ŁUKASZ DEPTA, ANDRZEJ GŁUSZEK I WOJTEK KOZUB - Krótko i na temat


Po pierwsze gratuluje mocnych przejść. Pierwsze pytanie dotyczy celu: dlaczego ten rejon? Skąd czerpaliście na jego temat informacje?

Naszym pierwotnym celem na ten rok było wielkościanowe wspinanie w Hindukuszu. Gdy jednak rejon ten został zamknięty, musieliśmy znaleźć coś innego. W wyborze celu kierowaliśmy się tym, żeby był to dziewiczy, oferujący trudności wspinaczkowe szczyt w mało uczęszczanej grupie górskiej. Na Honboro Group zwrócił uwagę Jerzy Wala, wybitny znawca topografii Karakorum i Hindukuszu.



Jak bardzo Wasza działalność górska była utrudniona właśnie przez „dzikość” tego miejsca? Czy istnieje tam chociaż częściowo infrastruktura turystyczna, taka jak np. w rejonie Trango?

Grupy górskie, w których działaliśmy (Honboro Group i Shigar Mountains), nie są trudno dostępne – od końca drogi jezdnej dla jeepów podejście pod ściany zajmowało nie więcej niż dwa dni. W wioskach można było wynająć bez problemu tragarzy, my nie mieliśmy takiej potrzeby, gdyż w góry wychodziliśmy maksymalnie na sześć, siedem dni. 

Parę słów o wspinaniu w tym rejonie. Czy jakość tamtejszej skały jest dobra? Donosiliście, że podczas wspinaczki na przełęcz Bukma Col musieliście uważać na spadające z góry seraki. Czy duże niebezpieczeństwa obiektywne są normą w tym rejonie?

Skała jest niestety złej jakości, dlatego w grę wchodzi raczej tylko wspinanie mikstowe. Stosunkowo wysoki przebieg izotermy stopnia zerowego sprawia, że działalność górska w pełni lata nie jest tak bezpieczna, jakby mogło być np. wczesną jesienią lub na wiosnę – to są nasze przypuszczenia. Choć na pewno lipiec i sierpień odznaczają się najlepszą pogodą. Wydaje nam się, że w każdym wysokogórskim, mikstowym terenie występuje sporo niebezpieczeństw obiektywnych, jednak tutaj dodatkowo mamy do czynienia z bardzo kruchą skałą.

A co powiesz o samych drogach? Zwłaszcza tej na Honboro Peak West. 53 godziny akcji non stop na drodze o tych trudnościach jest niemałym wyczynem. Jeśli dodamy do tego wysokość 6000 m robi się z tego alpinizm przez duże A. Czy kiedykolwiek wcześniej wspinaliście się na drodze o podobnej powadze?

Na pewno była to najpoważniejsza nasza wspinaczka. Początkowo planowaliśmy założyć dodatkowy obóz na Kande Col (ok. 5700 m), jednak ze względu na niestabilną pogodę podjęliśmy decyzję, że lepiej i bezpieczniej będzie działać szybko i bez żadnego obciążenia. Akcja od wejścia w ścianę do szczytu zajęła nam trzydzieści godzin, powrót i zjazdy zaś kolejne dwadzieścia trzy. Trzeba zaznaczyć że ciąg trudności kończył się na Kande Col (ok. 5700 m). Dalej pokonywaliśmy długą na dwa kilometry południowo-zachodnią grań, na której napotykaliśmy miejsca M5 – to już nie było wspinanie ciągowe, tylko kilka miejsc. 

Ostatnie, tradycyjne już pytanie: co dalej? Czy macie jako zespół jakieś plany na przyszły rok?

Oczywiście. Jeśli się uda, pojedziemy na naszą upatrzoną turnię w Hindukuszu lub gdzieś w okolice Lachit Glacier w Karakorum. Wszystko zależy od tego, czy władze pakistańskie pozwolą na działalność w tych rejonach. Jak się okaże, że nie pozwolą, to pójdziemy do Jerzego Wali i na pewno coś wymyślimy.

Góry, nr 9 (160) wrzesień 2007

Więcej o wpinaniu w rejonie Honboro w październikowym numerze Gór 10 (161) 2007



 (kg)
 
 


Zobacz również:
informacje echa z gór biznes co gdzie kiedy relacje miejscówki skitury ludzie poradnik sprzęt katalog sprzętu/szpej test sprzętu cooltura biblioteka górska fotogaleria film strefa handlu sklepy górskie sklepy internetowe katalogi ogłoszenia drobne linki goryonline o nas kontakt reklama ostatnio dodane bloGORY Hyde Park GÓRY archiwum prenumerata konkurs TATERNICZEK