Pik Lenina na skiturach
Stoję z Jackiem przed kirgiskim resto-barem – tamtejsza formuła knajp zasługuje na takie właśnie miano – w miasteczku Karakol. Zeszliśmy z gór prawdziwie wygłodniali i, nie ma co ukrywać, daliśmy się ponieść fantazji, próbując prawie każdej pozycji z karty.


