Truso - Kaukaz
Kazbegi jest mokre, zimne i szare. Chętnie przemknęłabym przez nie niewidzialna, niczego nie dotykając. Nachalni taksówkarze, zatłoczone, wypchane zachodnimi turystami knajpy (aż nie da się wejść) i inne puste, może przez to, że nie ma ich w przewodnikach. Zaglądamy do jednej (bo pada) i prawie przytrzymują nas tam siłą. Informacja turystyczna, w której rezyduje Polka, irytuje mnie. Pańcia nie słucha, o co ją pytam, tylko powtarza jak katarynka, jakby czytała reklamową broszurę, że organizują wycieczki do wąwozu Truso, że nas tam zostawią na cztery godziny i będziemy sobie mogli bezpiecznie pochodzić (jakbyśmy nie chodzili sobie bezpiecznie od miesiąca). Że bez przepustki nigdzie nie wolno i że tak, mogę u niej kupić mapę obejmującą interesujący mnie rejon. Ale okazuje się, że to ta sama, którą już mam – ucięta przecież na granicy Kazbegi, gdzie kończą się zorganizowane atrakcje.


