facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2010-02-11
 

A co powiesz na Portugalię?

Różnorodność skał i ich dostępność może zachwycać... Czy zatem Portugalia to idealne miejsce na wspinaczkowe wakacje? Hm... To zależy czego się szuka.
Tekst: Tomasz Mazur

Zdjęcia: Jacek Kudłaty / SigmaPro


Niby większość z nas ma świadomość, że Portugalia to kraj pagórkowaty, że niby jakieś tam klify nad morzem są – przynajmniej na pocztówkach z Algavre. No a w dodatku leży na tym samym półwyspie co Hiszpania, więc powinno być tam podobnie... Ale z drugiej strony, czy ktoś czytał jakiekolwiek wiadomości ze świata wspinania o zasiekaniu tam jakiegoś ekstremum? Czy gdzieś można napotkać relację o jakimś topowym wspinaczu, czeszącym tamtejsze skały? Czy w ogóle ktoś zna jakiegoś wspinacza z tego kraju? Przeglądając sławetny ranking 8a.nu odnaleźć można André Neresa... na 52 pozycji. Jest jeszcze Miguel Catita – obaj panowie swoje topowe 8c zrobili w... Rodellar. Hm... Pozostają więc opcje: albo Portugalia nie ma dobrej jakości skał, albo to taka Costa Blanca, gdzie raczej odnaleźć mogą się wspinacze o naturalnych zdolnościach (a nie „nad”), albo po prostu pozostaje jeszcze nieodkryta... Nie chcę zanudzać tu pseudonaukowymi wywodami (w młodości, nie wiem czemu, marzyłem, by zostać geologiem), ale rozsiane granitowe buldery, które opisywał Andreas Bindhammer w listopadowych GÓRACH, nie tylko otaczają Madryt, ale ciągną się na zachód (poprzez takie choćby rejony, jak opisywany w marcowym „Escalarze” Barruecos), przybierając właśnie w Portugalii postać solidnego pasma górskiego Serra da Estrela (z najwyższym szczytem tego kraju – Torre 1993 m) i kończąc się na magicznym masywie Serra de Sintra w okolicach Lizbony. Na południe od Sintry, a ogólnie ujmując poniżej rzeki Tag (portug. Tejo), zaczyna dominować wapień – przeróżnej jakości i struktury, począwszy od solidnego znanego z Hiszpanii pomarańczowego odcienia, a skończywszy na poprzecinanym rysami. I tak aż do Algavre, gdzie pojawiają się miejscami łupki, sjenity i Bóg wie co jeszcze...


Fot. Zosia Pustelnik

Bulderowy rejon Pedra do Urso ulokowany jest prawie na samym szczycie Torre, a dokładniej pisząc tuż poniżej wyciągów narciarskich prowadzących na szczyt. Co, narciarstwo w słonecznej Portugalii? Ano. Nawet pod koniec kwietnia, zwały śniegu na stacji ulokowanej na samym szczycie sięgały, co prawda miejscami, pierwszego piętra. Warunki znakomite – słońce praży, ale pomimo tego jest chłodnawo. Człowiek się nie poci i tarcie właściwe. Nic tylko się wspinać. A jest po czym. Dookoła rozrzuconych jest ponad 1000 bulderów – choć otwartych jest około 300. Trywialne zdaje się stwierdzenie, że w tej kupie kamieni każdy znajdzie coś dla siebie – począwszy od tych najłatwiejszych, krótkich slabów o enigmatycznych trudnościach 2a-3c, dedykowanych raczej dzieciom – poprzez jednoruchowe problemy (ot, doskoczyć do krawędzi, a potem mantla), kanty, rysy, wystające kryształy, trawersy, okapy, zapieraczki... – a skończywszy na nierozwiązanym problemie Cannonball, nad którym głowili się Ben Moon i Jerry Moffatt. Czy można oczekiwać czegoś więcej, jeśli się doda, że lądowania są w większości wypadków bardzo komfortowe, bo buldery leżą na litej płaskiej skale? Jest także sporo miejsca na nowe problemy, przy czym warto zabrać ze sobą zestawik szczotek drucianych, mech i porosty są miejscami dość obfite, zresztą dotyczy to też bulderów mniej uczęszczanych. Wadą, która jest zarazem zaletą, jest to, że granit niemiłosiernie i szybko pozbawia skóry z palców...
Na koniec jeszcze krótki wypad do sąsiedniej doliny, a tam podobne morze bulderów – przy czym wszystko jeszcze nieruszone. Kilka przystawek i widać, że tam tkwi potencjał, bo granit jest przyjemniejszy dla dłoni... A do tego jeszcze kilka solidnych ścian nadających się na wielowyciągowe wspinanie, a po płatach śniegu widać, że i w zimie z dziabkami można by pewnie coś tu znaleźć – trzeba będzie jeszcze tu wrócić.

Sintra to już zupełnie inna bajka. I to dosłownie, bo nie sposób opisać cukierkowokolorowych pałaców i zamków, które zdobią okoliczne lesiste wzgórza. Miejsce iście magiczne i na wskroś mistyczne, zamieszkiwane już przez Celtów. Częste są tu anomalie magnetyczne i metorologiczne – ze słynnym „pierdnięciem królowej” na czele, kiedy to wzgórza otulone zostają białą mgłą, nawet w słoneczne i pogodne dni. Na wspinaczy czekają tu 40-50-metrowe zerwy. A zatem wiele z dróg trzeba prowadzić na kilka wyciągów. Wygładzony, biały i zimny granit nie oferuje za dużo chwytów. Wiele ruchów nie jest oczywistych i trzeba zacząć szukać ratunku w tarciu. A na koniec niesamowita ekspozycja po wyjściu nad wierzchołki drzew – 300 metrów powyżej dna doliny. Ale z każdą kolejną wspinaczką jest lepiej – można się do wspinania tutaj przyzwyczaić, a nawet to... polubić. Jest tu sporo dróg w rozległej skali trudności, ale najciekawsza oferta jest dla wspinających się w okolicach 6a-6b – a zatem całkiem znośnie dla przeciętnego wspinacza. Pomimo że drogi w większości wypadków są solidnie obite, to jednak napotkać można „kwiatki” wymagające wsparcia psychicznego ze strony kości i friendów.

Ale Serra de Sintra to także rozrzucone po lasach głazy. Trzy ogródki (Capuchos, Peninha, Malveira) wciąż rozwijane, zapewniają buldery we wszystkich kształtach i rozmiarach, a w dodatku na dość dobrej jakości granicie. Żeby wykorzystać w pełni potencjał rejonu, trzeba być kompetentnym w dynamicznych strzałach po oblakach. Przy tym lądowanie na ściółce leśnej jest w miarę komfortowe, choć skorzystanie z kraszpada na pewno nie zaszkodzi – zwłaszcza że teren ten jest w obrębie parku narodowego i zaleca się niepowodowanie zbędnej erozji. Zresztą pojęcie ochrony natury jest w miarę zachodnioeuropejskie, a zatem mamy zapewniony dość dobry dojazd w pobliże bulderów oraz zorganizowane miejsca na piknik. Warto to docenić i w wypadku wątpliwości, co wolno, a czego nie – odwołać się do własnego zdrowego rozsądku. Trochę odmienny jest rejon Malveira, bo tutaj skała nabiera koloru pomarańczowego – znajduje się on ciut powyżej granicy lasu, zapewniając więcej słońca w zimie oraz niezwykłe widoki. A te wskazują na przyszły potencjał, bo na horyzoncie można dostrzec kilka wzniesień, na których leży (dosłownie) kupa kamieni, na której z kolei usadowiły się sporych rozmiarów highballe. Tu już nie ma „miętkiej” gry, bo poza wysokością dochodzi jeszcze lądowanie na solidnych głazach, samych w sobie stanowiących problemy bulderowe.

Kilka kilometrów na południe od Sintry w pobliżu Cascais i Estoril (znanego nie tylko jako portugalskie Monaco, a to ze względu na znajdujące się tam kasyno, ale także i tor wyścigów samochodowych) wreszcie można odnaleźć ulubione wapienne skały, które przybierają formę 20-metrowego klifu morskiego (Farol da Guia) oraz przeróżnej wielkości... bulderów (Baia do
Mexilhoeiro
). Oferta Farol jest skierowana do wspinaczy rekracyjnych i średniozaawansowanych, zawierając równorozłożoną gamę trudności do 7c+ (chyba tylko jedna linia ma wycenę 8b). Znaczna część dróg jest przyjaźnie obita i prowadzi po dobrej jakości skale – przy czym warto zwrócić uwagę, że na niektórych pasażach dzięki orzeźwiającej bryzie lubi odkładać się... sól. Warto zatem zaopatrzyć się w szczoteczkę.
Nie ma większego problemu z przypływami, platforma skalna, z której się asekuruje, jest dość wysoko, ale jest parę wyjątków i trzeba zwrócić na to uwagę – szczególnie podczas wysokich fal. W rejonie znajduje się kilka problemów bulderowych – nie na tyle dużo, aby stanowić samą w sobie atrakcję, niemniej warto im też poświęcić czas podczas wizyty.

Baia do Mexilhoeiro to płaska lita skała zanurzająca się w morzu, na której rozrzuconych zostało sporo bloków skalnych, dających możliwość rozwiązywania problemów do 8A – pomimo że znaleźć można kilkanaście łatwych linii, to jednak największy wybór koncentruje się w przedziale 7A-7B. Lądowiska płaskie i wygodne. Zdecydowanie w tym rejonie trzeba zwrócić uwagę na przypływy. Dość zresztą szybkie. Bo o ile zamiana bulderingu na DWS może stanowić swoistą atrakcję dla wspinacza, to zatopienie kraszpada w Atlantyku może nie być zbyt pożądane.

Na południe od Lizbony w pobliżu Setubal można odnaleźć rejon predysponowany dla bardziej wymagających wspinaczy. Fenda, bo o niej tu mowa, to przewieszone, 20-metrowe ściany z wyśmienitej jakości wapienia. Drogi zróżnicowane, raz wymagające żelaznej wytrzymałości, a raz siły rozwiązania bulderowego przechwytu. Największe bogactwo dróg zawiera się w przedziale 6c-7c+. Można znaleźć też trudniejsze, a z łatwiejszymi raczej problem. Pomimo że spod podstawy ściany nie ma zbyt atrakcyjnych widoków, a wszystko spowite jest gąszczem
drzew i kamieni, to nieopodal zejść można na uroczą plażę z dobrym wyborem restauracji i kawiarni. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie problemy z dostępem do nich. Klify Fendy leżą na terenie ścisłych rezerwatów przyrody, co powoduje pewne obostrzenia (konieczność rejestracji w biurze parku) – choć do końca status „wspinacz” nie został wyjaśniony. Ponownie warto odwołać się do zdrowego rozsądku odwiedzających ten rejon.

Są mocniejsze w języku polskim idiomy, ale „gdzie diabeł mówi dobranoc” jest wystarczającym określeniem najbardziej wysuniętego na południowy zachód krańca Europy - Ponta de Sagres, gdzie niespokojne fale Atlantyku obmywają wyrastające wprost z wody klify. Dziwna analogia nasuwa mi się w odniesieniu do tego miejsca. To przecież już Algarve, tak ulubione przez turystów brytyjskich, a zatem jakby styl wspinania tutaj został do tego sprowadzony. Choć Sarges to nie tylko porządny ogródek tradowy, gdzie czeka na chętnych konieczność zmierzenia się z własną asekuracją to jeszcze tzw. obiektywne zagrożenia dają o sobie znać. Dostęp do niektórych sektorów bywa dość problematyczny (ze względu na przewieszone ściany), a bezpieczny wycof nie wchodzi w rachubę. Ale i to ma swoje zalety, bo można dzięki temu odnaleźć dzikie plaże i zatoczki dostępne nieomal tylko dla wspinaczy. Drogi tradowe oczywiście wycenione zostały po brytyjsku i zatrzymują się na stopniu E6. Warto jednak dodać, że to nie wszystko i w okolicy znaleźć też można sektory DWS, buldery (na samej plaży) oraz drogi sportowe – długie i jedne z najtrudniejszych (do 8b+) w całej Portugalii.

Kiedy przeglądam w sieci strony poświęcone wspinaniu w Portugalii, czuję niedosyt – zdaje mi się, że ledwo liznąłem to, co można tam znaleźć. Nie ma tu potężnych klifów na miarę tych znanych z Hiszpanii czy Francji. Nie ma tu światowych ekstremów, nie spotka się też ich realizatorów, ale też i nie ma tłumów. Ceny w miarę przystępne. Klimat dogodny i na wspinanie, i na plażowanie. Różnorodność skał i ich dostępność może zachwycać... Czy zatem Portugalia to idealne miejsce na wspinaczkowe wakacje? Hm... To zależy czego się szuka.

Więcej na temat Portugalii, a przede wszystkim uzupełnienie artykułu poprzez "drugi głos" Zosi Pustelnik oraz doskonałe zdjęcia Jacka Kudłatego znajdziecie w GÓRACH, nr 9 (184) wrzesień 2009.

Zapraszamy także do przeczytania uzupełnionych informacji praktycznych w naszym serwisie.
Goryonline
 
2018-11-07
HYDEPARK
 

Nowe „Tatry”. Góry, wolność i niepodległość

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-10-19
HYDEPARK
 

Film „No Trace Tatra” na jesiennych festiwalach

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-10-16
HYDEPARK
 

Wanda Rutkiewicz. Jeszcze tylko jeden szczyt

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com