facebook
 
znajdź partnera
nowy numer GÓR
 
 
 
 
 
baner
szukaj
 
 
 
Nasz kanał RSS
2017-01-05
 

Lawiny - O czym warto pamiętać /GÓRY 253

O prawdach i mitach związanych z bezpieczeństwem lawinowym z ratownikami TOPR, MARCINEM JÓZEFOWICZEM i ANDRZEJEM MACIATĄ, rozmawia AGNIESZKA SZYMASZEK.

CZY ZESTAW LAWINOWY ABC WYMAGA PRZYGOTOWANIA, NA PRZYKŁAD PRZEGLĄDU PRZED ZIMĄ?

MJ: Począwszy od najprostszego elementu zestawu, czyli łopatki, musimy sprawdzić, czy wszystko jest sprawne po sezonie: czy nie zaśniedziały blokady, nic nie zardzewiało, nie poluzowało, nie stępiło się i nie wymaga naostrzenia.

 

MOŻEMY NA WŁASNĄ RĘKĘ OSTRZYĆ ŁOPATKĘ? A MOŻE TRZEBA JĄ ODDAĆ DO SERWISU?

MJ: Łopatek się nie serwisuje. Trwają testy w celu wypracowania kryteriów do ich certyfikowania, na razie nie ma jednak przyjętych wytycznych. Po prostu trzeba na własną rękę ją obejrzeć i ewentualnie naostrzyć, ale z głową, żeby nie przesadzić. To nie ma być brzytwa, którą będziemy się golić. Chodzi o to, żeby nie było zagięć, które mogłyby zmniejszać wydajność kopania. Sonda – sprawdzamy wszystkie elementy, jakość linki, mechanizm blokujący. Upewnijmy się, czy sonda nie ma luzów: rozłóżmy ją i zobaczmy, czy poszczególne elementy nie zaczynają się wysuwać.

Detektor – mam nadzieję, że wszyscy wyjęli przed sezonem baterie, bo jeżeli nie, to prawdopodobnie wylały i mamy do czynienia z korozją styków, a w tej sytuacji detektora nie można już nazwać bezpiecznym. Do czystej komory wsadzamy nowe baterie, najlepiej litowe, nie akumulatory. Następnie poddajemy go testowi grupowemu lub testowi odległości: dwa egzemplarze ustawiamy w odległości 30–40 metrów i sprawdzamy, czy się nawzajem wykrywają. Detektor powinniśmy oddawać do certyfikowania co trzy lata, natomiast jeśli jest on intensywnie używany – co dwa lata. Sprzęt TOPR sprawdzany jest co dwa lata, ponieważ pracuje dużo i w ciężkich warunkach. Tymczasem każdy wstrząs, nawet upadek ze stołu, może doprowadzić do uszkodzenia anteny ferrytowej. W rezultacie zmniejsza się zasięg sygnału przy poszukiwaniu czy nadawaniu, co może mieć skutek podczas akcji ratowniczej.

Certyfikowaniem najczęściej zajmuje się dystrybutor, który sprzedał nam sprzęt. Jeśli sam tego nie robi, powinien skierować nas do odpowiedniego punktu. W TOPR możemy testować detektory Mammuta, Ortovox S1 oraz S1+.

 

 

MOŻNA WAM ODDAWAĆ DETEKTORY TYCH FIRM DO PRZEGLĄDU?

MJ: Tak, prowadzimy taką działalność przez Fundację TOPR. Ludzie wspomagają Fundację, a my za to testujemy im detektor. Robimy testy dla Uni Sportu, który jest przedstawicielem Mammuta, więc jeśli oni dostaną sprzęt do przeglądu, to i tak trafia do nas, bo jako jedyni w Polsce mamy urządzenie do testowania i programowania.

AM: Warto rzeczywiście zainteresować się, jak detektor jest testowany. Żeby to nie było tylko jego włączenie i wyłączenie.

 

ODDAJĄC DETEKTOR DO PUNKTU, CHYBA MAMY TAKĄ PEWNOŚĆ?

AM: My drukujemy certyfikat. Warto zadbać o otrzymanie go po serwisie. Detektor jest urządzeniem, które ratuje życie, tak jak defibrylator.

 

ILE SIĘ CZEKA NA SPRAWDZENIE DETEKTORA W TOPR-RZE?

MJ: To zależy, jak się uda wstrzelić w tak zwaną sprawność systemu testowania . W tej chwili, czyli w drugiej połowie listopada, jesteśmy w trakcie testów własnego sprzętu. Myślę, że z początkiem grudnia możemy przyjmować zlecenia od klientów. Test jednej sztuki trwa około pół godziny – z aktualizacją, wypisaniem i wydrukowaniem certyfikatu.

 

CZY DETEKTOR TRZEBA PRZYSŁAĆ?

MJ: Najlepiej po prostu skontaktować się i umówić indywidualnie. Jestem w stanie przeprowadzić test przy właścicielu, który wtedy widzi, jak to wygląda.

 

A CZY PLECAK LAWINOWY TEŻ TRZEBA SPRAWDZIĆ PRZED ZIMĄ?

MJ: Warto przeprowadzić pomiar wagi butli, jeżeli system jest napełniany butlą.

AM: W TOPR korzystamy z plecaków ABS, które oddajemy do serwisu Tatra Trade w Zakopanem. Damian Wilczyński z tej firmy jest osobą uprawnioną przez samego Petera Aschauera, twórcę plecaków wypornościowych tego typu, do ich testowania i serwisowania. Radziłbym, żeby samemu nie brać się za sprawdzanie plecaka. Aby zważyć butlę, trzeba mieć naprawdę dokładną wagę. Jeśli plecak był używany, warto zobaczyć, jaki jest stan tłoka i iglicy. Sami tego nie zrobimy.

 

W PRZYPADKU POZOSTAŁYCH PLECAKÓW ROBIMY TAK JAK Z DETEKTORAMI?

AM: Dokładnie – należy pytać dystrybutorów. Myślę, że mają informacje, jak taki plecak serwisować i staną na wysokości zadania.

 

CZY W KWESTII SZKOLEŃ LAWINOWYCH SĄ JAKIEŚ NOWOŚCI, TENDENCJE? W OSTATNICH LATACH CORAZ WIĘKSZĄ WAGĘ PRZYKŁADA SIĘ DO PLANOWANIA WYCIECZKI I SZACOWANIA RYZYKA LAWINOWEGO, A RATOWNICTWO PARTNERSKIE JEST JEDNYM Z ELEMENTÓW SZKOLENIA, PODCZAS GDY DAWNIEJ BYŁO JEGO GŁÓWNĄ CZĘŚCIĄ.

MJ: Myślę, że zależy, na jaki kurs się trafi. Są takie, na których te dwa elementy są wyważone. Po pierwsze, jest ratownictwo partnerskie, konieczne, aby wyrobić odpowiednie reakcje. Bo musi być ono oparte na instynktownych odruchach, a nie na przypominaniu sobie wiedzy. Jeśli nie będzie odruchów, zdominuje nas panika i strach, a wszystko, czego się uczyliśmy z mozołem, wywietrzeje. A odruchy zostają.

Po drugie – planowanie. Nie tylko na sali, ale także w górach: co, którędy, w jakich warunkach. Oczywiście takie szkolenia nie zastąpią potem zdobywania doświadczenia w terenie. Jeśli będziemy działać bez analizy tego, co dzieje się dookoła, tylko zdecydujemy: „O, jest ładnie – idziemy sobie”, to nie pogłębimy wiedzy. To samo dotyczy ratownictwa. Jeśli po kursie nie weźmiemy do ręki detektora, sondy i łopatki i nie poćwiczymy – wyuczone odruchy mogą zaniknąć. Dobrze jest nagrać film z treningu lawinowego, a potem obejrzeć go w sposób krytyczny. Nic tak nie skłania do refleksji, jak zobaczenie siebie w akcji. Polecamy tę metodę. Sami również wdrażamy ją na naszych kursach.

AM: Są osoby, które nie zdają sobie sprawy, że wycieczka górska zimą nie rozpoczyna się z momentem przyjazdu do Zakopanego. Ona powinna zacząć się już w domu, od planowania. Podczas naszych działań ratowniczych widzimy, że ludzie pomijają ten etap. A jeżeli już planują, odbywa się to na zasadzie „chciejstwa”: „Ja chcę wejść na Rysy”. I praktycznie wszystko, co się później dzieje, podporządkowane jest temu jednemu celowi – „chcę”.

Werner Munter, guru lawinoznawstwa, opracował metodę planowania „3 × 3”, która jest swego rodzaju algorytmem pokazującym, co powinniśmy wziąć pod uwagę na kolejnych etapach przygotowania do wycieczki. Ta metoda wyzwala nas z „chciejstwa” i mówi: „hola, hola, to jeszcze nie teraz, jeszcze nie dzisiaj. Musisz zrobić jeszcze to, to i to, a dopiero potem możesz podjąć decyzję”. Sprawia ona też, że nie pominiemy istotnych elementów przygotowania i jednocześnie przypiszemy do konkretnych zagadnień konkretną miarę: nie zbagatelizujemy czegoś, nie stworzymy też problemu z drobnostki. W tej chwili na rynku jest wiele publikacji, choćby książka wydania przez TPN: Lawiny. Poradnik dla narciarzy i turystów, w której ta i inne metody są dokładniej omówione.

Musimy też poznać prognozę pogody i „próbować z nią żyć”. Niektórzy, gdy widzą, że według prognozy będzie lało, mówią sobie: „Zawsze ma lać, a później nie leje, więc idziemy”. Prognozy mają w tej chwili naprawdę dużą wiarygodność i powinniśmy przywiązywać do nich wagę. Mógłbym wymienić co najmniej kilka wypadków z ostatnich dwóch lat, spowodowanych niedostosowaniem się do prognozy.

 

A PODACIE KILKA TAKICH PRZYPADKÓW, WYNIKAJĄCYCH WŁAŚNIE Z ZANIECHANIA?

MJ: Trudno powiedzieć, czy do wypadku doszło przez zaniechanie, czy też turyści sprawdzili wszystko, ale podjęli decyzję w rodzaju: „idziemy, damy radę”.

AM: Natomiast w każdym przypadku możemy wskazać moment, w którym rozpoczął się łańcuch skutkujący negatywnymi konsekwencjami, doprowadzający do wypadku.

MJ: Warunki terenowe, pogodowe i ludzie, z którymi idziemy, określają nasze działania. Na tej podstawie, jeszcze stojąc w dolinie, „narysujmy” sobie linię, do której maksymalnie możemy dojść. Jeżeli nie jesteśmy w stanie jej wyznaczyć, musi to dla nas być sygnał ostrzegawczy: nie umiemy właściwie ocenić warunków i powinniśmy zostać poza terenem zagrożonym lawinami, czyli na zboczach o nastromieniu poniżej 30 stopni. Przy czym pierwszy stopień zagrożenia lawinowego nie oznacza, że jest superbezpiecznie. Ta umowna linia przy lawinowej jedynce znajdzie się gdzieś wysoko, ale w pewnych miejscach będzie schodzić niżej, przekraczając formacje ekstremalnie strome. A jeżeli chcemy tam wejść z dużą grupą, ryzyko dodatkowo rośnie...

 

Dokończenie artykułu w najnowszym numerze magazynu GÓRY nr.253

 

 

Rozmawiała: Agnieszka Szymaszek

Ilustracja: Radosław Kurzeja

 

(kliknij obrazek by przejść do zawartości online)

 

KOMENTARZE
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
Dodaj komentarz
Goryonline
 
2016-12-26
GÓRY
 

Lawiny w polskich górach

Komentuj 0
Łukasz Ziółkowski
 
2016-05-30
FOTO-VIDEO
 

Zjazd wschodnią Matterhornu FILM

Komentuj 0
Łukasz Ziółkowski
 
Łukasz Ziółkowski
 
2016-05-05
GÓRY
 

Więcej rozsądku na górskich szlakach

Komentuj 0
Łukasz Ziółkowski
 
2016-03-14
GÓRY
 

IV Dni Lawinowo-Skiturowe 9-10 kwietnia

Komentuj 0
 
 
 
Copyright 2004 - 2017 Goryonline.com