Pierwszy raz pamięta się do końca życia...

Locussolus
średnia ocena:



Cel:

Pn – Zach ściana Mnicha (2070 m n.p.m.)

Droga klasyczna IV+

1908 klasycznie; 1949 zimą

--------------------------------------------------------------------------

07 czerwca

 

     Regularnie budzę się w nocy, żeby się upewnić czy pogoda dopisze i czy widać góry, wschodzi słońce:
- chyba zaczyna wschodzić słońce, może już pójdziemy ?
- idź już w końcu spać...
:/ w końcu zasypiam i śpię aż do momentu kiedy budzi mnie budzik. Nareszcie...

6:00 – Czarna Góra; 8:00 – Palenica; 9:20 – Morskie Oko ->
Pod Mnichem
Kamieniste podejście, skała ciągle jest widoczna i pozornie o rzut beretem od nas, a jednek wciąż dzieli nas od niej znaczny fragment podejścia. Szlak najłatwiejszy i najkrutszy wydaje mi się być najdłuższym możliwym wariantem podejścia. Napędza mnie tylko myśl o pierwszej wspinaczce w nowym miejscu, w nowej formacji, w Tatrach...
     Ostatnie metry stają się coraz trudniejsze do pokonania, dłużą się niemiłosiernie, staram się myśleć tylko o tym, że z każdym krokiem jestem coraz bliżej Mnicha...
     Nareszcie! Jesteśmy u podnóża. Boska ulga, zmęczenie wywołane podejściem nagle mija. Uzupełniamy węglowodany w postaci Twixa oporządzamy się, idziemy pod naszą grogę.
Już w ścianie
Następuje wszystko po kolei, wreszcie mogę iść! Pierwszy kontakt z nowym zjawiskiem i do góry! Twardy, krystaliczny granit daje się we znaki na skórze, stopy dziwnie pewnie wydają się trzymać skały tak, że ręce służą już tylko do utzrymywania równowagi. Pokonywanie kolejnych etapów wspinaczki przychodzi bez większych przeszkód. Nic tylko się wspinać! Pogoda dopisuje, formacja rewelacyjna, odpowiednie nastawienie... Nie może być lepiej.

Na szczycie
Na szczycie ! Mnich jest mój ! Już nie ważene, że wspomogłam się hakiem żeby przejść kiedy zapomniałam zlikwidować przelot, że nie poprowadziłam nawet fragmenciku tej cztero wyciągowej drogi. Euforia sięga zenitu ? – nie, bo ta myśl jeszcze wtedy do mnie nie dochodzi.
Widoki robią niesamowite wrażenie, niezwykłe złudzenie optyczne ogromnej przestrzeni, której wydaje się nie zauważać przez ograniczenie jej innymi szczytami w okół. Nie można by tego zauważyć gdyby nie podejście, które mimo wszystko nadaje uroku tej wspinaczce. Nie da się opisać boskiego uczucia zadowolenia i poczucia własnej witalności w momencie dotarcia pod skałę, zadowolenia ze zdobycie szczytu i reflekcji, które ogarniają umysł przy schodzeniu z gór, poczucia potęgi natury i bezradności w obec niej. Można tylko podziękować, że pozwala nam korzystać ze swoich walorów, i że możemy być zdani ne jej łaskę bądź nie łaskę...
Niestety czas zjechać po to żeby módz tu jeszcze wrócić. Zjeżdrzamy do trzeciego stanowiska, na półki, żeby niektórzy mogli się dowspinać a inni popatrzeć jeszcze na wszystko przez chwilę z góry. Naszą uwagę głównie zaczęło przyciągać gwałtownie zmieniające się oblicze nieba, przynajmniej na mnie robiło to ogromne wrażenie, ale jeszcze nie wiem jak bardzo przenikliwy może być odgłos grzmotu i “uczucie burzy” w górach... Robi się coraz nieprzyjemniej więc nie tracąc czasu schodzimy łagodnym zboczem i właśnie wtedy dowiaduje się o sile rozładowań elektrycznych i dźwięków im towarzyszących. Przypuszczam, że poznałam zaledwie namiastkę tej mocy...

Koniec tego dobrego, idziemy do domu. Dopiero kilka godzin po powrocie dochodzi do mnie gdzie byłam, co odzwierciedla się wzruszeniem związanym z moim bardzo emocjonalnym podejściem do sprawy.
Teraz nie pozostało już nic tylko planpwanie kolejnych wyjść !

 

 

oceń:
 
informacje echa z gór biznes co gdzie kiedy relacje miejscówki skitury ludzie poradnik sprzęt katalog sprzętu/szpej test sprzętu cooltura biblioteka górska fotogaleria film strefa handlu sklepy górskie sklepy internetowe katalogi ogłoszenia drobne linki goryonline o nas kontakt reklama ostatnio dodane bloGORY Hyde Park GÓRY archiwum prenumerata konkurs TATERNICZEK