Kamila G. kag
Tam i z powrotem
2007-12-10
Mój prywatny werdykt...
Już kolejny rok z rzędu nie mogę się zgodzić z werdyktem jury Krakowskiego Festiwalu Górskiego. Wygrały filmy, które moim zdaniem do konkursu nie powinny być dopuszczone. Superprodukcje TVN nie mogą bowiem równać się z filmami przygotowanymi przez kilku zapaleńców na komputerze domowym. Zawsze miałam - złudne chyba - wyobrażenie, że imprezy tego typu takie właśnie filmy powinny promować. W tym roku do konkursu startowało bardzo niewiele obrazów. Czy nie przeszły przez sito eliminacji, czy po prostu tak mało filmów na konkurs zostało zgłoszonych? Zgadzam się ze stwierdzeniem, że nie wszystkie filmy tzw. górskie nadają się do szerszego rozpowszechniania. Znudzona publiczność pomimo przedpołudniowego czasu mogłaby usnąć głębokim snem oglądając powtarzający się przeważnie oklepany temat przygotowań do wyprawy, przejazdu, zakładania kolejnych obozów, by wreszcie podziwiać ciężko dyszących wpinaczy na szczycie. Jednak pokazywanie doskonałego dokumentu o normalnie unikającym świateł jupiterów Wojtku Kurtyce, czy niezapomnianej Wandzie Rutkiewicz to wydany zaocznie wyrok skazujący na niskobudżetowe produkcje. Z przyzwoitości mam wrażenie nagrodzono „Niematotamto”, który został już wcześniej doceniony na innych festiwalach. To był też mój typ, tak samo jak Inwigilacja Krzona czy film bez zbędnych słów o niepełnosprawnym Piotrku. Cóż, to mój prywatny werdykt...