Odjazd w Tatrach


Akcja rozwija się powoli – tydzień napinania się w robocie, codzienne kontrole pokrywy śnieżnej w Tatrach i zgrzytanie zębami, że ktoś pocina po „moim puchu”. Stopniowo napięcie rośnie – piątek coraz bliżej, w końcu weekend ląduje, a sztucznie wyluzowany prezenter pogody w telewizyjnej jedynce zapowiada rzeźnię na drogach za sprawą obfitych opadów śniegu. Co dla jednych rzeźnią, dla innych powodem do radosnego piątkowego melanżu. Akcja nabiera rumieńców – imprezowe „poszumy” w głowie jeszcze mącą myśli, a już za oknami jak w kalejdoskopie przewijają się widoki ośnieżonych lasów i gór – istna tortura dla złaknionych pocinania w puchu maniaków. Ukojenie niesie sen po wczorajszo-dzisiejszej imprezie. Zasypiamy, zanurzając się po pachy w pokrywającym Kasprowy puchu... Dobra! Jesteśmy na miejscu, teraz galopem do busika, który zawiezie nas do Ziemi Obiecanej. Tuż przed Kuźnicami w towarzystwie zaczyna się wyczuwać pewną nerwowość – atmosfera jak w blokach startowych na lekkoatletycznym meetingu. Busik staje, a zawartość jak wyrzucona z katapulty karkołomnym biegiem po zalodzonych schodach zmierza do... KOLEJKI. Nie tej wymarzonej, na górę, lecz dwugodzinnej, jakby żywcem przeniesionej z filmów Bareji. Papier toaletowy rzucili czy Relaksy (dla niewtajemniczonych przecudnej piękności buty zimowe o nieprawdopodobnie śliskiej, plastikowej podeszwie)? Nie dla psa kiełbasa. Właśnie szlak trafił marzenia o szybkim znalezieniu się na Królowej Polskich Stoków Narciarskich. Pozostaje albo frustrujące czekanie (przecież mi cały puch na Pośrednim, Beskidzie czy pod wyciągiem rozjeżdżą świnie jedne!!!!) albo dymanie z buta do dolnej stacji na Goryczkowej.

Istnieje na szczęście inna możliwość – wymagająca zaangażowania zdecydowanie mniejszej kasy, żelaznej kondycji, doskonałych umiejętności i PSYCHY jak u sapera. To ostatnie porównanie jest szczególnie trafne, gdyż podobnie jak saperzy przy rozbrajaniu bomb, osoby zajmujące się narciarstwem ekstremalnym mylą się tylko raz. O ile proste zjazdy z Zawratu, Karbu czy Świnickiej Przełęczy „wybaczają” i dają jeszcze szansę przeżycia w razie wywrotki, o tyle trudniejsze nie zostawiają żadnego marginesu błędu.

 



Wszystko zaczęło się blisko sto lat temu – prekursorem ski-extreme w polskich Tatrach był Mariusz Zaruski, który wiosną 1911 roku zjechał na nartach z Kościelca na Przełęcz Karb. Pomimo upływu blisko stu lat zjazd nadal trzyma klasę i pozostaje jednym z wyznaczników swojego stopnia trudności. Przez lata najwyższe polskie góry pokryły się siatką biegnących ścianami i żlebami zjazdów, które wyceniane są pod względem trudności w sześciostopniowej, otwartej skali trudności. Karol Życzkowski i Józef Wala, autorzy przewodnika „Narciarstwo wysokogórskie w Polskich Tatrach Wysokich”, wymieniają następujące zjazdy jako wzory poszczególnych stopni trudności:

0-     Kasprowy Wierch, Liliowe
1-     Gładka Przełęcz do doliny Pięciu Stawów, Beskid
2-     Świnicka Przełęcz, Zawrat do doliny Gąsienicowej
3-     Kozia Przełęcz do dol. Pięciu Stawów, Miedziane do Przedniego Stawu
4-     Niebieska Przełęcz do Dol. Gąsienicowej
5-     Zmarzła Przełęcz Wyżnia do Zmarzłego Stawu, Hińczowa Przełęcz „Na wprost” do Morskiego Oka
6-     Mięguszowiecki Czarny na Kocioł Czarnostawiański
7-     ....?

Na trudności ekstremalnych zjazdów narciarskich mogą mieć wpływ grubość pokrywy śnieżnej oraz jej warunki. Stosunkowo łatwy, przy korzystnych warunkach śniegowych, zjazd może stanowić poważne wyzwanie w momencie, gdy wjechanie do żlebu będzie wymagało skoku z nawisu śnieżnego i ustania na twardym, zmrożonym śniegu. Pokonanie najtrudniejszych zjazdów może natomiast wymagać nawet wieloletniego oczekiwania na wystarczającą ilość śniegu.



Prawdziwym niebezpieczeństwem, którego nie należy nigdy lekceważyć, jest zagrożenie lawinowe. Zjazdy ekstremalne biegną formacjami, które są najbardziej narażone na zejście lawin i przed wyjściem w góry radzę porozmawiać z ratownikami TOPR-u na temat warunków panujących w wybranym przez nas rejonie. Osobom planującym zjazdy narciarskie poza wyznaczonymi trasami zalecam zabranie ze sobą - oprócz tradycyjnego zimowego wyposażenia - kasku (narciarskiego bądź wspinaczkowego), także pipsa (detektora lawinowego), sond i łopaty lawinowej. 

Na pierwszy ogień proponuję stoki w okolicach Kasprowego Wierchu. Poligonem testowym jest zazwyczaj pobliski Beskid, oferujący relatywnie proste zjazdy o maksymalnej trudności „1”. Apetyt wzrasta w miarę jedzenia i po zaliczeniu najprostszych zjazdów z Beskidu czy przełęczy Liliowe, wkrótce zaczniemy się rozglądać za czymś, co będzie zdecydowanie bardziej podnosiło poziom adrenaliny. Dobrym rozwiązaniem jest spróbowanie swych sił na jednym z dwóch popularnych klasykach, Przełęczy Świnickiej bądź Skrajnej. Na początek polecam nieco łatwiejszy zjazd z Przełęczy Świnickiej do Zielonego Stawu Gąsienicowego. Wyceniona tylko na „2” Świnicka potrafi czasami dostarczyć niezłego zastrzyku adrenaliny. By dostać się do żlebu z przełęczy, trzeba często zeskoczyć z nawisu i wylądować na dosyć wąskim, pochylonym pod kątem 36 stopni pasku śniegu. Niżej teren jest już zdecydowanie łatwiejszy i pozwala na swobodne szaleństwa w nieprzejeżdżonym śniegu. Po opuszczeniu żlebu starajcie się nie tracić wysokości i trawersujcie na lewo, dzięki czemu bez większej konieczności podchodzenia dostaniecie się do dolnej stacji wyciągu na Hali Gąsienicowej. 

Zarówno zjazd z Beskidu, jak i Świnickiej Przełęczy są bardzo łatwe dostępne z Kasprowego Wierchu. Wystarczy przetrawersować stokiem Beskidu w kierunku Świnicy. Po niewielkim podejściu przez Skrajną i Pośrednią Turnię, znajdziemy się u wylotu żlebu. Drugim rozwiązaniem jest podejście trasą zjazdu od dołu, od strony Zielonego Stawu Gąsienicowego. Niewątpliwą zaletą tego rozwiązania jest możliwość zapoznania się z panującymi warunkami i oswojenia z ekspozycją. 



Twardziele, którzy mają już za sobą wyżej opisane zjazdy i przeszli przez wyższe stopnie wtajemniczenia w postaci zjazdów o wyższej skali trudności, mogą budować psychę i uzbroiwszy się w cierpliwość czekać na idealne warunki śniegowe, by zmierzyć się z skiekstremalnymi mitami. Jednym z nich jest dobrze znana wspinaczom Załupa H na Zadnim Kościelcu. Choć latem nie sprawia ona trudności, to pokonanie jej zimą na nartach jest istnym „kosmosem”. Prawdopodobnie pierwszą osobą, która próbowała nią zjechać był Piotr Konopka. Przy pierwszej próbie musiał się wycofać z powodu niewystarczającej ilości śniegu. Los lubi płatać figle. Zimą 1995 roku zdarzył się jeden, jedyny dzień, kiedy Załupa dawała szansę ewentualnemu śmiałkowi. Dużo śniegu, dobrego śniegu, pogoda. Piotrek nie mógł wtedy pójść w góry, egzaminował tego dnia na kursie przewodnickim Edka Lichotę. Osiem lat później w marcu 2003 roku Edek został pierwszą osobą, która pokonała tę wspinaczkową drogę na nartach. „Jak w większości najtrudniejszych zjazdów nie było mowy o używaniu klasycznej techniki obskoków – opowiada Edek – możliwe było tylko ześlizgiwanie się z dziabą w ręce. Cienka warstwa miękkiego śniegu na pokrytych lodem płytach mogła w każdej chwili strzelić przy zbyt gwałtownym obciążeniu. W pewnym momencie było na tyle wąsko, że na około 10 metrach wypiąłem narty i ten fragment zszedłem w rakach z czekanem w dłoni. Dolny fragment był tak wąski, że narty klinowały się o skałę”. Aby zjechać Załupą H musimy podejść na Kościelcową Przełęcz wzdłuż Zachodniej Ściany Kościelca. Właściwy zjazd zaczyna się mniej więcej na wysokości startu drogi Stanisławskiego.    

Tekst i zdjęcia: Dariusz Szylko 

Szczególne podziękowania za pomoc w przygotowaniu artykułu należą się firmom HAGAN oraz KHOLA (
www.tatratrade.com.pl), producentom wysokiej klasy sprzętu do narciarstwa wysokogórskiego oraz Edwardowi Lichocie i Piotrowi Konopce (K2, www.k2.zakopane.pl).

Góry, nr 12 (127) grudzień 2004

(kg)

 
 
informacje echa z gór biznes co gdzie kiedy relacje miejscówki skitury ludzie poradnik sprzęt katalog sprzętu/szpej test sprzętu cooltura biblioteka górska fotogaleria film strefa handlu sklepy górskie sklepy internetowe katalogi ogłoszenia drobne linki goryonline o nas kontakt reklama ostatnio dodane bloGORY Hyde Park GÓRY archiwum prenumerata konkurs TATERNICZEK