
Po znów nieudanej wyprawie na K2, celem odreagowania po spędzeniu w namiocie kilku tygodni bezowocnego oczekiwania na polepszenie się pogody, Wojtek Kurtyka udał się w słabo do tej pory znany (szczególnie w polskim środowisku alpinistycznym) rejon doliny Nangmah (Karakorum). Po dotarciu na miejsce okazało się, że w dolinie tej istnieją bardzo atrakcyjne możliwości wspinania wielkościanowego. Po powrocie do kraju, Wojtek postanowił podzielić się z naszymi czytelnikami swoimi wrażeniami, podając cenne wskazówki i rady ułatwiające dotarcie w to bardzo ciekawe miejsce w Pakistanie.
Cała dolina `upstrzona` jest granitowymi turniami ze ścianami dochodzącymi nawet do 2000 metrów wysokości (!!!) i to w dodatku w większości dziewiczymi (sic!). Największą atrakcją rejonu (oczywiście poza wspinaniem) jest to, że większość ciekawych (skalnych) szczytów jest poniżej 6000 m n.p.m., co w Pakistanie oznacza brak konieczności posiadania pozwoleń (z reguły bardzo drogich). Nie ma także obowiązku zatrudniania sirdarów, kucharzy i innych `miejscowych`, których wynajęcie sporo podnosi koszt każdej ekspedycji. Ma to szczególne znaczenie w przypadku biedniejszych i mniej rozrzutnych wypraw. Dodatkowym ułatwieniem jest możliwość wspinaczki na kilometrowe zerwy praktycznie w odległości nawet 1 godz. od miejsca, gdzie dojeżdża Jeep!

Dolina ta znana jest przede wszystkim z pięknego szczytu - Amin Brakk (5850 m n.p.m.) z ogromną, monolityczną, wysoką na 1650 m wschodnią ścianą, która już od paru lat stanowiła wyzwanie w czołówki himalajskich `bigwallowców`. Ostatecznie w 1999 roku nową drogę wytyczył trójkowy zespół hiszpański, wspinając się przez ponad miesiąc. W rejonie tym działało już kilka wypraw, lecz stan eksploracji jest daleki od końca (w przeciwieństwie do popularnych rejonów takich jak np. Trango (Karakorum) czy Fitz Roy (Patagonia), gdzie ilość atrakcyjnych problemów jest już na wyczerpaniu). Jak widać, jest to miejsce szczególnie polecane zespołom nastawionym na `wielo-dniowe/tygodniowe (niepotrzebne skreślić) wiszenie w ścianie.
Dojazd
Samolot - jest to najdroższa część wyprawy, lot na trasie Warszawa - Islamabad - Warszawa, to koszt około 800 USD. W stolicy Pakistanu dokonujemy wszelkich niezbędnych zakupów i w dalszą drogę udajemy się z całością sprzętu, żywności i innych rzeczy potrzebnych na wyprawę.
Następnie udajemy się do Skardu (stolica Balitstanu) i na tej trasie mamy do wyboru dwie możliwości. Pierwsza z nich, to samolot (cena około 30 USD w jedną stronę) - jest to szybki patent, lecz bardzo często zawodny z powodu notorycznie odwoływanych lotów (zła pogoda uniemożliwiająca przelot). Zdarza się, że nieraz trzeba czekać nawet 2 tygodnie (!). Drugi sposób, to przejazd autobusem (około 10 USD) - podróż trwa około 20-22 godz. Zaletą `busa` jest także możliwość zabrania ze sobą dużej ilości bagaży (istotne dla `łojarzy`) bez płacenia drogiego nadbagażu. Dla większego zespołu (np. 4 osoby) może zajść potrzeba wynajęcia całego `busa` (cena do negocjacji).
W Skardu wynajmujemy jeepy do wioski Kande (kierunek Hushe). Można tu (w Skardu) wynająć dwa rodzaje jeepów: duże (tzw. Toyota Jeep - choć nie koniecznie musi to być samochód firmy Toyota - miejscowi nie zawsze przejmują się szczegółami) i małe. Czteroosobowy zespół wspinaczkowy ze swoimi rzeczami musi wynająć dwa jeepy (cena jednego to około 70 USD, ale jest bardzo zależna od stanu dróg i im więcej jest obsunięć i uszkodzeń, tym drożej). Podróż trwa około 5 godz. i kończy się w Kande, gdzie zatrzymujemy się w hoteliku (jedynym zresztą) by odpocząć i wynająć tragarzy (cena około 13-16 USD za ładunek). Uwaga: wioska jest regularnie zalewana lawinami błota i kamieni, tak że po przyjechaniu na miejsce może się okazać, że hoteliku nie ma.
Z wioski udajemy się do doliny Nangmah i w zależności gdzie będziemy się wspinać, to do bazy mamy od 2 godz. do 10 (?) godz. marszu. W dolinie praktycznie wszędzie można założyć wygodny (tzn. z wodą i wśród zielonej trawy) obóz bazowy, blisko ściany którą sobie upatrzymy. Pod większość ścian podchodzi się po piargach, a tylko czasami po lodowcu.

Wspinanie
Wydaje się, że wybór celów jest wprost nieograniczony, ponieważ większość szczytów i ścian jest dziewiczych, a i na tych, które pokonano jest sporo wolnego miejsca. Zamieszczamy kilka zdjęć, które dają pewien (choć niepełny) obraz możliwości rejonu. Niestety, jakość zdjęć nie jest może najlepsza, ponieważ były one robione w złej pogodzie (podająca cały czas mżawka). Bardzo zachęcamy do odwiedzenia tego rejonu, atrakcyjnego przede wszystkim dla wspinaczy o sportowym nastawieniu i nie chcącym za dużo wydawać na organizację wyprawy. Dodatkowym plusem jest wiadomość, że wspomniana dolina jest tylko jedną z wielu. Jak wieść niesie, większość okolicznych dolin jest bardzo podobnych do siebie. Czyżby `bigwallowy` raj? Wystarczy `zakombinować` trochę (no, może więcej niż trochę) dolarów i samemu zobaczyć. Zachęcamy.
Wojciech Kurtyka
Foto: Wojciech Kurtyka
Z archiwum Magazynu GÓRY
(kg)