facebook  youtube  vimeo Kanał RSS
Górski magazyn sportowy - Góry

Świnicka przełęcz - walka z nawisem

Wybieram jeden z klasyków: blisko, rozgrzewkowo i nie za bardzo ekstremalnie. Coś w sam raz na początek – czy to kariery ski-alpinisty, czy też sezonu.
Adam Kokot
Pochylec
Sobotni wyjazd na Pochylca
Ola Taistra
Nina i Michał (Wgore.pl) w Andaluzji
Z początkiem maja pojawiła się u mnie w Andaluzji para mocno zmotywowanych wspinaczy warszawskiej areny wspinaczkowej "W góre".

Tekst i zdjęcia: Bartłomiej Latasiewicz (www.mogadorstudio.pl)

W szafie coś niepokojąco wibruje. Tak, to foczki chcą dzielnie napierać na śnieżne zbocza! Trzeba będzie coś wymyślić, bo ją rozwalą! Nasuwa się od razu pytanie: jeśli będą warunki, to gdzie uderzyć?! Bez zbędnego namysłu wybieram jeden z klasyków: blisko, rozgrzewkowo i nie za bardzo ekstremalnie. Coś w sam raz na początek – czy to kariery ski-alpinisty, czy też sezonu.
 
Świnicka Przełęcz (do Zielonego Stawu)
trudność: 2
deniwelacja: 370 m, samego żlebu 100 m
długość: 1250 m , samego żlebu 170 m
średnie nachylenie: 17°, w żlebie 31°

Usytuowana na grani pomiędzy Pośrednią Turnią a Świnicą. Z daleka imponująca, sprawiająca wrażenie wręcz pionowej. Z bliska już troszkę mniej spektakularna, ale ciągle wspaniała. Szybkie i dogodne dojście – czy to z Kasprowego przez Beskid, czy też od „dołu” – przez Dolinę Gąsienicową, czyni go częstym celem wycieczek.
Żleb często od góry ograniczony jest nawisem śnieżnym, który w zależności od warunków może być trudny do sforsowania. Dodatkowo częstym utrudnieniem są ślady piechurów, które utrudniają zjazd! U samego początku żleb jest dość wąski, lecz szybko otwiera się w szerokie, wygodne, średnio nachylone zbocze, którym można zjechać do samego Zielonego Stawu. Warto też pamiętać i uczulić, że mimo niewygórowanej wyceny, wraz ze zmiennymi tatrzańskimi warunkami zmieniają się trudności tego zjazdu, mogąc – przy skrajnie złym stanie śniegu – stać się trudnym i wymagającym testem nawet dla doświadczonych narciarzy.



„Świnicka Przełęcz – walka z nawisem” (z pamiętnika znalezionego w plecaku)

Działo się to już dobry czas temu, kiedy wszystko zdawało się być takie idealne i wspaniałe, a doświadczenie narciarskie miało się do brawury jak stokrotka do halnego.
Nic to jednak nie mogło powstrzymać dzielnego młodego ski-alpinisty, który za cel swej wycieczki obrał Przełęcz Świnicką. Warunki, jak twierdził młody ski-alpinista – wspaniałe.
Niepomny tego, iż jego przyjaciel z lekkim powątpiewaniem patrzył na niego, gdy wsiadał z nartami do PKS-u.
Zimno. Cudownie! – rozpromienił się młody ski-alpinista – będzie dobrze trzymało.
Wieje. Świetnie – rzekł młody ski-alpinista – będzie mało ludzi.
Lawinowe 2. Eeee, spoko – ocenił młody ski-alpnista – nie w takich warunkach się jeździło.
I ruszył. Zachuchany lekko, spluty, wfoczył się na Kasprowy. Wiało godnie, więc szybko schował się w górnej stacji kolejki. Kilku turystów robiło to samo. Był jedynym narciarzem. Młody ski-alpinista wypiął dumnie pierś i zastukał skorupami.
Po krótkiej przerwie ruszył dalej w siną dal..., a dokładnie przez Beskid na Przełęcz Świnicką. Na przełęczy żleb wyglądał troszkę groźniej niż z dołu. Dostęp do zjazdu ograniczał spory, dwumetrowy nawis...
Młody ski-alpinista złapał lekką tremę. Nogawki jakby troszkę mocniej zatrzepotały.
Nie miał się jednak nad czym zastanawiać. Dopiął skorupy, skrócił kij, stanął na krawędzi.
„Trza być dzielnym” – pomyślał i skoczył w trawers nawisu!
Krawędzie zaszorowały o zmrożone podłoże, bo przecież mróz trzymał nielichy. I tak zsunąłby się pewnie na sam dół, osiągając stopień rozciągnięcia zbliżony do joginów, gdyby nie zmrożone śniegowe kalafiory, na których kanty się zatrzymały. Znieruchomiał w nieludzkiej pozycji z jedną nartą na wysokości ucha, drugą dużo, duuuużo niżej. Obliczał współczynnik obciążenia, którego zamierzał dokonać, by ową nartę obniżyć! Po chwili namysłu, wyczekując bezwietrzną chwilę (bo – gwoli przypomnienia – wiało ostro), dokonał tegoż karkołomnego dzieła. Stanął dzielnie na dwóch deskach!
Odetchnął głośno, bogatszy o kolejne doświadczenie. W mózgu padła komenda: „razem deski” i ruszył już banalnym stokiem w dół!
Na dole pozostało mu tylko w zadumie podziwiać swoją linię, kontemplując rozciągniętą pachwinę. Od razu przypomniał sobie cytat ze starych filozoficznych ksiąg: „narciarstwo to zespolenie ciała i umysłu”.

Więcej o skialpinizmie w Tatrach w GÓRACH, nr 12-01 (151-152), grudzień-styczeń 2006/2007





(kg)
 

 
Dodane 2008-01-06 przez: Goryonline
Dodaj do: Facebook Wykop Twitter MySpace
 
- 2008-01-10 22:50:07
Mnie sie wydaje to wszystko jednak zbyt ektremalne, nawet jak na sam poczatek....
 
 
Wyszukiwarka
 



Góry magazyn sportowy
góry | skały | baldy | relacje | artykuły | będzie | było | skitury | slackline | miejscówki | biblioteka | film | foto | ludzie | nasze skały | biznes info | szpej | katalogi | testy | poradnik | Bezpiecznie w GÓRACH: GOPR / PZU | poradnik GORE-TEX | społeczność | bloGORY | hyde park | forum | GÓRY archiwum | prenumerata | sklep GORYonline | PolarSport | Marabut | konkurs | ostatnio dodane |
Kanał RSS O nas | Reklama | Kontakt | Praca

Copyright 2004 - 2012 Goryonline.com