facebook  youtube  vimeo
Górski magazyn sportowy - Góry

Lekcja pokory

To było wiele lat temu. Jako nieopierzony bażant zaczynałem swoją przygodę ze skialpinizmem...
M. Ciesielski
Warsztaty sprzętowe Petzla już za dwa dni!
w sobotę zapraszam wszystkich na Zakrzówek zainteresowanych sprzętem zimowym oraz nowościami z firmy Petzl
Adam Kokot
1 zdjęcie
Jedno zdjęcie z którego jestem zadowolony

Tekst: Jakub Brzosko  

Od pewnego czasu byłem szczęśliwym posiadaczem nart do skialpinizmu włoskiej firmy Trab, wiązań typu Low Tech i butów Dynafit 3. Zima tamtego roku była bardzo śnieżna, a moje ambicje narciarskie o wiele bardziej przerastały moje umiejętności. Z wypiekami na twarzy patrzyłem na kopne śniegi, w głowie projektowałem dziewicze zjazdy, i generalnie myślałem: „Jestem wybrańcem losu, a przede mną czysta przygoda!”. Zakwitła mi któregoś dnia w głowie szalona myśl, aby pójść na wycieczkę narciarską, ale najlepiej na taką klasyczną „wyrypę”, do tego gdzieś wysoko i daleko! „A co! Ja nie dam rady” – myślałem. Wycieczka miała się odbyć następnego dnia. Rozgorączkowany zasnąłem. Tymczasem TOPR ogłosił w Tatrach IV stopień zagrożenia lawinowego.       


Autor wiele lat po opisanej przygodzie



Ten dzień 

Poranek jakoś mi „zleciał” i zamiast rano wyszedłem przed południem. Wystartowałem z Kuźnic i skierowałem się w stronę Hali Kondratowej. Przetarty szlak prowadzący do schroniska na Kondratowej zachęcał do tworzenia ambitnych wizji dalszego scenariusza dnia. Szedłem na fokach szybko, pochłonięty swoimi myślami. Na Hali nikogo nie zastałem (i nawet nie zaglądałem do schronu, bo „po co?” – myślałem nieroztropnie), i skierowałem się w stronę Piekiełka, aby przez nie wydostać się na grań w rejonie Przełęczy Kondrackiej. Oprócz tego, że nikogo w górach nie spotkałem, dookoła rozpościerało się morze śniegu. Południowe stoki Giewontu wygrzewały swój gruby, biały płaszcz na słońcu, a Kopa Kondracka, Łopata, Suche Czuby i Czuba Goryczkowa, skryły swe łby i grzbiety w śnieżnych formacjach, zwisając groźnymi nawisami ku dolinom.
Przejście Piekiełka było nie lada sztuką, ponieważ kopny, zsuwający się śnieg, powodował, że narty wraz z kijkami, raz po raz głęboko się zapadały. Gdy podszedłem pod grań, dostrzegłem, że nawisy z przełęczy są niebezpiecznie wychylone w moją stronę... Jednak niepomny na to ostrzeżenie, zadowolony „przebiłem się” na grań. I w tym momencie moja „wyrypa” zaczęła się komplikować poważnie. Od zachodu wiał potwornie silny wiatr, który dosłownie „ścinał z nóg”.
Jednak bażant potrafi swoją lekkomyślnością i głupotą przebić każdy zakaz, zlekceważyć każdą przestrogę górskiego świata... A jeśli jest to ambitny bażant, to tym gorzej dla niego. O tym miałem przekonać się już wkrótce.

Na grani 

Momentalnie wpadłem w jakiś powietrzny cug. Dodatkowo cała grań była kompletnie zalodzona, tak że podchodzenie na fokach straciło jakikolwiek sens. Zapiąłem narty do plecaka. Ledwo co stawiałem kroki w wyjącym wietrze, raz po raz upadając na zalodzoną pokrywę.
Józef Oppenheim (znakomity narciarz i taternik, drugi naczelnik TOPR po Mariuszu Zaruskim) napisał w swoim „Przewodniku Narciarskim” z 1936 roku: „A wiatr zimą, to lód przenikający członki do rdzenia krzyża pacierzowego, wir zapierający oddech, ogłuszający skowytem zmysły, wyrywający narty z rąk, ciskający człowiekiem o ziemię, by odebrać mu resztę władzy nad sobą i światem. Kto nie przeszedł lodowych sekund życia w objęciach wiatru górskiego, ten nie wie co znaczy powoli umierać...” Niewątpliwie gdybym miał raki, szedłbym o wiele pewniej i szybciej. Gdybym je miał... To było pobożne życzenie. Mozolna wędrówka na wierzchołek Kopy Kondrackiej wydawała się nie mieć końca. Na wierzchołku ryczący wiatr tym bardziej nie dawał za wygraną. Nawet przez moment nie mogłem nacieszyć się z wejścia na szczyt w tych ekstremalnych warunkach. Zupełnie jakby zazdrosna przyroda nie chciała podzielić się ze mną swym surowym pięknem. Wiatr dosłownie zwiał mnie ze szczytu. Zapiąłem narty do zjazdu i ruszyłem w dół po przewianych polach śnieżnych. Na przełęczy pod Kopą Kondracką znalazłem się stosunkowo szybko. W tym momencie powinienem był zakończyć swoją wycieczkę... Stało się jednak inaczej...

Zaskoczenie

Do dziś nie rozumiem dlaczego nie zjechałem wtedy w dół, na Halę Kondratową? Być może szybki zjazd z Kopy nastroił mnie optymistycznie i spowodował, że postanowiłem dotrzeć do szczytu Kasprowego Wierchu (sic!), który widoczny był, i kusił pozorną bliskością...?
Tak czy inaczej kontynuowałem zawzięcie swój marsz głupoty. Trzeba wziąć pod uwagę, że było już około godziny 14, oprócz mocnego wiatru, zaczął padać gęsty śnieg, który ograniczył widoczność do około 20 metrów. Pomimo braku widoczności i szybko zapadającego zmroku, dziarsko „napierałem”. W pewnym momencie zaczęło mnie niepokoić, że zbyt długo kieruję się w dół. Zaabsorbowany „przesuwaniem się” w zaspach, dopiero po chwili zorientowałem się, że majaczy mi z prawej strony, w głębi doliny, czarna linia lasu. Zatrzymałem się. „Coś jest nie tak” – pomyślałem. „Przecież idąc granią w stronę Kasprowego, po pierwsze nie powinienem tak nisko schodzić, a po drugie ten las kompletnie mi tu nie pasuje?” – dziwiłem się. Zacząłem analizować sytuację i... nagle przeszyła mnie myśl: „Zgubiłeś się, a teraz schodzisz wprost do doliny Cichej!”. To przypuszczenie okazało się prawdą.
Będąc w rejonie Suchego Wierchu Kondrackiego, zamiast trzymać się głównej grani (której notabene nie widziałem w padającym śniegu i ograniczonej widoczności), zacząłem schodzić wzdłuż bocznej grani odchodzącej z Suchego Wierchu – Jaworowym Grzbietem. Zmrok zamieniał się w ciemność, a wiatr wzmagał się coraz bardziej, zalepiając gęstym śniegiem każdy kawałek ubrania. Moja sytuacja zmieniła się diametralnie: z trudnej, w fatalną.

Droga przez mękę 

Wtedy po raz pierwszy przestraszyłem się tej eskapady. Odwróciłem się. To co przed chwilą było „przyjemną grańką” pokonywaną płynnie w dół, przy podchodzeniu pod górę okazało się potworną pułapką. W związku z tym, że śnieg był kopny i „przewiany” a nastromienie stoku było znaczne, zmuszony byłem ruszyć „z buta”.
Każdy kto wędrował pod górę w kopnych tatrzańskich śniegach wie, jaki to horror...

Dalszy ciąg artykułu w: GÓRY, nr 11 (174) listopad 2008

(kg)
 

 
Dodane 2008-12-12 przez: Goryonline
Dodaj do: Facebook Wykop Twitter MySpace
 
 



Góry magazyn sportowy
góry | skały | baldy | relacje | artykuły | będzie | było | skitury | slackline | miejscówki | biblioteka | film | foto | ludzie | nasze skały | biznes info | szpej | katalogi | testy | poradnik | Bezpiecznie w GÓRACH: GOPR / PZU | poradnik GORE-TEX | społeczność | bloGORY | hyde park | forum | GÓRY archiwum | prenumerata | sklep GORYonline | PolarSport | Marabut | konkurs | ostatnio dodane |
O nas | Reklama | Kontakt | Praca

Copyright 2004 - 2012 Goryonline.com