facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2010-10-03
 

9 dni na Denali

Relacja z wyprawy Mariana Hudka, Piotra Lilla, Andrzeja Mandrysza i Wojciecha Sarny na najwyższy szczyt Ameryki Północnej - Mount McKinley 6194 m n.p.m.
18 maja o 12.30 po czterdziestu minutach lotu pięcioosobową awionetką, lądujemy na lodowcu Kahiltna. Dzika przyroda Alaski już zdążyła zachwycić. Kilka minut lotu i odcienie zieleni zastąpione zostały wszechobecną bielą, a malowniczo wijące się rzeki lodowcami pociętymi przez szczeliny. Lądowisko położone jest na wysokości 2200 m n.p.m.

Góry Alaska przywitały nas piękną pogodą. Na niebie nie było widać ani jednej chmurki, a powietrze ogrzewane przez słońce stało bez ruchu. Biała pustynia…

Na lądowisku zaopatrzyliśmy się w sanie, na których ciągnęliśmy sporą część naszego bagażu. Sanie początkowo nie wykazywały chęci współpracy, szczególnie przy zejściach, ale z upływem czasu każdy z nas znalazł na nie sposób.

Droga do obozu 1
wiedzie lodowcem, który w połowie maja nie przysparza większych trudności. Do jedynki doszliśmy po 3 i pół godzinach marszu. Słońce wciąż jeszcze było wysoko, sugerując żeby pójść wyżej. Ostatecznie postanawiamy się jednak nie przemęczać na samym początku wyprawy. Pozostajemy w obozie, w którym na szczęście gotowych platform pod namioty nie brakowało. Po niezbędnych adaptacjach dla naszych potrzeb, zabraliśmy się za to co najprzyjemniejsze czyli jedzenie! Kulinarnie do wyprawy byliśmy przygotowani perfekcyjnie. Pod dostatkiem mieliśmy świeżych warzyw i owoców, z których powstawały pyszne sałatki, a zapachy jajecznicy na boczku podrażniały nosy innych mieszkańców obozów.

Następnego dnia około godziny 11 wyruszyliśmy do obozu III. Lodowiec był jeszcze mocno zmrożony, co pozwalało na bezpieczne poruszanie się nawet w ciągu dnia. Praktycznie całą dobę było widno, mogliśmy więc działać do późnych godzin. Droga zajęła nam około 6 godzin. Początkowo wiodła lodowcem o niewielkim nachyleniu, 200 m przed obozem III zrobiło się stromo, przez co dość mocno odczuliśmy kilogramy jedzenia i sprzętu ciągniętego na saniach.

W obozie III w nocy po raz pierwszy załamuje się pogoda. Jednak następny dzień budzi nas słońcem pozwalając na dalsze działanie. Do obozu IV postanawiamy pójść na 2 razy. Pokonanie ostrych podejść i stromych trawersów z bagażem, który mieliśmy ze sobą na jeden raz kosztowałoby nas zbyt dużo energii niezbędnej podczas działania w wyższych partiach góry.

Droga do czwórki zajmuje około 4 godzin. Największym udogodnieniem „Medical Campu” jest kibelek składający się z muszli, wielkiej dziury pod nią oraz 3 ścianek o wysokości 1 metra. Brakowało jedynie drzwi, ale kto by chciał tracić energię na otwieranie drzwi ;) Z kibelka roztaczał się piękny widok, szczególnie wieczorem – na zachód słońca.

Po jednodniowym reście w „Medical Campie” położonym na wysokości 4300 m n.p.m. ruszamy do obozu V. Pobudka niebywale wczesna jak na tę górę, bo o 7 rano. Słońce było jeszcze za górami, a temperatura -20 stopni Celsjusza skutecznie zniechęcała do zwinięcia obozu. Dodatkowo silny wiatr postanowił towarzyszyć nam cały dzień. Śnieżno-lodowa ściana o nachyleniu 40-55 stopni oraz miejscami mocno eksponowana grań dostarczyła nam sporo wrażeń. Do obozu V docieramy po 6 godzinach. Ciśnienie 516 hPa. Zdecydowaliśmy, że spróbujemy zaatakować szczyt następnego dnia.

24 maja o godzinie 12, nie spiesząc się jak co dzień, ruszyliśmy na atak szczytowy. Wiało mocniej niż poprzedniego dnia, około 60 km/h. Do Denali Pass położonej na wysokości 5700 m. doszliśmy bez większego problemu. Po wyjściu na przełęcz wiatr przybrał na sile do tego stopnia, że pojawiły się u mnie wątpliwości, czy wyjście na szczyt tego dnia będzie możliwe. Postanawiamy jednak spróbować. Po kilku godzinach wspinaczki dochodzimy na Football Field. Miejsce to wykańcza psychicznie. Kiedy szczyt wydaje się już być w zasięgu ręki, a zmęczenie jest już duże, nagle okazuje się, że droga na wierzchołek prowadzi najpierw około 50 m w dół, następnie przez rozległe płaskie pole (Football Field), a później mocno nachylonym stokiem około 200 m w górę. Widok ten wymagał krótkiej przerwy, batonika i kilku łyków herbaty. Po zregenerowaniu sił wdrapaliśmy się na grań szczytową, a stąd wierzchołek był już na wyciągnięcie ręki. O 20.30 stajemy na najwyższym szczycie Ameryki Północnej, Mount McKinley o wysokości 6194 m n.p.m. Oprócz stuprocentowego sukcesu całej wyprawy, wszyscy cieszyliśmy się z osiągnięcia Mariana Hudka, który wejściem na Mount McKinley zakończył projekt „Korona Ziemi”. Najwyższe szczyty wszystkich kontynentów zostały zdobyte! Kilka pamiątkowych fotek, krótki filmik (niestety kamera zamarzła i nie pozwoliła na zbyt wiele) i w dół, bo przed nami było kolejne zadanie – bezpieczne zejście do obozu V. Zejście nie należało do najłatwiejszych. Zmęczenie kilkudniową akcją dało znać o sobie. Jednak około północy docieramy do naszych namiotów. Zmęczeni, ale szczęśliwi, przy herbatce ustalamy plany na kolejne wyprawy.

Zejście do bazy na wysokości 2200 m zajęło nam kolejne 2 dni. 26 maja o godzinie 15.30 meldujemy się na lądowisku gotowi na lot do Talkeetny. Po krótkim oczekiwaniu na awionetkę znów podziwialiśmy przepiękne lodowce Alaski.

Informacje praktyczne:


Pozwolenie na wspinanie na Mount McKinley należy załatwić najpóźniej 60 dni przed wyprawą. Najlepiej zrobić to przez internet. Niezbędne będzie również umówienie się na spotkanie z Rangersami w Talkeetnie. Termin spotkania można ustalić przez internet. Wszelkie informacje na temat formalności znaleźć można na stronie Denali National Park. Należy również pamiętać o wizie do USA.

Do stolicy stanu Alaska – Anchorage należy dotrzeć samolotem (3000-3500 PLN). Dalej do Talkeetny wynajętym busikiem (85 $ na osobę) http://www.denalioverland.com/ Z Talkeetny na lodowiec dostaniemy się taksówką lotniczą (560 $ na osobę) http://www.talkeetnaair.com/ W Talkeetnie można wypożyczyć rakiety śnieżne, da się też zrobić zakupy sprzętowe, jednak lepiej zakupy jedzenia i sprzętu zrobić w Anchorage. 

Autor tekstu: Piotr Lilla


Zapraszamy do obejrzenia relacji fotograficznej...
 9 dni na Denali
 9 dni na Denali
 9 dni na Denali
 9 dni na Denali
 9 dni na Denali
 
 9 dni na Denali
 9 dni na Denali
 9 dni na Denali
 
Goryonline
 
2018-11-07
HYDEPARK
 

Nowe „Tatry”. Góry, wolność i niepodległość

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-10-19
HYDEPARK
 

Film „No Trace Tatra” na jesiennych festiwalach

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2018-10-16
HYDEPARK
 

Wanda Rutkiewicz. Jeszcze tylko jeden szczyt

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2018 Goryonline.com