd dróg i zamknięte drzwi do Decathlonu (nici z gazu…). – Może wolelibyście na Sardynię? – pyta kobieta w porcie. – Prom na nią jest tu, a do Bastii wciąż na Korsyce. Wieje, nie dostał zezwolenia na wyjście z portu. Zanim się zdecyduję, José płaci za dwa bilety do Bastii na nie wiadomo kiedy – mamy miesiąc, nie spieszy się nam.

Widok na Lac Nino; fot. Katarzyna Nizinkiewicz


MORZE MIEDZI I FIRANKI DESZCZU


Port w Bastii jest długi i wąski. Prom wsuwa się w zatokę bezszelestnie, mija bulwar pełen wielkich palm. Morze jest gładkie jak szyba. Wcale nie wieje. Pniemy się w górę Gorges du Tavignano. Wąwóz jest skalisty, piękny. Czym wyżej, tym mniej zielony, bardziej złoty i pomarańczowy. Schronisko Sega nieczynne, ale otwarte, koło kuchenki ktoś zostawił kopę jajek i trzy kabaczki. Pogoda psuje się, jezioro Nino – latem błękit- na wyspa w morzu jaskrawozielonych traw – wygląda jak kropla rtęci w miedzi. Zejście do Bergerie de Colga jest bardzo strome. Cabana otwarta. Stół, krzesło, materace – brudne, pogryzione przez gryzonie. Rozbijamy namiot. Grań masywu Monte Cinto zmywają firanki deszczu. Na skraju lasu złocą się samotne brzozy.

 

Castel de Vergio, brzydki hotel na GR20, jest zamknięty. Skręcamy w Sentier de la Transhumance. Brodzimy w paprociach, w zapachu korsykańskich sosen, wśród cyklamenów. Zwiedzeni chwilowym upałem wskakujemy do rzeczki – niepotrzebnie, pogoda się psuje i marznę. Z góry widzimy deszcz padający w zatoce Porto. Ścieżka biegnie po grzbietach, wspina się po skałach, przedziera przez rumowiska i gęsty las, czasem wychodzi na polną drogę. Za polanką z pięknym widokiem niechcący wbijamy się w strome zejście. Nieuczęszczane, zawalone głazami i korzeniami, pozarastane jeżynami. Urwiście, niepewnie i ślisko. Morze chmur oświetlone zachodzącym słońcem wygląda fantastycznie, jak z pocztówki.

 

Bergerie d’E Mazze to ruina. Świnie rozryły ściółkę. Rozbijamy namiot na ścieżce. Drzewa bujają się, las huczy, sypią się połamane gałązki. Ranek jest piękny. Szlak znów podchodzi na grań. Skręcamy na Bocca di Guagnarola w stronę GR20, w wysokie skały. Słońce zachodzi za Punta Minuta, zapada noc. José upiera się iść do schroniska. Brniemy przez skały po omacku, dopóki ktoś nie zobaczy nas z góry i nie zacznie wymachiwać światełkiem. Kartka na drzwiach oznajmia, że w łóżkach pluskwy, więc śpimy na zewnątrz.

 

Grań ponad schroniskiem Petra; fot. Katarzyna Nizinkiewicz

 

NOCLEG ZE ŚWINIĄ


Cyrk Solitude. Przepastnie, pięknie. Skalne płyty ubezpieczone łańcuchami. Kilka luźnych, widać się oberwały. Plama krwi, może ktoś sobie rozbił nos… Bocca Tumasginesca. Próg doliny, latem wypełniony jeziorkiem, teraz suchy. Poszliśmy starym wariantem szlaku, górą. Widoki zbladły, z północy nadciągnął wał chmur. Przed przełęczą Murvella pogubiliśmy się i wdrapaliśmy na grań zbyt wcześnie. Na zejściu wpadliśmy w luźne kamienie na stromym. I w noc. Rozbiliśmy namiot chwilę przed burzą, ale zmokliśmy i tak. Wywietrznik ciekł, puchowe śpiwory i kurtki nasiąkły, nic z tym nie mogliśmy zrobić. W ciemności słuchaliśmy piorunów zwielokrotnionych echem i cieszyliśmy się, że targany wichurą namiot nadal stoi. Przed świtem chmura podniosła się, zostawiając szczelinę nad morzem. Światła Calvi pojawiły się, zbladły i zgasły – wybrzeża dotknęło słońce. Schodziliśmy cyrkiem Bonifatu przez zarośla drzewek truskawkowych i łany kań. Nocowaliśmy wśród skał powykręcanych, jakby ktoś je pojedynczo wyławiał z ukropu. Szumiała rzeka, echo powielało daleki chichot osła, pachniał rozgrzany rozmaryn. Musieliśmy zejść po zakupy aż na wybrzeże. Dwa dni później byliśmy niemal w tym samym miejscu, tylko wyżej. Nocowaliśmy na wietrznej przełęczy z widokiem od morza do morza. W południe niespodziewanie zrobił się upał.

 

Dalsza część artykułu znajduje się na naszym nowym serwisie pod linkiem >link

Więcej nowości i ciekawych artykułów znajdziesz na naszym nowym serwisie: www.magazyngory.pl
KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Łukasz Ziółkowski
 
Goryonline
 
2022-09-16
Tylko w GÓRACH
 

Zwyciężyć znaczy… przeżyć

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2022-09-07
Tylko w GÓRACH
 

Cztery Granie Matterhornu i północno-wschodnia ściana Eigeru

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2022-09-02
Tylko w GÓRACH
 

Fascynujący Świat Górskiej Literatury

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2022-09-02
Tylko w GÓRACH
 

Marcin Bończa-Tomaszewski – Neurodieta

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2022 Goryonline.com