facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2004-01-10
 

Jacek Krawczyk

Po prostu chcę się jak najwięcej wspinać i ciągle podnosić swój poziom, bo wraz z nim rośnie przyjemność i satysfakcja.


DOLINA I TATRY – DWIE RÓŻNE KONKURENCJE

Piotr Drożdż: Wspinasz się sporo w Yosemite, a równocześnie zrobiłeś znaczną liczbę trudnych dróg w Tatrach. Jak porównasz, jeśli to w ogóle możliwe, jakość granitu yosemickiego i tatrzańskiego oraz charakter wspinania? Podejrzewam, że przy takim porównaniu nasze kochane Taterki muszą wypaść raczej miernie...

Jacek Krawczyk: Tak, to zdecydowanie dwie różne konkurencje. Lity granit i pogoda w Dolinie po prostu rozpieszczają. Wspinanie ma dużo bardziej atletyczny charakter, co wynika ze specyfiki rys i stromości terenu. Nie ma tu piargów lub trawek, tylko czysta, pionowa skała. Jest też oczywiście różnica skali. Na typowych długich drogach jest wielokrotnie więcej wspinania niż gdziekolwiek w Tatrach. Pogoda bardzo rzadko krzyżuje plany, więc jak się coś zaplanuje, to trzeba tylko zadbać, aby być pierwszym w kolejce pod ścianą. Czy wspomniałem o podejściach? Zwykle od kilku minut do godziny, a maksymalnie do trzech godzin, nawet na szczyty znajdujące się w rejonie High Sierra.
Camp 4, który ma charakter międzynarodowy i stanowi pępek życia towarzyskiego, też jest przeciwieństwem hermetycznego światka wspinaczy tatrzańskich. Możesz tu spotkać aktualnych mistrzów skały, a także wiele ciekawych „charakterów", które są częścią regionalnego folkloru.
Z mojego punktu widzenia Tatry prezentują większy element ryzyka z powodu jakości skały i czasami kiepskiej asekuracji. Trzeba być ciągle czujnym, zwykle opukiwać skałę, uważać na porosty, no i do asekuracji często wymagane są haki, a ja nie cierpię noszenia młotka. W Yosemitach wspina się głównie w rysach i piękno polega na tym, że można od dołu atakować drogi na granicy swoich możliwości. Zwykle stopień ryzyka można ocenić przed wbiciem się w ścianę. Jeśli braknie mocy, to wrzuca się przelot i jest mniej strachu.      

Które przejście tatrzańskie z tegorocznych cenisz sobie najwyżej?

Hm… Sądzę że Sadusia. Droga jest krótka, ale technicznie treściwa. Dodatkowo solidna skała na wschodniej Mnicha jest unikalna w skali Tatr. To była naprawdę duża frajda. 

Powiedz kilka słów na temat miejsca na tej drodze, na którym poległo tylu mocnych zawodników? Jakie były Twoje wrażenia z przejścia tej płytki?

Miejsce jest zaprawdę zacne. Jeśli nie ma się dwóch lub więcej metrów wzrostu, to wydaje się, że nie dasz rady. Po bliższych oględzinach okazuje się, że są nikłe tarciowe stopnie i jest cień nadziei. Wszystko ciągle na limesie, bo buty nie chcą trzymać. Dla niskich sekretem powodzenia jest… odpowiednia temperatura. Nasze przejście miało miejsce po załamaniu pogody w sierpniu. Było wystarczająco rześko, aby ustać na tych stopniach.

Na Mnichu dokonałeś też drugiego przejścia 2+1. Droga cieszy się dużą estymą wśród polskich, nie przyzwyczajonych do takich formacji, wspinaczy (o czym dobitnie świadczy liczba przejść w ciągu 14 lat od jej powstania). Jak oceniłbyś jej klasę w porównaniu z rysowymi klasykami Doliny?

W moim odczuciu droga nie jest tak straszna. Porównałbym ją, na przykład, do Wachowicza. Myślę, że „trudności" polegają na konieczności zakładania własnej asekuracji. Na całej drodze są tylko 3-4 haki. Było więcej, ale wyciągnęliśmy kilka przerdzewiałych sztuk. Brak stałych punktów nie oznacza jednak złej asekuracji. Poza miejscem startowym jest raczej komfortowo. Oczywiście dobry zestaw friendów ułatwia sprawę. Myślę, że taka rysa w Yosemite miałaby około 5.11a. Polecam tę drogę. Jest to dobry trening do wspinania w rysach i zakładania własnych przelotów.    

Na niechodzonej drodze musi być chyba sporo porostów. Czy nie uprzykrzyło Ci to tej wspinaczki?

Nie było tak źle. Nieprzyjemnie jest na starcie, gdzie trzeba trawersować po nieco zamszonych stopniach, będąc wysoko nad przelotem. W samej rysie porosty nie przeszkadzają tak bardzo. Chociaż na pewno większy ruch wspinaczkowy dobrze by zrobił tej drodze. 

A jak wypadłoby porównanie naszych dróg na Zerwie z klasykami średniej długości w Yosemite, które – bądź co bądź – mają już przejścia free solo, na przykład Astromanem?

Jak wspomniałem wcześniej, jest różnica skali. Na Zerwie trudności skupione są tylko w strefie okapów, a Astroman „trzyma” od początku do końca. Pod względem technicznym najtrudniejsze wyciągi na Zerwie zapewne dorównują lub przewyższają te z Astromana, ale nie ma ich tak dużo. Na Astromanie, w przeciwieństwie do obitej Zerwy, większość przelotów trzeba zakładać samemu, a to podnosi realne trudności drogi. Są też takie rodzynki jak Harding Slot. Aby wbić się i przejść ten kominek musisz napiąć niemal każdy mięsień w swoim ciele i dać z siebie wszystko. Do tej pory nie udało mi się zrobić tego miejsca czysto, a jedynie AF-em.  Myślę, że Astroman stanowi większe przedsięwzięcie wspinaczkowe niż jakakolwiek droga na Zerwie.

Do porównań używaliśmy dotychczas „klasyka nad klasyki” Doliny, czyli drogi Astroman. Masz na koncie nie tylko ją, ale wiele innych – być może najwięcej spośród Polaków – klasycznych dróg średniej trudności (w stopniu 5.11 – 5.12) w Dolinie. Którą z nich wyróżniłbyś ze względu na piękno?

Trudno wytypować jedną drogę, bo jest ich tak wiele. Astroman to na pewno mega-klasyk. Ale także Rostrum North Face, Direct North Buttress na Middle Cathedral oraz West Face i Moratorium na El Cap bardzo przypadły mi do gustu. Są też  ekstremalne drogi jak Muir, Salathe czy Nose, które są poza moim zasięgiem czystego przejścia, ale nawet w wersji A0 i z odcinkami hakowymi oferują masywną ilość pięknej wspinaczki skalnej.

Czy robiłeś te drogi właśnie w takim stylu – z nastawieniem na jak największą ilość wspinania klasycznego?

Generalnie tak. Zwłaszcza Nose, bo celem było jedniodniowe przejście. Ponad połowa długości Salathe i Nose oferuje zupełnie ludzkie trudności. Wyżej trzeba więcej podhaczać, ale starasz się wychodzić z ławy, gdzie się da, bo to przyspiesza tempo. Moim ideałem wspinania jest maksymalna ilość terenu w minimalnym czasie. Im więcej klasycznego wspinania, tym więcej radości. Tylko pomyśl: pokonujesz kilometr skały w ciągu dnia, żeby jeszcze zdążyć wieczorem na piwo w Camp 4. Samo życie.  

W Twoim wykazie znajdziemy także drogę Stoner’s Highway na Middle Cathedral Rock. Uchodzi ona za linię dosyć moralną. Jak wspominasz to przejście? Ciekaw jestem, co oznacza droga wymagająca psychicznie w Dolinie. Czym „pachnie” tamtejsze pojęcie run-outu?

Stoner`s Highway to niesamowita i bardzo estetyczna droga. Chylę czoła przed pierwszymi zdobywcami [Ed Barry, Peter Barton, Kevin Worrall i John Long 1973 – przyp. red.], że mieli odwagę napierać w tak dumnym stylu. Doskonale połączyli delikatną, naturalną asekurację z – tu i ówdzie – nitami. Rzeźba skały jest doskonała, teren nieco leży, a trudności techniczne nie są wyśrubowane. Cały problem jest jednak w głowie. Pierwszy nit jest około ośmiu metrów nad ziemią, a w dalszej części czasami nie wiadomo, gdzie iść i kiedy będzie następny przelot. Wmawiasz sobie: nie może być tak strasznie, bo to tylko 10c. Niestety, jeśli wybierzesz zły kierunek drogi, teren szybko staje się niewkaszalny, a odwrót problematyczny. Ostatnio polepszyła się asekuracja na Stoner`s, gdyż wymieniono przerdzewiałe nity na nowe. 
Czasami nawet normalne drogi mogą stać się psychiczne, gdy nie zabrałeś odpowiedniego rozmiaru frienda, zużyłeś go wcześniej lub musisz go oszczędzać na stanowisko. Wtedy masz run-out albo wycof. Innym razem trafisz na off-width, na którym po prostu nie ma co założyć i naprawdę można się rozpłakać.   

Trochę skaczemy sobie z Tatr w Yosemity i odwrotnie, ale takie jest właśnie założenie. Wróćmy zatem na nasze tatrzańskie podwórko. Powiedz o swoim odbiorze V02max, a przy okazji o twoim podejściu do powstawania dróg jak ta czy Metallica czy Wędrówka Dusz?

VO2max
to naprawdę ładna linia. Myślę, że ma największy ciąg trudności ze wszystkich dróg, które dotychczas robiłem w Tatrach. Rzeczywiście trzeba się  przyłożyć. W tym sensie przypominała mi dobry dzień wspinania w Yosemite. Wciąż pozostają do rozwiązania dwa logiczne fragmenty, które droga obchodzi na szóstym i dziewiątym wyciągu. Jeśli uda się je uklasycznić, to będzie super.
Nie jestem zbyt wielkim zwolennikiem nitowania, ale istnieje potrzeba takich dróg i ja chętnie z nich korzystam. Za dwadzieścia lat, kiedy moja tolerancja ryzyka zmaleje do zera, będę zapewne wspinał się wyłącznie po onitowanych drogach.
Jeśli droga powstaje w nowym terenie, nie ingeruje w istniejące linie i autentycznie nic innego nie można założyć, to – wydaje mi się – nitowanie jest dopuszczalne. Wybór stylu, od dołu lub od góry, właściwie należy do autora i reguł etycznych przyjętych w rejonie.



Szczerze mówiąc, nie słyszałem o sprzeciwie środowiska wobec praktyk zastosowanych na tej drodze. Być może wynika to z mojej niewiedzy o tym, co obecnie dzieje się w Tatrach.
Z punktu widzenia hakomistrzów na pewno popełniono gwałt. Ja nie protestuję, bo hakowo raczej się nie wspinam i nie odczuwam tutaj straty. Stylu, w jakim drogę obito, nie uważam za koszerny i na pewno sam bym tak nie postąpił. Pomimo tego, nie mam oporów, aby z takiej drogi skorzystać, jeśli istnieje już od dwóch lat.
Chciałbym mieć „politycznie poprawne” rozwiązanie tej sytuacji, ale obawiam się, że go nie mam. Proces ewolucji i naturalnej selekcji rządzi się swoimi prawami. W ostateczności zwycięży pogląd tych, którym na zwycięstwie najbardziej zależy.
Cel bojkotu byłby tylko jeden – usunięcie nitów przez autorów. To może nigdy nie nastąpić i droga będzie stała nieużywana. Z drugiej strony, jeśli komuś zależy na przywróceniu drogi do stanu pierwotnego, może wziąć inicjatywę w swoje ręce i wszyscy będziemy musieli żyć z konsekwencjami tych poczynań.

Zdecydowaliście się na zaproponowanie obniżenia wyceny VO2max.

Takie były nasze – „Uśmiecha” [Tomasz Samitowski – przyp. red.] i moje – odczucia. Droga posiada cztery kluczowe wyciągi o dosyć wyrównanej klasie. Siódmy wyciąg nie odbiega trudnościami od pozostałych trzech. Według mnie przeważył fakt, że nigdy wcześniej nie przeszedłem drogi VI.5, a ten odcinek, wprawdzie idąc na drugiego, udało mi się zrobić bez problemu. 

Nie wspomnieliśmy jeszcze o odhaczeniu drogi Kurtyka – Czyżewski, w którym uczestniczyłeś. Może dwa słowa na ten temat.

To stary projekt „Jacy” Zaczkowskiego, ja byłem tylko asekurantem. Jaca, nie zrażając się wodą w kluczowych chwytach, poprowadził większość drogi. Na własne oczy przekonałem się, że stare, poczciwe, polskie jedynki mogą stanowić pancerne punkty przelotowe.
Szkoda, że to jedyna droga, jaką udało mi się zrobić na Zerwie.

Teraz chciałbym cofnąć się w czasie o dwanaście lat, do sezonu tatrzańskiego, który był – aż do ubiegłego lata – twoim najlepszym. Mam tu na myśli lato 1991 roku. Jak wyglądała twoja zaawansowana próba odhaczenia Era w tym sezonie?

Era próbowałem mniej więcej w tym samym czasie co „Dawid” [Piotr Dawidowicz – przyp. red.]. Miałem już za sobą wspinanie w Alpach i Yosemitach i byłem pewny, że rysa puści klasycznie. Próbowałem ściśle przez okap, ale ewidentnie brakowało mi przełożenia. Po znalezieniu obejścia przejście wydawało się gwarantowane, ale prowadząc, odpadłem na dolnym wyciągu i na dalsze próby nie wystarczyło już czasu.   

Wówczas pracowałeś również nad uklasycznieniem Międzymiastowej, które było twoim pomysłem i projektem, co w końcu zakończyło się przejściem z jednym punktem A0. W minionym sezonie (2003) uklasycznienia doczekał się wreszcie okap na tej drodze. Opowiedz o swoich przygotowaniach i przejściu?

Wspinaliśmy się wtedy na Raptawickim Mnichu i Hematytówce. Podchodząc w te rejony, nie sposób nie zauważyć tego ogromnego okapu. Trawers Międzymiastowej wydawał mi się ucieczką przed problemem, więc napierałem wprost i ku mojemu zdziwieniu zaczęło puszczać. Tych miejsc A0 miałem więcej – trzy lub cztery. Wróciłem tam jeszcze raz, ale ewidentnie do czystego przejścia trzeba było więcej mocy i patentowania. Podobnie jak na Erze, nie miałem czasu na dalsze próby.  

Wracając do kwestii etycznych. Słyszałem, że jesteś za opcją oczyszczenia Tatr ze starego żelastwa i osadzeniem stałych przelotów (tam gdzie nie można się inaczej asekurować), a zostawieniem czystych rys na kości i friendy.

Absolutnie! Tam gdzie się da, należy używać wyłącznie kości i friendów. Niektóre stare drogi mają haki, bo dawniej to była jedyna opcja, ale teraz można się „czysto” ubezpieczać. Czasami haki stanowią też pewne zagrożenie – jeśli odpadniesz i pechowo o któryś zawadzisz. Dobrym przykładem jest tutaj wariant Baryła – Stonawski. W takich wypadkach jestem orędownikiem usunięcia starego złomu.
Jeśli są stare haki na stanowisku i nic innego nie siada, to, w zasadzie, popieram wymianę na stałe punkty. Pomiędzy stanowiskami raczej nie. Podobnie jak w każdej innej dziedzinie życia, problem polega na zachowaniu umiaru. Jeśli nity będą wszędzie, to na pewno utracimy pewien wymiar naszego sportu.
Z tego co wiem, w Tatrach nie ma odgórnych zasad nitowania. Jeśli to prawda, to środowisko tatrzańskie jest w dosyć uprzywilejowanej sytuacji, bo może samodzielnie te zasady wypracować od wewnątrz. W wielu rejonach USA problem ten wyszedł poza ramy środowiska wspinaczkowego i w te sprawy zamieszane są agencje rządowe. Często nic dobrego z tego nie wynika.

Przejście dróg dziewiątkowych w górach udaje się w Polsce tylko wspinaczom, którzy mają bardzo solidną „podbudowę” treningu panelowo-skałkowego. Na tym poziomie trudności nie wystarczy doświadczenie i tak zwane rozwspinanie, konieczne jest przygotowanie fizyczne. Jak jest w Twoim przypadku? Czy trenujesz regularnie, na przykład na panelu czy formę utrzymujesz poprzez wspinanie?

Dawniej wspinałem się na panelu, ponad dziesięć lat temu, i chyba czas zacząć ponownie. Mam w garażu tablicę z kilkoma chwytami, na której czasami się bawię. Nie prowadzę jednak regularnego treningu w ciągu roku. Jest on raczej funkcją wolnego czasu i najbliższego celu. W ubiegłym roku miałem dużo czasu i wiedziałem, że będę w Tatrach, więc zacząłem trenować trzy miesiące wcześniej. Zazwyczaj mam w roku dwa okresy spręża, wiosnę i jesień, które zbiegają się z sezonem wspinaczkowym w Yosemitach.
Jeśli twoja praca zawodowa nie jest związana z przebywaniem w górach, to trudno uzyskać formę poprzez samo wspinanie. Po prostu nie ma czasu. Jakaś forma treningu jest potrzebna.  

W ostatnim (2003) sezonie letnim, po powrocie z Polski do Stanów, wspinałeś się w Dolinie z Jackiem Czyżem. Waszym ostatecznym celem miało być wytyczenie nowej drogi klasycznej i to na El Capie. Czyj to był pomysł?

Jacka. Po zrobieniu Quo Vadis stwierdził, że jest jeszcze trochę wolnego terenu w tym rejonie. Myśleliśmy, że fajnie byłoby, aby w dolnej części ściany istniała alternatywa biegnąca pomiędzy Free Blast, na którym ciągle są kolejki, a znacznie trudniejszym dołem Muir Wall.

Wydawałoby się, że na tej ścianie, zwłaszcza patrząc pod kątem wspinaczki klasycznej, „szpilki się już nie wciśnie”?

Rzeczywiście, większość ewidentnych formacji ma już swoje rozwiązania klasyczne lub hakowe. Pojęcie ilości wolnego terenu jest jednak relatywne. Jeśli porówna się gęstość dróg na Mnichu lub Zerwie do El Capa, to miejsca na tym ostatnim jest jeszcze dużo. Czas ograniczników jeszcze nie nastał. Zabawa dopiero się zaczyna właśnie w obliczu domeny wspinaczki klasycznej. Drogi hakowe lub ich kombinacje wciąż czekają na czyste przejścia klasyczne, a potem zawsze można dołożyć siedzący start do Nosa...

Przygotowując się do wytyczenia wspomnianej linii, zrobiliście kilka ciekawych dróg. Zdaje się, że nie należą one – szczególnie Galactic Hitchhiker – do często powtarzanych...

Galactic Hitchhiker jest o tyle ciekawy, że wyprowadza na szczyt Glacier Point i rzeczywiście nie należy do uczęszczanych. Zapewne dlatego, że górna część trasy nie jest ewidentna, a teren raczej rzęchowaty w stosunku do reszty Apron. Dół natomiast jest godny polecenia. Tarciówki tego typu są doskonałe na rozwspinanie i wyczucie skały.    

Jak doszło do wypadku, w którym złamałeś sobie palec, co zmusiło Was do odłożenia planów?

Wspinaliśmy się na Free Blast, aby rozpoznać sąsiednie rejony pod kątem nowej drogi. Prowadziłem drugi wyciąg. Jest tam takie miejsce, gdzie trzeba wypchnąć się z hakodziury. Tak niefortunnie zaklinowałem i skręciłem palce, że złamałem kość w dłoni. To był zupełny szok. Nie przypuszczałem, że można statycznie połamać kości. No cóż, następna słabość, z którą trzeba się zmagać.     

Masz jakieś konkretne plany na następny sezon w Dolinie czy w Tatrach?

Nie mam na myśli konkretnych dróg. Po prostu chcę się jak najwięcej wspinać i ciągle podnosić swój poziom, bo wraz z nim rośnie przyjemność i satysfakcja. Dla mnie cała frajda jest raczej w procesie niż w celu.
Jeśli uda się odwiedzić Tatry, to chciałbym spędzić więcej czasu na Jastrzębiej Turni i Małym Kieżmarskim. Może jeszcze jakieś łańcuchówki. Ech, kto wie... Być może nawet przejść Bramę Bolechowicką na slackline... 

Pytał i zredagował: Piotr Drożdż

SKRÓCONY WYKAZ NAJWAŻNIEJSZYCH PRZEJŚĆ JACKA KRAWCZYKA

ALPY/DOLOMITY 1988-1991:
1. Petit Dru: Direttissima Francuska, Direttissima Amerykańska (Harlin/Robbins), Passage Cardiaque (pierwsza część)
2. Grand Capucin: Podróże Gulivera, Bonatti
3. Mt Blanc – Freney: Direttissima Jori Bardill
4. Aiguille du Midi: Ma Dalton
5. Marmolada: Ryba

TATRY 1991:
1. Raptawice: Droga Angielska, Hematytówka, Międzymiastowa wprost (niemal klasycznie)
2. Mnich: Wariant R (1xA0), Wachowicz, Fereński

YOSEMITE 1987-2003
1. El Cap: Lurking Fear, Salathe, Muir-Shaft, Nose, Zodiac, West Face, East Buttress + Moratorium
2 Half Dome: Regular Northwest Face
3. Washington Column: Astroman, South Face
4. Glacier Point: Galactic Hitchhiker
5. Sentinel Rock: Chouinard – Herbert
6. Middle Cathedral Rock: Stoner’s Highway, Direct North Buttress
7. Leaning Tower: West Face
8. The Rostrum: North Face
9. Yosemite Falls: Misty Wall

TATRY 2003:
1. Młynarczyk: VO2 max
2. Ganek: Filar Centralny
3. Mnich: Saduś, 2+1, Baryla-Stonawski (pierwszy wyciąg wariantem hakowym 1xA0), Hobrzański-Kosiński
4. Kazalnica: Kurtyka – Czyżewski
5. Czołówka MSW: Preludium

"Góry", nr 1-2 (116-117), styczeń-luty 2004

(kb)


No tak, tyle że akurat VO2max ingeruje w istniejącą drogę – biegnie linią starej hakówki, która tym samym przestała istnieć. Rozumiem, że nie stoisz na skrajnym stanowisku, że należy bojkotować takie drogi...

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Maciek Szopa
 
2018-05-24
GÓRY
 

Rekordowy sezon na Mount Everest

Komentarze
0
 
Maciek Szopa
 
2018-05-22
GÓRY
 

Miłka Raulin zdobyła Mt Everest 8848 m n.p.m.

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-05-22
GÓRY
 

Zmiana pokoleniowa w Programie Polski Himalaizm Zimowy

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-05-22
GÓRY
 

Waldemar Kowalewski wycofał się z Dhaulaghiri

Komentarze
0
 
Maciek Szopa
 
2018-05-22
GÓRY
 

Sukces Polish Everest Expedition 2018

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com