facebook
 
baner
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
baner
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2017-03-23
 

Związani liną – czyli rzecz o porozumieniu i zaufaniu - Vademecum Psychologa

Ważne są relacje między ludźmi, którzy współpracują. Nie muszą się kochać i przyjaźnić, ale muszą wiedzieć, że mogą na siebie liczyć w każdym momencie. Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że niepowodzenie niektórych wypraw mogło mieć swoje źródła w braku wzajemnego zaufania i braku odpowiedniej komunikacji.

Skąd taki temat w vademecum? Dotychczasowe zagadnienia dotyczyły treningu mentalnego jednej osoby. Wspinaczka jest sportem indywidualnym, ale tak naprawdę, nie licząc solowania i bulderów, zawsze jest obok ktoś, z kim wiążę się do jednej liny, z kim będę współpracować podczas kwadransa własnego wspinu lub wielu dni w ścianie i w górach. Dlatego ważne są relacje między ludźmi, którzy współpracują. Nie muszą się kochać i przyjaźnić, ale muszą wiedzieć, że mogą na siebie liczyć w każdym momencie. Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że niepowodzenie niektórych wypraw mogło mieć swoje źródła w braku wzajemnego zaufania i braku odpowiedniej komunikacji. To wpływa na ogólną atmosferę, na emocje każdego z uczestników wyprawy – nawet gdyby był najtwardszym z najtwardszych himalaistów i zarzekał się, że nic go nie obchodzi. Bez wzajemnego wsparcia i otwartości trudno się współpracuje. Zasada ta dotyczy praktycznie każdej grupy ludzi, czy to jest firma, drużyna piłki nożnej, czy dwuosobowy zespół wspinaczkowy. Trzeba więc umieć się porozumiewać i budować wzajemne zaufanie. Przygotowując ten artykuł, pytałam wielu bliższych i dalszych znajomych wspinaczy, czym jest dla nich zaufanie we wspinaniu. I w zasadzie to oni są autorami tego artykułu, za co bardzo im dziękuję. Najczęściej stwierdzali na początku, że zaufanie jest wtedy, gdy człowiek nie musi się przejmować tym, że się glebnie o ziemię w czasie lotu i to nie z powodu słabych punktów, które mogą wypaść.

 

Czym jest więc zaufanie?
To jest za trudne pytanie, Olu :-).
Temat rzeka… Czasem rzeczywiście trudno stwierdzić, czym ono jest. Ale też
chyba trochę intuicyjnie czujemy, komu można ufać, a komu nie:
Zaufanie we wspinaniu… Staram się o tym nie myśleć, ale ono tam jest na pewno!
Myślę, że wiem, kiedy ktoś mi ufa. To się czuje w danym momencie. I wiem też, kiedy tracę zaufanie w oczach drugiej osoby.
A czasem nie trzeba się po prostu nad tym zastanawiać:
To coś, co pozwala mi nie myśleć o zaufaniu! To jest więź między ludźmi. Jak ufam, to nie muszę o tym myśleć, mogę napierać! Prosto i dobitnie.


Zaufanie w socjologii czy psychologii ma różne definicje. Jest to wiara, że nasze oczekiwania zostaną spełnione (nie glebnę o ziemię). Zaliczka na poczet powodzenia (ufam temu zespołowi, wierzę, że razem osiągniemy sukces). Ludzie nieprzypadkowo dobierają się w takie, a nie inne składy, dopasowują się pod względem wymaganych umiejętności i osobowości. Zaufanie to przekonanie, że inni zachowają się w określony sposób, a także oparte na tym przekonaniu własne działanie.


Zaufanie do człowieka, z którym się wspinam… Że nie jest debilem i poradzi sobie w każdej sytuacji, że nie będzie robił rzeczy, które zagrażają życiu itp.


Według Stephena Coveya (psychologa biznesu) zaufanie to wiara w zdolności i kompetencje innych ludzi. Pod tym względem ludzie dzielą się na dwa typy. Są tacy, którzy podchodzą do innych z bezgranicznym niemal zaufaniem, ale jeśli druga osoba zrobi coś, co je podkopie, to jego odzyskanie jest już prawie niemożliwe. I są tacy, u których trzeba je stopniowo budować… Krok po kroku, ale raz uzyskane, będzie już nie do złamania.

 

Dla mnie jest to powierzenie mojego życia/zdrowia partnerowi wspinaczkowemu.
Dlatego mam zawsze parę stadiów „zaufania”.
1) Jeśli kogoś nie znam i wiem, że ma średnie doświadczenie – wtedy nie ufam za bardzo i wolę iść na wędkę albo na drodze, na której nie odpadnę.
2) Jeśli kogoś znam, ale mu do końca nie ufam – to też wolę nie odpadać.
3) Jeśli wiem, że ktoś jest doświadczony i dobrze go znam – mam bardzo duże zaufanie, nie boję się odpadać i mogę iść z taką osobą na wspinanie górskie, bo wiem, że nie spanikuje, na przykład gdy nie będzie mnie słyszała albo kiedy załamie się pogoda.


Ale zaufanie w ścianie to nie tylko nadzieja lub pewność, że asekurant dobrze wyłapie lot. To też wszystkie okołowspinaczkowe działania i zachowania. W wywiadzie z Bogdanem Krauze można było przeczytać, że jego zdaniem w górach najważniejszy jest partner.

 

Chodzi również o umiejętności i niektóre cechy psychiczne:
Kiedy wchodzę w nowe towarzystwo wspinaczkowe, lubię wiedzieć, czy mój partner ma doświadczenie, tak zwane jaja, i „zimną” głowę. Jeśli mam zaufanie do takiego człowieka, mogę się wspinać mocniej i jestem skłonny do podejmowania większego ryzyka.


A także odpowiednie kanony zachowania związane z cechami charakteru:

Zaufanie do człowieka, z którym się wspinam, stawiam na pierwszym miejscu. W trakcie wspinania chcę odczuwać komfort i koncentrować się wyłącznie na samym aspekcie wspinania, bez obaw o to, że mój partner skupia się na czymś innym. Muszę być pewna, że osoba asekurująca posiada ten zmysł, który służy do przewidywania konsekwencji potencjalnego lotu. Partnera wspinaczkowego darzę silnym zaufaniem, powierzając mu swoje zdrowie, co więcej – życie! Być może zabrzmi to „starodawnie”, ale nie ufam ludziom sprawiającym wrażenie zbyt „wyluzowanych”, trzymających przyrząd niedbale, siedzących lub nawet leżących w trakcie asekuracji.


Ale w większości przypadków, w szczególności na dłuższych wyprawach, chodzi o relacje:


Szczęśliwie, dość szybko nauczyłem się, że ważniejsze niż to, gdzie się jedzie, jest to, z kim się jedzie. Wspinanie mimo wszystko jest zajęciem grupowym, a relacje, jakie łączą mnie z partnerem, są zawsze częścią drogi, którą pokonuję. Bez dobrego zrozumienia się, podobnego pojmowania wspinania nawet najpiękniejsza droga może być
jedynie kolejną cyfrą w notatniku. Kluczowym składnikiem każdej przygody jest właśnie partnerstwo. Takie, w którym ufa się drugiej osobie, i wie, że ta nie będzie się skupiać wyłącznie na swoich potrzebach.


Dużą rolę odgrywa oczywiście kwestia ryzyka. Im trudniej, im wyżej, tym człowiek potrzebuje więcej oparcia w drugim człowieku i wiary w to, że mu pomoże i że będzie umiał poruszać się w trudnym terenie. Doświadczenie i wiara w jego umiejętności będą tu podstawą do zaufania:

Zaufanie we wspinaniu to przekonanie i wiara, że „możesz iść”, skupiając się wyłącznie na drodze, a nie na tym, co robi twój partner. Ufasz, że robi to, co właśnie powinien. I nie musi być to twój wieloletni przyjaciel. Aczkolwiek ta kwestia odgrywa tym większą rolę, w im wyższe góry idziesz, im dłuższa i bardziej wymagająca jest droga. Czym innym jest wspin w skałach, a czym innym wielowyciągówka w górach.


Doświadczony w wielu „wycieczkach” wspinaczkowych znajomy pokusił się nawet o podział zaufania na to potrzebne do wspinania w skałach i to niezbędne w górach. Widać, jak mocny nacisk położony jest na relacje i bycie po prostu w porządku w stosunku do partnera.


ZAUFANIE W SKAŁACH
• oczywiście asekuracja: partner patrzy na mnie w czasie wspinania, podchodzi i odchodzi
od ściany podczas wpinek,
• odradza niebezpieczną wspinaczkę,
• nie puszcza i nie wypuszcza w drogi złośliwie,
• nie ma między nami niezdrowej rywalizacji,
• jak zrobi drogę, to odradzi ją lub poleci, znając moje możliwości,
• ważna jest umiejętność dogadania się co do celów,
• sprawiedliwy podział w asekuracji: jeśli asekuruję rano, to mogę liczyć, że będzie
mnie ekurował wieczorem lub w dzień restowy,
• jak nie zrobi drogi, to nie będzie zatruwał życia,
• finanse: można mu wierzyć, gdy mówi, że zapłacił za coś, nie potrzeba rachunku
do rozliczeń.


ZAUFANIE W GÓRACH
ważny jest dla mnie podział obowiązków i ról, na przykład on rysy, a ja połogi,
• nie pasożytuje na takich rzeczach, jak gotowanie, sprzątanie, noszenie sprzętu, rozbijanie
namiotu,
• słowność: jak się umówimy, to nie wystawi mnie do wiatru w ostatniej chwili, zapomni
albo zawali i okaże się, że zejście, które mieliśmy znać, nie jest znane,
• gdy asekuracja jest bardziej wymagająca, mam mieć pewność, że stanowisko wytrzyma
mój lot,
• jak założył przeloty, to są pewne, a jeśli nie, to mi o tym powie.


ZAUFANIE DO SIEBIE
Moim skromnym zdaniem, istotne jest nie tylko zaufanie do innych, ale też do samego siebie! Ufam i wierzę w to, że coś potrafię dobrze zrobić. Wierzę w to, co myślę i co czuję. Ufam sobie, że zachowam się w konkretny sposób w danej sytuacji. Zbudowanie zaufania do siebie może być trudniejsze niż zaufanie komuś innemu. Człowiek może być wrzucony w tak nową i nieznaną sytuację, że nie wie, jak się zachowa… Przekonanie, że nawet tak zwany kręgosłup moralny w ekstremalnych, zagrażających życiu momentach się nie złamie, jest też kwestią głębokiego zaufania do siebie. W szczególności może to dotyczyć nowicjuszy w górskich wyprawach albo wielkościanowych wspinach. To także wiara w swoje możliwości, siłę, techniczne umiejętności, opanowanie w trudnych chwilach, czyli inaczej wiara w siebie:


Pierwszy rodzaj zaufania to zaufanie do samego siebie, wiara w to, że: dam radę zrobić daną drogę, bulder czy ruch, będę w stanie wykonać trening i ufam sobie. Zaufanie do partnera to drugi aspekt, może i ważniejszy niż zaufanie do siebie samego (bo partner czasem przydaje się i podczas bulderingu jako spoter :-)).


Ufając sobie i własnym umiejętnościom, stwarzamy też bezpieczną atmosferę dla asekuranta. Zdarzyło mi się, patrząc jak mało rozumnie wspina się mój partner, że sama obawiałam się o zdrowie jego i swoje. Dlatego podczas wspinania dobrze jest pomyśleć nie tylko o sobie, ale również o osobie asekurującej. Banalny przykład: w kruchym terenie będę uważniej stawiać nogi, aby nie zrzucić kamienia na głowę partnera.

 

W newralgicznych sytuacjach w trakcie wspinania muszę ufać sobie i swoim możliwościom fizycznym na tyle, aby zmniejszać ryzyko możliwego niebezpieczeństwa dla siebie i osoby asekurującej.


ZAUFANIE DO SPRZĘTU
Są liny, na których bez obaw można latać, i takie, że nawet na sztucznej ścianie wolałabym na nich nie odpaść, bo jakoś dziwnie skrzypią pod obciążeniem (oczywiście ma to związek z głęboką eksploatacją). Od czasu do czasu zdarzają się afery, po których producent musi wycofać dany produkt, bo cała partia była trefna. Warto czasem
przypomnieć sobie wątpliwości, jakie ma początkujący wspinacz: czy aby to metalowe krzywe kółko go utrzyma.

 

Dla mnie zaufanie we wspinaniu to przede wszystkim bezpieczeństwo, a z tym związana jest jakość sprzętu wspinaczkowego, jak również osoba asekurująca. Muszę być pewna, że osoba trzymająca przyrząd asekuracyjny/spotująca zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka na niej spoczywa, podobnie jak producent sprzętu, który zapewnia mnie, że dzięki posiadanym atestom produkowany przez niego szpej jest bardzo dobrej jakości.


Czy we wspinaniu, tak jak na autostradzie, warto stosować zasadę ograniczonego zaufania? Ufaj, ale bądź czujny? Widać tu też ścisły związek zaufania z wiarygodnością i słownością. Jak zatem budować wiarygodność w oczach partnerów wspinaczkowych?

 

Zdaniem cytowanego już wcześniej Coveya, wiarygodność opiera się na czterech podstawowych filarach, którymi są: prawość, intencje, umiejętności i rezultaty.

 

Prawość to bycie uczciwym wobec siebie i wobec innych. Wiąże się ze słownością, czyli robieniem tego, co się obiecało. Jest to podstawa zaufania. Jeśli obliguję się do jakiegoś wyjazdu, obiecuję, że wezmę zapas magnezji, będę asekurować kogoś i nie będę marudzić, że zbyt długo wisi i patentuje jedno miejsce przez pół dnia, to to robię.
Oznacza to także, że nie wytnę głupiego numeru i nie wyjadę nagle z połową potrzebnego szpeju dla całej „wycieczki”. Jest to też odwaga postępowania zgodnie ze swoimi przekonaniami i wartościami. Trzymanie się swojego kręgosłupa moralnego. A także umiejętność wybaczania sobie błędów i rozwiązywania konfliktów, które potem mogą mieć wpływ na jakość wspinania dla obojga partnerów czy całego zespołu. Jeśli się z kimś pokłócimy, to trudno, tak się zdarza, ale nie jest to powód, aby potem nie spotować tej osoby albo odmówić asekuracji.


Intencje. Są to motywy i zamiary naszego postępowania i zachowań. Dobrze jeśli są jasne dla obu stron. Nie ma wtedy ukrytych własnych interesów, zimnych rozrachunków, że na przykład opłaca mi się teraz wybrać się na tę wyprawę czy wyjazd wspinaczkowy, bo jadę z doświadczonym wspinaczem, który wszystko będzie za mnie robił (poprowadzi wszystkie wyciągi), bo ja jeszcze nie umiem i nie chcę się nauczyć albo się boję, a będę mieć kolejną drogę w kajeciku odhaczoną i będę się pławić w blasku sławy. Albo na odwrót: biorę niedoświadczony zespół, żeby na ich tle świetnie wypaść i dopóki będą mi potrzebni, to super, a później sam wejdę na szczyt. Na dłuższą metę to się nie opłaca. Wiarygodność wzrasta, jeśli motywy postępowania są czytelne i prowadzą do obopólnych korzyści, kiedy dba się nie tylko o dobro własne, ale też o innych ludzi.


Umiejętności i wiedza. Im bardziej doświadczony wspinacz, uważny, obyty w górach, tym łatwiej uwierzyć, że jest dobry w swoim fachu i można z nim przysłowiowe konie kraść, a w tym przypadku zdobywać szczyty. Myślę, że we wspinaniu ważne jest także to, że osoba, której ufamy – mimo swojego doświadczenia i tego, że nigdy nas nie zawiodła i dobrze wyłapywała loty, jest cały czas w pełni skoncentrowana na asekuracji, a nie gada z kimś z boku i nie patrzy, jak biedny delikwent ostatkiem sił wybiera linę do wpinki, co może się zakończyć bardzo niefortunnym upadkiem w przypadku braku czujności asekuranta.

 

Rezultaty. Wiążą się ze słownością, namacalną jej częścią. Jeśli się ktoś do czegoś zobowiązał, to po prostu to robi i widać rezultaty. Albo robi to, czego się od niego oczekuje. Ja piszę wniosek o dofinansowanie do PZA, a ty szukasz agencji na wyprawę w Himalaje. Jest wniosek, jest agencja, jest rezultat.

 

Zaufanie tworzy poczucie bezpieczeństwa. Bezpieczeństwa nie tylko w sensie braku zagrożenia życia, bo wybierając ten sport, godzimy się na ryzyko. To bezpieczeństwo psychiczne, a także komfort psychiczny podczas przebywania z drugą osobą. Każda interakcja jest chwilą prawdy, może zmniejszyć lub zwiększyć zaufanie do nas i nasze do drugiego człowieka. Ciekawe w tym zagadnieniu jest to, że można ufać sobie bezgranicznie w górach, natomiast niekoniecznie w zwykłych relacjach międzyludzkich, bo na przykład deklaracje i przekonania rozmijają się z obserwowanym zachowaniem. Ufasz, że robi to, co właśnie powinien. I nie musi być to twój wieloletni przyjaciel. Oczywiście idealnie, kiedy zaufanie funkcjonuje na wszystkich płaszczyznach. Rozchodzi się ono niczym kręgi na wodzie. Jeśli będziemy budzić zaufanie w jednym, małym kręgu znajomych, to być może te kręgi się rozszerzą w środowisku. I mimo że ktoś nas nie zna, będziemy mieć u niego opinię osoby godnej zaufania, z którą warto iść w góry.

 

Zastanawiałam się też nad porównaniem związania liną i węzłem małżeńskim. Ten proceder także musi być oparty na solidnym zaufaniu, które cały czas należy budować. I tak łatwo jest je zniszczyć jednym ruchem. Dyskutowaliśmy o tym, wracając z cudnego listopadowego weekendu w Podlesiach. Różnica jest taka, że w sumie łatwiej jest się odwiązać od liny niż rozwieść, no chyba że zaliczy się naprawdę mocny i długi lot… wtedy może być na odwrót. I na koniec cytat żartobliwy, lecz moim zdaniem prawdziwy:

Gdyby ktoś chciał spróbować wspinania, potrzebne mu będą przede wszystkim dobre chęci, trochę tak zwanego szpeju (…) oraz ktoś, do kogo mamy stuprocentowe zaufanie i komu bez obawy podamy linę. Bo w odróżnieniu od innych partnerów, do tego od wspinania trzeba się przywiązać. I to mocno!


KRÓTKIE PODSUMOWANIE I RADY, JAK BUDOWAĆ ZAUFANIE:

Mów prawdę.
Okazuj szacunek.
Dbaj o jasność działań.
Bądź lojalny.
Pokazuj rezultaty swoich zobowiązań.
Ucz się całe życie.
Popełniaj błędy, przyznawaj się do nich i naprawiaj je.
Przepraszaj za wyrządzone krzywdy.
Precyzuj swoje oczekiwania.
Bądź otwarty.
Przyjmuj odpowiedzialność.
Słuchaj innych.
Dotrzymuj zobowiązań.
Obdarzaj zaufaniem.
Pomagaj innym mieć rację, a nie jej nie mieć.
Jeżeli masz wątpliwości, to je sprawdzaj, nie ufaj plotkom, nie zakładaj najgorszego.
Mów pozytywnie do innych i o innych.
Miej pozytywne nastawianie mimo trudnych warunków.

 

PS Chciałam serdecznie podziękować wszystkim cytowanym za poświęcenie chwili i zadumę nad zaufaniem: Gniewkowi Czarneckiemu, Justynie Drobkiewicz, Arturowi Hajzerowi, Panu Mirkowi J, Owainowi Phillipsowi, Kasi Popadiuk, Adamowi Pustelnikowi, Alexowi i Nicholasowi Sharmanom oraz Oli Taistrze.

 

Korzystałam z: Sztompka P., Zaufanie, 2007 oraz Covey S., Merrill R., Szybkość zaufania, 2009.


Tekst: Ola Piechnik


Numer GÓRY 3 (214) 2012


Prenumerata czasopisma Góry - Górski Magazyn Sportowy

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
2017-06-24
Tylko w GÓRACH
 

Strzeż się piorunów

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2017-06-20
Tylko w GÓRACH
 

Mont Blanc biegowo – na dwa sposoby

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2017-06-15
Tylko w GÓRACH
 

GÓRY (255) – Kto to powiedział?

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2017-06-15
Tylko w GÓRACH
 

GÓRY (255) – Alpejskie czterotysięczniki biegowo: Breithorn

Komentarze
0
 
Goryonline
 
2017-06-08
Tylko w GÓRACH
 

GÓRY (255) – Wspinaczkowe rejony na wyjazd z dziećmi

Komentarze
0
 
 
 
 
Copyright 2004 - 2017 Goryonline.com