facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2009-01-15
 

Hybrydowe kino - XPL Skała i Hybryda

Przypuszczam, że wyraźne pokazanie układających się na skale dłoni wspinacza zmobilizuje niejednego do natychmiastowego wyjazdu w skały...

Zanim stałam się festiwaloholikiem górskim, pojechałam po raz pierwszy na Przegląd Filmów Górskich do Lądka Zdroju w 2002 roku. Pamiętam z mojego debiutu niesamowitą atmosferę „swojskości” w obcowaniu z wielkimi świata górskiego, którzy nagle zeszli dla mnie z piedestału na ziemię. Z filmów kojarzę jedynie „Hybrydę”. Z pewnością dlatego, że twórcy zadbali także o marketingowy aspekt filmu. Szło się do toalety, a ta poobklejana naklejkami Studio Filmowego Hybryda. Patrzysz na plecy niczego nieświadomego „bardzo ważnego gościa”, a tam charakterystyczny napis... Twórcy filmu radzą sobie doskonale do dzisiaj, realizując profesjonalne relacje z zawodów, filmy reklamowe czy wyjazdowe filmy wspinaczkowe. Od czasu swojego debiutu Hybryda Film Studio stała się uznaną marką.

Początkowo podeszłam z dość dużym dystansem do produkcji o skokach skalnych. Obraz ten filmu górskiego o wspinaniu – na oglądanie takich byłam nastawiona na festiwalu – nie przypominał. Nowa dla mnie dyscyplina wydała mi się dość niebezpieczna i zastanawiałam się, po co pokazywać przeskakiwanie bez asekuracji z jednej skały na drugą, upadki z wysokości czy doznane kontuzje. Mimo to uznałam ten film za godny drugiej nagrody, którą w Lądku zdobył. Odstawał od reszty profesjonalną realizacją oraz sposobem pokazania tematu – nie nudził w porównaniu do innych domowych „superprodukcji”, posługujących się zazwyczaj tym samym schematem: przygotowania, przebieg wyprawy, dojazd na miejsce i szczęśliwy finał na szczycie. Często autorzy nie szczędzili także szczegółów dotyczących powrotów do domów. Wszystko zazwyczaj skrupulatnie było relacjonowane przez narratora, który tłumaczył widzom dokładnie to samo, co ci mogli zobaczyć na ekranie.

Natomiast „Hybryda” to zdecydowanie film „nieprzegadany”. Właściwie poza krótkim „pisanym” wstępem nie ma w nim zbyt wiele słów. Dopiero po latach (wcześniej jakoś moja świadomość to pominęła) to słowo wstępne uświadomiło mi, że film nie opowiada o młokosach w śmiesznych krasnoludkowych czapkach, którzy wymyślili sobie taki skałkowy „parkour”, wspinaczkową „hybrydę”, która nie wiadomo czym do końca jest, tylko zabrali się za trenowanie dyscypliny sportu z tradycjami. Na filmie obejrzymy powtórzenie po wielu latach bardzo trudnego skoku w Hejszowinie, oraz w czeskich Teplicach powiększenie skali trudności skoków o nowy stopień.

Tym, co pamiętają „Hybrydę” z dawnych lat i nie mieli od tamtego czasu do niej przekonania, proponuję obejrzenie jeszcze raz filmu, który właśnie został wydany na DVD. Gdy dodatkowo uświadomimy sobie, że powstał on na przełomie 2001/2002, musimy go uznać za doskonały. Wszystko tu jest na miejscu: świetnie dobrana muzyka czy operowanie kamerą zgodne z emocjami, które towarzyszą bohaterom. A przeżyć jest sporo: wahanie przed skokiem, radość, ból, łzy. Nieraz zdarzy nam się mocniej zacisnąć palce, czy nawet wydać z siebie jakiś dźwięk na widok wypadającego z chwytów hybrydziarza. Uff, na szczęście był związany – dowiadujemy się o tym dopiero po fakcie. Twórcy doskonale sobie radzą ze stopniowaniem dramatyzmu, wplatając pomiędzy sceny napięcia komiczne momenty.

Od 2002 roku sporo się zmieniło w górskim świecie filmowym w Polsce. Powstały nowe festiwale, reżyserzy zaczęli mieć większą świadomość tego, jak powinien być zrealizowany dobry film, gusta publiczności stały się bardziej wyrafinowane. Tym bardziej trzeba docenić fakt, że tyle lat temu powstał film, który zdecydowanie wybijał się ponad przeciętność. Potwierdzają to także liczne nagrody, które zdobył m.in. na festiwalach w Vancouver, Bratysławie czy Ostrawie.

Drugi głośny i nagradzany film Hybryda Film Studio to „XPL Skała” – także on doczekał się wydania na DVD. Równie dobrze zrealizowany, z pięknymi krajobrazowymi ujęciami oraz efektownymi zbliżeniami. Bez dwóch zdań – widać, że od strony technicznej twórcy znają się na rzeczy. Powstał film, który musi się podobać. Ja jednak mam wątpliwości, czy nie jest przypadkiem bardziej hybrydowy niż „Hybryda” właściwa – połączenie dwóch głównych założeń filmu nie daje przekonującego efektu.

Tytuł i opis z okładki sugerują, że miał to być „filmowy przewodnik po najważniejszych polskich rejonach skalnych”, natomiast wstęp do filmu zaostrza apetyt na zwierzenia polskich wspinaczy dotyczące ich motywacji do wspinania. W filmie brakuje konsekwencji, bo dlaczego niektórzy o czymś opowiadają, a drudzy nie? Chciałoby się choć parę zdań usłyszeć także od tych innych. Jedni wspinacze mówią o specyfice rejonu, inni o konkretnej drodze, jeszcze ktoś o tym, co dają mu skały. Mam wrażenie, że zabrakło tu konkretnego scenariusza i „największy outdoorowy projekt” stał się największą niewykorzystaną szansą. Bo można było stworzyć albo monumentalne dzieło, będące swoistym podsumowaniem polskiego wspinania skałkowego, albo może mniej ambitnie, ale bardziej realnie – zrobić po prostu „wizualny” przewodnik po polskich skałach. Tymczasem powstał jedynie – chociaż równocześnie „aż” – żywy dowód na to, że polskie wspinanie można bardzo efektownie pokazać.

Za długi czy za krótki? – oto jest pytanie. Niektórzy twierdzą, że 45-minutowa wersja, której premierowy pokaz zobaczyliśmy na KFG w 2005 roku, za bardzo się dłużyła. Cóż, dla mnie obecne 27 minut to zdecydowanie za mało. Szczególnie jeśli reklamuje się film jako „przewodnik”. Chciałoby się mieć pełniejszy obraz tego, gdzie można się w Polsce wspinać. Na szczęście na pocieszenie mamy bonus w postaci PreXPL, zawierający scenki z innymi znanymi wspinaczami i z dodatkowych miejscówek. A propos miejscówek – od zawsze zastanawiało mnie, dlaczego do zestawu rejonów skalnych włączono tatrzańskiego Mnicha. Co prawda zyskał on ostatnio przydomek „najbardziej na południe wysuniętej skałki Dolinek Podkrakowskich”, jednak według mnie wspinanie w naszych najwyższych górach, nawet to na Mnichu, za bardzo odbiega od specyfiki dróg w Rzędkach, Mamutowej czy ciężkowickich bulderów. Rozumiem, że twórcy nie mogli się powstrzymać, aby nie pokazać tak atrakcyjnego wizualnie miejsca, ale w ten sposób potwierdzili swój brak konsekwencji...

Mimo kilku krytycznych uwag jestem jednak o ten film spokojna. Wróżę mu zdecydowanie lepszą sprzedaż niż „Hybrydzie”, która w swej tematyce jest bardziej hermetyczna. Poza tym tak sugestywnych wspinaczkowych obrazów jeszcze na żadnym polskim filmie nie widziałam. Jest to pozycja, którą warto mieć w zasięgu ręki i włączać od czasu do czasu przed snem w celu zmobilizowania się na drugi dzień do treningu. Przypuszczam, że wyraźne pokazanie układających się na skale dłoni wspinacza zmobilizuje niejednego do natychmiastowego wyjazdu w skały. Po prostu jest to pozycja obowiązkowa w zestawie filmów kultowych.
Pozostaje mieć nadzieję, że Hybryda Film Studio nie ograniczy się w najbliższym czasie jedynie do produkcji komercyjnych i zaskoczy nas kolejnym wielkim dziełem, tym razem koncepcyjnie dopracowanym w 100 %. Szczerze w to wierzę, bo nie mam wątpliwości, że stać ich na to.

„XPL Skała”
rok produkcji 2005/2006
Hybryda Film Studio
 
„Hybryda”
rok produkcji 2001/2002
Hybryda Film Studio

Kamila Gruszka

GÓRY, nr 12 (175) grudzień 2008
 
 
 
Goryonline
 
Bartek Pasiowiec
 
Goryonline
 
2018-09-10
HYDEPARK
 

Burka w Nepalu nazywa się sari

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-31
HYDEPARK
 

Revelations

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-07-30
HYDEPARK
 

Magazyn TATRY (nr 65)

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com