25 marca.
Już sześć dni jesteśmy w Kolorado. Ciągle nie odzyskaliśmy zgubionego przez linie United houlbaga pełnego camalotów i innego sprzętu niezbędnego do wspinania w pustynnych rysach. Agnieszka i Marcin, którzy lecieli innym lotem i którym też zgubiono bagaż, są już w Indian Creek i aktualnie nie mamy z nimi kontaktu. My czekając za to na telefon z lotniska udaliśmy się do okolicznych rejonów mikstowo-lodowych.
W okolicy słynnego Ouray, w Telluride, udało nam się w towarzystwie naszego „przewodnika” po rejonie – Stanislava Standy Vrba przejść chyba jeden z najsłynniejszych lodospadów na świecie czyli Bridalveil Falls IV WI5+/6 150 metrów*. W warunkach, jakie zastaliśmy podczas naszej wspinaczki, obrana przez nas linia, którą pokonaliśmy ten lodospad, miała w odczuciu bardzo doświadczonego, jeśli chodzi o wspinanie lodowe, Standy trudności oscylujące wokół stopnia WI5+.
Kolejną wspinaczką, jaką udało się zrealizować tym razem już samemu Maćkowi i Standzie, było przejście trudnego standardu, jakim jest The Talisman V WI6+M7 200 metrów*.
Podczas przejścia nie obyło się bez przygód, najpierw dosłownie o pięć minut w podejściu pod ścianę wyprzedził nas amerykański zespół, za którym potem na każdym stanowisku musieliśmy sporo czekać, a poza tym „niszczyli” oni niezbyt obfite polewki lodowe, po których mieliśmy się później wspinać. Później po pierwszym wyciągu okazało się, że nie zabraliśmy (spod ściany) niezbędnych do asekuracji na drugim wyciągu mechaników – prowadzący był zmuszony do wykonania ponad 10-metrowego wyjścia nad słabą śrubę w kluczowych mikstowych trudnościach. Później było już przyjemniej – zdziwiliśmy się tylko podczas zjazdów w niesamowitej ekspozycji i przewieszeniu, kiedy to mieliśmy problemy z dojechaniem (dowahaniem się) do kolejnego stanowiska.
Wydaje nam się, że w warunkach, jakich my pokonaliśmy tę drogę, miała ona trudności rzędu WI5+ M6.
Ostatni dzień przeznaczyliśmy, już tylko w dwójkę – Kasia i Maciek, na wspinanie w Ouray Ice Park – to niesamowite miejsce jest sztucznym tworem znajdującym się w centrum tego miasteczka. Znajduje się tam grubo ponad sto lodowych i mikstowych dróg o długości często przekraczającej 35 metrów.
Z ciekawszych - według nas oczywiście - dróg, które pokonaliśmy, należy wymienić Abridgement WI4/5 oraz przejście przez Maćka w stylu OS nowej, znajdującej się tuż obok linii High Tor M8*, drogi o wycenie M8+ . Jest to tak zwana „życiówka” Maćka, z której sam zainteresowany niezmiernie się cieszy.
Na koniec należy dodać, że wspinający się z nami Standa, który określa się jako „weekendowy” wspinacz, jest zawodnikiem nie do „zajechania”. Wspina się w lodzie i mikście tak, że nam przysłowiowa „kopara opada”.
*wyceny podajemy za najnowszym przewodnikiem po tym rejonie Colorado Ice, którego autorem jest Jack Roberts.