Niestety dokładnie w takiej kolejności.
Kiedy w czerwcu kończyłem rok szkolny i zapowiedziałem, że w październiku nie wracam do pracy, od wyjazdu dzieliły mnie jeszcze trzy miesiące i, co gorsza, kilka tysiaków.
Postanowiłem więc czas spędzić łącząc przyjemne z pożytecznym. „Dzieci będę uczyć” pomyślałem, choć jeszcze niedawno zarzekałem się, że nie wejdę do klasy w towarzystwie choćby jednego ba... dzieciaczka, o 15 nie wspominając. Faktycznie „przyjemności” z uczenia dzieciątek, które przecież nie pojechały na obóz uczyć się tylko odpoczywać, były ogromne, ale cel uświęca środki.
Cel udało się osiągnąć. Przy odrobinie samodyscypliny pieniążków powinno wystarczyć, tylko nie bardzo wiem, co zrobić z błonami, które zaczęły mi rosnąć między palcami. Bo w miejscu zesłania słonecznych dni było już w sumie 6.