facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2010-07-29
 

K2 & BroadPeak 2010 Polish Expedition: trudna decyzja Marcina na K2

27 lipca o 5-tej rano zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami wyruszyłem z C2 i zszedłem szczęśliwie do bazy, gdzie po krótkim odpoczynku zabrałem się do pakowania moich rzeczy ponieważ 28 lipca razem z 2 porterami zacząłem kilkudniowy trekking do cywilizacji...
Do 23 lipca włącznie mieliśmy kilkudniowe załamanie pogody i spory opad śniegu. Z drugiej strony pojawiła się informacja, że 27 lipca i może 29 lipca będą dobrymi dniami do atakowania szczytu ze względu na słaby wiatr i ogólnie przyzwoitą pogodę.

Aby móc wykorzystać pierwsze, lepsze okno pogodowe trzeba było jutro wyjść do góry. U wszystkich pojawił się dylemat, czy bezpieczne jest wychodzenie dzień po kilkudniowym opadzie i czy okno pogodowe jest na tyle długie, że uda się przeprowadzić bezpiecznie cały atak szczytowy. Każdy w swojej głowie ważył za i przeciw. Ja ostatecznie nie zdecydowałem się wyjść następnego dnia do góry, bo obawa przed potencjalnymi lawinami była zbyt duża. Liczyłem, że może okno pogodowe 29 lipca będzie moim sprzymierzeńcem.

24 lipca ostatecznie w górę wychodzą na drogę Cesena 4 zespoły: Gerlinde z Ralfem, Kinga z Fabrizio, Tamara z Darkiem i Fredrick z Treyem. Reszta została w bazie. Dzień okazał się bardzo wietrzny, ale wszystkie 4 zespoły dotarły do C2. W tym samym czasie na drodze na zebrze Abruzzich atak szczytowy załamał się kompletnie. Kilku wyprawom lawina zabrała namioty i wyprawy np. włoska i koreańska zdecydowały się nie tylko na powrót do bazy, ale również zakończenie akcji górskiej w ogóle.

25 lipca reszta naszej ekipy wyszła do góry z zamiarem atakowania szczytu 29 lipca. Dla mnie było jasne, że ze względu na kończący się urlop będzie to moje ostatnie wyjście do góry, o czym poinformowałem resztę naszej wyprawy. Gdy dochodziłem w strasznej wichurze i wszędobylskich pyłówkach do C2, podczas łączności okazało się, że okna 29 lipca nie będzie, natomiast istnieje dalej szansa na okno 27 lipca. Po tej informacji reszta naszego składu wycofała się do bazy, widząc brak sensowności parcia do góry. W C2 nocowałem więc tylko ja i Tomek, który stwierdził, że jutro schodzi do bazy na odpoczynek. A ja siedziałem w namiocie gotowałem i główkowałem, co tu dalej robić. Jestem jeden dzień za grupą atakującą, która doszła dzisiaj również w potwornym wietrze do C3. Wymyśliłem szaleńczy plan dogonienia następnego dnia grupy atakującej poprzez szybkie ranne wyjście do C3, potem dwugodzinny rest i wyjście w kierunku ramienia. Plan ambitny, ale na inny podczas ostatniego wyjścia nie było miejsca.

26 lipca budzę się o 4:30 rano, aby po szybkim śniadaniu wyjść około 6-tej w kierunku obozu 3-ego. Dalej wieje niemiłosiernie, nie widać oznak, aby jutro miał być summit day. Zawiane ślady i poręczówki nie pomagają mi w szybkim parciu do góry. Około 11-tej docieram do C3. Nasz namiot jest kompletnie zasypany śniegiem, z trudem udaje mi się dostać do środka.

Grupa atakująca około 9-10 wyszła w kierunku ramienia K2 znowu w huraganowym wietrze. A ja siedzę w namiocie i znowu przeprowadzam skomplikowany (jak na 7000 m) proces myślowy. Gonić ich czy schodzić na dół? Czuję się bardzo dobrze, zmęczony jestem, ale nie tak znowu bardzo. Ale czy tak naprawdę czuję się tak, aby wyjść na ramię, jutro wejść na szczyt i jeszcze zachować bezpieczną ilość energii na zejście. Na pewno nie. To by było szaleństwo. Dodatkowo niestabilna pogoda i tak naprawdę brak partnera powodują, że decyduję się z bólem serca na zejście na dół do C2. Szkoda. Liczyłem na więcej na K2. W międzyczasie wieczorem grupa atakująca późnym wieczorem bardzo zmęczona wiatrem, miejscami śniegiem po pachy, dociera około 100 metrów od ramienia K2, gdzie rozbija obóz 4. Ogromne wyczerpanie i niestabilna pogoda powodują, że decydują się jutro wracać do bazy. Tak załamuje się brawurowy pierwszy atak szczytowy na K2 2010.

27 lipca o 5-tej rano zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami wyruszyłem z C2 i zszedłem szczęśliwie do bazy, gdzie po krótkim odpoczynku zabrałem się do pakowania moich rzeczy ponieważ 28 lipca razem z 2 porterami zacząłem kilkudniowy trekking do cywilizacji. Potem jeszcze dwudniowa podróż Karakorum Highway. Samolot mam zarezerwowany na 7 sierpnia.

Smutno mi się rozstawać z członkami mojej wyprawy. Stworzyliśmy zgrany i zróżnicowany zespól, gdzie każdy czuł się potrzebny. Trzymam teraz kciuki, że nadejdzie w końcu dobre, kilkudniowe okno pogodowe, które pozwoli na zdobycie szczytu!

Do zobaczenia w Polsce!

Marcin Miotk

Bartek Pasiowiec
 
Goryonline
 
2018-11-14
GÓRY
 

Zmarł Paweł Zadarnowski, ratownik TOPR

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
2018-10-30
GÓRY
 

David Lama zdobywa samotnie Luang Ri w Himalajach!

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com