facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2009-04-16
 

Alpy Francuskie, Rejon Mont Blanc, 11-22.03.2009

Pogoda była sprzyjająca przez cały, półtoratygodniowy, okres pobytu. Prognozy nie wytrącały nas z obranych planów.
Nie wszyscy mieli tyle szczęścia – plany kilku zespołów pokrzyżował silny wiatr, który pojawił się pod koniec zeszłego tygodnia… Zamknięte kolejki dostarczały frustracji…

Planowaną drogą aklimatyzacyjną był tzw. Mały McIntyre. Odpuściliśmy po 7 godzinach torowania, w trakcie których nie doszliśmy nawet pod drogę. Minęliśmy Walkera i pięliśmy się w górę. Staraliśmy się i tempo nie było złe. W końcu pokonały nas jednak te masy niezwiązanego ciężkiego śniegu. Wbijanie się w drogę około dziesiątej nie miało sensu. Również powrót na dół nie był prosty - narty stały w linii spadku stoku... Do Leshaux powróciliśmy skonani. Postanowiliśmy zjechać na dół i udać się na główny cel.


Fot. Krzysztof Sadlej, źródło: UKA

Pracę domową z aklimy uznaliśmy za odrobioną.

Kolejnego dnia Krzysiek pojechał na tury do doliny Argentiere. Według jego relacji, zjeżdżając z Grandes Montets w stronę schroniska było już jasne, gdzie w najbliższym czasie się wybierzemy. Pięknie wylodzona północna ściana Les Droites wydawała się w tych warunkach idealna, przebieg dróg logiczny wytyczony białymi nitkami. Jak na zdjęciach z przewodnika…

Po należnym dniu restu udaliśmy się do Argentiere. Krótki nocleg (niespełna 2 h) na werandzie zamkniętego schroniska i wbiliśmy się w północną ścianę Les Droites na drogę Ginat’ a. Droga była w warunkach. Gnaliśmy jak psy spuszczone ze smyczy i kilka godzin przed zmrokiem zameldowaliśmy się na przełączce kończącej drogę. Problemy pojawiły się w zejściu, które ciągnęło się okrutnie. Zapadaliśmy się po kolana, dodatkowo mieliśmy problemy ze znalezieniem schroniska Couvercle. O trzeciej nad ranem zdecydowaliśmy się na rajd non stop do Montenvers. Spaliśmy w marszu. Pamiętam jedynie poklatkowe obrazy, momenty „gleby”, bądź walki o równowagę. Czułem się jakbym szedł po asfalcie - akurat lodowiec w przeciwieństwie do zejścia spod ściany był dobrze zmarznięty. Finalnie na peronie zębatki zameldowaliśmy się około siódmej. Oczywiście po pokonaniu drabinek.


Le Ginat,  Fot. Krzysztof Sadlej, źródło: UKA


Kolejnego dnia opuścił nas Krzysiek. Zaropiałe obtarcia piszczeli zadecydowały o powrocie do domu. Krzyś zabrał się z Marcinem Michałkiem i Adasiem Pieprzyckim.

Z Marcinem udaliśmy się do Argentiere odebrać sprzęt z pod ściany. Pojawiają się prognozy o mocnym wietrze. Wahamy się, co począć. W końcu po noclegu w Cham udajemy się na Valle Blanche. W planach mamy jedną drytoolową drogę, po której chcemy wracać do domu. W piątek wbijamy się w drogę Hit Machine III 4 M6 250 m i po dwóch wyciągach orientujemy się, że to wyschnięty lodospad… Cóż, opis przewodnikowy był zbyt lakoniczny. Niedosyt wspinania pozostaje. Po pół godzinie wbijamy się w Star Academixte M6. 250 m na Pointe Lachenal, które okazuje się dwu i pół wyciągowym przyjemnym technicznym wspinaniem.

Do Cosmiqa wracamy nasyceni. Kolejnego dnia zjeżdżamy na nartach na dół i wsiadamy w samochód, by wrócić do domu z poczuciem wykonanej misji.

Dziękujemy PZA (za dofinansowanie) oraz firmie Himountain (za wsparcie sprzętowe). Szczególne podziękowania składamy Marcinowi Wernikowi za pożyczenie Jetboila. Polecamy ustrojstwo.

Podsumowanie:

16.03.2009 Marcin Księżak, Wojtek Ryczer, Krzysiek Sadlej, LES DROITES, ściana północna, Le Ginat (V, 5, 1000 m), 15 h wspinania, 30 h non-stop.

20.03.2009 Marcin Księżak, Wojtek Ryczer, POINTE LACHENAL, Star Academixte (M6, 250 m)

Krzysiek Sadlej & Wojtek Ryczer

Więcej zdjęć w fotogalerii...


KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Maciek Szopa
 
2018-07-21
GÓRY
 

Bardzo dobre warunki na K2 - 31 osób na szczycie

Komentarze
0
 
Bartek Pasiowiec
 
Bartek Pasiowiec
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com