Pico – widoki z kosmosu
Dzwoni Tomek Bryl.
– Słuchaj, mam propozycję: koniec listopada, krótki wypad na wulkan Pico na Azorach. Nocleg w kraterze, przed świtem wejście na szczyt, aby stamtąd podziwiać wschód słońca. I powrót do Polski.
– Tomek, nie wiem, czy dam radę, mam jakieś totalne spiętrzenie w tym okresie – odpowiadam.
– Ale wszystko zajmie nam dosłownie cztery dni. Wieczorny lot do Lizbony, rano kolejny na Azory, tam od razu wyjście w góry i biwak. Poranne wejście na szczyt. Po zejściu nocleg w hotelu i powrót do Lizbony następnego dnia – argumentuje.
– No dobra, w takim stylu, chociaż jest wariacki, może to upcham…


