facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2009-01-16
 

Bufet na Evereście - Wywiad z Ryszardem Pawłowskim

Na wysokości 5400 m w bazie stał bufet, jaki tylko sobie można wymarzyć: słodycze, owoce, wina kalifornijskie...


MONIKA ROGOZIŃSKA: Jesteś jedną z dwóch osób, które weszły na szczyt Nanga Parbat w lecie drogą Kinshofera, od strony doliny Diamir, a także próbowały wspiąć się na ten szczyt ostatniej zimy. Czym się różnią warunki panujące w ścianie o tak różnych porach roku?

RYSZARD PAWŁOWSKI: Zimą są krótsze dni, huraganowe wiatry, o wiele niższe temperatury. Na ogół ta pora roku kojarzy się też z dużą ilością śniegu. Tymczasem śniegu na Nanga Parbat prawie w ogóle nie było, za to był czysty, szklisty, bardzo twardy lód. W 1993 roku od przyjścia do bazy do stanięcia na wierzchołku, razem z Bogdanem Stefko, minęły dwa tygodnie. Działaliśmy głównie w zespole dwuosobowym. Ostatniej zimy pokonanie ponadkilometrowej wysokości wylodzonego kuluaru, aby założyć obóz drugi, zajęło 10-osobowemu zespołowi dwa tygodnie - zamiast jednego dnia, jak to bywa w lecie.

Jako jedyny Polak dwa razy stanąłeś na szczycie Mount Everestu (8848 m) . Raz w wyprawie komercyjnej, pracując jako przewodnik dla amerykańskiego biura trekkingowo-turystyczno-wyczynowego, wszedłeś na wierzchołek najwyższej góry świata z klientem. Dzięki zarobionym pieniądzom mogłeś rok później zrealizować swoje marzenie - wspiąć się sportowo na Everest drogą, która cię zafascynowała, Północnym Filarem od strony Tybetu. W tym roku po raz trzeci zdobywałeś Everest. Dlaczego nie wszedłeś na szczyt?

Występowałem w roli przewodnika. Zostałem wynajęty do opieki nad wyprawą indonezyjskich specjalnych oddziałów wojskowych. Udało się wejść z Indonezyjczykami na wys. 8500 m. Na te ostatnie 350 m byli za słabi, mimo tlenu i dodatkowej pomocy Szerpów. Poruszali się za wolno, więc decyzja, jaką podjęliśmy z Sirdarem Szerpów, była jednoznaczna i, jak się później okazało, słuszna - muszą się wycofać. Podczas gdy oni schodzili, ja zostałem sam na wysokości 8300 na noc, którą spędziłem bez tlenu. Chciałem wykorzystać szansę wejścia po raz trzeci na Everest. Pogoda jednak załamała się, przyszedł huraganowy wiatr, który porozrywał namioty. Tej właśnie nocy, kiedy chciałem wyjść w kierunku szczytu, zginął mój przyjaciel, doświadczony przewodnik himalajski, Peter Kowalzik (rodzice Petera pochodzili z Mazur). Mieliśmy wspólne plany założenia agencji turystycznej w Niemczech, gdzie mieszkał. Nie wiadomo, czy stanął na szczycie. Czekałem na powrót Petera w jego namiocie. Kiedy nie wrócił, wobec załamania pogody zrezygnowałem z próby wejścia. Miałem bardzo poważne kłopoty z odwrotem. Niewiele brakowało, żeby wiatr mnie udusił. Ciało Petera znaleziono później. Tej samej nocy zresztą zginęła także trójka Rosjan podczas zejścia z wierzchołka. Wszyscy byliśmy na tej samej drodze, na północnej ścianie Mount Everestu od strony Tybetu, którą w 1995 roku osiągnęliśmy szczyt razem z Piotrem Pustelnikiem.

Ile teraz kosztuje wejście na Mount Everest od strony Tybetu?

W porównaniu do Nepalu opłata jest prawie symboliczna, 10 tys. USD, ale późniejsza obsługa jest droższa: transport, oficer łącznikowy itd. Uważa się, że od strony Nepalu jest łatwiej i panuje lepsza pogoda, więc ludzie, którzy nie są alpinistami, mają tam większe szanse wejścia. Popyt wywindował cenę. Na superkomercyjnych wyprawach ktoś, kto chce być wprowadzony na Everest, musi zapłacić ok. 64 tys. USD.

Dalszy ciąg wywiadu: www.klubzdobywcow.pl

Wywaid pochodzi z: Rzeczpospolita - Gazeta/Sport 25 11 1997 r.

 
Goryonline
 
2018-11-14
GÓRY
 

Zmarł Paweł Zadarnowski, ratownik TOPR

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
2018-10-30
GÓRY
 

David Lama zdobywa samotnie Luang Ri w Himalajach!

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com